![]() |
Poniedziałek
21.08.2006nr 233 (0386 ) ISSN 1734-6827
Zamiłowanie do lasów i łowiectwa popychały go zawsze w kierunku działań twórczych i konstruktywnych. Był jednym z tych, którzy aktywnie działali na rzecz integracji środowiska łowieckiego. To m.in. za jego sprawą powstał klub „Hubertus”, który skupia 10 kół łowieckich. Klub ten organizuje różnego rodzaju akcje, jak choćby zalesianie terenów zdegradowanych przemysłem, czy nieużytków. W corocznej akcji zalesiania bierze udział ponad dwustu członków różnych kół należących do „Hubertusa”. Zalesiania te maja tradycje sięgającą czasów przed formalnym powołaniem do życia „Hubertusa”. Klub ten także zajmuje się racjonalnym gospodarowaniem zwierzyną zwłaszcza jeleniami. Jan Nowakowski wspólne ustalenia co do hodowli, zwłaszcza jeleni, uważa za bardzo ważne choćby ze względu na fakt, że koła z „Hubertusa” dzierżawią obwody przyległe do siebie, stanowiące jedno środowisko bytowania zwierzyny grubej. Szczególnie cenionym w środowisku myśliwych, nie tylko jego macierzystego koła, jest jego zaangażowanie w szkolenie młodych myśliwych. Janek – bo tak go popularnie tu nazywają - ma ku temu szczególne predyspozycje. Sam działając przez wiele lat w komisjach egzaminacyjnych przy Zarządzie Okręgowym, uznawany jest za wyjątkowego znawcę sztuki łowieckiej, którą potrafi i chce przekazywać. Każdy nowowstępujący do koła korzysta z „lekcji” Janka. W kole nie pamiętają, aby komuś na egzaminach podwinęła się noga. To zasługa Janka - twierdzi prezes koła Roman Kostyra. Strzelectwo to kolejne oczko w głowie Janka. Szczyci się tym, że jego koło wychowało 4 mistrzów strzelectwa myśliwskiego. Koło aktywnie uczestniczy w różnych zawodach strzeleckich. Szkoleni przez Janka strzelcy wielokrotnie reprezentowali okręg lubelski na mistrzostwach Polski. Na tych zawodach kilku myśliwych z koła zdobyło klasę mistrzowską, Janek był jej jednym z pierwszych zdobywców. Był także (przed reorganizacją) trzykrotnym mistrzem województwa warszawskiego w strzelectwie myśliwskim, a po reorganizacji został trzy razy mistrzem okręgu lubelskiego. Do jego stałych zadań w kole należy trenowanie młodych kadr strzeleckich, co jak twierdzi, robi bardzo chętnie, widząc chęć i zaangażowanie młodszych kolegów. Umiejętności społecznikowskiego działania Janka powodowały, że powierzano mu szereg odpowiedzialnych zadań. Był kilkakrotnie członkiem wojewódzkiej rady łowieckiej, pełnił także funkcje w komisjach problemowych przy ORŁ, był także członkiem zarządu koła. Był okres, że sam musiał wyceniać wszystkie powstałe szkody rolnicze i często łagodzić wybitnie roszczeniowe postawy właścicieli upraw. A było co robić, gdyż zwierzyny w obwodach, na których gospodarzy koło jest sporo. Jan Nowakowski wspomina czas, w którym jeleń na Lubelszczyźnie znany był jedynie z fotografii i filmów Puchalskiego. Gdy młody Janek wstępował do „Sokoła” od razu zaangażował się w introdukcję jeleni z Borów Tucholskich i województwa olsztyńskiego. Sprowadzone zwierzęta przebywały w zagrodach adaptacyjnych w sąsiednim nadleśnictwie, a następnie zostały wypuszczone do lasu. Rozprzestrzeniły się niebawem także na teren „Sokoła”, gdzie objęto je szczególna troską. Oczywiście w pierwszym szeregu jak zwykle w takich sprawach stał Janek. Szczęśliwie, jelenie obrały sobie za swój matecznik okolice jeziora Piskory. W stworzonej wówczas ostoi (późniejszym rezerwacie) znalazły niezbędny spokój i warunki do rozmnażania. Stąd wyemigrowały na wszystkie praktycznie sąsiedzkie obwody. Ile trzeba było wykonać paśników, lizawek czy wyłożyć paszy i soli Janek już nie pamięta. Z dumą podkreśla, że dzięki pracy koła stan jeleni na ich terenie należy do jednych z najwyższych na Lubelszczyźnie. Badania naukowe zaś stwierdzają, ze krzyżówka jelenia mazurskiego z Borów Tucholskich dała bardzo pozytywne rezultaty. Jelenie są bardzo silne i mają piękne symetryczne poroże. Mogły by być nieco wyższe - rozważa Janek. Wraz z prezesem Romanem Kostyrą dyskutują o ewentualnych planach sprowadzenia dla wzmocnienia innymi genami jelenia karpackiego. Na razie jest to w sferze marzeń. Ale kto wie? Janek gorąco wspiera prezesa w tych marzeniach i zapewne znowu stanie w pierwszym szeregu pracujących gdyby doszło do realizacji. - Janek przyczynił się także wydajnie do odzyskania a następnie utrzymania płynności finansowej koła, z którą od lat nie mamy problemów - twierdzi prezes R. Kostyra. - Był moment, że popadliśmy w chwilowe kłopoty. Powodem ich był duży wzrost szkód rolniczych. Jankowi powierzono odcinek zapobiegania szkodom i szacowania szkód, które w owym czasie szacowane były „na oko” byleby zadowolić rolnika. Często bywało, że wypłacone odszkodowania były zbyt wysokie, a plany łowieckie nie wykonywane. Janek, w randze członka zarządu koła, w stosunkowo krótkim czasie zredukował ilość szkód. Powstały pasy zaporowe, zintensyfikowano całoroczne dokarmianie, podjęto działania ochronne upraw, a szacowanie szkód odbywało się „jak książka pisze” z miarką w ręku. Janek tego pilnował i osobiście wykonywał szacowanie szkód. Także w tej dziedzinie uważany jest za eksperta oraz wyszkolił następnych. - Zaangażowania Janka w sprawy koła nie sposób przecenić - stwierdza prezes Roman Kostyra. - To właśnie za sprawą takich myśliwych jak Janek, składka w kole do niedawna wynosiła zaledwie 10 złotych miesięcznie. Teraz wynosi 30 złotych, ale za każdego strzelonego lisa myśliwy otrzymuje także 30 złotych. - Mamy nadzieje, - twierdzi prezes - że takie rozwiązanie zmobilizuje nas do intensywnego strzelania lisów, których jednorazowo na niezbyt dużym obszarze widziano 15 sztuk! Oprócz norki amerykańskiej jest to duże zagrożenie dla ptactwa w naszych czterech rezerwatach. Trudno ocenić na ile jest to zasługa pedagogicznych talentów Janka, ale bez wątpienia także dzięki jego wpływowi koła szczyci się tym, że z koła członkowie odchodzili tylko z przyczyn naturalnych. W całej 60 letniej historii, żaden członek nie został z koła wydalony i jest ich obecnie 73. Jak zgodnie twierdzą obaj rozmówcy, słowo koleżeńskość ma u nich właściwe znaczenie. Uważają, że niewygórowane wpisowe oraz to, że stażyści mają obowiązek aktywnie uczestniczyć w budowie urządzeń łowieckich, a wstąpienie do koła zaczynają od zakupu bażantów i wypuszczeniem ich w łowisko - pozytywnie wpływa na ich postawy. Stażyści obowiązkowo biorą udział w polowaniach zbiorowych, kiedy to po uczestnictwie w nagance, towarzyszą myśliwym na stanowiskach. Czas ten jest dobrym momentem na zadawanie pytań, przyswajanie zasad łowieckich. Z chwilą wstąpienia do koła młody myśliwy nie jest już obcym, a nawet zawiązują się silniejsze przyjaźnie. Janek, był także pierwszym, który zaszczepił koło tak prozaiczną sprawą jak budowa ambon. Do roku 1968 nie przywiązywano do budowy urządzeń łowieckich żadnej wagi. Janek zbudował drewnianą makietę ambony i pokazywał ją wszystkim myśliwym. Osobiście także zbudował pierwszą ambonę. Dzisiaj w kole znajduje się ponad 150 ambon. Jako jedni z nielicznych stosują polowania pędzone dla których zbudowano specjalne podesty o wysokości ok. 2 m. Jest ich około 40 sztuk. Na obwodach gdzie gospodarzy koło „Sokół” znajduje się cztery rezerwaty przyrody. Do powstania ich także swą rękę przyłożył Janek. Rezerwat „Piskory” został utworzony przez myśliwych koła, zanim urzędowo nadano mu ten status. Na długo przed formalnym utworzeniem rezerwatu myśliwi zrezygnowali z polowania na tym terenie, a na obszarze tym utworzyli ostoję zwierzyny. Jest to jedno z miejsc gdzie licznie występują kaczki i gęsi. Dziś obok tych ptaków spotkać tam można w sporych ilościach bąki, żurawie, czaple, czarne bociany, pustułki, zimorodki. Jaskółki brzegówki i oknówki zbierają tutaj budulec, z którego budują gniazda na obiektach pobliskich Zakładów Azotowych. Na stałe znalazły sobie siedzibę w rezerwacie „Piskory” orły bieliki. Żyją tu także puchacze i orliki krzykliwe i wiele innych coraz bardziej unikalnych ptaków. W rezerwacie utworzono punkty obserwacyjne oraz ścieżki dydaktyczne. Janek dumny jest z faktu, że teren ten odwiedzany jest licznie przez wycieczki z całego kraju. W pewnej odległości od nie istniejącego wówczas rezerwatu – wspomina Jan Nowakowski – stała ambona. Nieopodal urządził sobie gniazdo orlik krzykliwy. Przenieśliśmy więc ambonę dużo dalej, aby orlikowi nie przeszkadzać. Okazało się, że orlik także przeniósł swoje gniazdo podążając niejako za amboną, tak jakby chciał zasygnalizować, że w pobliżu myśliwych czuje się bezpieczniej. W tej chwili nad rezerwatami tymi zbierają się czarne chmury. Rozprzestrzeniła się tutaj norka amerykańska i niszczy praktycznie wszystko. Nie wykluczone, że Jankowi przyjdzie ze strzelbą w ręku bronić rezerwatów, do powstania których wielce się przyczynił. Twierdzi jednak, że w takich przypadkach strzelba jest niewystarczającym środkiem. Skuteczniejszym byłyby pułapki, które działają bez względu na pogodę i porę dnia. Inaczej dorobek kilkudziesięciu lat zostanie stracony za sprawą agresywnego przybysza. W swej pracy zawodowej leśnika oprócz odznaczeń resortowych został odznaczony min. srebrnym i złotym krzyżem zasługi. Za jedno z ważnych odznaczeń w swym życiu uważa także otrzymany za zsyłkę na Syberię „Krzyż Sybiraków”. Za swą pracę dla łowiectwa Jan Nowakowski obok wielu wyróżnień został wyróżniony brązowym, srebrnym a następnie złotym medalem zasługi łowieckiej. W dniu 10 maja br. otrzymał najwyższe odznaczenie łowieckie: Złom. Koledzy Janka z akceptacją i sympatią dowcipnie stwierdzają, że „Janek został zazłomowany!” |