Czwartek
05.01.2006
nr 005 (0158 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
O modelu polskiego łowiectwa autor: Piotr Gawlicki
Dyskusja o modelu polskigo łowiectwa trwa z różnym natężeniem przez lata. Gloryfikacja tego modelu stała się jednym z najważniejszych działań kierownictwa PZŁ, przez co model ten w opinii ogółu myśliwych jest bardziej utożsamiany z utrwalaniem swojej pozycji przez kierownictwo Zrzeszenia, niż z rzeczywistymi atrybutami tego modelu. Dyskusja w ostatnich dniach nabrała nowego tempa, po artykule w ŁP nr 01/06 o łowiectwie w Czechach i wywiadzie z Ministrem Szyszko. Żeby tej dyskusję ukierunkować na właściwe problemy, chciałbym przypomnieć niektóre tezy mojego artykułu na temat modelu polskiego łowiectwa z BŁ nr 06/05, bo po przeszło pół roku, są one dalej aktualne tak jak i w momencie ich pierwszej publikacji. Pisałem wówczas - cytuję:

Spróbuję opisać ten model wskazując zagrożenia, przed którymi należy go bronić. Model opiera się na trzech filarach i nie może istnieć bez żadnego z nich. Filarami tymi są:
- wyłączenie państwa z obowiązków prowadzenia gospodarki łowieckiej,
- oddzielenie prawa do polowania od prawa własności do gruntu,
- realizacja zadań gospodarki łowieckiej przez jedną ogólnokrajową organizację.

W Polsce udział państwa w łowiectwie zredukowany jest do minimum. Żaden urząd państwowy, żadna agencja rządowa, żaden organ administracji rządowej lub samorządowej nie ma wpisanych zadań gospodarki łowieckiej. Konieczne z punktu widzenia interesu państwa zadania w tym zakresie zostały scedowane na jedną ogólnopolską organizację, jaką jest Polski Związek Łowiecki.

Z punktu widzenia państwa, model polskiego łowiectwa jest całkowicie samofinansujący się, a państwo nie musi dokładać do łowiectwa ani złotówki, także na odszkodowania za szkody w uprawach rolnych spowodowane przez zwierzynę w obwodach łowieckich. Właśnie sprawa odszkodowań, które są najpoważniejszym obciążeniem dla kół łowieckich, prowokuje dyskusje. Myśliwi, będąc pod presją konieczności wypłaty rolnikom często wysokich kwot, zaczynają wskazywać na państwo jako płatnika odszkodowań za szkody wyrządzone przez zwierzynę, która jest przecież własnością skarbu państwa. Jeżeli państwo przejmie na siebie obowiązek wypłaty odszkodowań, to wydane kwoty z budżetu musi sobie czymś zrekompensować. Nie ma co liczyć na to, że posłowie uchwalający budżet - a szerzej: całe społeczeństwo - zechcieliby zaakceptować sytuację dopłacania do realizacji przez myśliwych ich pasji z budżetu państwa. Myśliwi w mediach i społeczeństwie mają już i tak złą opinię, że nie byłoby roztropnym narażanie się jeszcze na zarzut zabierania pieniędzy bezdomnym matkom, chorym dzieciom czy przeciążonym pracą pielęgniarkom. Gdyby przeniesiono na państwo obowiązek wypłaty odszkodowań, to dla zrekompensowania tych wydatków, zostałaby wprowadzona odpłatność za prawo do polowania. Do samych odszkodowań doliczono by oczywiście koszty utrzymania urzędników, koszty szacowania szkód, koszty delegacji oraz inne koszty bezpośrednie i pośrednie. Suma wypłacanych odszkodowań też by wzrosła, bo rzeczoznawcy, w przeciwieństwie do szacujących szkody myśliwych, nie mogliby wypłacać odszkodowań od ręki, co pozwala myśliwym płacić za odszkodowania naprawdę najniższe akceptowane przez rolników kwoty.

W rezultacie koło musiałoby płacić za prawo do polowania nie mniej niż dwa razy więcej, niż płaci dzisiaj za szkody, co w naturalny sposób doprowadziłoby do upadku szeregu kół i zajęcia ich obwodów przez osoby prywatne, czy myśliwych z innych krajów Unii lub oddania prawa do polowania właścicielom gruntów, zwalniając tym samym państwo z obowiązku wypłacania im odszkodowań. W ten oto sposób łowiectwo zostałoby skomercjalizowane.

Niektórzy powiedzą, że przecież można wprowadzić system obowiązkowych ubezpieczeń i państwo nie dopłaci do łowiectwa ani grosza. Głosząc takie rozwiązania, zapominają jednak o tym, że przedsiębiorstwa ubezpieczeniowe będą musiały rozwinąć taki sam system obsługi odszkodowań, jak państwo. Ponieważ zaś działają komercyjnie, to do wszystkich kosztów, jakie na obsługę odszkodowań wydawałoby państwo, dodadzą jeszcze dodatkowe 15-20 proc. zysku, pogarszając jeszcze bardziej sytuację kół wysoką składką i przyspieszając proces prywatyzacji łowiectwa.

Oddzielona od państwa gospodarka łowiecka opiera się na społecznej aktywności myśliwych i pracy organów Zrzeszenia. Jeżeli ten rodzaj działalności wykonywanej przez myśliwych nieodpłatnie i w ramach własnego wolnego czasu lub finansowany z ich składek, zastąpimy powierzeniem tych zadań odpowiednim służbom, to instytucje państwowe odpowiedzialne za łowiectwo będą jeszcze bardziej podnosić cenę prawa do polowania. W ten sposób model łowiectwa będzie ewoluował w kierunku zarządzanej przez profesjonalne służby coraz droższej gospodarki łowieckiej, o coraz mniejszym zaangażowaniu samych myśliwych.

Realne zagrożenie wprowadzenia powyższych rozwiązań jest jednak małe, bo oprócz głosów wypływających z nielicznych środowisk myśliwych nie są nimi zainteresowane żadne siły polityczne. Tylko poprzez parlament i podejmowane w nim zmiany do ustawy łowieckiej można by zmienić obecny model łowiectwa.

Gorzej jest z pozostałymi dwoma filarami polskiego łowiectwa, bo ich sens koliduje z głoszonym przez niektóre środowiska polityczne prawem właścicieli gruntów do decydowania o prawie do polowania na tych gruntach oraz obroną konstytucyjnej wolności zrzeszania się, czemu ma przeszkadzać obowiązek przynależności do PZŁ.

Można zrozumieć, że właściciele dużych areałów rolnych chcą mieć wpływ na to, jaką gospodarkę łowiecką prowadzi się na ich gruntach, ale nie oznacza to, że takie uprawnienie obiektywnie się im należy. Również lobby chłopskie może używać argumentu, że gospodarkę łowiecką prowadzi się ponad głowami rolników, którzy godzić się muszą na obecność myśliwych na swoich polach. Obrona stanowiska myśliwych musi przekonywać, że prawo własności gruntu nie jest nadrzędne nad wszystkimi innymi prawami nie tylko w Polsce. Jako przykłady wyłączenia z prawa własności należy wskazywać prawa do kopalin i wód głębinowych, prawa do przestrzeni powietrznej nad gruntem oraz prawa do przesyłania energii i informacji podziemnym i naziemnym okablowaniem.

Oddzielną sprawą są lasy. Wprawdzie większość sił politycznych jest - przynajmniej werbalnie - przeciwko ich prywatyzacji, ale punkt widzenia na tę kwestię może zależeć od bieżącej pozycji na scenie politycznej. Przed wyborami opozycja nie podniesie sprawy prywatyzacji lasów, ale już jako silna koalicja rządowa może zmienić zdanie. Prywatyzacja lasów jest dla myśliwych większym zagrożeniem, bo po jej przeprowadzeniu lasy dostaną się w ręce lepiej zorganizowanych właścicieli, którzy łatwiej wymuszą korzystne dla siebie rozwiązania, bo będą dysponować większym kapitałem, a cel ich działań będzie różny od misji dzisiejszych lasów państwowych.

Jak do powyższych spraw odniosą się politycy, można tylko domniemywać. Jestem zdania, że dopóki głosy właścicieli ziemskich, drobnych rolników i ewentualnie właścicieli lasów nie będą artykułowane w sposób zorganizowany, możemy być spokojni o obecnie prawo do polowania w obwodach łowieckich.

O wiele łatwiej będzie można skutecznie zaatakować trzeci filar polskiego modelu łowiectwa i tej sprawie chciałbym poświęcić więcej uwagi. Pogląd o konieczności zlikwidowania monopolu Polskiego Związku Łowieckiego na zrzeszanie się chętnych do uprawiania łowiectwa obecny jest zarówno wśród liczących się sił politycznych, jak i wśród rosnącej liczby członków PZŁ. O ile przesłanki, którymi kierują się politycy, można sobie tłumaczyć ideologią konkretnych partii politycznych, o tyle warto przeanalizować przesłanki myśliwych, chcących likwidacji monopolu jedynej krajowej organizacji łowieckiej i wierzących, że poprawi to ich sytuację. W momencie dopuszczenia do powstania wielu różnych organizacji łowieckich oraz usamodzielnienia się wielu kół łowieckich poza jakimikolwiek strukturami, zniknie podmiot odpowiedzialny za prowadzenie gospodarki łowieckiej w kraju. W tej sytuacji muszą powstać organa państwa odpowiedzialne za łowiectwo, a to będzie prowadzić - w sposób opisany przeze mnie wyżej - do komercjalizacji i prywatyzacji tej gałęzi gospodarki narodowej. Powstaje więc pytanie, skąd przy tak powszechnym przywiązaniu do istniejącego modelu istnieją w Zrzeszeniu silne tendencje do działań zagrażających temu modelowi?

Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą organów Zrzeszenia. Przez lata, a nie tylko przez ostatnią jedną czy dwie kadencje, organa Zrzeszenia robiły wiele, żeby nie dopuszczać szeregowych myśliwych do spraw najważniejszych dla przyszłości łowiectwa. Mogło to być efektem przekonania, że szerokie masy członkowskie nie są przygotowane do angażowania się w problematykę szerszą niż sprawy koła łowieckiego, albo też przekonania, że wystarczą organa PZŁ, żeby w układach na najwyższych szczeblach władzy państwowej pomyślnie załatwiać sprawy łowiectwa. Nawet w kryzysowych dla utrzymania modelu latach 90-tych nie szukano rzetelnego wsparcia wśród szeregowych członków Zrzeszenia. Przesłanie organów wobec szeregowych członków z tego czasu miało tylko jeden charakter: my bronimy was w najlepszy z możliwych sposobów, a wy bezkrytycznie nas popierajcie.

Takie relacje w Zrzeszeniu, które mieni się demokratycznym, uwłaczały szeregowym myśliwym, szczególnie że szedł za nimi ciągły proces umacniający pozycję działaczy w organach kosztem wpływu członków na działalność tych organów. Organa czuły się silne, ale tak naprawdę nie stały za nimi i nie stoją zwarte szeregi członków, bo coraz większa ich liczba jest sfrustrowana brakiem wpływu na swoje Zrzeszenie.

Koniec cytatu.

Krytycy modelu, bardzo często wypunktowują negatywne zjawiska z jakimi możemy spotkać się w łowiectwie, jako przykłady wyczerpania się formuły tego modelu. Nie można wykluczyć, że są zjawiska, których źródłem jest tenże model sam w sobie, ale żeby tak twierdzić, trzeba wykazać ich bezpośredni lub pośredni związek z tym modelem. Twierdzę, że większość tych zjawisk nie ma bezpośredniego związku z założeniami tego modelu i występowałyby one również w każdym innym modelu, bo do ich usunięcia potrzebne są działania, które z konkretnym modelem łączą się raczej mało.

To samo dotyczy krytykowanej pozycji kierownictwa Zrzeszenia, która nie dlatego jest krytykowana, w tym również przeze mnie, że jest owocem tego modelu, tylko dlatego, że ustanowiono taką, a nie inną stukturę wewnątrzorganizacyjną PZŁ. To nie dlatego należy PZŁ krytykować, że jest jednym z trzech podstawowych filarów polskiego modelu łowiectwa, tylko dlatego, że filar ten nie jest skonstruowany na miarę współczesnych zasad państwa prawa, bo czerpie ze źródeł rozwiązań wprowadzonych w latach 50-tych ub. wieku.

Gdyby PZŁ został przemeblowany w sposób sznujący podmiotowość wszystkich myśliwych i w sposób rzeczywisty dawałby im wpływ na funkcjonowanie polskiego łowiectwa, to za wzrostem odpowiedzialności spoczywajacej na barkach każdego myśliwego, rosłaby ich pozycja w społecześnstwie, a negatywne zjawiska utwalone w czasach realnego socjalizmu, byłyby wypierane przez zachowania akceptowane przez ogół. Nie trzeba dalejko sięgać w przeszłość, żeby przypomnieć sobie, że po 1989 r. zdecydowana większość tego co stało wcześniej na głowie, po postawieniu na nogi stało się sprawnie działającym mechanizmem i to samo powinno zdarzyć się w PZŁ. Czy tak się stanie, to w ostatecznym rachunku zależy przede wszystkim od nas samych i o tym należy przede wszystkim pamiętać.