![]() |
Środa
19.12.2007nr 353 (0871 ) ISSN 1734-6827
Te 3 książki funkcjonowały dobrze do 30 maja 2006., kiedy to leśniczy Tomasz Mańczuk z Leśnictwa Dąbrowskie, w którym wyłożona była książka ewidencji dot. łowisk nr 2 i nr 4 obw. nr 132 oraz łowiska nr 3 obwodu nr 133, zgłosił łowczemu, że spotkał w dniu 27 maja 2006 r. na terenie łowiska nr 3 obwodu nr 133, objętego książką wyłożoną w jego leśnictwie, dwóch członków koła z bronią. ![]() (na zdjęciu Wiesław Konecko) Łowczy poinformowany o tej nieprawidłowości, sprawdził osobiście obie książki wyjść, dot. łowisk w obw. nr 133 stwierdzając, że koledzy Wiesław Konecko i Jerzy Gąsiewski nie byli wpisani do żadnej z nich. Łowczy, może błędnie, nie chciał wyciągać zbyt daleko idacych wniosków i uznał brak wpisów za przeoczenie, ale przy najliższym spotkaniu z kol. W. Konecko, pełniącym w kole funkcję Przewodniczącego KR, w dniu 19 czerwca br. kiedy wydawał mu nowy odstrzał, poprosił, żeby w przyszłości obaj koledzy wpisywali się do książki ewidencji polowań. Świadkiem rozmowy był skarbnik kol. D. Komosa i zdaniem łowczego, to obecność świadka przy tej rozmowie najbardziej poruszyła Przewodniczącego Okręgowej Komisji Rewizyjnej, który zaczął się dopytywać, kiedy to było, kto doniósł, itd. Łowczy miał oświadczyć, że nie ma to znaczenia, byle sytuacje takie nie powtarzały się w przyszłości. W 4 dni poźniej odbywało się Walne Zgromadzenie KŁ Nr 1 w Ełku, podczas którego Wiesław Konecko wręczył prowadzacemu obrady pismo, w którym z pozycji działacza okręgowego napiętnował łowczego koła za pomówienia i oplucie, podkreślił swój i kol. Gąsiewskiego wysoki status społeczny, jakby to miało najważniejsze znaczenie, a w jego piśmie znalazło się słowo "kłusownictwo", które nigdy wcześniej i z niczyich ust nie padło oraz postraszenie paragrafami statutu PZŁ o wykluczeniu i z kodeksu cywilnego. Zabierajacy głos w tej sprawie Jerzy Gąsiewski, nazwał ją "skurwysyństwem". Duet w składzie: działacz okręgowy PZŁ i jego przełożony zawodowo, ale łowiecko słabiej doświadczony, bo bez uprawnień selekcjonerskich, na łowczym nie pozostawili suchej nitki. A cóż na to członkowie koła? Zbulwersowani takim przedstawieniem nie mieli innych pomysłów, jak przekazać sprawę do wyjaśnienia zarządowi koła. Zdezorientowany trochę łowczy, poprosił prezesa koła Mieczysława Dołgoszeja o jak najszybsze zwołanie posiedzenia zarządu, żeby sprawę ostatecznie wyjaśnić, ale ten mu odmówił, odsyłając go do postępowania sądowego, a nie załatwiania sprawy w kole. Jeszcze bardzie zestresowany tym łowczy, który uważał sprawę za może błahą i do wyjaśnienia wewnątrz koła, nie widział w tej sytuacji innej drogi jak poinformować o sprawie okręgowego rzecznika dyscyplinarnego. Złożył więc w dniu 29 czerwca 2006 r. pismo do ORD z prośbą o wszczęcie postępowania wyjaśniajacego w sprawie pobytu Wiesława Konecko i Jerzego Gasiewskiego w obwodzie bez wpisu do książki oraz o nieetyczne zachowanie się kol. Gąsiewskiego podczas obrad walnego zgromadzenia, poprzez używanie wulgarnych słów. Do wniosku dołączył oświadczenie leśniczego T. Mańczuka, książkę obejmującą łowisko nr 3 w obw. nr. 133 i pismo do WZ od Wiesława Konecko. W opisie zdarzenia, łowczy wykazał wyjątkową skromność i zażenowanie całą sprawą, pisząc do rzecznika następująco: ...."Ponieważ znam obu Kolegów jako prawych myśliwych, których można stawiać za wzór i obu darzę wielkim szacunkiem, postanowiłem, że jako Łowczy Koła nr 1 załatwię sprawę po koleżeńsku w rozmowie z tymi Kolegami. Taką też informację przekazałem dla Leśniczego Tomasz Mańczuka."... Okręgowy Rzecznik Dyscyplinarny PZŁ w Suwałkach Edmund Symonowicz w ciągu prawie 3 miesięcy prowadzenia postępowania wyjaśniającego przesłuchał jedynie podejrzanych oraz włączył do akt oświadczenie skarbnika koła dostarczone przez obwinianych, że zdarzenie w lesie miało miejsce w dniu 30 maja br., bo taką datę skarbnik miał usłyszeć od łowczego koła. Rzecznik nie przesłuchał ani łowczego koła, ani leśniczego, który cała sprawę ujawnił, ani też nikogo z zarządu koła. Nie zweryfikował daty zdarzenia, które miało miejsce 27 maja 2006 r., a nie 30 maja, ani też nie przesłuchał żadnego członka koła z obecnych na walnym zgromadzeniu, żeby ustalić, jakich to wulgarnych słów używał Jerzy Gąsiewski i czy w ogóle. Tak "bogaty" materiał dowodowy zebrany w tak długim czasie dał mu za to podstawę do odmowy wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przeciwko Wiesławowi Konecko i Jerzemu Gąsiewskiemu, no ale "swojego" działacza okręgu i prezesa jednego z największych zakładów produkcyjnego w regionie nie wypadało oskarżać. W uzasadnieniu z dnia 11 września 2006 r. Edmund Symonowicz podał, że obwiniani nie mogli być w dniu 30 maja w obwodzie, bo w tym dniu jeden z nich był na delegacji służbowej w Warszawie. Zarzut używania słów wulgarnych zbył stwierdzeniem, że ..."Nieporozumienia słowne kolegów i odebranie ich jedynie dlatego, że wypowiadający nie patrzy na kogoś - jako kierowane jedynie do niego - jest poza możliwością prawną do rozstrzygnięcia"... Ten górnolotny styl miał prawdopodobnie odpowiedzieć na zarzut łowczego z wniosku do rzecznika, że ...'stwierdza, że jest to cytuję 'skurwysyństwo' patrząc prosto na mnie"... To, czy w ogóle można używać takich słów na walnym zgromadzeniu rzecznik pominął. Takie powierzchownie zbadane i jednostronnie przedstawione stanowisko Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego tak bardzo zdziwiło Ryszard Mielziuka, że natychmiast odwołał się od tego postanowienia do okręgowego sądu łowieckiego w Suwałkach. Nie przewidział, że w ten sposób podpala lont, który może wysadzić go z hukiem z Polskiego Związku Łowieckiego, bo wchodzenie w drogę "baronom" jest karygodne. Co było dalej? Zapraszam do dziennika "Łowiecki" w dniu jutrzejszym. |