![]() |
Piątek
14.01.2011nr 014 (1993 ) ISSN 1734-6827
Skąd u Ciebie zainteresowanie tak niszową dziedziną jak prawo łowieckie? ![]() Kiedy zostałem adwokatem, to co początkowo było pasją, stało się moją profesją. Realizację jej w dużej mierze ułatwia mi fakt, że jestem łowczym w kole łowieckim, dzięki czemu spoglądam na wiele kwestii nie tylko z punktu widzenia myśliwych, ale także z perspektywy organów koła. Co ciekawego, coraz częściej to właśnie przedstawiciele tej drugiej grupy zwracają się do mnie o pomoc, chcąc mieć pewność, że swoim postępowaniem nie naruszą przepisów prawa. Jaki Twoim zdaniem był dla polskiego łowiectwa miniony rok? Jeśli chodzi o kwestie ogóle, niewątpliwe na pierwszym miejscu należy wymienić powódź, która doszczętnie zniszczyła niektóre łowiska. Odbudowa ich zwierzostanu, która zajmie zapewne wiele lat, będzie wymagała wielkiego wkładu finansowego i osobistych wysiłków miejscowych myśliwych. Ważnym zdarzeniem było oczywiście zakończenie kadencji władz i organów oraz wyłonienie ich następców. Chociaż w tym zakresie, w zasadzie, specjalnych niespodzianek nie było. Może poza klasycznym faux pas Krajowego Zjazdu Delegatów, który nie przyznał żadnemu z kandydatów godności honorowego członka Zrzeszenia, w tym także osobie wybitnie zasłużonej dla popularyzacji łowiectwa. Mam tu na myśli kol. Adama Smorawińskiego, który w oddziale Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie wybudował, z własnych środków, pawilon wystawienniczy, gdzie prezentowana jest, podarowana przez niego kolekcja, unikalnych, egzotycznych trofeów zgromadzonych podczas polowań w kraju i za granicą. Do istotnych wydarzeń łowieckich minionego roku zaliczyłbym także I Międzynarodową Konferencję Poświęconą Wspólnotom Komunikatywnym – Wspólnota Myśliwych, zorganizowaną w Poznaniu przez Instytut Językoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza we współpracy z Uniwersytetem Przyrodniczym oraz Polskim Związkiem Łowieckim i Wielkopolskim Klubem Myśliwych, która stanowiła wspaniałe forum wymiany myśli dotyczącej łowiectwa. Wielka szkoda, że nie pofatygował się na nią żaden z najwyższych przedstawicieli Zrzeszenia. Rok 2010 obfitował również w wydarzenia prawnych, które wywarły wpływ na polskie łowiectwo… Owszem, w tym zakresie na pierwszy plan wysuwa się znowelizowanie Rozporządzenia Ministra Środowiska w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz. Większa otwartość, w czasie prac legislacyjnych, na głosy samych myśliwych, a nie tylko PZŁ, zaowocowało wprowadzeniem wielu oczekiwanych przez środowisko rozwiązań, jak choćby uelastycznienie kwestii udzielania upoważnienia do wpisu do książki ewidencji, czy potraktowanie norowania jako formy polowania indywidualnego. Istotnym wydarzeniem prawnym był także zakończenie sprawy karnej łowczego, któremu zarzucono, że wydał więcej upoważnień do wykonywania polowania indywidualnego niż przewidywał to plan łowieckie. Mimo pozytywnego finału, bowiem jak pamiętamy postępowanie ostatecznie umorzono wbrew oczekiwaniom, wydane rozstrzygnięcie, zwłaszcza po analizie jego pisemnego uzasadnienia, nie dało jednoznacznej odpowiedzi w jakim zakresie taka, powszechna przecież, praktyka jest prawidłowa. Nawiązując do tej sprawy, podnosiły się głosy, że w tak ważnej sprawie PZŁ nie udzielił zainteresowanemu wsparcia? Należy sprostować tą informację. W toku procesu zarówno oskarżony, jak i ja – jako jego obrońca, byliśmy w bezpośrednim kontakcie z Polskim Związkiem Łowieckim, który zgłosił swój udział w postępowaniu w charakterze tzw. przedstawiciela społecznego. Nie trzeba dodawać, że stanowisko przestawione przez jego pełnomocnika na rozprawie odwoławczej w pełni pokrywało się z wywodami obrony. Dlaczego zatem organ prasowy PZŁ nie poświęcił temu wydarzeniu większej uwagi? Myślę, że nałożyły się na to trzy czynniki: po pierwsze wyrok Sądu Okręgowego w Kaliszu podważał dotychczasową praktykę orzeczniczą sądów łowieckich, którym zdarzyło się karać osoby funkcyjne za odmowę wydania członkom koła upoważnień do polowania, niezależnie od tego, że mogłoby to grozić przekroczeniem rocznego łowieckiego planu hodowlanego. Po drugie: z aktem oskarżenia wystąpił funkcjonariusz jednostki państwowej straży łowieckiej, której komendantem był myśliwy – członek okręgowej rady łowieckiej. I wreszcie trzecia, najbardziej prozaiczna przyczyna – obrońcą w sprawie była osoba związana z „Bracią Łowiecką”, która stanowi konkurencję dla „Łowca Polskiego”, ale i postrzegana jest jako czasopismo opozycyjne. O osobie takiej na Nowym Świecie nie przystoi mówić, ani pisać, a zwłaszcza dobrze. Ciekawostką na tym tle pozostaje fakt, że kiedy felietonista „Łowca Polskiego” przesłał mi do konsultacji projekt relacji z rozprawy, w materiale wymieniono zarówno moje nazwisko, jak i występującego w imieniu PZŁ Pawła Giżyńskiego. Natomiast w tekście, który się ostatecznie ukazał, oba nazwiska bez wiedzy autora wycięto. Nie był to zresztą jedyny przypadek, kiedy przedstawiciel organu prasowego PZŁ wpływał na kształt materiałów, zastrzegając, że moje nazwisko nie może się w nich pojawić. Nie jest chyba tajemnicą, że władze Związkowe starają się marginalizować niezależne media? Żałuję takiego podejścia, ponieważ „Brać Łowiecka”, „Łowiec Polski”, a także „Dziennik Łowiecki” i periodyki regionalne wzajemnie się dopełniają. Gdy jedne w większym stopniu wyrażają „głos ludu”, nie obawiając się przedstawienia nieraz dosadnej krytyki, inne prezentują linię bliższą interesom aktualnej władzy – krajowej lub okręgowej. Wszystkich piszących oraz czytelników, łączy jednak zarówno wspólna pasja, jak i ten sam cel, w postaci poprawy stanu polskiego łowiectwa. Tyle że proponują dojście do tego odmiennymi drogami. Jedni chcieliby go osiągnąć poprzez demokratyzację struktur związkowych i wprowadzenie mechanizmów chroniących przed nadużyciami, drudzy stawiają na centralizację władzy, a w najgorszym przypadku – zachowanie status quo. Co konkretnie masz na myśli? Chociażby sądownictwo łowieckie. Problem na tym polu dorósł do tego rozmiaru, że spowodował interwencję Rzecznika Praw Obywatelskich, który stając w obronie myśliwych, zakwestionował ograniczenie możliwości występowania do sądu powszechnego w sytuacjach orzeczenia w postępowaniu dyscyplinarnym innej kary niż wykluczenie. Dodajmy, że niedawno w odniesieniu do rozwiązania podobnego do przyjętego w ustawie Prawo łowieckie, wypowiedział się Trybunał Konstytucyjnych, który zakwestionował zapisy ustawy o izbach lekarskich wykluczające możliwość wniesienia odwołania od orzeczenia Naczelnego Sądu Lekarskiego w sytuacji, kiedy ten wymierzył karę nagany. Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego wymiar orzeczonej kary nie może bowiem stanowić kryterium dostępu do sądu. Jako adwokata, którego zadaniem jest stawać w obronie praw i wolności, napawają mnie przerażeniem wywody najwyższych przedstawicieli łowieckiego wymiaru sprawiedliwości publikowane w "Łowcu Polskim", którzy mianem „pieniaczy” określają osoby, które dochodząc przed sądem powszechnym swoich praw i nierzadko skutecznie kwestionują trafność rozstrzygnięć sądów łowieckich. Zresztą, jak w tego rodzaju sprawach, przedmiotem analizy sądu powszechnego pozostaje przede wszystkim przebieg procesu i słuszność wyciągniętych wniosków. Przeprowadzone zgodnie z przepisami postępowanie dyscyplinarne, prawidłowe orzeczenie i poprawnie sporządzone uzasadnienie, winny być zatem gwarantem utrzymania rozstrzygnięcia w mocy. Tymczasem płynące z Nowego Świata głosy sprzeciwu dla rozszerzenia instrumentów kontrolnych, dowodzą, że ci, którzy tak chętnie oceniają postępowanie innych, sami panicznie obawiają się być z wyników swojej pracy rozliczani. Domyślam się o kim mówisz, bo ja z zażenowaniem czytam w "Łowcu Polskim" kolejne odcinki wynurzeń prezesa Głównego Sądu Łowieckiego Zygmunta Jabłońskiego, który z uporem godnym lepszej sprawy broni nas myśliwych przed prawem do sądu powszechnego, stawiając kierowane przez siebie sądy łowieckie ponad nim. Pytanie, czy to nie dwuznaczne, że jako zawodowy sędzia boi się oceny orzeczeń sądów łowieckich przez innych sędziów zawodowych, pozostawiam jako retoryczne. Jakie zatem zmiany widziałbyś w prawie łowieckim? Jeśli chodzi o ustawę Prawo łowieckie, jak już wspomniałem, na pierwszy plan wysuwa się wprowadzenie mechanizmów umożliwiających kontrolę orzeczeń organów Zrzeszenia w sprawach indywidualnych jego członów. Kwestią do dyskusji jest czy miałaby to być kontrola całościowa, czy też ograniczona wyłącznie do oceny pod względem zgodności rozstrzygnięć z prawem. Absolutnym minimum jest natomiast zapewnienie możliwości zaskarżania do sądu powszechnego wszystkich orzeczeń sądów dyscyplinarnych. Warto byłoby także rozważyć ustawowe zobowiązanie organów PZŁ do stosowania w swoich postępowaniach przepisów kodeksu postępowania administracyjnego. Zrzeszenie pełni obecnie szereg zadań z zakresu administracji publicznej, powinno zatem, przynajmniej w tym zakresie, funkcjonować na jasnych i przejrzystych zasadach normatywnych. Sądzę, że pozytywny skutek odniosłoby także powierzenie sądowi rejestrowemu kontroli nad PZŁ. Jak dowodzi praktyka, obecny nadzór ministerialny nad Zrzeszeniem nie jest bowiem rozwiązaniem dostatecznie efektywnym. Czy nie obawiasz się, że jak to głoszą przedstawiciele Zrzeszenia, zmiany takie mogły naruszać samorządność PZŁ? W najmniejszym stopniu. Granice dozwolonej samorządności wyznacza zgodność z prawem postępowania i legalność podejmowanych decyzji. Związek odegrał ważną rolę w historii kraju i przynależność do niego powinna być powodem do dumy. Należy zatem dbać, aby jak najwięcej osób chciało się z nim identyfikować, czy to przez wstąpienie w jego szeregi, czy też tylko jako świadomych tego, co myśliwi robią dla środowiska naturalnego. Do tego niezbędna jest otwartość na wewnętrzną krytykę i brak lęku przed wprowadzeniem zmian umacniających pozycję szeregowych myśliwych. Członkowie powinni mieć poczucie, że posiadają realny wpływ na funkcjonowanie PZŁ, czego co zrozumiałe nie mieli przed 1989 r. ale i nie do końca mają również obecnie. Ponadto muszą mieć pewność, że za działanie zgodne z prawem nie spotka ich żadna krzywda. Dodam do tego, że chyba czas najwyższy, aby w Zrzeszeniu wykształciły się mechanizmy stające w obronie myśliwego, któremu postawiono zarzuty, nie potwierdzone jeszcze w żadnym postępowaniu, a nie jak obecnie, kiedy cały aparat związkowy staje przeciwko osobie, której takie zarzuty postawiono. Zgadzam się, bo domniemanie niewinności to elementarna zasada państwa prawnego i minimum tego, co Zrzeszenie powinno oferować swoim członkom, z których składek utrzymują się jego organy. Miłosz, dziękuję Ci serdecznie za rozmowę. |