Piątek
11.04.2008
nr 102 (0985 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Dzik spoza strefy Schengen autor: Stanisław Pawluk
W zarządzanym przez Romana Laszuka okręgu Biała Podlaska dziwne przypadki to normalność. Było już obcinanie lisom uszu, uchwały zakazujące zeznawania w sądach powszechnych, hurtowe karanie za preparowanie puszek czaszek kozłów, strzelanie lisów w sezonie ochronnym i wiele innych bulwersujących społeczność nie tylko łowiecką. Na powyższym ciekawe przypadki się nie kończą, I Bialski Cyrk Łowiecki daje ponownie znać o sobie.

Zbigniew Kolejko ze słynnego Koła Łowieckiego nr 63 "Dąbrowa" wybrał się wieczorem na polowanie. Mimo przynależności do jednego z bardziej skandalizujących kół, w którym prezesem jest Antoni Sacharuk, św. Hubert obdarzył łowcę spotkaniem z dzikami. Odebrał mu jednak celność oka i strzelany dzik, zostawiając niewielkie ilości farby, udał się w kierunku jak najbardziej wschodnim. Mając kierunek uchodzenia dzika znaczony jego farbą, Zbigniew Kolejko rozpoczął poszukiwania. Po drodze za dzikiem dołączył do niego patrol Straży Granicznej, bo to przecież granica tuż, tuż i zadeklarował pomoc w wyciągnięciu i załadunku, gdyby myśliwy dzika odnalazł.
Idąc tak z patrolem tropem dzika znalazł się w pobliżu granicy Polsko-Białoruskiej. Tropy wyraźnie wskazywały, że dzik wszedł w słabo dostępne nadburzańskie łęgi prowadzące wprost na Białoruś. Pomimo wielkiej chęci znalezienia dzika, Zbigniew Kolejko z bronią i przez zieloną granicę nie poszedł, popełniając tym poważny błąd. Gdyby udał się dalej, to nie tylko miałby szansę wrócić z dzikiem, a nie wykluczone, że na widok uzbrojonego myśliwego Łukaszenko poddałby się i tym samym Zbigniew Kolejko osiągnąłby sławę największego w XXI wieku bojownika o wolność narodów. Poszukiwania więc zakończył, a będąc z dala od książki i po północy, zrezygował z wpisania końca polowania w książce ewidencji wyjść na polowania indywidualne i na swoje nieszczęście o tej sprawie rano zapomniał.

Niechęć do podbijania ciemiężonych narodów nie tylko nie przerwała reżimu antydemokratycznego w sąsiednim kraju, ale także zmusiła Zbigniewa Kolejko do kręcenia kiełbasy z zakupionego w pobliskiej fermie świniodzika. Przy czynności tej zastała go policja, która przybyła w celu przeszukania jego domu. Okazało się bowiem, że ktoś uczynny posłużył się anonimowym doniesieniem, jednym z tych, jakich w KŁ "Dąbrowa" jest sporo, donosząc do komisariatu w Terespolu, gdzie mieszka Zbigniew Kolejko, że skłusował on dzika. W trakcie przeszukania stwierdzono ślady krwi, sierści, kości i mięso, które akurat w chwili wejścia ekipy policyjnej pudlarz wraz z synem oddzielał od kości. Ponieważ jednak podejrzany kilkanascie dni wcześniej strzelił był legalnie dzika, miał fakturę na zakup świniodzika z legalnej fermy oraz kilku świadków dokonania zakupu i zabicia 'dzikoświniaka' na fermie, transportowanego następnie na posesję Zbigniewa Kolejki, podejrzenie go o kłusownictwo zostało obalone.

Jednak o przeszukaniu w jego posesji informacja roszeszała się szybko i Waldemar Szpiler, od lat pełniący funkcję Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego w Białej Podlaskiej, wszczął intensywne postępowanie. Twierdzi obecnie, że głównie oparł się na policyjnych aktach dochodzeniowych, które udostępniono mu do wglądu na komisariacie w Tersepolu, w tym samym gdzie służbę pełni Wojciech Kobylarz, sekretarz KŁ "Dąbrowa", znany czytelnikom naszego dziennika z podpisywania pism w sprawie wyrzucania z koła Tomasza Rappe. Na jakiej podstawie Waldemarowi Szpilerowi policja udostępniła akta dochodzenia, skoro nie jest on stroną określoną w kodeksie postępowania karnego, dowiemy się po otrzymaniu odpowiedzi z MSWiA.

Rozprawy Sądów Łowieckich przypominają mi sztukę teatralną i bardziej kojarzą się ze szkolnymi przedstawieniami, niźli z poważnym wymiarem sprawiedliwości. Profesjonalizm byłych milicjantów, sposób wysławiania się sądu, zeznający na siedząco świadkowie, przybrudzone i nie uprasowane niby togi, narzucane jakby od niechcenia, idiotyczne i nie mające nic wspólnego z treścią oskarżenia pytania co aktywniejszych członków składów sędziowskich, zdumiewają mnie coraz bardziej. W spektaklach tych, zwłaszcza odbywanych w Białej Podlaskiej, bardziej zauważam chęć dowartościowania się uczestników tego teatrum mających przez chwilę jakąś władzę, której na co dzień zapewne nie doświadczają.

Tak też wyglądała rozprawa, którą okręgowy rzecznik dyscyplinarny wytoczył Zbigniewowi Kolejce. Zarzucił w swoim akcie oskarżenia naruszenie art 42b ust. 1 Prawo Łowieckie oraz paragrafu 7 ust. 2 pkt 4 "Regulaminu polowań", czyli zarzuty dotyczyły "nieodpisania" się w książce oraz nie podjęcia poszukiwań dzika następnego dnia rano. To, że dzika nikt nigdy nie znalazł, a więc to, czy jego poszukiwania miały jakikolwiek sens, akt oskarżenia nie mówił. A sam obwiniony oświadczył sadystycznie szczerze rezcznikowi, że nie podjął poszukiwań rano, bo nie było sensu - musiałby prosi o pozwolenie Łukaszenkę!

Chwilami z trudem tłumię śmiech, słysząc jak ORD Waldemar Szpiler po raz kolejny używa określeń „nie odpisał się”, „wypisał się” oraz te pytania sędziów o kolor farby, kierunek ucieczki dzików po strzale itp. nie mające z postawionymi zarzutami nic wspólnego. Najbardziej błysnął swą (nie?)wiedzą i rozbawił mnie „sędzia” Krzysztof Wojdanowski serwujący uczestnikom tej „rozprawy” pseudo wykład z psychologii dzików i ich sposobu zachowania się po zranieniu, kwitując go stwierdzeniem, że każdy myśliwy powinien z łatwością odróżnić dzika od świniodzika. Interesowało mnie bardzo jak to pozna świniodzika, w którym będzie 99% dzika. Jako obserwator pytań zadawać niestety nie mogłem.

Z przebiegu rozprawy, odbywanej na początku marca br., która głównie skoncentrowana jest na nie znajdujących policyjnego potwierdzenia zarzutach kłusownictwa dowiadujemy się, że przeszukanie z udziałem min. technika policyjnego Darka Dzięcioła i strażnika Straży Leśnej Szarubki ujawniły w obejściu Zbigniewa Kolejki szczęki z odciętymi szablami, w których rozpoczął się proces gnilny i zakrwawioną szmatę. Waldemar Szpiler stawia diagnozę, że Zbigniew Kolejko skłusował dzika, bo w ostatnim okresie – jak stwierdził - bardzo często polował, a efektów tych polowań nie było widać. W okolicy także dawały się słyszeć strzały, a upolowanej zwierzyny nie wykazywano. Skąd o tym wiedział i jaki to miało związek z zarzutem postawionymi Zbigniewowi Kolejce, tj. nie potwierdzenia w książce końca polowania i odstąpienie od poszukiwań dzika rankiem, oskarżający rzecznik nie wskazał. Czyli logika jaką można zauważyć jedynie w I Bialskim Cyrku Łowieckim! Przebieg rozprawy wywołuje nieodparte wrażenie, że zarówno rzecznik jak i sędziowie chcą ukarać Zbigniewa Kolejkę za to, że skłusował dzika. Fakt, iż zarzutu tego ORD formalnie nie postawił, bo mimo starań policjantów z komisariatu Wojciecha Kobylarza czegoś takiego udowodnić się nie dało, nie miało dla sprawy znaczenia.

Po naradzie, która trwała krócej niż planowano, sąd ogłasza swój werdykt: ..."Zbigniewa Kolejko skazuje na 6 miesięcy pozbawienia praw członka PZŁ. Zasądza także 105,70 zł kosztów postępowania"... W pisemnym uzasadnieniu, skład sędziowski: Jan Sroka – przewodniczący, Ryszard Darczuk i Krzysztof Wojdanowski piszą: ..."Wymierzając obwinionemu karę 6 miesięcy zawieszenia w prawach członka Zrzeszenia Sąd jest przekonany, że spełni ona pozytywny wpływ na obwinionego oraz pozostałych myśliwych tego koła"....

Na mnie przynajmniej pozytywnego wpływu „nie spełniła”, a wręcz odwrotnie! Szkoda, że po prostu nie napisali, że choć zarzuty były błahe, to przecież ten kłusownik dzika zastrzelił i skonsumował, a tylko zbieg okoliczności takiego wyniku dochodzeniu policyjnemu nie przyniósł. Drżyjcie ci, którzy dzika strzelanego wieczorem przy granicy nie znajdziecie, ale przecież nie wszystkie dziki uciekają przez granicę strefy Schengen.