![]() |
Środa
23.06.2010nr 174 (1788 ) ISSN 1734-6827
Po rozprawie obrońca obwinianych wystąpił pisemnie do prezesa OSŁ, czyli tego samego Ryszarda Kopickiego, żeby wniosek o jego wyłączenie przekazał do innego okręgu. Jeżeli prezes OSŁ ma osobiście wyznaczyć skład sędziowski do rozpatrzenia wniosku o wyłączenie prezesa OSŁ, to wniosek ten rozpatrywaliby jego podwładni i to ci, których on osobiście wyznaczy. Sądy łowieckie, a szczególnie prezes GSŁ Zygmunt Jabłoński, lubią podpierać się kodeksem postępowania karnego, o czym ten ostatni pisuje w Łowcu Polskim. W sądzie powszechnym w takiej sytuacji nie ma żadnego problemu, bo sędziowie przejmują sprawy losowo w kolejności ich napływu i żaden prezes sądu nie wyznacza składu orzekającego, który miałby rozpatrzyć zarzuty wobec niego samego. W sądzie łowieckim zmiany składów orzekających w ciągu sprawy to reguła, dlatego tak często, jak też i w tej sprawie, prezes OSŁ zmienia sędziów w składach orzekających. Brak zasad i procedur takich zmian, niedopuszczalnych w sądach powszechnych sugerować może, że zmian dokonywać można również z zamiarem uzyskania oczekiwanego rozstrzygnięcia w konkretnej sprawie. Już po wyżej opisanej krótkiej rozprawie, obrona otrzymała wreszcie od prezesa OSŁ w Gdańsku pismo, odpowiadające na wniosek o wydanie obwinionym kopii wszystkich stron z akt sprawy, do czego mają oni niezbywalne prawo. W piśmie tym, przygotowanym po prawie 5 miesiącach od otrzymania takiej prośby, prezes Ryszard Kopicki informuje, że odmawia wydania tych kopii, pisząc równocześnie, że może wydać zgodę na poszczególne karty z akt sprawy ..."ale tylko na uzasadniony wniosek"... i dalej ..."nie mogę za obrońcę decydować, które dowody są im (obwinianym) potrzebne do obrony".... Innymi słowy, obwiniany ma się tłumaczyć prezesowi OSŁ, w jakim celu potrzebuje akurat ten dokument z akt sprawy, a więc ujawnić, w jaki sposób zamierza się bronić, bo jak inaczej ma uzasadnić, że ta właśnie karta z akt sprawy jest mu potrzebna? A prezesowi nikt nie kazał wybierać dowodów potrzebnych do obrony, bo obwiniani konsekwentnie od początku postępowania żądali kserokopii wszystkich stron z akt sprawy. Stanowisko prezesa zmusiło obrońcę do zwrócenia się jeszcze raz w tej sprawie do prezesa GSŁ Zygmunta Jabłońskiego, który na podstawie 'Regulaminu' sprawuje nadzór nad sądami okręgowymi, m.in. w zakresie wydawania stronom dokumentów. Zgłoszenie wniosku o wyłączenie prezesa OSŁ Ryszarda Kopickiego, musiało nieźle zamieszać z okręgu, bo jak to ma być, żeby taki "palant" Gawlicki śmiał podważać kwalifikacje sędziego zawodowego. Święte oburzenie ogarnęło wielu i nie tylko w okręgu. Jeden z komentarzy do poprzednich części artykułu potwiedza, że w Polskę puszczono informacje o zaangażowaniu Gawlickiego w obronę członków "jego" koła, w tym członka "jego" zarządu, a więc jest okazja do odegrania się. Już w ciągu 7 dni od momentu złożenia wniosku o wyłączenie prezesa OSŁ w Gdańsku ze składu orzekającego, podlegli mu sędziowie rozpatrzyli ten wniosek, oczywiście negatywnie, nie kierując go do innego okręgu. W ciągu tych 7 dni prezes zdążył sędziów powołać, rozprawę zarządzić, a powołani sędziowie zdążyli zebrać się i wniosek rozpoznać. Również natychmiast prezes Ryszard Kopicki zwołał kolejną, siódmą już, rozprawę na dzień 15 marca br., ale pośpiech ten został zniweczony indolencją w stosowaniu Regulaminu postępowania dyscyplinarnego w PZŁ, bo pismo do stron wysłano znowu za późno i zainteresowani otrzymali je znowu naruszeniem §41 ust.3 w/w Regulaminu, na mniej niż 14 dni przed rozprawą. Kolejna rozprawa z winy OSŁ nie mogła się więc odbyć. Wnioski i sugestie w obronie dobrego imienia oddanych Zrzeszeniu działaczy, żeby położyć kres skandalicznemu zachowaniu obwinianych i ich obrońcy, którzy ośmielili się upominać o swoje prawa, powinny być jednoznaczne. Przewidując kroki odwetowe ze strony sądu i rzecznika dyscyplinarnego oraz walcząc o prawo do uczciwej obrony, obrońca obwinianych powtórnie zwrócił się do prezesa GSŁ Zygmunta Jabłońskiego z pismem, żądając wydania przez OSŁ w Gdańsku kopii akt sprawy, koniecznej do prowadzenia obrony. W piśmie do prezesa GSŁ znalazły się też inne zarzuty wobec OSŁ w Gdańsku, między innymi te, cytowane niżej. Prowadzenie rozpraw w opisany wyżej sposób podważa jakiekolwiek zaufanie do łowieckiego wymiaru sprawiedliwości, który jawi się w świetle opisanych faktów jako aparat represji wobec tych, którzy żądają co najmniej rzetelności, uczciwości i obiektywności kolegów ze Związku, którym powierzono rozpatrywanie spraw dyscyplinarnych. Pokazuje również, że jasne zapisy Regulaminu postępowania dyscyplinarnego w PZŁ dające uprawnienia obwinionemu są notorycznie naruszane. Wydaje się to być rutynowym działaniem, co najmniej OSŁ w Gdańsku, kiedy słyszy się od ORD w Gdańsku Wiesława Wysieckiego zdanie, że §41 ust.3 Regulaminu nie ma żadnego znaczenia, bo co to za różnica, czy obwiniony otrzyma wezwanie na 3, 8, czy 11 dni przed rozprawą. Czyli najlepiej wzywać na dzień przed rozprawą, uniemożliwić uzyskanie kserokopii akt sprawy, sadzać na środku sali jak w sądach północno-koreańskich, pisać w protokole to, czego obwiniony nie powiedział, a potem „sprawiedliwie” ukarać, bo z góry wiadomo, że jak oskarżony, to oczywiście winny. Na podstawie powyżej opisanych faktów nietrudno domyślić się dalszego ciągu rozprawy w sprawie 3/08 OSŁ w Gdańsku. Notoryczne naruszanie przez OSŁ §41 ust.3 Regulaminu zostanie przedstawione jako obstrukcja obwinionych, którzy przeciągają sprawę, choć przecież bronią tylko swoich praw, a to OSŁ przeciąga rozpoznanie sprawy, nie potrafiąc zwoływać rozpraw w terminach określonych Regulaminem. Wzmoże się nacisk na obwinionych, żeby zrezygnowali z dotychczasowego obrońcy, który zostanie przedstawiony jako odpowiedzialny za przeciąganie sprawy. Swoją niekompetencję OSŁ zrekompensuje sobie zawieszając obwinionych na podstawie §53 Regulaminu, choć stopień szkodliwości zarzucanego im czynu nie jest znaczny, stawiany zarzut nie wiąże się z pełnieniem funkcji w organach koła, a dalsze pełnienie funkcji lub wykonywanie praw członka Zrzeszenia, nie może być szkodliwe dla dobrego imienia łowiectwa lub dla Zrzeszenia, bo postępowanie trwa już dwa lata i takich zagrożeń dotychczas nie dostrzeżono, a ORD nie wnioskuje kary zasadniczej wykluczenia ze Zrzeszenia, ani kary dodatkowej zakazu pełnienia funkcji. Ale jak naciąga się jedne przepisy, żeby pokazać obwinionym, że ich prawa są tylko na papierze, to dlaczego nie skorzystać z §53 Regulaminu i pokazowo nie ukarać obwinionych za ich dotychczasową postawę walczenia o swoje prawa? Nie po 5 miesiącach jak na pierwsze wystąpienie do prezesa GSŁ, ale w ciągu 7 dni, Zygmunt Jabłoński nadesłał odpowiedź, którą zacytuję praktycznie w całości, bo jest dobrą wskazówką dla wszystkich obwinianych i dla wszystkich prezesów OSŁ. W nawiązaniu do otrzymanej korespondencji od Pana Piotra Gawlickiego (....) w której czyni wiele zarzutów, że przy rozpoznawaniu tej sprawy nie jest przestrzegany Regulamin postępowania dyscyplinarnego w PZŁ jak i nie są stosowane posiłkowo przepisy postępowania karnego a w szczególności art. 156 § 2kpk. W dotychczasowej korespondencji nie zająłem stanowiska w tej sprawie, gdyż uważałem to za oczywiste, że stronom postępowania dyscyplinarnego należy umożliwić przeglądanie akt i sporządzanie z nich odpisów. Winno się również wzorem postępowania w sądach powszechnych sporządzić kserokopie żądanych dokumentów i wydać je po uprzednio uiszczonej opłacie przez wnioskodawcę (w załączeniu Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości). Informuje, że GSŁ wydaje kserokopie żądanych dokumentów po wcześniejszym ich opłaceniu przez wnioskodawcę, który w zasadzie powinien być stroną tego postępowania lub jej pełnomocnikiem. Mając takie jak zacytowane wyżej stanowisko prezesa GSŁ przed kolejną ósmą rozprawą zwołaną na dzień 26 kwietnia br., obrońca zwrócił się do OSŁ w Gdańsku o ..."przygotowanie kserokopii wszystkich stron akt sprawy OSŁ 3/08 w jednym egzemplarzu. (...) Fakturę za wykonanie kserokopii proszę wystawić na mnie"... I co? Kserokopii akt przed rozprawą nie dostał. A jak przebiegała rozprawa, a działy się na niej ciekawe rzeczy, można będzie przeczytać w dzienniku "Łowiecki" pojutrze, w piątek. |