![]() |
Środa
01.03.2017nr 060 (4231 ) ISSN 1734-6827
Powyższy artykuł spowodował w kierownictwie PZŁ ogromne zdenerwowanie. Prezydium NRŁ spotykało się specjalne na jego temat, ale oczywiście nie po to, żeby zmienić cele i metody działania kierownictwa na rzecz ochrony przyszłości szeregowych myśliwych, ale po to, żeby jeszcze bardziej zaostrzyć walkę w obronie swoich pozycji. Taki obrót sytuacji tylko potwierdzał, że to co artykuł wytykał kierownictwu Związku było jego świadomą intencją, a dokonane oceny odpowiadały rzeczywistości. Przypomnę, że wskazywałem na kończące się wsparcie ministra Jana Szyszko dla przewodniczącego dr Lecha Blocha, co powodowało ekstremalne zdenerwowanie tego ostatniego. Ten stan potęgowała ofensywa przewodniczącego OPZZRiOR Sławomira Izdebskiego w rządzie i u prezesa PiS, z publicznym nawoływaniem do delegalizacji PZŁ i wskazaniem z imienia i nazwiska osób z kierownictwa PZŁ uwikłanych w tajną współpracę z aparatem Służby Bezpieczeństwa Polski przed 1989 r. Nie było w tym nic nowego, bo życiorys przewodniczącego Zarządu Głównego PZŁ Lecha Blocha, tajnego współpracownika aparatu bezpieczeństwa PRL noszącego w SB pseudonim "Kazimierz" jest powszechnie znany. Podobnie z drugą osobą atakowaną przez Sławomira Izdebskiego, prezesa Naczelnej Rady Łowieckiej Andrzeja Gdulę, nadzorującego w latach 80-tych ub. wieku z ramienia partii komunistycznej służby specjale PRL, w tym działanie tajnej sekcji D (dezintegracji i dezinformacji) w IV Departamencie MSW. Od lat ta dwójka wspierana przez prezesem Głównego Sądu Łowieckiego Zygmuntem Jabłońskiego, byłego sędziego sądów powszechnych i również tajnego współpracownika SB w Polsce Ludowej, zajmuje trzy najwyższe stanowiska w PZŁ. Pierwszy jednak raz wydaje się, że decydenci polityczni doszli do wniosku, że te nazwiska zaczęły im przeszkadzać w rozwiązaniu problemu szkód łowieckich i narażają ich na ataki przeciwników polowania. Kierownictwo PZŁ próbowało się bronić. Sławomirowi Izdebskiemu wytoczono proces o ochronę dóbr osobistych. Jak się szczegółowo wczytać w treść pozwu, to od razu widać, że jest napisany tak, że musi być przegrany. Proszę zajrzeć na przykład na 11 stronę pozwu, która zawiera zarzuty dot. komunistycznej genezy PZŁ. Nie ma tam konkretnych cytatów wypowiedzi Sławomira Izdebskiego naruszających dobra osobiste PZŁ, są tylko odesłania do jego opinii wyrażanych podczas wystąpień publicznych, odwołujących się dokładnie do faktów z historii Związku powołanego dekretem Bolesław Bieruta oraz do prawdziwych życiorysów kierownictwa. To co w tym ma być naruszeniem dóbr PZŁ, jak to czysta prawda? Inną nieudaną akcją jest iluzoryczna ofensywa w dzienniku "Rzeczpospolita", w którym rzecznik prasowy Związku Diana Piotrowska za 15 000 zł., na dwóch stronach tego dziennika doczepionych do dodatku "Komunikaty" w dniu 9 lutego br. opublikowała dodatek promocyjny, w którym umieściła oklepany i nie przekonujący swój tekst w obronie łowiectwa z wykresami mającymi wskazywać na sukcesy PZŁ, który zatytułowała "GOSPODARKA ŁOWIECKA W POLSCE, Nowelizacja ma dać ochronę właścicielom nieruchomości", czyli dokładnie ta sama ściema, którą raczy nas od pewnego czasu mydląc oczy nam myśliwym, że wykonuje znakomitą robotę propagandową. Nie zadziała już też kolejny apel, który np. publikuje Wojciech Plewka z ZO w Opolu, rozsyłany do kół łowieckich niektórych zarządów okręgowych, np. w okręgu warszawskim. Nie przemawiają one do nikogo z decydentów, choćby podpisali je wszyscy członkowie PZŁ. Negatywnego obrazu łowiectwa w społeczeństwie, w jaki wprowadziło myśliwych kierownictwo PZŁ swoja indolencją, zadufaniem i pilnowaniem tylko własnych interesów, na pewno nie odwróci powtarzanie jak mantry, że tylko myśliwi dokarmiają zwierzęta dziko żyjące, co prezentowała w radiu TOK FM Diana Piotrowska w ostatni poniedziałek. Czy nikt w kierownictwie PZŁ nie rozumie, że na taki argument pada zawsze kontrargument, że karmimy żeby zabijać i znowu "ekozieloni" dostają punkty, bo takimi argumentami nie buduje się zrozumienia dla polowania. ![]() Przypomnienie sobie o konieczności podpisywania umów na 6 tygodni przed upływem terminu, w którym koła zostałyby pozbawione prawa do polowania wskazuje, że my szeregowi członkowie Związku i koła łowieckie zupełnie nie obchodą jego kierownictwa. Liczono na wejście w życie ustawy, w której ważność umów przedłużona zostałaby z mocy prawa o rok, a w ciągu tego roku powołane byłyby nowe obwody, wobec których PZŁ wyznaczałby dzierżawców według swojego uznania, z pominięciem prawa do kontynuacji dzierżawy obecnym dzierżawcom, co kierownictwo PZL zagwarantowało sobie w projekcie niby jeszcze procedowanym w Sejmie. Ale to nie koniec zmartwienia Lecha Blocha. Musiało przecież dojść do niego, że Sławomir Izdebski i minister Krzysztof Jurgiel przejęli inicjatywę i minister Jan Szyszko został odsunięty w PiS od spraw łowieckich. Nie mogło też ujść uwadze łowczego krajowego, że doradca Prezydenta RP obiecał organizacjom rolniczym, że Kancelaria Prezydenta zajmie się sprawami ustawy łowieckiej, co oznacza ni mniej ni więcej, że projekt OPZZRiOR staje się podstawą zmian w polskim łowiectwie. Pamiętajmy też, że autor tego projektu złożył w rządzie wniosek o delegalizację PZŁ, a tak wypowiada się o swojej ustawie. Ten czarny scenariusz dla kierownictwa PZŁ zaczął się realizować o wiele szybciej, niż mogło się wydawać. Już w ubiegłym tygodniu wyznaczeni posłowie PiS spotkali się z przedstawicielami rolników w Sejmie, bez udziału kogokolwiek z PZŁ i rozpoczęli dyskusje nad zmianami do ustawy łowieckiej. Podstawą dyskusji stał się przywołany wyżej projekt Sławomira Izdebskiego, a główne cele stawiane sobie przez zebranych na spotkaniu dają się opisać w dwóch punktach:
Walczyli o swoje, a nie nasze i przegrywają. Byli oporni jakimkolwiek zmianom, które należało wprowadzić po 1989 r., żeby zdemokratyzować Związek i oderwać go od jego komunistycznej przeszłości, ale nic w tej sprawie nie zrobili. Czy przegrane kierownictwo PZŁ odejdzie do niechlubnej historią pokaże najbliższy czas. Czy pociągnie za sobą na dno koła łowieckie i naszą myśliwską pasję tego nie wiem, ale mam nadzieje, że tak się nie stanie. |