![]() |
Wtorek
06.07.2010nr 187 (1801 ) ISSN 1734-6827
Przypomnę, że obwinianym nie dano możliwości przedstawienia poroży komisji odwoławczej i zrobiono im sprawę dyscyplinarną z jawnym naruszeniem uchwały NRŁ nr 57/2005 dotyczącej 'Zasad postępowania przy ocenie prawidłowości odstrzału samców zwierzyny płowej', która równocześnie była podstawą do postawienia obwinianym zarzutów. O tym, żeby rzecznik dyscyplinarny wszczął postępowanie przeciwko tym, którzy naruszyli swoim postępowaniem prawa obwinianych, oczywiście nie było mowy. Działacze PZŁ są zwolnieni z odpowiedzialności za nie stosowanie się do uchwały NRŁ, ale szeregowi myśliwi za naruszenie tej samej uchwały są przez rzecznika dyscyplinarnego w Gdańsku oczywiście ścigani. Pomimo tego, że Okręgowy Sąd Łowiecki w Gdańsku wbrew stanowisku prezesa Głównego Sądu Łowieckiego Zygmunta Jabłońskiego skierowanym do OSŁ w Gdańsku, nie wydawał obwinianym kserokopii akt, o które bezskutecznie występowali przez ostatnie 10 miesięcy, notorycznie naruszał ich prawo do otrzymania wezwań 14 dni wcześniej przed rozprawami, gwarantowane im Regulaminem postępowania dyscyplinarnego w PZŁ, zwoływał rozprawy w czasie, który obwiniani wcześniej na piśmie wskazali sądowi, że pracują i nie mogą się zwalniać na rozprawy lub, że są na miesięcznym urlopie wypoczynkowym i na koniec, wprowadzając kilkumiesięczne przerwy w rozprawie bez żadnej przyczyny, Ryszard Kopicki oskarżał obwinianych i ich obrońcę o przeciąganie sprawy. Ta kazuistyka jak się spodziewałem i sugerowałem w ostatnim odcinku artykułu była sygnałem, że należy spodziewać się zawieszenia obwinianych co najmniej na 6 miesięcy, na czas prowadzenia postępowania dyscyplinarnego, co byłoby dla obwinianych karą za postawę żądającą rzetelności i uczciwości w tym postępowaniu. Jak "wykrakałem", tak się stało. Na rozprawie w dniu 27 maja br., na którą już tradycyjnie przysłano obwinianym i obrońcy wezwania z naruszeniem §41 ust.3 Regulaminu postępowania dyscyplinarnego w PZŁ, przez co nie byli na niej obecni, przy udziale zastępcy ORD Mirosława Mudlaffa, rozpatrzono wniosek Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego Wiesława Wysieckiego, datowany 22 lutego 2010 r., o zawieszenie obwinianych w prawach członków do czasu prawomocnego zakończenia postępowania dyscyplinarnego. Dlaczego aż od lutego do maja czekano z rozpatrzeniem tego wniosku, pomimo dwóch rozpraw w tym czasie trudno zgadnąć, ale co oczywiste, wniosek ten teraz uwzględniono i obwinianych zawieszono. Postanowienie sądu wraz uzasadnieniem można poznać poniżej, a tak dla ciekawości zauważę, że postanowienie wysłano do zainteresowanych po przeszło miesiącu, bo dopiero 2 lipca 2010. Ta zwłoka to oczywiście też zawiniona musi być przez obwinianych lub ich obrońcę, bo przecież tego, że dzięki zwłoce w wysłaniu postanowienia przesunie się termin początku zawieszenia i obwiniani stracą cały sezon jesienno-zimowy, sąd ani jego sekretariat oczywiście nie kalkulowali. ![]() I cóż można dowiedzieć się z uzasadnienia do tego postanowienia? Po pierwsze, że nie ma wskazanej w nim podstawy prawnej, no ale skład sędziowski od kierownictwem Ryszarda Kopickiego, takimi pierdołami jak podstawą prawną nie musi się przejmować. Mógł więc równie dobrze zarządzić np. kaucję 10.000 zł. od każdego obwinianego zamiast aresztu na 3 miesiące w piwnicy zarządu okręgowego. Tylko wspomnę, że zarzut działania umyślnego i zarzut podważenia wiarygodności łowczego, zostały wyssane z palca, bo we wniosku oskarżycielskim nie ma o tym nawet słowa. Obwiniani, którzy w sądzie powszechnym byliby niewinni do momentu udowodnienia im winy, w postępowaniu przed sądem łowieckim zostali z góry przez sędziów uznani oszustami działającymi umyślnie zanim sąd zdążył rozstrzygnąć o ich winie, a korzystanie przez nich z praw zagwarantowanych Regulaminem postępowania dyscyplinarnego w PZŁ było wg sądu działaniem nieuczciwym. Czy takie stanowisko podpisane przez trzech sędziów sądu łowieckiego nie jest przyznaniem, że ci sędziowie nie będą w tej sprawie bezstronni? Gdyby zażądać wyłączenia tych sędziów, to w rozumieniu Ryszarda Kopickiego byłoby to przeciąganie sprawy, bo przecież sędziowie w sądach łowieckich są bezstronni, aż do bólu. Nie lepszy okazał się Okręgowy Rzecznik Dyscyplinarny Wiesław Wysiecki, który przygotował modyfikację wniosku oskarżycielskiego, o którym wspomina postanowienie, no ale żeby zawiesić w prawach członków sędziowie potrzebowali zagrożenia wykluczeniem z PZŁ i 2 lata zawieszenia nie pasowały do potrzeb, stąd taka dyspozycyjność rzecznika wobec sądu. Nic dziwnego, że sąd z rzecznikiem zamykali się na sali po wyproszeniu obwinianych. Jak pisałem już wcześniej, wydanie powyższego postanowienia nie powinno było być zaskoczeniem dla obwinianych i ich obrońcy. To co ewentualnie mnie zaskakuje, to nie wypomnienie w postanowieniu niecnych czynów obrońcy i brak zarzutów jego nieuczciwego działania. Jego pozycja w okręgu przecież cały czas rośnie, jeszcze niedawno "palant", teraz już "ch..", czego niektórzy nie kryją, a przecież końca postępowania w tej sprawie nie widać, więc są szanse na dalszy awans. Ciekawe, czy nie dojdzie przy okazji tej sprawy do postępowania o ochronę dóbr osobistych, a gdyby do tego doszło, to będę miał nowy wdzięczny temat reportażu dla czytelników dziennika "Łowiecki". A tymczasem przyłączę się do głosów tych, którzy uważają, że sądownictwo łowieckie w obecnym kształcie należy zlikwidować. Radzę więc wszystkim czytelnikom, a szczególnie tym, których obdarzono zaufaniem i wybrano delegatami na okręgowe zjazdy delegatów - otwórzcie oczy myśliwym w okręgu. Sądownictwo łowieckie nie ma żadnego związku z uczciwymi sądami koleżeńskimi, obwinianym nie daje się żadnych praw, a jeżeli upierają się, że chcą z regulaminowych praw skorzystać, to z góry zostaną zadekretowani jako działający nieuczciwe. Powiedzcie im też, że każdy obwiniany, jest z góry traktowany przez sąd jako winny, chyba, że jest "swój", bo wówczas okręgowy rzecznik dyscyplinarny dochodzenia nie rozpocznie, a wszczęte umorzy. Niech żaden członek PZŁ nie liczy, że w sądzie łowieckim doczeka się sprawiedliwego rozstrzygnięcia swojej sprawy. Łowieckie sądy koleżeńskie, powołane w Zrzeszeniu w 1936 roku, po nastaniu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej przekształciły się w aparat wspomagający reżim komunistyczny i jego służbę bezpieczeństwa, jako straszak i bicz na niepokornych, którzy pod groźbą wykluczenia z PZŁ mieli być spolegliwi i cicho siedzieć. Pomimo wywalczenia sobie przez obywateli, w tym myśliwych, wolnej Rzeczpospolitej Polskiej już 20 lat temu, reguły sądów łowieckich nie zostały zmienione i choć dzisiaj nie służą już partii komunistycznej, to dalej zapewniają działaczom kontrolę członków, co gwarantują m.in. prezes Głównego Sądu Łowieckiego, sędzia zawodowy, tajny i świadomy współpracownik organów bezpieczeństwa państwa z czasów PRL Zygmunt Jabłoński, przewodniczący Zarządu Głównego Lech Bloch, również tajny i świadomy współpracownik służb bezpieczeństwa PRL o pseudonimie "Kazimierz", czy prezes Naczelnej Rady Łowieckiej Andrzej Gdula, przełożony tajnych służb w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. W tej sytuacji PZŁ nie zmieni się i wszyscy byli tajni współpracownicy SB oraz zaufane dla nich osoby będą dożywotnio, albo do emerytury zajmować stanowiska w organach PZŁ. A na zjazdach, jak na podobnych zjazdach w czasach PRL, delegaci nie mają żadnych możliwości zmiany tej sytuacji, bo uniemożliwia to statut PZŁ, miedzy innymi zapisem, że odchodzący po kadencji łowczy krajowy, nominuje łowczych okręgowych nowej kadencji. I tak to się będzie kręcić, aż wszystko pierdyknie za sprawą wkurzonych polityków, a my szeregowi członkowi obudzimy się z ręką w nocniku i przyjdzie nam odkładać z emerytur na odstrzał, który łaskawie posiadacz ziemi nam sprzeda. Taka jest rzeczywistość, którą działacze chcą przysłonić propagandą, że każdy kto ich krytykuje, dąży do prywatyzacji łowiectwa i rozbija najlepszy na świecie model. Usłyszycie to kolejny raz na zjazdach, po których rozjedziecie się do domów, a ci co mieli władzę dalej ją będą dzierżyć, chwaląc się, że pochodzi z demokratycznych wyborów. A to przecież fikcja. PS - zawieszeni są zobligowani Regulaminem postępowania dyscyplinarnego w PZŁ do złożenia legitymacji członka PZŁ w zarządzie okręgowym PZŁ do depozytu, bo dopiero od dnia złożenia legitymacji liczy się okres zawieszenia. Jeden z obwinianych Arkadiusz S. natychmiast po otrzymaniu informacji, że został zawieszony, udał się do ZO PZŁ w Gdańsku oddać legitymację do depozytu. Dwie pracownice biura, które zastał, zgodziły się legitymacje przyjąć w imieniu OSŁ, ale nie zgodziły się na wystawienie pokwitowania potwierdzającego przyjęcie legitymacji do depozytu, bez czego Arkadiusz S. nie zgodził się zostawić legitymacji. Otrzymał więc sugestię, że jak przyjdzie za tydzień, to akurat z urlopu wróci sekretarz OSŁ Andrzej Jackiewicz i takie pokwitowanie wystawi. Zapomniały lub może nie wiedziały, że zgodnie z § 74 ust.3 Regulaminu postępowania dyscyplinarnego, legitymacje przejmuje do depozytu zarząd okręgowy PZŁ, a nie okręgowy sąd łowiecki. Co ma robić w takiej sytuacji szeregowy członek? Czekać na koniec urlopu sekretarza OSŁ, czy próbować złapać w biurze łowczego okręgowego, bo może ten będzie znał przepisy obowiązujące w PZŁ. Chodzenie po prośbie o zawieszenie jest chyba mile widziane w biurze zarządu okręgowego w Gdańsku, a tak na marginesie, ciekawe czy termin zawieszenia zostanie Arkadiuszowi S. zaliczony od dnia zgłoszenia się w celu zdeponowania legitymacji PZŁ, tj. od 5 lipca 2010 t., czy też od momentu, kiedy działacze i pracownicy biura ZO PZŁ w Gdańsku uzgodnią, kto wystawi pokwitowanie. PS - O tym jak zakończyła się ta sprawa można przeczytać w dzienniku "Łowiecki" w poniedzialek 2 maja 2011. |