Piątek
28.03.2008
nr 088 (0971 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Ostatni byk Komendanta autor: Stanisław Pawluk
Komendant Państwowej Straży Łowieckiej w Lublinie Andrzej Sieńko, stanowisko to objął dość niespodziewanie we wrześniu 2006 roku. Do tego czasu starał się pokazywać na szczeblu gminnym, do czego pomocna mu była przynależność do „Samoobrony”, z której w odpowiednim momencie zrezygnował dla poparcia partii PiS. Dzięki temu – jak powszechnie uważa się w lubelskim - rękami odwołanego niedawno marszałka osiągnął szczyt swoich możliwości, wspinając się na stanowisko Komendanta Wojewódzkiego PSŁ.

Zaskoczeniem, nie tylko dla środowiska myśliwskiego, był tak wielki skok w karierze Andrzeja Sieńko. Zajmujący się prowadzeniem swego niewielkiego przedsiębiorstwa opróżniającego szamba okolicznych domów, wznoszonych coraz częściej w okolicach jego wsi nad Zalewem Zemborzyckim. Kilka starych beczek z wężami wspierało utrzymanie jego wiejskiej zagrody. W roku 2004 został myśliwym i członkiem KŁ Nr 69 „Bażant” w pobliskich Bełżycach. Już jako komendant PSŁ, w maju 2007 r., zdał egzaminy selekcjonerskie. Od pierwszych chwil sprawowania władzy Andrzej Sieńko najwyraźniej uznał, że przysługują mu z tego tytułu szczególne przywileje. Jeden z dwu służbowych pojazdów terenowych zajął dla swoich wyłącznych potrzeb. Za kadencji poprzedniego komendanta, pojazd ten wykorzystywany był do min. współdziałania dwu grup strażników, dzięki czemu możliwość ucieczki kłusownika z zasadzki była likwidowana przez grupę działającą z przeciwka. Akcje przeciw kłusownikom raczej Andrzejowi Sieńko nie leżały i wolał on wozić marszałka województwa Jarosława Zdrojkowskiego, nadanego z ramienia PiS. Jarosław Zdrojkowski, z chwilą zostania marszałkiem województwa, odkrył w sobie wielką łowiecką pasję, której nie wiedzieć czemu wyparł się z chwilą, gdy podjęto działania, aby go ze stanowiska marszałka odwołać.

Nowy komendant usankcjonował także nowy styl działania PSŁ. Pobierał delegację służbową, wsiadał do samochodu państwowego i ruszał..... Gdzie i po co? Jedynie on wiedział. Aż do czasu, gdy redakcja otrzymała sygnał, że świeżo upieczony selekcjoner zamierza zapolować na pierwszego w swym życiu byka. Ponieważ byki niechętnie wysuwają łby z krzaków za dnia, polowanie odbywać się miało w nocy. Zaplanowałem więc, że będę pierwszy, który komendantowi PSŁ Andrzejowi Sieńko wręczy złom i wykona pamiątkowe zdjęcie, gdyby ten osiągnął zakładany cel i jelenia ustrzelił. Dyskretnie więc, aby nie płoszyć zwierza ani nie krępować komendanta towarzyszyłem mu w łowach jak cień, którego nie widział.

Pewnego dnia, komendant udał się do obwodu łowieckiego nr 315, gdzie w leśniczówce Króle w książce ewidencji myśliwych na polowaniach indywidualnych, pod pozycją 281 dokonał wymaganego wpisu, określając jednocześnie, że polował będzie od godziny 16.00 do godziny 24.00 na ambonie "Kwadratowa Łąka". Ambona ta usytuowana jest na skraju lasu, z którego podobno lubią wychodzić jelenie. Słońce w tym dniu zaszło o godzinie 17.45, a mnie interesowało, czy komendant zdąży do 18:45 ocenić i odstrzelić selekcyjnego byka. Św, Hubert miał inne plany i niestety jelenie nie wyszły.... mimo oczekiwań do godziny 24 z minutami. Andrzej Sieńko udał się więc na odpoczynek do domku myśliwskiego, parkując pojazd służbowy przed wejściem.

Wiedząc już w jaki sposób wypełnia komendant PSŁ w Lublinie delegacje służbowe, popatrzyliśmy w jaki sposób Andrzej Sieńko legalizuje przed przełożonymi te jednoosobowe zwalczanie kłusownictwa. W trakcie delegacji trwającej od 18 do 23 lutego komendant przejechał 525 km i "skontrolował" leżące w pobliżu siebie obwody nr 267, 317, 329 i 315. Kontrole te ograniczyły się do dokonania czerwonych wpisów w książkach ewidencji „kontrola obwodu” i czerwonej pieczątki z wyeksponowanym „KOMENDANT WOJEWÓDZKI PSŁ ANDRZEJ SIEŃKO”. Złośliwi twierdzą, że czerwony kolor ma baczniej zwrócić uwagę na stanowisko i nazwisko, aby wypełniając kolejne zaproszenie na polowanie nie zrobi pomyłki. Andrzej Sieńko chętnie korzysta z zaproszeń na polowanie zwłaszcza na te z biesiadami, jak w KŁ Nr 41 „Nemrod” w Krzczonowie, o czym już pisaliśmy.

Andrzej Sieńko dokonując pośpiesznych wpisów w książce, do których nie daje mu upoważnienia rozporządzenie o warunkach wykonywania polowania, nie zauważył, choć przecież to miasła być przecież kontrola, że parę linijek wyżej występują nieprawidłowości w postaci nie wpisania terminu zakończenia polowania, czy nie wpisania płci upolowanej zwierzyny. A wystarczyłaby najmniejsza uwaga i zapewne czerwony kolor oraz ranga kontrolującego spowodowałyby, że następnych takich drobnych uchybień już by nie było. Sama pora tych kontroli - w samo południe - świadczy, że są one zwykłą fikcją. O tej porze ani kłusownika ani myśliwego w lesie trudno spotkać.

Zapytany o efektywność takich jednoosobowych działań komendanta wojewódzkiego PSŁ Andrzeja Sieńko, Urząd Wojewódzki w Lublinie odpowiedział: ..."Na podstawie udzielonych informacji jak i dokumentu polecenia wyjazdu służbowego można określić miejsce i czas przebiegu służby. W wymienionym terminie przeprowadzane były m.in. kontrole stanu technicznego urządzeń łowieckich, prawidłowość prowadzenia dokumentacji w łowiskach, jak również zadania z monitorowaniem zagrożenia obwodów łowieckich kłusownictwem i szkodnictwem łowieckim."....
Prawdopodobnie zadane Urzędowi Wojewódzkiemu pytania spowodowały to, że Andrzej Sieńko za ten czas fikcyjnej podróży służbowej ..."...nie rozliczał diet ani przysługującego ryczałtu za noclegi."... Urząd Wojewódzki nie poinformował w jaki sposób zamierza potraktować fikcyjną delegację pod względem nieefektywnie wykorzystanego czasu i nabitych w celu prywatnych polowań kilometrów pojazdem służbowym. I to od początku kadencji, a nie tylko w czasie dopilnowanym z chęci złożenia gratulacji przez wścibskiego dziennikarza, z okazji strzelenia jelenia byka.

Pod rozwagę Urzędowi Wojewódzkiemu poddajemy także ujawniony fakt wadliwego funkcjonowania systemu zadaniowania komendanta i rozliczania z wykonanych zadań. Lista obecności w biurku komendanta i jego wyjaśnienia to zbyt mało, zwłaszcza gdy ma się do czynienie z osobą kłamiącą w sprawie pełnienia funkcji ławnika, jeżdżącą na delegacje, które de facto okazują się prywatnymi polowaniami i z pełnioną funkcją mają jedynie to wspólnego, że ułatwiają pozyskiwanie zaproszeń, których zapewne Andrzej Sieńko z pozycji kierowcy ciągnika z beczką, nie miałby szans otrzymać.

Płacący za utrzymanie na etacie komendanta PSŁ, który na koszt podatników uprawia swoja pasję łowiecka niewiele wnosząc dla ochrony zwierzyny dzikiej coraz częściej i głośniej pytają: Czy miałby to być ostatni byk komendanta? Czy będziemy jeszcze takie polowania Andrzejowi Sieńko nadal sponsorować?