![]() |
Piątek
22.11.2013nr 326 (3036 ) ISSN 1734-6827
Od pierwszych chwil powstawania sprawy odstrzału większej liczby zwierząt w województwie Lubelskim niż było w zatwierdzonych planach łowieckich, monitorowałem jej przebieg. Przeczytałem bodajże wszystkie akta spraw we wszystkich prokuraturach województwa Lubelskiego. Akta tylko jednej sprawy prowadzonej przez Prokuraturę Lublin-Północ liczyły 33 tomy i zawierały min. „opinie prawną” pisaną przez łowczego okręgowego Mariana Flisa, twórcy teorii, że skoro liczba zwierzyny zatwierdzonej do odstrzału na terenie działania zarządu okręgowego w Lublinie jest wyższa od liczby faktycznie odstrzelonej, to planu w konkretnym kole nie przekroczono. Z akt tych postępowań jawi się dość jasny obraz przebiegu całej sprawy. Nowo powołany wówczas komendant Państwowej Straży Łowieckiej w Lublinie Stefan Kowalewski zebrał z nadleśnictw plany łowieckie wszystkich obwodów i rękami podległych pracowników dokonał analizy wykazanych ilości zwierzyny pozyskanej. Z tej analizy powstał wykaz, w którym wraz z postępem prac dopisywano kolejne koła łowieckie, które odstrzeliły więcej zwierzyny niźli wynikało z zatwierdzonego planu. Początkowo PSŁ ostro wzięła się do ścigania tego zjawiska i w kilku przypadkach uzyskano wyroki skazujące min. prezes i łowczy Koła Łowieckiego nr 18 „Ponowa” w Białej Podlaskiej, po wykazaniu skruchy, uzyskali umorzenie postępowania „z powodu niskiej szkodliwości czynu”, zaś łowczy innego koła został skazany prawomocnie przez Sąd Rejonowy w Kraśniku oraz zasadzono zapłatę ekwiwalentu na kwotę ponad 100 tysięcy złotych. Wykazywane przez PSŁ przekroczenia osiągnęły gigantyczne rozmiary i objęły około 80% kół z terenu Lubelszczyzny co wywołało zainteresowanie różnych mediów oraz panikę miejscowych władz łowieckich. Zmieniła się także strategia działania PSŁ w Lublinie. Nie udało się bowiem ukryć, że w Kole Łowieckim nr 5 także przekroczono plan, a łowczym był nie kto inny jak sam komendant PSŁ Stefan Kowalewski. W tym stanie rzeczy stało się oczywistym, że sprawa odpowiedzialności osobistej zostanie w dalszych postępowaniach rozmydlona. PSŁ zamiast zabezpieczyć dowody w postaci dokumentacji kół, książek ewidencji, upoważnień do polowania indywidualnego i protokołów polowań zbiorowych ograniczył się jedynie do zbierania oświadczeń, w których członkowie zarządów kół w różny sposób tłumaczyły się z przekroczeń ilości odstrzelonej zwierzyny. Tłumaczono pomyłkami, polowaniami w kilku grupach bez możliwości kontaktu itp. Podobnie miała się sprawa z Kołem Łowieckim nr 2 „Leśnik” gdzie łowczy złożył następujące oświadczenie: ![]() Byłem obecny na prawie wszystkich rozprawach prowadzonych z powództwa Prokuratorii Generalnej przeciwko temu kołu. Tylu i tak skandalicznie rażących kłamstw jak na tych rozprawach nie słyszałem nigdy w życiu i w żadnej innej organizacji czy instytucji. W formie najbardziej delikatnej przebieg rozpraw wraz z wyrokiem opisałem tutaj: Cz. 1: http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=311 Cz. 2: http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=317 Wstydząc się sam przed sobą nie wykazywałem w tych tekstach wszystkich krętactw jakie dopuścili się nie tylko poszczególni członkowie tego koła, często ludzie na wysokich stanowiskach lub o nieprzeciętnej pozycji społecznej, ale Polski Związek Łowiecki jako organizacja, która także i w tej sprawie opowiedziała się po stronie łamiących elementarne zasady gospodarki łowieckiej i zwyczajnej uczciwości. PZŁ, obok adwokata wynajętego przez Koło Łowieckie, udzielił kołu dodatkowego wsparcia delegując do sprawy radcę prawnego Marka Duszyńskiego. Sprawa rozbijała się w zasadzie o kaczki, których w tym kole strzela się wiele ze względu na liczne stawy i jeziorka jakie występują na dzierżawionych obwodach. Tradycją tego koła było organizowanie polowań zbiorowych na kaczki w tym z udziałem osób ważnych czyli władz wojewódzkich czym ostentacyjnie chwalono się w miejscowej prasie i na łamach strony internetowe prowadzonej przez Zarząd Okręgowy PZŁ w Lublinie. ![]() Materiału te zawierały fotografie wykonane przez Sebastiana Dudrę, syna członka zarządu koła – członka OKR przy ZO w Lublinie, i zamieszczone także na stronie ZO w Lublinie. Podawano tam ilości strzelonych na polowaniach zbiorowych kaczek oraz wyniki uzyskiwane przez królów polowania, którym przyznawano medale i dyplomy. Układano także imponujące pokoty. W pokazanym polowaniu król strzelił 11 sztuk, I-wszy wice król 10 szt. a II wice król 9 sztuk. Tylko w tym jednym zbiorowym polowaniu (których niby nie było) sami królowie strzelili 30 sztuk kaczek! Jak to się ma do rzekomo strzelonych zaledwie 10 sztuk kaczek w sprawozdawczości przez trzy sezony łowieckie, najlepiej ocenią czytelnicy. ![]() ![]() Dla wybielenia się, że dozwolonej ilości zwierzyny nie uśmiercono zarząd koła powołał spec komisję dla „zbadania” sprawy. Dlaczego komisja rewizyjna wybrana na WZCz Kola nie wykonywała tej kontroli jak nakazuje statut i powołano specjalną komisję można się jedynie domyślać. Komisja sporządziła protokół będący następnie dowodem w sprawie stwierdzając wbrew oświadczeniu łowczego koła, zdjęciom w prasie i wyników z polowań zbiorowych udokumentowanych zdjęciami, że polowań zbiorowych nie odbywano wcale, a w okresie objętym pozwem (trzy sezony!) odstrzelono tylko 10 sztuk kaczek. Całość protokołu liczy wiele stron więc zamieszczam tylko stronę pierwszą. ![]() Z przytoczonych faktów, zdjęć i dokumentów wynika jasno, że Polski Związek Łowiecki nie potrafi sobie poradzić z prowadzeniem gospodarki łowieckiej bez kłamstw, matactwa i konfabulacji. Plany łowieckie zostały przekroczone i to jest fakt bezsporny bowiem powództwo oddalono nie z powodu nieprzekroczenia planów a uznaniu, że ekwiwalent należny jest od sprawcy czynu bez względu na to, czy jest to myśliwy czy nie. Gospodarka łowiecka jak wynika choćby z oświadczenia wyżej prowadzona jest „na oko”, a racjonalności jaką szczyci się demagogia PZŁ jakoś nie widać. Jako smaczek mogę dodać, że prezes Koła Łowieckiego nr 2 „Leśnik” Waldemar Jakubaszek w ostatnim sezonie zastrzelił jelenia byka na obwodzie, gdzie plan był wykonany. Jeleń zapisano na inny obwód a PSŁ w Lublinie sprawę umorzyła stwierdzając, że nie było „umyślnego działania”. Faktu, że świadomie poświadczono nieprawdę i ze przekroczenie planu jest przestępstwem formalnym PSŁ nie dostrzegła. Nie byłoby trudno przykładami z życia PZŁ udowodnić, że w przywołanym na wstępie "Sprostowaniu" Marka Matyska niewiele jest oparte na faktach i rzeczywistości, tak jak w wyżej sprawie przekraczania planów łowieckich, a jego protest to jedynie demagogiczna próba wybielania organów Związku, o czym od dawna wiadomo, że działają kulawo, z tym, że nie mówię o stosunku p. Sowy do myśliwych i polowania, bo o tym autorka ma blade pojęcie i pisze głupstwa. PS Marek Matysek udzielając wypowiedzi z okazji obchodów 90-lecia PZL w jednej z TV stwierdził, że myśliwi od dawna nie strzelają zajęcy. Pomijając wychwalanie bezpodstawnie stosowanej liczby 90 w stosunku do rocznicy PZŁ, kłamał albo nie zna realiów. Informuję więc Pana rzecznika, że w „moim” kole po „zastrzeleniu” aż 20 sztuk na trzech obwodach polując niemalże w każdy wolny dzień uczyniono (w wyniku mojej krytyki) jeden rok przerwy, a aktualnie w planach polowań umieszczono także zające mimo, że ich naciągany stan w inwentaryzacji nie spełnia warunków określanych przez PZŁ jako wystarczających dla prowadzenia odstrzałów. |