Piątek
30.04.2010
nr 120 (1734 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
O moralności, etyce i "hakach" autor: Stanisław Pawluk
Organ Polskiego Związku Łowieckiego „Łowiec Polski”, w sposób ostentacyjny opisuje lukrowany wizerunek polskiego modelu łowiectwa, niczym dawna „Trybuna Ludu”, skrupulatnie omijając problemy i wydarzenia jakie coraz częściej wychodzą na światło dzienne. Pominę rozważania, czy obecny model jest rzeczywiście tak dobry, czy to już przeżytek, skoncentruję się na kierownictwie Związku, pokazującym na co dzień, że nie trzeba dbać o interes myśliwych, a przedstawiana niby sielankowa atmosfera w PZŁ to tylko piasek przykrywający smrodliwy środek, czekający na jakiś wiatr, który ten smród mocnym dmuchnięciem da powąchać szerokim kręgom myśliwych.

Nic w tym dziwnego, że po raz kolejny, monopolista, jeszcze nie tak dawno podlegający obowiązkowej prenumeracie organ, wzorem „Czerwonego Sztandaru” czy wspomnianej już „Trybuny Ludu”, serwuje swoim coraz mniej licznym czytelnikom teksty pełne fałszywego patosu i fałszywego moralizatorstwa. W kwietniowym numerze tego nadymanego pisma wskazano mi do poczytania dwa teksty: „Oświadczenie GKR” i „O łowiectwie czy o 'hakach'”. „Oświadczenie GKR” tutaj pomijam, zwłaszcza, że jest to kolejna medialna laurka podpisana nazwiskiem mgr inż. Ryszarda Gierlińskiego, pełna frazesów, odwracająca kota ogonem, czyli starająca się wybielić oczywiste fakty potwierdzone postanowieniem Prokuratury Okręgowej w Warszawie kończącym postępowanie w sprawie nadużyć i strat znacznej wartości spowodowanych przez dr Lecha Blocha. Jako, że osobiście dane mi było zapoznać się z ustaleniami prokuratorskimi co opisałem w dzienniku, pełen zwyczajnej „wazeliny” kłamliwy tekst usiłujący nadać inny wymiar stwierdzeniem prokuratora: „z powodu przedawnienia” i „z powodu niskiej szkodliwości czynu”, jest niczym innym jak liczenie na naiwność i tępotę czytającego. Autor sam nie posiadający moralnego prawa do wypowiadania się o sprawach poprawności gospodarowania w łowiectwie, co udowodnił w trakcie pełnienia funkcji prezesa Koła Łowieckiego nr 76 „Jeleń” w Parczewie, wydaje własny osąd odmienny od ustaleń zawartych w postanowieniu prokuratury i „wciskając” w usta warszawskich prokuratorów opisy, pod którymi bez wątpienia swoich podpisów nigdy by nie złożyli.

Tekst Bogdana Bronowskiego „O łowiectwie czy o 'hakach'” jawi się niczym wzór tekstu propagandowego z dawnego „Notatnika Lektora PZPR”. Przypatrzmy się więc jak to na wzór koreańskich propagandzistów do wierności i lojalności modelowi (czytaj: aktualnej władzy modelu!) agituje tenże moralista wciskając czytelnikowi jako pewnik, że ..."sfrustrowani 'ambicjonerzy' nie wahają się sięgać po pomówienia czy tematy zastępcze, byle tylko przejąć władzę”.... Stwierdza, że ..."tzw. niezadowoleni urządzają polowania z naganką na władze PZŁ atakując coraz częściej – niestety -poniżej pasa.”... Autor wskazuje na rzekome hasła niby obowiązujące w opozycji: ..."Bij prezesów i łowczych!”, „Dorżnąć tych z zarządów okręgowych i Nowego Światu!”. Nigdy z takimi hasłami się nie spotkałem, a rozległe kontakty z myśliwymi nie potwierdziły żadnej tego typu agresywnej tendencji. Stwierdzenia te odebrano jako próbę agitowania do słuchania łowczych okręgowych i zarządów kół, które przecież otrzymały stosowne wytyczne w trakcie odbywanych „szkoleń”, w jaki sposób wybory delegatów mają być przeprowadzone.

Autor pomija przykłady działań, które z jednej strony „produkują” coraz większą liczbę „frustratów”, a z drugiej pokazują, że skandaliczne działania mają miejsce po stronie władzy, na którą złego słowa powiedzieć nie można. Wskazanie choćby małej rysy na udających przysłowiowe dziewice działaczy, jak choćby wskazanie, że mgr inż. Ryszard Gierliński, tak nadaje się na wystawianie świadectw uczciwości ZG PZŁ jak lis na pilnowanie kurnika, spotyka się z ostrą reakcją wiernych władzy jak choćby prezes GSŁ, doprowadza do upodlenia zasłużonego członka koła, który jako przewodniczący KR zareagował właściwie na skandalicznie realizowaną gospodarkę łowiecką przez mgr inż. Ryszarda Gierlińskiego o czym pisaliśmy tutaj oraz tutaj.

Bogdan Bronowski porusza także bardzo uwierający władze PZŁ problem, wśród których wielu swoją karierę, także łowiecką, podpierało wiernym donoszeniem na swoje żony, sąsiadów, przyjaciół z pracy do SB. Dzięki takiej właśnie postawie zdobywali kolejne stanowiska. Autor omawianej „agitki” stwierdza, że jeden z portali internetowych ..."wypuścił informację, według której łowczy krajowy był „współpracownikiem służb”. Stwierdza także z radością, że ..."Na szczęście pojawiły się też głosy rozsądku, z dystansem do „minionego okresu” – w końcu liczą się osiągnięcia".... Stawia też pytanie, ..."czy te odległe o kilkadziesiąt lat epizody mają znaczenie dla efektów kierowania PZŁ tu i teraz?".... Autor z jednej strony powątpiewa czy łowczy krajowy był współpracownikiem SB w czasach PRL, a z drugiej strony zdaje się umniejszać znaczenie tego faktu pisząc o „epizodzie”. Autor zna jak widać tylko część akt dotyczących TW „Kazimierza”, w rzeczywistości dr Lecha Blocha, zapewne zawartą jedynie na mikrofilmie nr 2229/1, inaczej nie pisałby o „epizodzie”. Szkoda, że nie zadał sobie trudu i nie zapoznał się z większą ilością akt w tym dotyczących także innych ważnych działaczy PZŁ. Może wówczas pojąłby, jak dalece tamte przyzwyczajenia, negatywne cechy osobowościowe i nawyki oddziaływają na rolę jaką pełnią te osoby aktualnie.

Te nie tak w końcu odległe „epizody” mają wielkie znaczenie dla kierowania PZŁ tu i teraz. Przy takim nasyceniu naczelnych organów PZŁ byłymi agentami i pracownikami byłej SB nie dziwi, że Zygmunt Jabłoński jako prezes GSŁ mataczy składami sędziowskimi i przepisami, aby wykańczając Wiesława Tajera, zniwelować wykazany przez niego brak gospodarności jaki miał miejsce za sprawą prezesa GKR mgr inż Ryszarda Gierlińskiego w trakcie pełnienia przez niego funkcji prezesa koła. Wykazanie, że mgr Ryszard Gierliński nie zna się na gospodarowaniu mieniem kolegów na szczeblu koła, traktując dość frywolnie ich finanse, będąc bezpośrednim uczestnikiem wielu zdarzeń gospodarczych na pograniczu karalności, nie jest autorytetem mogącym akceptować skandaliczne zakupy od kolegi w trakcie polowania samochodów drogich i bez gwarancji, szafowanie pieniędzmi, albo wydanie albumu w sposób urągający zasadom, czy dokonywanie zakupów krawatów za cenę podwójną do wartości. Czytelnicy znają zresztą okoliczności wielce bulwersujących jak na dobrego gospodarza zachowań na niwie finansów i przytaczać ich tu nie trzeba. Czy zachowania takie miały by wsparcie, gdyby w NRŁ nie było wielu podobnie jak łowczy krajowy współpracowników SB z nawykami właśnie z tamtej służby przeniesionymi na niwę łowiectwa?

Siłowe wybielanie tych naleciałości i wmawianie, że kiedyś był inny, a teraz jest dobry i odnosi sukcesy, które winne decydować o dożywotnim pełnieniu funkcji coraz częściej napotyka na brak zrozumienia u członków Zrzeszenia. Trudno bowiem za sukcesy uznać wydanie plakatu „Rok zająca” pod patronatem osobistym dr Lecha Blocha, co ma znaczenie wyłącznie propagandowe i odwracające uwagę od faktu, że pod tym samym osobistym patronatem zające normalnie szlag trafił. „Sukcesem” aktualnych władz jest fakt, że niespełna 10 lat temu odstrzeliwano około 460 tysięcy tych kotów a aktualnie sporo poniżej 20 tysięcy. „Sukcesem” tej ekipy jest także wieloletni brak troski o kuropatwy. Propagandowe działania w akcjach „Ożywić pola” przynosi jedynie medialne, czyli propagandowe efekty.

Autor tekstu o hakach niczym kpinę rzuca pytanie: ..."Czy zdominują zebrania i zjazdy kłótnie o „haki” czy będziemy rozmawiać o łowiectwie, o hodowli zwierzyny, o tym co powołani przez nas członkowie władz PZŁ robili i robią dla nas myśliwych”.... W dalszej części propagandowo-agitacyjnego tekstu autor podnosi „sukcesy” aktualnej władzy pisząc: ..."Wzrosły w tym czasie o ponad 100 proc. liczba myśliwych i majątek Związku. Uregulowane zostały zasady gospodarki łowieckiej. PZŁ wywalczył ustawę Prawo Łowieckie, która daje naszemu Zrzeszeniu bardzo silną pozycję w kontaktach z innymi organami odpowiedzialnymi za ochronę przyrody i dzięki której możemy polować bez takich ograniczeń, jakie zdarzają się w innych krajach europejskich”....

Autorowi nie przechodzi przez gardło, że zwiększenie ilości myśliwych nastąpiło zwłaszcza w wyniku demokratyzacji kraju, gdzie związek nie mógł utrzymać nadal swej „elitarności”. Z majątku Zrzeszenia nie korzystają szarzy myśliwi i nawet jeśli ten majątek wzrósł w wyniku takich działań jak zakupy droższych o 25% niż powinne kosztować samochodów, krawatów czy albumów, to pożytek z tego jest marny. Uregulowanie zasad gospodarki łowieckiej na uchwalaniu kontrowersyjnych zasad selekcji także splendoru władzom nie dodaje. Chwalenie się ustawą pełną błędnych i wręcz niezrozumiałych zapisów to drwina z tych wszystkich, którzy mieli nadzieję zwiększenie demokratycznych zasad w stowarzyszeniu jakim jest PZŁ. Tymczasem umocniono monopol sprowadzając Ministerstwo Środowiska do jedynie tytularnie i symbolicznie nadzorującego działania PZŁ. Bardziej ma to związek z interesem władz zrzeszenia niźli interesem jego członków, którzy z tych rozwiązań ustawowych nie wiele mają. Utrwalona została pozycja monopolistyczna, uniemożliwiająca konkurencyjność. Władze Zrzeszenia, a zwłaszcza jednoosobowo łowczy krajowy decydują o mianowaniu łowczych okręgowych i to na nieznanej w żadnym cywilizowanym świecie zasadzie, że odchodzący łowczy krajowy, decyduje o obsadzie ZO PZŁ w okręgu na nową kadencę. Działacze okręgowi, choćby z tej racji wiedzą, kto ich zatrudnia i zwalnia, a więc komu mają służyć. Zarządy Okręgowe są agendą władzy monopolistycznej, ze zbędnie dla interesu szarego członka rozbudowanym aparatem utrzymania władzy. Członek Zrzeszenia jedynie w sytuacji utraty członkostwa ma prawo do sądu powszechnego. Poniewierany przez tzw. działaczy ma inne, gorsze prawa niż członkowie pozostałych stowarzyszeń w Polsce. Czy tak wygląda demokracja?

Śmieszą też słowa o tym, że ..."możemy polować bez takich ograniczeń”... jak w innych krajach zwłaszcza, jak weźmie się pod uwagę „sukces” władz w sprawie słonki czy wiosennych polowań na kaczory. „Sukcesem” tej władzy są wieloletnie zaniedbania skutkujące np. Aferą zajęczą. Gdzie wówczas był znawca uczciwego gospodarowania mgr inż. Ryszard Gierliński?. Czy przez ostatnie lata zajęty był wyłącznie pisaniem certyfikatów uczciwości władzy tak samo jak on odpowiedzialnej za wieloletnie i ostentacyjne łamanie Prawa Łowieckiego? Coraz częściej słychać, że „Afera zajęcza” przekraczająca tylko w województwie lubelskim kwotę należnego skarbowi państwa ekwiwalentu w wysokości ponad 4 miliony złotych może, a wszystko wskazuje na to, że poważnie „telepnie” sporą częścią kół łowieckich nie tylko tego regionu.

Gdzie wówczas, gdy problem systematycznie narastał, była wrażliwość moralisty Bogdana Bronowskiego, który swój tekst kończy słowami agitującymi: ..."Ważnych spraw łowieckich nam do rozmowy nie brakuje. I właśnie o łowiectwie rozmawiajmy, koledzy. A nie o rzekomych czy prawdziwych pozałowieckich „hakach” na kogokolwiek.”

Prawdziwi myśliwi lubią, umieją i chcą rozmawiać o łowiectwie! Zawsze chcieli. Tylko czy po tych wyborach, w których za sugestią autora tekstu „głosować będziemy tak jak chcemy, a wygra ten co trzeba” będzie z kim rozmawiać? Czy przesiąknięta duchem i metodami działania epoki, do której tak niechętnie wracają moralizatorzy z ŁP stojący za utrzymywaniem twardą ręką monopolu na swoje stołki, skłonna będzie do rozmów? Czy nadal przy pomocy swoich sprawdzonych towarzyszy wzorem TW Zygmunta Jabłońskiego, czy TW dr Lecha Blocha znęcać się będzie nad każdym najmniejszym objawem krytyki majestatu buńczucznych działaczy? Czy nadal jedynie przy okazji dowiadywać się będziemy o gigantycznych, nieadekwatnych do zasług łowczego krajowego, o kolejnych zakupach dokonywanych przy okazji wspólnego polowania z kolesiem tego, co pod ręką jest tańsze, lepsze i w niższej cenie? Czy zasady nadal będą służyć utrzymaniu wątpliwego autorytetu władzy, a ZG PZŁ nadal swoimi prawnikami obsługiwał będzie coraz liczniejsze postępowania dyscyplinarne przeciwko swoim niepokornym członkom?

Po przeczytaniu moralizatorskiego testu w "Łowcu Polskim" ciśnie się proste pytanie:
Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?