Środa
07.10.2009
nr 280 (1529 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Jak TW Jabłoński, Tajera urządził; cz.II autor: Stanisław Pawluk
W część I opisałem, jak Główny Sąd Łowiecki kierowany przez TW Zygmunta Jabłońskiego, ręka w rękę z GRD Tadeuszem Andrzejczakiem przygotowali grunt pod zwiększenia kary wobec Wiesława Tajera, przewodniczącego KR w kole, który ośmielił się zapytać prokuraturę, czy czasem działanie mgr inż. Ryszarda Gierlińskiego, przewodniczącego GKR i prezesa koła nie miało znamion przestępstwa. A wszystko dlatego, że organa okręgowe w Białej Podlaskiej nie potrafiły wymóc usunięcia nieprawidłowości w działaniu zarządu koła kierowanego przez Ryszarda Gierlińskiego. Wprawdzie prokuratura nie znalazła znamion przestępstwa, co oczywiście nie oznaczało, że nieprawidłowości nie było, bo potwierdziła je kontrola OKR w Białej Podlaskiej, z którą zapoznali się już czytelnicy.

Po zaakceptowaniu przez GSŁ nieprawidłowości formalnych opisanych w części I tego artykułu, rozprawa potoczyła się już wartko i sąd szybko zwiększył karę Wiesławowi Tajerowi do 2 lat zawieszenia w PZŁ. Orzeczenie to wyjaśniono w 5-cio stronicowym uzasadnieniu. Dowiedziałem się z niego przede wszystkim, że zastępca Głównego Rzecznika Dyscyplinarnego był upoważniony do złożenia skargi. Uzasadnienie ujęło to następująco:

..."należy kategorycznie przesądzić, iż do wniesienia przedmiotowej skargi był upoważniony zastępca Głównego Rzecznika Dyscyplinarnego, dysponujący szczególnym pełnomocnictwem do dokonania czynności, udzielonym przez Głownego Rzecznika Dyscyplinarnego. Wniosek powyższy wynika z interpretacji odpowiednich przepisów dotyczacych kasacji na podstawie kodeksu postępowania karnego"...

Napisane na okragło o jakiejś interpretacji, która nie została przedstawiona w uzasadnieniu, ani nie wskazano w nim tych ..."odpowiednich przepisów"... k.p.k., które miały tak ..."kategorycznie przesądzić"..., że zastępca GRD był uprawniony do złożenia skargi. Przy tym ani słowa o jednoznacznycm zapisie § 68 ust.1 Regulaminu postępowania dyscyplinarnego PZŁ, że skargę może złożyć tylko Główny Rzecznik Dyscyplinarny, a nie żaden jego zastępca. Ciekawe przy tym, że wersji powyższej wcale nie trzymał się Tadeusz Andrzjczak, Główny Rzecznik Dyscyplinarny, bo podpisał się w przeddzień rozprawy lipcowej pod skargą, a przecież, jeżeli udzielił podobno zgodnego z prawem pełnomocnictwa, to nie musiał poświadczał nieprawdy i fałszować skargi swoim podpisem dopiero wtedy, kiedy wyszło na jaw, że skargę złożył jego zastępca. To wszystko razem jest typowym zabiegiem dla maluczkich, bo ilu członków Zrzeszenia ma się znać na prawie, żeby móc wykazać, że sąd łowiecki oszukuje obwinianego nie wskazując podstawy prawnej swojego stanowiska, co w sądzie powszechnym byłoby niedopuszczalne. Jeżeli TW Zygmunt Jabłoński w ten sam sposób sądził i pisał uzasadnienia jako zawodowy sędzia karnista, to rzeczywiście tajna współpraca z SB była mu konieczna, żeby nie wylecieć z zawodu.

Ciekawym fragmentem uzasadnienia był też opis czynu Wiesława Tajera, tym razem opisany inaczej, niż zrobiły to poprzednie sądy, które rozpatrywały tę sprawę wcześniej. O ile w dwu poprzednich instancjach czyn ten opisano jako wystąpienie do prokuratury bez upoważnienia komisji rewizyjnej koła i za to go uznano winnym, choć ukarany występował tylko pod swoim nazwiskiem i adresem zamieszkania jako obywatel RP, który nie potrzebuje upoważnienia KR, żeby złożyć doniesienie o możliwości zaistnienia przestępstwa, to tym razem sąd jednoznacznie stwierdził, że zawiadomienie złożone zostało ..."wyłącznie przez obwinionego".... Jeżeli tak, to gdzie się podział zarzut, za który orzeczono 1 rok zawieszenia w prawie członka PZŁ, że zawiadomienie złożył w imieniu komisji rewizyjnej, do czego nie miał mieć prawa i za co został ukarany?

Dlaczego sąd tym razem zaczął odwracać się od tezy, że Wiesława Tajera występował w imieniu KR koła bez jej upoważnienia? A to dlatego, że przedstawiłem na rozprawie oświadczenie jednego z pozostałych dwóch członków komisji rewizyjnej koła, że przewodniczący ustalał z nim złożenie zawiadomienia do prokuratury, a to kompromitowało całą wymyśloną przez rzecznika i sądy łowieckie konstrukcję zarzutu, że Wiesław Tajer nie miał upoważnienia KR dla wystąpienia do prokuratury. Teraz, kiedy okazało się, że w 3-osobowej komisji dwoje chciało doniesienia do prokuratury, całe postępowanie przeciwko Wiesławowi Tajerowi powinno zostać wyrzucone do śmieci, a on uniewinniony i przeproszony. No ale tego Główny Sąd Łowiecki nie mógłby zrobić, bo nie po to prezes TW Zygmunt Jabłoński podmienia w środku rozprawy sędziów, nie po to GRD fałszuje skargę nadzwyczajną i nie po to prezes GSŁ osobiście włącza się do sądzenia, żeby po rozprawie poinformować mgr inż. Ryszardza Gierlińskiego, że bardzo nam przykro, ale Wiesław Tajer okazał się niewinny zarzucanego czynu, za który było zlecenie na zwiększenie kary.

A jak to wywiódł sąd proszę przeczytać niżej:
..."należy zauważyć, że obrońca obwinionego zbyt dużą wagę przykłada do tego, czy obwiniony działał w imieniu własnym, czy w imieniu Komisji Rewizyjnej. Nawet w tym drugim przypadku Wiesław Tajer musiałby ponieść odpowiedzialność dyscyplinarną, albowiem do zadań każdej komisji rewizyjnej w Polskim Związku Łowieckim, nie należy bezpodstawna polemika z organem wymiaru sprawiedliwości - prokuratorem"...

Przekładając powyższe na język, który ma być zrozumiały dla szerokich rzesz członków PZŁ, sąd wyjaśnił Wiesławowi Tajerowi, że nieważne, czy złożył doniesienie bez zgody KR, co było głównym zarzutem, za który miał już 1 rok zawieszenia, ale również gdyby złożył je w imieniu KR, to i tak popełniałby przewinienie łowieckie. Dla wszystkich pozostałych ponad 100000 członków Zrzeszenia to także nauka, że złożenie doniesienie do prokuratury w imieniu statutowego organu Związku, czy też tylko w swoim własnym imieniu, gdy prokurator nie potwierdzi zaistnienia przestępstwa, to członek podlegać będzie odpowiedzialności dyscyplinarnej przed sądem łowieckim. To bardzo poważne ostrzeżenie dla członkom Zrzeszenia, przypominające, jak bardzo ryzykują, jeżeli zauważone nieprawidłowości w PZŁ zgłoszą do organów ścigania. Ta nauka ma jeszcze jeden ciekawy aspekt. Za złożenie doniesienia do prokuratury w sprawie jednego z 3500 kół w Polsce i wobec działacza, ale jeszcze nie na najwyższym stanowisku, dostaje się 2 lata zawieszenia w prawach członka. Teraz zatem należy oczekiwać mega postępowania dyscyplinarnego, w sprawie Jarosława Gawła oraz Zbigniewa Masłowskiego, którzy donieśli na przewodniczącego Zarządu Głównego nie o brak podpisu pod jakąś wypłatą na 500 zł., tylko o zagarnięcie mienia znacznej wartości, czego prokuratura nie potwierdziła i tak jak w sprawie doniesienia Wiesława Tajera, postępowanie umorzyła. Będziemy śledzić to postępowanie, o ile oczywiście działacze do niego dopuszczą, bo wtedy zacznie się publiczna dyskusja o szczegółach każdego z zarzutów, a obwiniani mogą zamienić się w bohaterów. Redakcja już wystąpiła do GRD z zapytaniem, czy postępowanie dyscyplinarne przeciwko w/w członkom Zrzeszenia zostało już wszczęte i na jakim jest obecnie etapie.

A jak ocenione zostały w powyższym kontekście winy Wiesława Tajera? Sąd określił zasądzony już prawomocnie 1 rok zawieszenia w prawach członka PZŁ za rażąco łagodny, bo m.in. ..."obwiniony działając umyślnie, w sposób zaplanowany i przemyślany zamierzał zaszkodzić swoim kolegom z Koła łowieckiego "Jeleń".... Czyli domaganie się wszelkimi sposobami usunięcia nieprawidłowości, których nawet okręgowe organa nadzoru nie mogły wymóc na zarządzie koła, oznaczało działanie na szkodę członków tego koła. Prawdopodobnie sąd miał na myśli prezesa koła, bo raczej nie pozostałych jego członków, u których Wiesław Tajer szczyci się estymą i szacunkiem, a ten przeciw któremu złożone zostało doniesienie do prokuratury, czyli mgr inż. Ryszard Gierlińskio, uciekł z koła, ratując się tym przed możliwym wykluczeniem.

Pozostawienie nieprawidłowości, które wytknęła OKR byłoby więc według sądu właściwe. Uczcie się szanowni czytelnicy, żeby wam czasem nie przyszło do głowy ściganie tych, którzy wasze składki i mienie traktują tak, jak zarząd kierowany przez mgr inż. Ryszarda Gierlińskiego. Pamiętajcie również, że jak zdarzy się Wam podpadnięcie działaczowi na szczycie naszego Zrzeszenia, to możecie być pewni, że ci, którzy zajmują najwyższe funkcje w Zrzeszeniu staną na głowie, żeby Was przykładnie ukarać i nie cofną się przed niczym. Tak jak nie cofnął się w opisywanej sprawie prezes GSŁ TW Zygmunt Jabłoński, szachrując przepisami k.p.k. i Regulaminu postępowania dyscyplinarnego w PZŁ, pokazując, że utracił już nawet te resztki honoru, które powinny mu dożywotnio służyć jako byłemu sędziemu zawodowemu. Podobnie postępowali inni działacze. GRD Tadeusz Andrzejczak potwierdzający nieprawdę na skardze nadzwyczajnej, zacięty w swoim zacietrzewieniu mgr inż. Ryszard Gierliński, czy sędziowie GSŁ Kazimierz Gaczyński Edward Janeczko, Tadeusz Ciborski i Jakub Zieliński, którzy spolegliwi wobec prezesa, nagle zapomnieli o zasadach uczciwego procesu, którego nie odważyliby się naruszyć w sądzie powszechnym, a nie mieli obiekcji, gdy stosowanych na co dzień reguł nie zastosowali w sądzie łowieckim.

Tak długo, jak na najwyższych funkcjach w Polskim Związku Łowieckim zasiadać będą tajni współpracownicy organów bezpieczeństwa państwa sprzed 1989 r., tak długo używać będą sądownictwa dyscyplinarnego do zabezpieczania swoich pozycji. Jeżeli chcemy zachowania obecnego modelu łowiectwa, gwarantującego szerokim rzeszom obywateli możliwość polowania bez konieczności posiadania ziemi, to musimy zlikwidować sądownictwo łowieckie w obecnym kształcie, bo broniący go działacze sami wywrócą ten model, jak będą zmuszeni do odspawania się od dożywotnio przypisanych sobie stołków.