Poniedziałek
16.05.2011
nr 136 (2115 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Zaufaj koledze i idziesz "w pasiaki" autor: Stanisław Pawluk
Mieczysław M. to bardzo szanowany myśliwy. Bardzo dobrą opinię wystawiło mu nie tylko macierzyste koło, ale także wszystkie prawie społeczności w jego środowisku od proboszcza zaczynając, a na dyrekcji miejscowej szkoły kończąc. Opinie te stały się mało skuteczne w zderzeniu z machiną sądów łowieckich oraz powszechnego wymiaru sprawiedliwości. A wszystkiemu winna była zasada "koleżeńskiego" zaufania.

Mieczysław M., jak twierdzi, kilkakrotnie korzystał z zaproszeń na polowania jakie załatwiał mu były dość wysokiej rangi policjant w pobliskim OHZ Lasów Państwowych. Chętnie też skorzystał z kolejnego. Na polowanie to pojechał wraz z załatwiającym odstrzał Ryszardem J. oraz przybranym przez niego pracownikiem leśnym dobrze znającym knieję, w której miało być realizowane polowanie. Za kierownicą samochodu usiadł zapraszający Ryszard J. i wszyscy trzej pojechali do lasu. Mieczysław M. wykazał się wyjątkową naiwnością i w koleżeńskim zaufaniu nie zapytał nawet, czy wszystkie formalności związane z jego polowaniem zostały dopełnione. Był przekonany, że jak w poprzednich razach zapraszający spełnił wszystkie wymagane prawem warunki, a jemu pozostała jedynie sama przyjemność polowania.

W obfitej kniei dość szybko spotkali jelenie. Mieczysław M. oddał strzał z kniejówki, który łania przyjęła ale nie zaległa. Mieczysław M. stwierdził, że należy odczekać, aby następnie można było łanię dojść i ewentualnie dostrzelić. Po około godzinie czasu udali się na poszukiwanie. Odnaleziona łania jeszcze żyła więc Mieczysław M. oddał jeszcze dwa strzały i przystąpił do patroszenia. Po załadowaniu łani do samochodu udali się w drogę powrotną. Na polnej drodze minęli pojazd terenowy, przy którym stał myśliwy ze sztucerem i dawał znaki do zatrzymania. Dalej mijali jeszcze dwa samochody z myśliwymi obok, ale siedzący za kierownicą pojazdu Ryszard J. nie zwracał uwagi na próby zatrzymania i kontynuował jazdę. Strzelec łani Mieczysław M. oraz służący za przewodnika po lesie miejscowy drwal Waldemar B. siedzieli na siedzeniach dla pasażerów. Po wyjechaniu na drogę asfaltową zostali zatrzymani przez oznakowany patrol policji. Po sprawdzeniu dokumentów protokolarnie zatrzymano broń i wyposażenie, a upolowaną łanię przekazano członkowi zarządu KŁ „Zaborze” w Annopolu.

W tym samym czasie łowczy KŁ „Zaborze” w Annopolu Tadeusz K. a także inni myśliwi tego koła, w tym Łukasz K. , przebywali na polowaniu indywidualnym. Kiedy Łukasz K. usłyszał strzały w miejscu gdzie nie powinno ich być, telefonicznie powiadomił łowczego Tadeusza K., który udał się w miejsce strzałów, a następnie w bezpiecznej odległości jadąc za pojazdem, do którego załadowano wypatroszoną łanię, przez telefon podał numery rejestracyjne policji oraz informował ją o kierunku przemieszczania się tego pojazdu. W wyniku tych działań doszło do zatrzymania, podczas którego ujawniono zastrzelona łanię oraz fakt, że polowanie Mieczysława M. miało miejsce na obwodzie dzierżawionym przez KŁ „Zaborze” i wykonywane było bez pisemnego zezwolenia oraz wymaganych wpisów do książki ewidencji.

Wszyscy trzej uczestnicy polowania otrzymali zarzuty nielegalnego wejścia w posiadanie tuszy zwierzyny dzikiej, a Mieczysław M. zarzut polowania bez wymaganych uprawnień. Rozpatrujący sprawę Sąd Rejonowy w Kraśniku skorzystał z możliwości mediacji zawodowego mediatora. W mediacjach tych jako reprezentanci poszkodowanych brali udział: komendant Państwowej Straży Łowieckiej w Lublinie Stefan Kowalewski oraz prezes KŁ „Zaborze” w Annopolu Marian Barankiewicz. Z treści ugody wynika, że Mieczysław M. zobowiązał się do zapłacenia ekwiwalentu w wysokości 5800 złotych na rzecz Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie natomiast dla Koła Łowieckiego nr 32 „Zaborze” w Annopolu zobowiązał się dostarczyć na swój koszt i własnym transportem 2 tony ziarna kukurydzy. Stefan Kowalewski i Marian Barankiewicz w zamian zobowiązali się nie sprzeciwiać umorzeniu postępowania karnego.

Mimo takiego wyniku negocjacji oraz wielu pozytywnych opinii w tym macierzystego koła łowieckiego, Sąd Rejonowy w Kraśniku skazał Mieczysława M. za wykonywanie polowania bez posiadanych uprawnień (art. 53 pkt. 4 ustawy Prawo Łowieckie) na karę 7 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na okres 2 lat, 600 złotych grzywny oraz orzekł przepadek mienia w tym sztucera i wyposażenia myśliwskiego zakwestionowanego w trakcie zatrzymania. Mieczysław M. pokrył także koszty sądowe. Wyrok ten został utrzymany w apelacji gdzie oskarżonemu doliczono jeszcze 240 złotych kosztów drugiej instancji.

Sprawa Mieczysław M. znalazła się także na wokandzie OSŁ w Lublinie, który po skazaniu go przez sąd karny w Kraśniku orzekł najwyższy wymiar kary łowieckiej wydalenie z PZŁ. W dniu 28 września 2010 OSŁ w Lublinie wydał orzeczenie na mocy którego usunął skazanego z szeregów PZŁ. GSŁ rozpatrując odwołanie od orzeczenia pierwszej instancji w marcu 2011 orzeczenie to utrzymał w mocy.

Na kanwie tej sprawy nie sposób oprzeć się pokusie krytycznego spojrzenia na pewne elementy, które zawsze wywołują emocje. Zadziwiająca jest naiwność i swoisty sposób pojmowania słowa „koleżeństwo”, które w tym przypadku zaowocowało naiwnym lecz przykrym finałem. Nie pierwszy raz okazuje się, że zamiast wyświechtanego „koleżeństwa” potrzebny jest podstawowe choćby ograniczenie zaufania. Nie mając pisemnego pozwolenia w kieszeni bałbym się podnosić lufy sztucera nawet dla sprawdzenia czy nie odpadła luneta, nie mówiąc już o celowaniu i strzelaniu do zwierzyny.

Nie raz widziałem nieudaczne poczynania wskazujący na brak znajomości podstawowych przepisów prawa przez komendanta PSŁ w Lublinie Stefana Kowalewskiego. Także i tu ujawnia się fakt, że przy jego udziale i za jego akceptacją dochodzi do bezpodstawnego wzbogacenia się koła łowieckiego o wartość dwu ton ziarna kukurydzy. Reprezentujący Urząd Wojewódzki sam komendant PSŁ nie zakwestionował braku podstaw prawnych do uczestniczenia jako poszkodowany w procesie i w negocjacjach przez przedstawiciela koła łowieckiego.

Zdziwienie musi budzić znana od lat kwestia karania myśliwych za „wykonywanie polowania nie posiadając uprawnień”. Kwestię tą opisywaliśmy m.in. tutaj. Okazuje się, że w dalszym ciągu ten niezbyt udany przepis ustawy Prawo Łowieckie wykorzystywany jest przez sądy dla karania myśliwych nie zważając, że kłóci się on z powszechnym faktem, że każdy myśliwy posiada ustawowo nadane uprawnienia do polowania. Fakt ten jest tym dziwniejszy, że sądy apelacyjne, gdzie sprawa jest rozpatrywana w składzie trzech doświadczonych sędziów, nie jest zauważana i zazwyczaj przyklepywana.

O ile przestaje powoli dziwić fakt, że Polski Związek Łowiecki równolegle z sądami powszechnymi rozpatruje przestępstwa łowieckie opisane artykułami karnymi stosownych ustaw to mnie zawsze dziwi, że orzeka także w sytuacji, gdy sprawca przestał być członkiem tej organizacji. Wprawdzie zapis Regulaminu postępowania dyscyplinarnego w PZŁ w § 2 pkt. 3 stwierdza: „Utrata członkostwa w Zrzeszeniu po popełnieniu przewinienia łowieckiego nie stanowi przeszkody do przeprowadzenia postępowania dyscyplinarnego” – to jednak sytuacja taka wywołuje u mnie doznania jakie ma człowiek obserwując sąd nad zmarłym.