![]() |
Poniedziałek
08.12.2014nr 342 (3417 ) ISSN 1734-6827
Szczególnym podziwem napawają mnie tzw. wstępniaki czyli zwane przez myśliwych „słowo na niedzielę” zamieszczane zazwyczaj na pierwszej stronie pisemka. Moje zdziwienie często wywołuje także fakt, gdy w rozmowach z czytelnikami takiego pisemka słyszę, że piszące wielce umoralniające teksty często sami winni być tych tekstów największymi realizatorami. Było i tak, że najbardziej wzniosłe i nawołujące do etycznych postaw teksty pisali ci, którzy z etyką mieli najmniej wspólnego. Jeden z takich tekstów pełny wzniosłych agitacji napisał myśliwy, który w swojej łowieckiej historii odnotował zachowanie wyjątkowo niekoleżeńskie i z łowiecką etyką oraz zwykłą uczciwością niewiele mające wspólnego. Otóż powierzony mu oręż medalowego dzika podmienił zwyczajnie oddając koledze jakiś mało przydatny dla zdobycia uprawnionego medalu. Fakt ten znalazł podobno odbicie w orzeczeniu Okręgowego Sądu Łowieckiego, który nakazał „naprawienie szkody”. Dziś osoba ta jest wielkim działaczem łowieckim często zajmując miejsce w panteonie wielce zasłużonych dla łowiectwa. Nie znam osobiście osoby Zbigniewa Korejwo redaktora naczelnego Myśliwca Warmińsko-Mazurskiego i nie wiem czy przykłady opisane wyżej są, były lub będą jego udziałem i nie mam podstaw aby odbierać mu przymioty uczciwego myśliwego i prawdomównego dziennikarza. Październikowy „wstępniak” w sposób wyraźny nawiązuje do felietonu filmowego zamieszczonego na naszym portalu odnoszącego się do sytuacji, w której członek PZŁ pozbawiony w sposób niezbyt etyczny i koleżeński wszelkich możliwości polowania w pewnym momencie nie oparł się pokusie i popełnił czyn niedozwolony wykonując nielegalnie odstrzał kozła. Zbigniew Korejwo. Sam fakt umieszczenia tej historii na lowiecki.pl uznaje za pokrętną obronę osoby, która nawet sama przyznaje się do popełnienia tego nagannego czynu, nie kryjąc przy tym żalu, że się tego czynu dopuściła oraz samokrytycznie oceniającej swoją postawę. Felieton nie brał w żadną obronę samego faktu nielegalnego polowania a jedynie starał się dociec przyczyn takich wypadków i powodów dla których myśliwi dopuszczają się tego typu występków. Zbigniew Korejwo interpretując treść i wydźwięk relacji filmowej stosuje określenia w stylu „w wymiarze etycznym nie prezentuje się wysokich lotów” i zarzuca „branie w obronę”. Zapewne przeszedłbym nad tym tekstem do porządku codziennego, gdyby nie jego przewrotność i fałszywe wielce silenie się Zbigniewa Korejwo na mentora etyki, uczciwości i obrońcę jego zdaniem właściwych postaw. Pomijając naganność jaka wynika z potępiania nie mającej miejsca „obrony” przypomnieć trzeba, że w takiej samej sytuacji ale dotyczącej działacza struktur okręgowych członka Okręgowej Rady Łowieckiej w Olsztynie, nie zająknął się nawet jednym potępiającym słowem. A powód był jak najbardziej godny takiego orędownika etyki i poprawności jakim się chce jawić w swoich tekstach. Otóż Janusz D. członek ORŁ wraz z „kolegą” z koła „Mieczysławem T. polując w nocy dokonali odstrzału byka jelenia. Tusza została zawłaszczona a książce ewidencji nie ujawniono faktu strzelenia jelenia byka. Członek ORŁ Janusz D. aktywnie wspierał strzelca łamiącego prawo organizując transport, pomagając przy załadunku i nie dokonując wymaganych wpisów w dokumentacji łowieckiej. Gdy sprawa się wydała i bezpośredni wykonawca strzału do jelenia stanął przed sądem powszechnym, władza łowiecka w osobach łowczego okręgowego Dariusza Zalewskiego wzięła w „pokrętną” obronę łamiących prawo wystawiając stosowną „laurkę” Mieczysławowi T., która ten przedłożył w sądzie jako argument dla uniknięcia konsekwencji. Drugą podobną jeszcze bardziej pokrętną obroną wykazała się komisja strzelecka w osobach przewodniczącego tej komisji Andrzeja Kuśnierza i członka tej komisji Piotra Gabieca. Używając cytowanego określenia „pokrętnie” mam na myśli fakt, że opiniowany niczym szczególnym w działalności strzeleckiej się nie wykazał, a jedyną jego cechą była bliska zażyłość z członkiem ORŁ Januszem D., z którym razem tego feralnego jelenia upolował w trakcie wspólnego polowania. Etycznej postawy nie wykazał Zbigniew Korejwo także i wówczas gdy Janusz D., fałszując wagę tuszy i nakłaniając do tego samego osobę obsługująca skup zwierzyny, naraził swoje macierzyste koła na stratę finansową, za co został uznany winnym w sądzie powszechnym. Oba przypadki nie znalazły także zainteresowania organów i władz olsztyńskich struktur PZŁ, w których Zbigniew Korejwo pełni nie tylko funkcję redaktora naczelnego wspomnianego pisemka, ale tkwi głęboko w strukturach władz jako członek zarządu okręgowego. Najwyraźniej Zbigniew Korejwo posiada dwojakiego rodzaju kryteria oceniające etykę, uczciwość i koleżeństwo. Inną dla „swoich” władz i działaczy, a inną dla szarego członka. Swoim wystawianie obronnych pism przemilcza i tych bierze w obronę mimo przestępstw większego kalibru niźli zastrzelenie kozła, a szaremu myśliwemu oferuje jedynie bezgraniczne potępienie. O św. Hubercie! Chroń nas od takich etyków! |