Poniedziałek
23.11.2020
nr 328 (5594 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Łowiectwo normalne - szkody łowieckie autor: Piotr Gawlicki
Przedstawiłem już rozwiązania dwóch spraw przyszłego łowiectwa normalnego w Polsce, tworzenie obwodów łowieckich oraz wykonywanie polowania. Teraz przyszła kolej na jedną z bardziej newralgicznych spraw, z którą przez ostatnie 68 lat politycy i rządzący oraz rolnicy i myśliwi mieli największe problemy. Myślę o szkodach łowieckich i odszkodowaniach za nie, czego nie udawało się satysfakcjonująco uregulować, pomimo licznych prób. Przyczyną tych niepowodzeń, po odzyskaniu suwerenności i zdemokratyzowaniu państwa, było kurczowe trzymanie się rozwiązań opartych na przesłance załatwienia problemu bez udziału właściciela zwierzyny, Skarbu Państwa.

Od razu zastrzegam, że chociaż obecna ustawa definiuje jako szkody łowieckie dwa rodzaje szkód, to niniejszy artykuł dotyczy tylko szkód w uprawach i płodach rolnych dokonanych przez zwierzynę wskazaną ustawą. Państwo i wspierający go PZŁ zakładają, że problem tych szkód załatwią sami myśliwi, którzy za możliwość polowania finansować będą szkody. Gdyby rzeczywiście było to takie proste rozwiązanie, że polujcie sobie jak chcecie, byle właściciele nieruchomości rolnych dostali odszkodowania wyceniane przez stronę trzecią, to byłaby jakaś szansa na powodzenie takiego układu. Ale jak to w centralnie kierowanym łowiectwie należy się spodziewać, rządzący tak "ulepszali" rozwiązania, że systemowo skonfliktowali rolników i myśliwych, każąc tym ostatnim decydować o wysokości odszkodowania płaconego z własnej kieszeni rolnikom. Nie pomaga w tym wyłączenie rolników z najmniejszego nawet wpływu na decyzję o polowaniu na ich gruntach, w tym o granicach obwodów łowieckich.

Od roku 1952 do dnia dzisiejszego zasady dotyczące szacowania szkód łowieckich i wypłat odszkodowań zmieniały się jak w kalejdoskopie, co wskazuje na kompletny brak pomysłu rządzących jak powinno być to uregulowane, co nie dziwi w modelu łowiectwa oderwanym od własności gruntu. Dla wyrobienia sobie poglądu jak powinno wyglądać sprawa szkód w łowiectwie normalnym, żeby wiedzieć jakie rozwiązania nie sprawdzały się w przeszłości, należało prześledzić historię jak ten problem był nieudolnie rozwiązywany przez ostatnie 68 lat. Historia ta może wydawać się niektórym nudna, ale bez jej poznania nie da się zrozumieć czego należy się wystrzegać, a z czego ewentualnie skorzystać, zastanawiając się na tym, jak we współczesnych czasach problem szkód należy rozwiązać.

Lata 1952 - 1995

Art. 23 dekretu z 1952 r. o prawie łowieckim stanowił, że dzierżawca obwodu ma obowiązek wynagradzania szkód wyrządzonych w uprawach i płodach rolnych przez dziki, jelenie i daniele. Ten zapis utrzymał się przez 3 lata, kiedy to zapis Art. 23 został zmieniony dekretem z dnia 18 kwietnia 1955 r. w ten sposób, że to państwo odpowiada za szkody wyrządzone w uprawach i płodach rolnych. Równocześnie jednak zapisano, że w przypadku nie wykonania planu pozyskania zwierzyny bez uzasadnionych przyczyn, dzierżawca zobowiązany jest do zwrotu państwu odszkodowań w takiej części, w jakiej nie wykonanie planu przyczyniło się do powstania szkód. Zasady i tryb ustalania wypłat odszkodowania miała określić Rada Ministrów w rozporządzeniu. Rada Ministrów wydała takie rozporządzenie również 18 kwietnia 1955 r. zapisując w nim, że szacowania szkody dokonuje 3-osobowa komisja szacunkowa powoływana przy prezydium gromadzkiej rady narodowej, w której przewodniczącego powoływało to prezydium, a pozostałych dwóch lasy państwowe i Związek Samopomocy Chłopskiej (ZSC). Odszkodowanie wyliczone przez komisję wypłacało właściwe nadleśnictwo.

Przywołane wyżej rozporządzenie zostało zmienione przez Radę Ministrów rozporządzeniem z dnia 2 sierpnia 1957 r., które stanowiło, że szacowania dokonywał pracownik lasów państwowych, a orzeczenie o wysokości odszkodowania wydawało właściwe nadleśnictwo. Rolnik mógł złożyć odwołanie od orzeczenia do komisji przy prezydium gromadzkiej rady narodowej, przywołanej wyżej, w której zamiast przedstawiciela ZSC zasiadał przedstawiciel dzierżawcy obwodu łowieckiego. Decyzja odwoławcza komisji musiała być jednomyślna, więc nie trzeba chyba tłumaczyć, jakie stanowisko zajmował przedstawiciel lasów państwowych w komisji oceniający orzeczenie wydane przez nadleśnictwo. Wyliczając odszkodowanie za szkodę potrącano z niego 20% tytułem "zaoszczędzonych kosztów sprzętu", a z tak obliczonego odszkodowania nadleśnictwo wypłacało rolnikowi 90% jego wysokości.

Ustawą z dnia 17 czerwca 1959 r. o hodowli, ochronie zwierząt łownych i prawie łowieckim uchylono dekret Bolesława Bieruta i zapisano w niej, że za szkody wyrządzone w uprawach i płodach rolnych dokonane przez dziki, jelenie i daniele odpowiada państwo, w imieniu którego odszkodowania wypłaca przedsiębiorstwo lasów państwowych. Ustawa zobowiązywała Radę Ministrów do określenia w drodze rozporządzenia zasady i tryb ustalania oraz wypłaty odszkodowania. Rada Ministrów wydała takie rozporządzenie w dniu 26 stycznia 1960 r., którego treść, uszczegóławiając kilka spraw związanych z szacowaniem, nie zmieniła generalnych zasady szacowania i wypłaty odszkodowania, które pozostały takie same jak określone w przywołanym wyżej rozporządzeniu z 1957 r. To co zmieniono w sprawie szkód, to w komisji odwoławczej zamiast przedstawiciela dzierżawcy zasiadał przedstawiciel powiatowej komisji łowieckiej.

Takie uregulowania obowiązywały do roku 1973, kiedy to władza doszła do wniosku, że dzierżawcy obwodów mają partycypować w kosztach odszkodowań wypłacanych przez nadleśnictwa. W związku z tym ustawą z dnia 23 czerwca 1973 r. zmieniono zapis Art. 45 przywołanej wyżej ustawy o hodowli, ochronie zwierząt łownych i prawie łowieckim i wprowadzono obowiązek dzierżawcy obwodu (koła łowieckie) zwrotu przedsiębiorstwom lasów państwowych pewnego procentu z kwot wypłaconych odszkodowań, który określić miała Rada Ministrów w rozporządzeniu. W konsekwencji, rozporządzenia RM z dnia 27 lipca 1973 r. określiło ten procent na 50% odszkodowań z danego obwodu i tyle do dnia 31 marca każdego roku koło łowieckie musiało zwrócić nadleśnictwu. Rozporządzenie likwidowało również komisje odwoławczą, a poszkodowany mógł się w ciągu 7 dni odwołać do naczelnika gminy, którego decyzja była ostateczna. Jako ciekawostkę należy wskazać, że rozporządzenie to dołączyło łosia do zwierzyny powodującej szkody, za które nadleśnictwo wypłacało odszkodowania.

Powyższe uregulowania obowiązywały 2 lata, po których Rada Ministrów uchyliła je i rozporządzeniem z dnia 1 sierpnia 1975 r. obniżyła procent w jakim dzierżawcy obwodów partycypowali w odszkodowaniach wypłacanych przez nadleśnictwo i ustaliła go na 25%. Nadleśnictwa jako strona szacująca oraz organ odwoławczy dla poszkodowanego pozostały bez zmian. Tak było przez kolejne 4 lata, kiedy rozporządzenie RM z dnia 15 października 1979 r. zwiększyło do 30% udział kół łowieckich w pokrywaniu odszkodowań za szkody w dzierżawionych obwodach.

Kolejna zmiana rozporządzenia, o którym wyżej miała miejsce 2 lata później w roku 1981. Czytając to rozporządzenie RM z dnia 12 lipca 1981 r. nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jego głównym zadaniem było zwiększenie dopływu dewiz do staczającej się w ruinę gospodarki narodowej. Rządzący PRL-em potrzebowali tusz, bo wysokość udziału, w jakim koło partycypowało w odszkodowaniach na każdym dzierżawionym obwodzie zależało od procentu wykonania planu odstrzału dzików, łosi, jeleni i danieli oraz od wartości dostarczanych do przedsiębiorstwa "Las" tusz zwierzyny. Należy pamiętać, że w tamtym czasie obowiązywały przepisy o odstępowaniu zwierzyny ubitej na użytek własny i większość tusz musiała iść do punktów skupu przedsiębiorstwa "Las", które dziczyznę eksportowało do państw zachodnich za twardą walutę. Procent odszkodowań zwracanych nadleśnictwu w danym obwodzie oraz procent wartości tusz przekazywany nadleśnictwu określała tabela jak niżej.


przy wykonaniu planu odstrzału w danym rokuprocent wypłaconych odszkodowań w obwodziewartość tusz ubitych dzików, łosi, jeleni i danieli
poniżej 703030
od 70 do 901030
powyżej 90 do 100530

Taki stan prawny utrzymuje się do roku 1987, kiedy to Rada Ministrów wydaje nowe rozporządzenie w dniu 26 października 1987 r. w sprawie odszkodowań za szkody łowieckie. W stosunku do stanu poprzedniego nadleśnictwo dalej szacuje i wypłaca odszkodowania, ale znowu zmienia się wysokość partycypacji koła w odszkodowaniach, która obejmuje 25% wartości tusz pozyskanych dzików, łosi, jeleni i danieli oraz 15% wypłaconych odszkodowań w roku 1988, 20% w roku 1989 i 25% w roku 1990 i latach następnych. Zmienia się również procedura ustalenia odszkodowania, bo ostateczną decyzje o odszkodowaniu wydaje terenowy oddział administracji państwowej do spraw leśnictwa na rozprawie, w której uczestniczy szacujący oraz przedstawiciel dzierżawcy obwodu. Odwołanie od tej decyzji można złożyć do terenowego oddziału administracji państwowej do spraw leśnictwa stopnia wojewódzkiego.

Po półtora roku rozporządzeniem RM z dnia 20 lutego 1989 r. zmieniono zapis o procencie partycypacji dzierżawcy w odszkodowaniach wypłacanych przez nadleśnictwa na 20% w kolejnych latach. Taki stan nie trwa długo, bo rozporządzenie RM z dnia 30 kwietnia 1990 r. następuje zastąpienie trwającego 33 lata szacowania szkód przez nadleśnictwa i przekazanie tego obowiązku dzierżawcom obwodów, czyli kołom łowieckim, choć odszkodowania dalej wypłacają nadleśnictwa. Równocześnie jednak radykalnie rośnie partycypacja kół w wypłacanych odszkodowaniach, bo wynosi ona 75% w roku 1990 i 95% w latach następnych. Rozporządzenie likwiduje procedurę odwoławczą, a niezadowolony poszkodowany może dochodzić swoich roszczeń w postępowaniu sądowym. Od tego momentu aż do dzisiaj szacującym jest koło łowieckie.

Rok 1995 i rok 1927

Tak było do roku 1995, kiedy przestaje obowiązywać ustawa z roku 1959, bo uchwalona zostaje ustawa z dnia 13 października 1995 r. 'Prawo łowieckie", która po szeregu zmianach w ciągu ostatnich 25 lat obowiązuje do dzisiaj. Od tego momentu koła łowickie zobowiązane są do samodzielnego szacowania szkód w obwodach i pełnego wynagradzania poszkodowanym szkód w uprawach i płodach rolnych. Państwo, które samo szacowało szkody i w całości lub w części finansowało odszkodowania za szkody od 1955, do 1989 roku, umyło ręce zapominając, że podobno najważniejszym filarem obecnego modelu łowiectwa jest to, że właścicielem zwierzyny jest Skarb Państwa. Ustawa dodatkowo jeszcze z zwiększyła odpowiedzialność kół łowieckich, bo do dotychczasowej listy zwierząt, których szkody koła pokrywają. dopisano sarny. Wprawdzie na fali "dobrej zmiany" wyłączono na chwilę koła z szacowania, ale ten pomysł kompletnie rządzącym nie wypalił i szybko wrócono do standardu wprowadzonego w 1995 r. Przypomnę w tym miejscu entuzjastyczne głosy działaczy PZŁ, którzy chwalili się współautorstwem i niebywałym sukcesem, jaki ich zdaniem było uchwalenie tej ustawy.

Jak napisałem wyżej, tylko przez trzy lata po wydaniu dekretu Bolesława Bieruta dzierżawca obwodu zobowiązany był do wynagradzania szkód wyrządzonych w uprawach i płodach rolnych, bo w roku 1955 nawiązano do rozwiązania wprowadzonego Rozporządzeniem Prezydenta RP Ignacego Mościckiego z dnia 3 grudnia 1927 roku, które nakazywało płacić za szkody właścicielowi lub dzierżawcy tego obwodu, w którym zwierzyna miała ostoję. A ponieważ lasy w PRL-u były państwowe, to państwo przejęło odpowiedzialność za wypłatę odszkodowań i tak było przez 40 lat. Wprawdzie przez ten okres kombinowano z częściowym pokrywaniem odszkodowań przez koła łowieckie, ale nigdy wówczas nie przerzucono na koła pełnej odpowiedzialności za szacowanie i wypłatę odszkodowań. Stało się to dopiero w wolnej Polsce.

Warto przypomnieć kilka reguł jakie wprowadzało przywołane wyżej rozporządzenie z 1927 r. To nie odpowiedzialny za wypłatę odszkodowania szacował szkodę, bo zakładano, że obie strony, poszkodowany i płatnik odszkodowania dojdą do ugody. Jeżeli tej ugody nie było, to każda ze stron powoływała swojego przedstawiciela do sądy rozjemczego, którego przewodniczącego i jego zastępców powoływał starosta i zaprzysięgał według roty dla sędziów zaprzysięganych w sądach. W przypadkach, kiedy sąd rozjemczy uznał, że szkody nie było i odszkodowania nie przyznał, to koszty postępowania sądu pokrywał wnoszący szkodę. Orzeczenie sądu rozjemczego uzyskiwało rygor przymusowego wykonania jako tytuł egzekucyjny. Odwołać się od orzeczenia sądu rozjemczego można było tylko w powołaniu się na naruszenie przepisów postępowania, ale nie co do merytorycznego rozstrzygnięcia orzeczenia.

Szkody w łowiectwie normalnym

Bazując na szczegółowych rozwiązaniach sprawy szkód przez lata przywołanych wyżej oraz na praktycznym doświadczeniu z obsługą szkód w kole łowieckim przez ostatnie kilkadziesiąt lat, widzimy dla łowiectwa normalnego konieczność konsekwentnego trzymania się zasady, że jeżeli, jak stanowi obowiązujące obecnie prawo łowieckie, zwierzyna jest własnością Skarbu Państwa, to państwo musi odpowiadać za szkody w uprawach i płodach rolnych. Ale równocześnie wiemy, że dzierżawca obwodu ma wpływ na wysokość szkód w dzierżawionym obwodzie, bo na przykład jego bezczynność w prowadzeniu "gospodarki łowieckie", czyli w wykonywaniu planowego odstrzału przyczynia się do powstawania szkód. Takie podejście determinuje, że koszt odszkodowań należy podzielić pomiędzy ALP, które reprezentuje Skarb Państwa i dzierżawcę obwodu. Nie określamy, w jakim procencie powinien ten podział zostać zapisany w ustawie, ale minimalny udział ALP widzimy na poziomie 50%, a odpowiedzialność tych dwóch podmiotów nie jest solidarna.

Należy zdawać sobie sprawę, że wysokość udziału dzierżawcy w pokrywaniu szkód będzie wpływała na wysokość czynszu w obwodach dzierżawionych. Czym wyższy będzie udział dzierżawców w odszkodowaniach za szkody w uprawach i płodach rolnych, tym niższe będą czynsze dzierżawy tak na obwodach gminnych jak i leśnych. I odwrotnie, obniżanie udziału dzierżawców w szkodach będzie skutkowało wzrostem kosztów dzierżaw. A ponieważ cena dzierżaw zderzać się będzie z popytem wyznaczonym relatywnie małą liczbą myśliwych, określenie procentu partycypacji w szkodach ALP i dzierżawców wymaga głębszej analizy kosztów, po akceptacji generalnych rozwiązań proponowanych dla łowiectwa normalnego. Trochę więcej na ten temat w kolejnym artykule, który poświęcony zostanie dzierżawom.

Rolnik (właściciel, dzierżawca czy użytkownik nieruchomości rolnej) zgłasza szkodę do wójta, który zawiadamia dzierżawcę obwodu i nadleśnictwo. Oględziny z udziałem zgłaszającego oraz przedstawicieli dzierżawcy i nadleśnictwa muszą się odbyć nie później niż trzeciego dnia po zgłoszeniu. Jeżeli strony nie dojdą do porozumienia, co do wysokości szkody i odszkodowania, czy to po dokonaniu oględzin, czy po szacowaniu końcowym, każda ze stron może zawiadomić wójta o zaistniałym sporze. Wójt powołuje komisję rozjemczą złożoną z dzierżawcy i zgłaszającego szkodę (lub ich przedstawicieli) oraz przewodniczącego komisji wskazanego przez wójta. Komisja rozjemcza wydaje decyzję, co do wysokości odszkodowania w ciągu dwóch tygodni od zgłoszenia sporu wójtowi. Odszkodowanie nie przysługuje za szkody, których wysokość nie przekracza wartości 5% wydajności danej uprawy z 1 ha w danej gminie w danym roku.

Koszt postępowania rozjemczego wynosi 5% wartości szkody ustalonej w trakcie tego postępowania i jest płatny na rzecz gminy. Jeżeli komisja rozjemcza przyzna odszkodowanie w wysokości niższej niż kwota akceptowana w postępowaniu ugodowym przez zgłaszającego szkodę, koszty postępowania ponosi ten zgłaszający. A jeżeli komisja rozjemcza przyzna odszkodowanie w wysokości wyższej niż kwota oferowana w postępowaniu ugodowym, koszty postępowania ponoszą dzierżawcą obwodu i ALP w częściach odpowiadających ich udziałowi w odszkodowaniu. Od decyzji komisji rozjemczej służy stronom odwołanie do sądu powszechnego. Prosto, transparentnie i obiektywnie, bo decydujący głos rozjemczy ma gmina, która nie jest ani płatnikiem, ani beneficjentem odszkodowań za szkody powstałe na jej terenie.

Czy powyżej opisane podejście do szkód łowieckich sprawdzi się w praktyce odpowie czas, ale ponieważ nie niesie ono żadnych zagrożeń, które dzisiaj wyprowadzają rolników na ulice i odciąża dzierżawców (koła łowieckie), na szanse powodzenia większe, jak wszystkie rozwiązania, które rządzący wdrażali przez ostatnie 68 lat.