Niedziela
05.09.2010
nr 248 (1862 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
dr Lech Bloch - TW "Kazimierz" autor: Stanisław Pawluk
W Polskim Związku Łowieckim podnoszone są jako ważne aspekty relacji członków: etyka, kultura, tradycja i koleżeństwo. Słychać je przede wszystkim od osób z łowieckiego świecznika, których prawo do umoralniania innych jest często wysoce wątpliwe, jak choćby prezesa Głównego Sądu Łowieckiego Zygmunta Jabłońskiego, który jako sędzia zawodowy w sądzie powszechnym podpisał zobowiązanie i był tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa przed 1989 r. Służył wówczas tym, którzy prześladowali uczciwych Polaków, a teraz umoralnia członków PZŁ w pożałowania godnych pogadankach na łamach Łowca Polskiego. Kierowanie ponad 100 tysięczną organizacją wymaga chyba ludzi uczciwych i honorowych?

Czy Polskim Związkiem Łowieckim kierują uczciwi ludzie honoru? Czytam akta innego tajnego współpracownika SB o kryptonimie „Kazimierz” pod jakim skrył się w 1983 roku, już po zniesieniu stanu wojennego, obecny łowczy krajowy – przewodniczący Zarządu Głównego PZŁ Lech Bloch. Wówczas inspektor Zarządu Wojewódzkiego PZŁ w Ciechanowie, podpisał zobowiązanie do współpracy, które niżej i nie ma w aktach nawet słowa, że został do tego zmuszony jakimkolwiek perfidnym hakiem. Zrobił to z własnej i nieprzymuszonej woli. Klikając w zobowiązanie poniżej można je otrzymać w pliku PDF, wydrukować i pokazać tym członkom koła, którzy ciągle myślą, że tak jak cała Polska, PZŁ zmienił się w 1989 r.



Zapewne nie wyciągał bym tego fragmentu jego życiorysu, gdyby nie to, że akta te twierdzą, że motywem współpracy była chęć zapewnienia sobie kariery. Współpraca z SB była pomocna Lechowi Blochowi dla osiągnięciu stanowiska łowczego okręgowego w Ciechanowie, które zdobył, jak informują dokumenty SB, rozpowszechniając oszczercze opinie o ówczesnym przewodniczącym ZW PZŁ Józefie Rutkowskim, który wcześniej był tym, który po znajomości zatrudnił Lecha Blocha w ZW PZŁ. "Przewieź mnie, a potem ja ciebie", jak mówi stare polskie porzekadło. Dla mnie i obawiam się, że dla większości członków PZŁ, sam fakt pójścia na współpracę w reżimem komunistycznym dyskwalifikuje obecnie Lecha Blocha, zwłaszcza, jak pozna się jaki cel stawiała przez Lechem Blochem Służba Bezpieczeństwa socjalistycznej Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej:

..."zapewnienie dopływu informacji ze środowiska organizacji społecznej jaką jest Polski Związek Łowiecki (...) kandydat utrzymuje kontakty z pracownikami i działaczami Stronnictwa Demokratycznego - posiada możliwości informowania. Jako pracownik ZW PZŁ posiada naturalne możliwości informowania o zagrożeniach występujących wśród członków tej organizacji. Utrzymuje kontakty z członkami poszczególnych Kół Łowieckich na terenie województwa. Ma możliwości rozpoznawcze osób dysponujących bronią palną, a reprezentujących negatywne politycznie poglądy"...

Ciekawe ilu myśliwych z kół ciechanowskich dotknęły działania "rozpoznawcze" TW "Kazinierza", o czym oni nie mieli najmniejszego pojęcia. Czy człowiek, który za pomoc w zdobyciu stanowiska, umożliwienie kariery czy inne doczesne dobra podpisuje pakt z diabłem, nie zaprzedaje swojego sumienia, honoru i zwykłej uczciwości? Wówczas jeszcze nie doktor nauk społecznych, bo doktorat uzyskał na finiszu PRL, broniąc pracy doktorskiej pt. "Gminne spółdzielnie "Samopomoc Chłopska" w społeczno-gospodarczych przemianach wsi i rolnictwa w latach osiemdziesiątych", chce jawić się teraz jako opoka Związku. Wiedza zdobyta podczas pracy nad tym doktoratem musiała być bardzo przydatna w kierowaniu Polskim Związkiem Łowickim, bo tytuł dr trwa przy nazwisku Lecha Blocha. Pewnie ma sugerować, że doktoryzował się z łowiectwa, a to kolejny fałsz tej pierwszej osoby w naszym Związku.

Czy utajniający wszystko Zarząd Główny PZŁ, stronniczy i wybiórczy rzecznicy dyscyplinarni i sądy łowieckie, przyklepująca wszystko i bezwolna Naczelna Rada Łowiecka muszą być kierowane rękami, które podobnie jak dr Lech Bloch zaprzedały swoje sumienie reżimowej służbie podpisując podobne zobowiązania? Polecam czytelnikom chwilę zastanowienia. Czy spoiwem, które przy wspólnym korycie trzyma naszych związkowych notabli nie jest służba dla PRL przed 1989 r.?

Czy dr Lech Bloch zostanie po Zjeździe Krajowym powołany na dotychczas zajmowaną funkcję przez Naczelną Rade Łowiecką nie ma chyba wątpliwości. Zadecydują o tym starannie wyselekcjonowani w okręgach członkowie nowej NRŁ, powołując TW "Kazimierza" na kolejną kadencję, choć właściwie nie wiadomo, jaka jest w PZŁ procedura wyłaniania kandydatów na przewodniczącego Zarządu Głównego. Redakcja zwróciła się do Polskiego Związku Łowieckiego z pytaniem:

..."w jakiej formie i do kogo mogą zgłaszać się potencjalni kandydaci, chcący uzyskać powołanie na stanowisko przewodniczącego Zarządu Głównego – Łowczego Krajowego i jaka obowiązuje w NRŁ procedura wyłaniania najlepszego ze zgłaszających się kandydatów"...

Pomimo przypomnienia się po 2 tygodniach, prawie miesiąc czekamy już na odpowiedź, ale jej nie otrzymujemy. Albo to najpilniej strzeżona tajemnica Nowego Światu 35, albo co bardziej prawdopodobne, nie ma żadnej tego typu procedury, bo wiadomo kogo członkowie NRŁ mają obowiązek poprzeć. Warto będzie się ich po wyborze TW "Kazimierza" na najwyższe stanowisko w Związku zapytać, a jak nie zechcą odpowiedzieć to sprawdzić samemu, jakie były przed 1989 r. ich związki z aparatem bezpieczeństwa, partią komunistyczną lub innymi reżimowymi organami Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, że z takim zaparciem powołują tajnych współpracowników z tamtego okresu, na przewodniczącego Zarządu Głównego, czy na prezesa Głównego Sądu Łowieckiego.

Nie ma przy tym co liczyć na delegatów najbliższego Krajowego Zjazdu Delegatów w dniu 11 września br., bo i tak nie mają oni żadnego wpływu na obsadę kluczowych stanowisk w Zrzeszeniu. Władzy w swoich rękach nie mają żadnej, bo tak sobie skroił statut PZŁ dr Lech Bloch - TW "Kazimierz" i wiadomo, że zostanie po raz trzeci powołany na dotychczas zajmowane stanowisko przewodniczącego ZG PZŁ na następne 5 lat, a potem pewnie i na dłużej, bo wiek emerytalny osiągnie dopiero w 2017 r.

Darz Bór nasz "królu" Bloch.