Wtorek
23.06.2009
nr 174 (1423 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
O czym szumią knieje? autor: Stanisław Pawluk
Jest rzeczą oczywistą, że sprawy myśliwych wywołują zainteresowanie społeczne a wrażenie jakie wywołamy swoją postawą kształtuje opinię o łowiectwie. Oto kilka z tych spraw jakimi na co dzień żyje nie tylko łowieckie środowisko.

Polowanie bez pozwolenia na broń


W Sądzie Rejonowym w Białej Podlaskiej trwa proces karny oskarżonego Jana Cz., członka Zarządu Okręgowego w Białej Podklaskiej i byłego łowczego Koła Łowieckiego nr 15 "Ostoja", oskarżonego o udostępnianie broni myśliwskiej myśliwemu nie posiadającemu pozwolenia na broń. Sąd zmierza także do potwierdzenia lub zaprzeczenia informacji, czy prawdą jest, że towarzyszący z nielegalnie użytkowaną bronią myśliwy strzelił dzika, którego jakby nigdy nic zapisał w stosownej dokumentacji koła na swoje nazwisko. Prokuratura zarzuciła Janowi Cz. naruszenie ustawy o broni. Oskarżony pełni nadal obowiązki członka Zarzadu Okręgowego, ale w PZŁ to norma.


Przekroczenia planów łowieckich

W tym samym kole nr 15 "Ostoja", miało miejsce, ujawnione przez Państwową Straż Łowiecką w Lublinie, przekroczenia dozwolonej do odstrzału zatwierdzonym planem łowieckim ilości zwierzyny. W jednym sezonie pozyskano o 9 zajęcy więcej, a w drugim o 3 zające. Państwowa Straż Łowiecka skierowała sprawę do prokuratury w Białej Podlaskiej. Prokuratura wysłuchała świadków, którymi byli pełniący funkcje w zarządzie koła.

Prezes Adam K. stwierdził, że nie był w stanie podjąć informacji o popełnionym przestępstwie, gdyż Józef K. nie przekazał mu dokumentacji koła.
Łowczy Jan Cz., pełniący w okresie popełnienia przestępstwa te obowiązki oświadczył, że polowania odbywały się w grupach, gdzie każda grupa miała swego prowadzącego. Gatunek i ilość pozostałej do odstrzału zwierzyny podawano na zbiórce przed rozpoczęciem polowania. Grupy nie miały ze sobą kontaktu.

Z tytułu przekroczenia planów łowieckich Nadleśnictwo Lasów Państwowych w Białej Podlaskiej oraz Państwowa Straż Łowiecka nie wyciągały żadnych konsekwencji w stosunku do koła.

Prokuratura umorzyła postępowanie "z uwagi na znikomą szkodliwość", a w uzasadnieniu napisano, „że przekroczenie ustalonego planu pozyskania zajęcy nie nastąpiło w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, było skutkiem braku komunikacji między myśliwymi, emocji towarzyszącej polowaniu. Nadto nie było znaczne i ostatecznie nie doprowadziło do zachwiania równowagi w populacji zajęcy. Umarzając postępowanie prokuratura skierowała wniosek do Zarządu Okręgowego w celu zastosowania w powyższej sprawie przepisu z art. 34 pkt. 6 ustawy Prawo Łowieckie mówiący o tym, że PZŁ prowadzi system sądownictwa łowieckiego. W odpowiedzi z ZO w Białej Podlaskiej, kierowanego przez podającego się za "myśliwego zawodowego" Romana Laszuka, prokuratura uzyskała informację, że sprawa otrzymanego wniosku zajmuje się rzecznik Waldemar Szpiler ale z uwagi na jego śmierć sprawa została wstrzymana do czasu powołania nowego rzecznika.

O decyzji prokuratury poinformowana została Państwowa Straż Łowiecka jako zawiadamiający o przestępstwie.

Na marginesie tej sprawy zauważyć należy, że do prokuratur rejonowych na Lubelszczyźnie coraz w większej ilości napływają zawiadomienia kierowane przez komendanta PSŁ w Lublinie Stefana Kowalewskiego o popełnionych przestępstwach łowieckich. Pragnący zachować anonimowość prokuratorzy z Kraśnika i Białej Podlaskiej nie kryją swego zdziwienia, że Państwowa Straż Łowiecka posiadająca uprawnienia wynikające z ustawy Prawo Łowieckie do prowadzenia dochodzeń i wnoszenia bezpośrednio do sądu aktów oskarżenia wyręczają się organami policji i prokuratury. Prokuratorzy dają do zrozumienia, że skoro Państwowa Straż Łowiecka "spycha" przestępstwa łowieckie do innych organów, to znaczy, że jej na nich nie zależy na ich prowadzeniu. Tym bardziej oni nie czują się zobowiązani do zajmowania się tymi przestępstwami zwłaszcza, że na co dzień zajmują się o wiele większej wagi czynami. Sprawą interesują się lokalne media dosć szczegółowo opisując zaistniałą sytuację.


Gdzie podziały się tusze?

Prokuratura w Białej Podlaskiej prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości jakie zdaniem myśliwych wystąpiły w Kole Łowieckim nr 18 „Ponowa”, kierowanym przez prezesa Ryszarda Mączyńskiego. Jest to to samo koło łowieckie, które zapraszało marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego na „dodatkowe” pozaplanowe polowania zbiorowe.
Prokuratura stara się m.in. wyjaśnić następujące wydarzenia: Jan B. odstrzelił jelenia byka z naruszeniem prawa. Okręgowy Sąd Łowiecki w Białej Podlaskiej wydał postanowienie orzekające karę myśliwemu. Zarząd koła pod kierownictwem prezesa Ryszarda Mączyńskiego „zarekwirował” już poćwiartowana tuszę i łeb z okazałym wieńcem. Należność za tuszę i trofeum nie wpłynęła do kasy skarbu państwa. Nie uiszczono także ekwiwalentu za zwierzynę pozyskaną z naruszeniem prawa. Okoliczności te zostały ujawnione w jednej z rozpraw między myśliwymi jakich ostatnio w Białej Podlaskiej jest wiele i tak trafiły na prokuratorskie biurko.

W tym samym kole zarząd koła „zarekwirował” tuszę dzika-lochy zastrzelonej przez Arkadiusza P., o czym pisaliśmy w dzienniku Łowiecki. Arkadiusz P. został prawomocnie skazany za ten czyn przez sąd powszechny. Tusza i ekwiwalent za nielegalne pozyskanie powinny trafić do skarbu państwa. Nie trafiły i aktualnie prokuratura bada co się z tymi należnościami stało i czy prezes koła miał prawo dysponować swobodnie majątkiem skarbu państwa.


Lis zgnił - sprawa została

Prokuratura we Włodawie „wyjaśnia” sprawę lisa zastrzelonego przez myśliwego Koła Łowieckiego nr 18 „Ponowa” w Białej Podlaskiej Stefana K. prezesa Okręgowego Sądu Łowieckiego w Białej Podlaskiej. O tej sprawie pisaliśmy też w dzienniku. Nowością w sprawie jest to, że lekarz weterynarii Jacek M. po raz kolejny inaczej pamięta zdarzenie. Zapytany pierwotnie, w krótkim czasie po wydarzeniu twierdził, że dostawy lisa do badań od Stefana K. nie pamięta. Następnie przypomniał sobie, że Stefan K. lisa dostarczył, ale lis miał rozpoczęty proces gnilny i nie nadawał się do badań. Aktualnie twierdzi, że powodem nie przyjęcia lisa było to, że był strzelany dwa razy w tym jeden raz „na łeb” co dyskwalifikowało lisa do badań. O tym, że jego przełożeni stwierdzili, że prywatny dom Jacka M. nie jest miejscem, gdzie przyjmuje się lisy do badań, a on prywatnie takich czynności nie wykonuje, Jacek M. stara się zapomnieć. Faktem jest, że lisa po zastrzeleniu z miejsca gdzie padł nikt przez długi czas nie ruszał i być może leży on w tym lesie do dzisiaj. Ja w każdym razie spory czas po zastrzeleniu, zaprowadzony przez myśliwego z Koła Łowieckiego nr 18 „Ponowa”, mogłem go tam na miejscu oglądać.


Wojna na anonimy?

Coraz więcej członków kół łowieckich, w których konflikty „wyciekły” poza ramy organizacji ma kłopoty z pozwoleniami na broń. Po słynnym już doniesieniu złożonym przez zarząd Zenona Okapy na członka swego koła Floriana Sekułę, coraz więcej członków tego koła ustawia się w celu złożenia wyjaśnień na różnego rodzaju okoliczności, mających wpływ na posiadanie lub nie pozwolenia na broń. Ktoś tam musi się tłumaczyć z biegania za żoną z flintą dookoła mieszkania, inny, że miał zachowania wskazujące nadużywanie alkoholu, jeszcze inni tłumacza się z ciągłych awantur domowych lub innych rzekomych dokonań. Podobnie jest w środowisku Koła Łowieckiego nr 63 „Dąbrowa”, w którym jeden z członków już sprzedał broń po cofnięciu mu pozwolenia przez KWP.
Specjalista z zakresu psychologii sądowej poproszony o skomentowanie tego zjawiska twierdzi, że zazwyczaj do istniejącego konfliktu „podłączają” się inni, często z zadawnionymi urazami i ufając, że obwiniany będzie jawny uczestnik konfliktu, generują lawinę anonimów mających zaszkodzić tej czy innej osobie. Bywa, że sam zainteresowany dla utrzymania swojej pozycji kierownika, prezesa czy innej funkcji, generuje różnego rodzaju doniesienia dla skłócenia większej grupy osób, w której dla każdej ze skłóconych on jest „oczywistym” przyjacielem i w ten sposób czerpie stosowne korzyści z trwającego konfliktu.