![]() |
Poniedziałek
16.04.2007nr 106 (0624 ) ISSN 1734-6827
Odwiedzający, powodów do radości demonstrowanej w katalogu wystawy przez Przewodniczącego Zarządu Głównego – Łowczego Krajowego, raczej nie odnajdywali. Niedowład organizacyjny ujawnił się już na samym wejściu, gdzie zakręcająca się wielokrotnie kolejka spowodowana była nie tyle ilością pragnących dostać się na targi, co brakiem przygotowania zaplecza logistycznego zdolnego obsłużyć przewidywane, przy tego typu imprezach, ilości przybyłych osób. Tak jak cena katalogu, jak i cena biletów wejścia nie zostały zrekompensowe w żaden sposób tym, co targi pokazywały. Łowiectwo, tak z pozoru unikające komercji, w tym wypadku pokazało się raczej z odwrotnej strony. Największy obszar hali wystawienniczej zajął Polski Związek Łowiecki organizując na nim wystawę trofeów. Wystawa nie wzbudzała specjalnych emocji i, jak twierdzą zwiedzający, nie była niczym szczególnym pod względem wystawionych eksponatów. Po raz pierwszy wystawiono czaszki małych drapieżników dotychczas nie docenianych jako łowieckie trofea. Największą atrakcją na stoisku PZŁ były młode osoby z ptakami drapieżnymi. Absolwenci Techników Leśnego w Tucholi, aktualnie studenci SGGW i członkowie Towarzystwa Miłośników Ptaków Drapieżnych – Zakonu Sokolników Karolina Nowogrodzka, Jarek Przydach, Maciej Was i Hubert Zienowski, chętnie udzielali informacji o swojej organizacji i samych ptakach. Poza tym wystawiano sprzęt do przyrządzania i spożywania potraw na łonie natury, a więc kociołki, grile, termosy, patelnie ze specjalnymi statywami nad ognisku itp. Sprzęty te reklamowała olbrzymia szynka wieprzowa. Na innym stoisku można było zapoznać się z ofertą firmy oferującej eleganckie zastawy stołowe. Oferowano odzież, upominki łowieckie, akcesoria myśliwskie oraz polowania komercyjne w tym w Afryce. Zainteresowanie wzbudzało stoisko „Braci Łowieckiej”, które od pewnego czasu, obok sklepu internetowego oferującego sprzedaż sprzętu, wydawnictw o tematyce leśnej i łowieckiej, proponuje swoim klientom filmy DVD o tematyce przyrodniczo-łowieckiej. Na stoisku miał także miejsce promocyjny pokaz polskiego filmu „Bóbr – powrót hydroarchitekta”. Wydawnictwo to, jest także znane z podjęcia i z sukcesem zrealizowania pomysłu Klubu Filmu Łowieckiego i Przyrodniczego. Nie sposób było nie zauważyć stoiska INCORSY zorganizowanego chyba z największym rozmachem. Mnogość rodzajów broni mogła trafić nie tylko w gusta myśliwych. Firma ta oferowała także broń krótką, znajdującą zastosowanie raczej w agencjach ochrony i formacjach militarnych. Myśliwi bowiem nie doczekali się możliwości prawnych stosowania broni krótkiej w praktyce łowieckiej np. do dostrzeliwania rannej zwierzyny, jak to ma miejsce w innych krajach. Wystawiane towary i oferowane usługi ograniczyły się do zabezpieczenia samego polowania poprzez zapewnienie łowiska, noclegu, wyżywienia, broni i amunicji. Oferta obejmowała także samo sprawienie i przyrządzenie tusz oraz podanie jej do konsumpcji na eleganckich zastawach. Zabrakło jednak, moim zdaniem, najistotniejszych elementów uprawianej przez nas pasji, czyli gospodarki łowieckiej. Nie znalazłem, mimo usilnych starań, nic na temat poprawy warunków bytowania zwierzyny i urządzania łowisk. Nie było wystawców proponujących paśniki, inkubatory, materiał do rozrodu zajęcy, kuropatw, bażantów czy królików. Naiwnie oczekiwałem od organizatora różnych form wystawienniczych popularyzujących łowiectwo, z aspektami edukacyjnymi, choćby tylko żeby próbować wypleniać z obiegu społecznego nieprawdziwy obraz 'buca w kapeluszu z piórkiem', albo może tylko ukazania sposobów zwiększenia stanów zwierzyny drobnej w łowiskach. Nic z tego, a przecież redakcja dziennika proponowała organizatorom z Nowego Światu 35 zaprezentowanie uczestnikom i gościom wizytującym wystawę, w tym dzieciom i młodzieży, tematycznych pokazów multimedialnych z zakresu łowiectwa, ochrony przyrody, zwierząt łownych, polowania, itp. Jedyne o co prosiliśmy, to o takie samo skalkulowanie kosztów naszej obecności, jak dla innych przedstawicieli mediów łowieckich. Nie zgodzono się na to i trudno, ale każdy organizator sam decyduje, kogo chce, a kogo nie chce na swoich targach. Targi poprzez swoją oprawę katalogowo-pokazową, sprawiały raczej wrażenie wspierających komercyjny model łowiectwa, niźli imprezy łowieckiej organizowanej przez tych, którzy takiego modelu, i słusznie, nie akceptują. Tylko dlaczego nie bardzo było to widać? Nic dziwnego, że jeden ze zwiedzających lapidarnie podsumował targi: „zabijać jest czym, tylko że nie ma już co!” |