Piątek
05.08.2011
nr 217 (2196 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Po co nam taka PSŁ? autor: Stanisław Pawluk
Prokuratura w Chełmie prowadzi kolejne śledztwo z udziałem komendanta Państwowej Straży Łowieckiej w Lublinie Stefana Kowalewskiego. Inspiracją do jego wszczęcia były wytyczne IV Wydziału Karnego Odwoławczego Sądu Okręgowego w Lublinie, który rozpatrywał odwołanie obrońcy Stefana Kowalewskiego od wyroku Sądu Rejonowego. Sąd Rejonowy uznał komendanta PSŁ w Lublinie winnym przekroczenia uprawnień poprzez niezasadne aresztowanie swego kolegi w Kole Łowieckim nr 5 "Dąbrowa" Piotra W. pod pretekstem podejrzenia zastrzelenia lochy w sezonie ochronnym. Ze względu na niską, zdaniem sądu, szkodliwość czynu postępowanie zostało umorzone.

Sąd Okręgowy rozpatrując apelcję podtrzymał wyrok uznający winnym Stefana Kowalewskiego i stwierdził, że okoliczność pozostawienia broni myśliwskiej wraz z amunicją kiedy aresztował Piotra W. w chatce wiejskiej i to na stole przy otwartym oknie, powinno stać się podstawą oddzielnego postępowania.

Prokuratura będzie także musiała wyjaśnić kolejne zachowanie komendanta Stefana Kowalewskiego, który podejrzewając, jak twierdzi, popełnienie przestępstwa nie wykonał przepisu art. 39 pkt 2 ppkt 6 ustawy Prawo Łowieckie nakazującego odebrania za pokwitowaniem narzędzi i środków służących do popełnienia przestępstwa. Skoro na dzień przed aresztowaniem zabezpieczone zostały fragmenty skóry i patrochy ze strzelonego rzekomo przez Piotra W. dzika, to dokonując przeszukania w celu ujawnienia tuszy i innych dowodów przestępstwa powinien konsekwentnie zabezpieczyć broń jaka do tego rzekomego przestępstwa posłużyła.

Poszkodowany Piotr W. twierdzi, że od dnia dokonania przeszukania tj. 8 sierpnia 2009 do chwili obecnej nie otrzymał tzw. nakazu wydania rzeczy i nakazu przeszukania pomieszczeń, mimo że taki winien mu być doręczony z chwilą rozpoczęcia przeszukania, a gdy zachodzi konieczność szybkiego działania lub kierownik organu przeszukującego nie jest w stanie takiego dokumentu wystawić, najpóźniej w ciągu siedmiu dni. Poszkodowany twierdzi, że jest to kolejny objaw złamania prawa przez Stefana Kowalewskiego i zamierza swoich praw dochodzić także w drodze procesu cywilnego.

Stefan Kowalewski będzie musiał także wyjaśnić, czy "zabezpieczenie" dowodów rzeczowych przed aresztowaniem Piotra W. odbyło się z wypełnieniem wszystkich formalnych wymogów procedury postępowań karnych, a także czy przechowywanie ich bez wymaganego postanowienia formalnego wystawionego przez kompetentny organ nie odbyło się z przekroczeniem uprawnień komendanta PSŁ. Jak informuje mnie rzecznik wojewody Lubelskiego Małgorzata Tatara fragmenty tuszy dzika przechowywane są do chwili obecnej w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie mimo dawno prawomocnie zakończonych postępowań, w których te dowody mogły by odegrać jakąś ewentualną rolę. Komendantowi nie przeszkadza także fakt, że podległa mu PSŁ tych postępowań nie prowadziła a więc nie ma prawa do dysponowania tymi dowodami.

Aktualnie w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie działa komisja wewnętrzna powołana dla zbadania funkcjonowania Państwowej Straży Łowieckiej. Działanie dawno oczekiwanej komisji zbiegła się z żądaniem Prokuratury Rejonowej w Lublinie wyjaśnienia w jaki sposób kierowana przez Stefana Kowalewskiego PSŁ obchodziła się z dowodami rzeczowymi zarekwirowanymi w trakcie wykonywania czynności służbowych. Jak wynika z informacji otrzymanych z Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie, sposób postępowania komendanta z „zabezpieczonymi” dowodami był bardzo specyficzny. W jednym przypadku otrzymane od stowarzyszenia „Zielona swoboda” wnyki, żelaza, sieci inne urządzenia posłużyły jedynie do medialnego pokazu po czym rzucone gdzieś w kąt leżały do chwili skierowania przez redakcję Dziennika zapytania prasowego. Okazało się wówczas, że nie wykonano żadnej wymaganej procedurą karną dokumentacji. Nie sporządzono protokołów zabezpieczenia dowodów, protokołów uznania za dowód, protokołów oględzin oraz nie wydano postanowień o sposobie i miejscu przechowywania rzeczy. Po zapytaniu Dziennika wnyki niczym gorący kartofel „podrzucono” policjantom z posterunku w Michowie, a więc miejscu gdzie działa stowarzyszenie, które te wnyki zebrało, zdjęcia opublikowało na swojej stronie internetowej i w swoich folderach, a następnie przekazało PSŁ. Tak więc Państwowa Straż Łowiecka w Lublinie przetrzymywała bez odpowiednich dokumentów przez długi czas nielegalne przedmioty co w przypadku szarego obywatela zakwalifikowane zostałoby jako naruszenie art. 52 pkt 1 ustawy Prawo Prasowe: „Kto gromadzi, posiada, wytwarza, przechowuje lub wprowadza do obrotu narzędzia i urządzenia przeznaczone do kłusownictwa, (-) podlega karze grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.” W tym przypadku jednak nie należy spodziewać się konsekwencji, a naruszający szereg zasad komendant „zadał sobie szpanu” pokazując swoją „dzielność” w TV oraz na stronach www UW. Postępowania w tych sprawach prowadzi Prokuratura Rejonowa w Lublinie.

Okazuje się także, że praktyka frywolnego podejścia do spraw właściwego postępowania w sprawach o wykroczenia łowieckie posiada wiele wątków, a kierowana od sierpnia 2008 roku przez Stefana Kowalewskiego Państwowa Straż Łowiecka ograniczyła się jedynie do pracy w terenie, czyli wycieczek po terenie województwa, z których nic nie wynikało. Kłusownicy także rozpracowali system tych „patroli” i „działań” PSŁ w godzinach popołudniowych, zazwyczaj w czwartki po to, aby za tzw. nadgodziny mieć wolne piątki stające się dla strażników PSŁ pierwszym dniem trzydniowego weekendu.

Środowisko myśliwych po raz kolejny zbulwersowane jest faktem prowadzenia równolegle aż trzech postępowań prokuratorskich, w centrum których znajduje się sposób kierowania działaniami PSŁ. Zaczynają się przyzwyczajać do faktu, że szereg wątpliwych zachowań nadal ma miejsce z osobistym udziałem komendanta wojewódzkiego, który powinien być wzorem znajomości prawa i właściwej postawy zwłaszcza dla swoich podkomendnych, a pomimo zdarzeń opisanych wyżej i tych ujawnianych wczśniej, przez Wojewodę Lubelskiego Genowefę Tokarską traktowany jest wyjątkowo spolegliwie. A nam myśliwym wydaje się, że jak wojewoda zainwestuje w PSŁ, to w obwodach zagości ład, porządek i szacunek dla prawa. Życe tego nie potwierdza, więc po co nam taka PSŁ?