![]() |
Niedziela
15.08.2010nr 227 (1841 ) ISSN 1734-6827
Spodziewając się takiego zarzutu, ORD skierował na posiedzenie ORŁ swojego zastępcę Marcina Szczepańskiego, który następnie wszczął postępowanie dyscyplinarne przeciwko prezesowi i łowczemu, uzasadniając je krótko, że ...”postępowanie uczestniczących w posiedzeniu członków Zarządu Koła wyczerpuje znamiona przewinienia łowieckiego”.... Poszkodowanym w sprawie rzecznik uznał Zarząd Okręgowy PZŁ w Bydgoszczy, kierowany przez mgr inż. Sylwestra Domka, byłego członka ZG PZŁ i to powinno było wskazać obwinionym, że mają przechlapane. Już w 3 tygodnie później ten sam Marcin Szczepański wszczął następne postępowanie dyscyplinarne przeciwko prezesowi i łowczemu, mającym uczestniczyć w nielegalnym polowaniu zbiorowym 5 myśliwych, podczas zbioru kukurydzy i wpisaniu do książki ewidencji tylko 4 dzików, a jakoby strzelono ich 5. To wciąż jeszcze było mało, a więc ZO PZŁ w Bydgoszczy zawiesił prezesa i łowczego w pełnieniu przez nich funkcji w zarządzie koła, ponieważ ...”Zarząd Koła świadomie i uporczywie”... naruszać miał w latach 2006 - 2008 prawa skreślonych członków koła, nie dopuszczając ich do polowań. Dlaczego za działanie organu koła, odpowiedzialność miało ponieść tylko dwóch jego członków, nie trzeba chyba tłumaczyć. Ta dwójka była już naznaczona do „odstrzału”, a stanowisko prawników z Nowego Światu prezentowane w Łowcu Polskim, że członkowie organów statutowych nie odpowiadają osobiście za uchwały tych organów, w Bydgoszczy nie obowiązuje. Dalsze postępowanie wobec prezes Tadeusz F. i łowczego Krzysztofa S. z KŁ Nr 76 „Dzik” w Nowej Dębie to już standard, oskarżeni - więc winni, chociaż członkowie koła stali za nimi murem. Sąd łowiecki zawiesił im członkostwo w PZŁ do zakończenia postępowania dyscyplinarnego. Na zwoływanych z inicjatywy ZO PZŁ kilku nadzwyczajnych zgromadzeniach, członków koła za nic nie chcieli ich odwołać ze stanowisk, celem wyboru nowego prezesa i łowczego. Nie będę opisywał całego postępowania dyscyplinarnego i pominę sprawę prezesa Tadeusza F., przywołując tylko orzeczenie OSŁ w Toruniu, gdzie trafiła ta sprawa z Bydgoszczy, z dnia 3 grudnia 2009 r., wobec łowczego Krzysztofa S. Łowczego uznano winnym 10 z 17 zarzutów, jakie rzecznik wytoczył we wniosku oskarżycielskim i ukarano go 18 miesiącami zawieszenia w PZŁ, wskazując, że biorąc pod uwagę wcześniejsze zawieszenia dokonane przez OSŁ na czas prowadzenia postępowania dyscyplinarnego, kara zakończy się po 2,5 miesiącu, dnia 20 lutego 2010 r. Tak ma marginesie, warto zapoznać się za co uznano łowczego Krzysztofa S. winnym. Przede wszystkim winnym miał być prowadzenia nielegalnego polowanie zbiorowego, które polegało na tym, że pięciu myśliwych polowało indywidualnie po wpisach do książki w tym samym rejonie, przy koszonym tego dnia polu kukurydzy, o wymiarach 700 x 400 m, choć uniewinniono łowczego od zarzutu, że strzelenie przez niego dzika miało miejsce w odległości mniejszej niż 200 m od pracującej maszyny rolniczej. Sąd w uzasadnieniu napisał, że ....Myśliwi (...) musieli się widzieć. Udzielali sobie pomocy przy podejmowaniu zwierzyny (...) świadczy to, że ze sobą współpracowali".... Za to właśnie został ukarany karą 18 miesięcy zawieszenia w PZŁ, a z pozostałych 9 zarzutów tylko naganą. W związku z tym narzucają się same następujące pytania. Czy każde polowanie indywidualne kilku myśliwych w tym samym rejonie, jeżeli się widzą, jest od razu nielegalnym polowaniem zbiorowym, choć strzelają z zachowaniem regulaminowej odległości 200 m od pracujących maszyn rolniczych? A gdyby to był tylko jeden myśliwy, to też były on winny? Albo, czy pomoc jednego myśliwego drugiemu w dojściu i podniesieniu strzelonej sztuki na polowaniu indywidualnym jest współdziałaniem, grożącym zawieszeniem w członkostwie w PZŁ? Jeszcze ciekawsze są dwa inne zarzuty wobec Krzysztofa S., uznanego winnym przez OSŁ w Toruniu, pod przewodnictwem Ryszarda Wasińskiego z sędziami Henrykiem Fabiszewskim i Jędrzejem Popławskim. Jednym z tych zarzutów było wpisanie przez łowczego koła, do upoważnień do polowania indywidualnego, czyli do odstrzału, zwierzyny "Dzik", a nie "Dzik przelatek", "Dzik warchlak", czy "Dzik pozostałe", zgodnie z terminologią rocznego planu łowickiego. Drugim zarzutem było wpisanie do książki ewidencji strzelenie "Dzika", a nie odpowiednio "Dzika przelatka", "Dzika warchlaka" lub "Dzika pozostałe", zgodnie z terminologią rocznego planu łowickiego. Za każde z tych przewinień OSŁ udzielił łowczemu nagany. Takie stanowisko sądu powinno zamknąć dyskusję, czy można wpisywać do odstrzału "Dzik do 50 kg", lub "Dzik ponad 100 kg", chociaż biorąc pod uwagę nagminność wpisywania do odstrzałów i książki ewidencji gatunków zwierzyny inaczej, niż formułuje to roczny plan łowiecki, karanie jednego łowczego i odpuszczanie tysiącom innych nie wzbudza zaufania do rzeczników i sądów łowieckich. Ten sam sąd w tym samym orzeczeniu, wytknął z-cy ORD w Bydgoszczy Marcinowi Szczepańskiemu, że ..."znaczna część zarzutów nie miała należytego poparcia dowodowego, co wykazało postępowanie przed sądem, postawiona została hipotetycznie."... Wskazał też, że choć w feralnym polowaniu brało udział pięciu myśliwych, rzecznik postawił zarzuty tylko czterem z nich. Takie postępowanie rzecznika sąd w Toruniu uznał za niedopuszczalne, wytykając mu brak kompetencji, bo po minięciu 3 lat, temu piątemu polującemu nie można już postawić zarzutów. Widać OSŁ w Toruniu jakiś niedzisiejszy, gdy myśli, że rzecznik nie ma prawa wybierać, komu za to samo zrobić postępowanie sądowe, a komu nie, albo czy warto szukać dowodów na zarzuty, które się obwinionym stawia, jak przecież wiadomo, że są winni. Na niecały miesiąc przed wydaniem w/w orzeczenia, ZO PZŁ w Bydgoszczy zwołał kolejne NWZ członków KŁ Nr 76 „Dzik” w Nowej Dębie, ciągle nie mogąc odwołać prezesa i łowczego z zajmowanych przez nich funkcji w zarządzie koła. Wybrano dzień roboczy, piątek 27 listopada 2009 r., nie bardzo odpowiadający członkom koła. Wobec powyższego, część członków koła napisała pismo do ZO PZŁ w Bydgoszczy, prosząc o przesunięcie terminu NWZ na dzień wolny od pracy, bo większość członków koła pracuje i nie mogliby wziąć udziału w NWZ. Pod pismem podpisy złożyli też prezes Tadeusz F. i łowczy Krzysztof S. Przewodniczący ZO PZŁ w Bydgoszczy mgr inż. Sylwester Domek, po otrzymaniu tego pisma wykazał się prawdziwą czujnością czekisty. Od razu skierował pismo do ORD Andrzeja Montowskiego z wnioskiem o ustalenie, czy podpisanie się zawieszonych w PZŁ do czasu zakończenia postępowania dyscyplinarnego, Tadeusza F. i Krzysztofa S., pod tym prywatnym pismem, nie wyczerpuje znamion przewinienia łowieckiego. O tym, że była to jego osobista inicjatywa, przyznał się w piśmie do redakcji dziennika „Łowiecki”, odpowiadając na zapytanie prasowe, czy uchwałę o skierowaniu sprawy do rzecznika dyscyplinarnego podjął Zarząd Okręgowy. Nie, ZO nie podejmował takiej uchwały, ale mimo to pismo do rzecznika Sylwester Domek napisał pod nagłówkiem „POLSKI ZWIĄZEK ŁOWIECKI Zarząd Okręgowy w Bydgoszczy”, a przy podpisie złożył pieczątkę „PRZEWODNICZĄCY Zarządu Okręgowego PZŁ”. Widać podszywanie się jednoosobowo pod organ Związku jest w Bydgoszczy dopuszczalne, a napisanie prywatnego listu do ZO już absolutnie nie. ![]() Powyższe orzeczenie wydał OSŁ w Bydgoszczy w składzie: Stanisław Romaniuk jako przewodniczący oraz sędziowie Włodzimierz Wasilewski i Andrzej Jabłoński. Na rozprawie obwiniony Krzysztof S. nie stawił się ze względu na konieczność obecności w pracy w tym czasie, o czym poinformował sekretariat telefonicznie. Takie usprawiedliwienie nie było sądowi potrzebne, zresztą nie wiadomo, czy w ogóle zostało sądowi przekazane, bo pod nieobecność obwinionego, nie przesłuchując jakichkolwiek świadków, ani obwinionego, zamknięto rozprawę i orzeczono wobec Krzysztofa S. wykluczenie z PZŁ. OSŁ w Bydgoszczy tak szybko chciał się tego Krzysztofa S. pozbyć z PZŁ, że nie zajrzał nawet do przepisów Zbioru Zasad Etyki, Tradycji i Zwyczajów Łowieckich, żeby przeczytać jakich to zasad obwiniony nie przestrzegał i przepisał tylko punkty 1, 2 i 33 tych Zasad z wniosku oskarżycielskiego rzecznika. Trudno bowiem byłoby uzasadnić sądowi w orzeczeniu kary wykluczenia, że Krzysztof S. nie uczestniczy czynnie w rzetelnym wykonywaniu wszystkich zadań PZŁ (pkt 1 ‘Zbioru zasad etyki’) lub nie przestrzega norm prawa łowieckiego i nie podporządkowuje się wymogom dyscypliny organizacyjnej (pkt 2 ‘Zbioru zasad etyki’), za którą nie uważa się chyba w Związku zakazu pisania pism do zarządu okręgowego, nawet po zawieszeniu lub wykluczeniu ze Związku. A już kuriozalnie brzmi trzecie naruszenie w/w Zasad, nie rozstrzygania wątpliwości związanych z zachowaniem etyki we własnym sumieniu, zgodnie z prawem i zwyczajami łowieckimi (pkt 33 ‘Zbioru zasad etyki’), bo to też Krzysztofowi S. sąd zarzucił. ![]() Za nic widać Okręgowy Sąd Łowiecki w Bydgoszczy ma konstytucyjne wolności obywatelskie wolnego i demokratycznego państwa, w którym nie można nikomu zabronić zwracania się na piśmie do kogokolwiek, w tym do organów PZŁ, niezależnie, czy jest się członkiem, czy też nie, Polskiego Związku Łowieckiego. To prawo niezbywalne, gwarantowane Art. 49 Konstytucji RP zapewniającym wolność komunikowania się, które może być ograniczone jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony, a chyba nie trzeba wielkiej wiedzy prawniczej, żeby stwierdzić, że napisanie listu do organu PZŁ nie jest zabronione żadną ustawą. No ale cóż, nie pierwszy to i pewnie nie ostatni przypadek, że dla sądów łowieckich nie mają znaczenia ustawy, czy Konstytucja, bo jak w kultowym filmie "Sami Swoi", ...sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie..., a tą stroną są oczywiście działacze PZŁ w Bydgoszczy. Podpadnięcie mgr inż. Sylwestrowi Domkowi, nie mogło skończyć się inaczej, jak wykluczeniem ze Zrzeszenia. Mam nadzieję, że nowa Okręgowa Rada Łowiecka powoła mgr inż. Sylwestra Domka na stanowisko przewodniczącego ZO PZŁ, jak jeszcze tego nie zrobiła. W okręgu przez niego kierowanym prawo i etyka stoi przecież na straży czystości organizacyjnej. Żaden niewłaściwy element nie będzie tutaj tolerowany. Jak zakończy się postępowanie odwoławcze przed Głównym Sądem Łowieckim, oczywiście poinformuję czytelników. Nie będę również zdziwiony, jeżeli opisanym orzeczeniem OSŁ w Bydgoszczy zajmą się instytucje stające na straży wolności obywatelskich, a prasa ogólnopolska znajdzie w tej sprawie kolejny przykład patologii, jakie drążą Polski Związek Łowiecki. Po Związku taka krytyka spłynie jak woda po gęsi, a niezadowolenie z ujawnianie sprawy dołoży działaczom kolejną cegiełkę do opinii, że wszystko co złe w łowiectwie to dziennik i portal „Łowiecki”. Ale akurat do tego jesteśmy już przyzwyczajeni. |