Poniedziałek
05.09.2005
nr 036 (0036 )
ISSN 1734-6827

Hyde Park Corner



Temat: Atak dzika  (NOWY TEMAT)

Autor: Lif  godzina: 06:59
Tak z czystej ciekawości. Czy komuś zdażył się atak dzika i jakie były tego skutki. Pytam z czystej ciekawości bo nikomu kogo znam taki się nie przydażył. Pozdrawiam D.B.

Autor: KULWAP  godzina: 07:11
Zaraz "atak"! Zwyczajnie mnie przewrócił, podeptał i.... uciekł.

Autor: BALBINA  godzina: 08:05
Ad KULWAP Bo za wiele na tobie tłuszczyku i nie dobrał sie głębiej ,a tak nawiasem ... Co to był za dzik ? A przy okazji -to była panienka -dzik ,czy ŁON? Pozdrowionka!

Autor: zet1700  godzina: 08:07
Widzisz Kulwap, co za świnia! Podeptał! A pisze chociaż lub dzwoni?

Autor: WłodekP  godzina: 08:08
Tak - nawet kilkakrotnie. Dwa większe (70kg) były ranne i ruszyły na mnie, gdy do nich dochodziłem - jeden w budkowym lesie, drugi w leśnych trawach. Trzeci (ok. 60kg) - strzelany na zbiorówce przybiegł w pobliże mojego stanowiska jako ranny, a po moich nieskutecznych strzałach na rzadkim lesie ruszył gwałtownie w moim kierunku. Trzy warchlaki strzeliłem z pod mojej łajki, gdy po kilkunastu minutach uporczywego oszczekiwania i nieskutecznych ataków na psa nie wytrzymywały i atakowały mnie. Jednego zdążyłem strzelić tak, że padł gwizdem na moje stopy. Do wszystkich strzelałem z rzutu z drylinga i dubeltówki, oczywiście bez lunety. Myślę, że gdybym miał sztucer, nie byłoby tak łatwo.

Autor: wilus  godzina: 08:13
Znam gościa, którego dzik na 3m podrzucił, a że działo się to na zbiorówce wszyscy pobiegli by zobaczyć jaki to okaz takie rzeczy z myśliwym wyprawia.Dzik strzelony na komore padł kilka kroków dalej, myśliwy kawał chłopa (ok 110kg )przeleciał nad sosenkami jak helikopter. DB. wilus

Autor: BALBINA  godzina: 08:22
Ad WłodekP To jednocześnie kilka dzików atakowało Ciebie? Może głaskałes wcześniej jaką loszke na huczce?Dobry tekst bo tak namieszałeś ,że wydaje się iż stado rannych dzików nie wiadomo dlaczego nagle ruszyło na Twoją łajkę ,ciebie i miałeś w ręku połowę myśliwskiego arużia jednocześnie. Podziwiam! Ps,Jak byłeś w lesie budkowym ,to należało się poprostu schować...chłe chłe Sorry ,kolego ale powoli pisz bo za wiele tego na kupie. Pozdrowionka!

Autor: marcino  godzina: 08:40
kiedy jeszcze jako dizeciak latałem w nagance podniosłem świerkową gałąź widząc pod nią cztery nogi - myślałem że to pies nawet próbowałem go wołać:) jakoś zdąrzyłem odskoczyć- dzik ruszyłi lekkim łukiem przebiegł obok mnie - sparaliżowany strachem stałem jak wryty i chyba w tym moje szczęście bo nie wiem czy skończyło by się lekkim łukiem gdybym uciekał wszystko widział myśliwy który stł nie daleko okazało sie że linia była tuż tuż nie mógł strzelać miał mnie na lini strzału gdzy dzik odbiegł strzelił go - okazał sie być lochą 80 kg miałem wtedy może z 10 lat pozdr

Autor: KULWAP  godzina: 09:01
Łon. Poczuł się zagrożony zwłaszcza, że nosił w sobie brenekę, która spowodowała roległą gangrenę. Poruszał się bardzo niemrawo znacznie odstając od niewielkiej watachy. W wyniku takiego poruszania się wpadł pod samochód, którego kierowca (jam nim był) myślał, że już wszystkie dziki przeszły przez drogę więc ruszył do przodu. Prosto w tego właśnie (ostatniego). Upadł i sprawiał wrażenie "zabitego na śmierć". Gdy podszedłem zerwał się, przewrócił mnie i pobiegł około 100 metrów w gołe pole, stanął i po chwili padł. Gdy podszedłem po dłuższej obserwacji już leżał bez życia. Okazało się, że wykończył się w wyniku skośnego złamania kilku żeber, które działały niczym ostry nóż i pocięły płuca.

Autor: arcisz  godzina: 09:06
KULWAP - toć to normalna kłusówka. Palnąłeś go siedząć w aucie a tego robić nie wolno... Oj - teraz to wpadłeś. A to, żewłapach miałeś kierownicę niczego nie zmienia bo w dziku znaleziono kulę. Sam na siebie doniosłeś.

Autor: KULWAP  godzina: 09:23
Ad arcisz! O! Quź....wa! Ps To teraz łosie mnie już zamkną.....

Autor: MARS  godzina: 09:46
Mój ojciec miał taki przypadek ze swym pierwszym dzikiem. Postrzelony przez kogoś innego z lini odyńczyk coś koło 110 kg jak zobaczył ojca na dukcie ruszył prosto na niego. Po strzale taty zrobił przewrotkę i padł gwizdem tuz przed jego butami. Było to w ten sam dzień kiedy wybrano papieża Polaka...

Autor: Pepik  godzina: 10:38
Mnie parę lat temu tylko podeptał. Przedzierając się ze znajomym przez bardzo gęsty młodnik z rosnącym żarnowcem w pewnym momęcie coś usłyszłem, lecz w tym gąszczu nic nie zauważyłem po zrobieniu kroku zerwał się dzik 2 m przedemną i udeżył w nogę przewracając i rozpruwając fajką spodnie. Znajomemu który był tuż za mną wpadł pomiedzy nogi fundując kilkumetrową przejażdżkę na oklep i pobiegł w siną dal. Nie wiem tylko kto bardziej się wystraszył dzik czy my.

Autor: jurek123  godzina: 10:46
Ja miałem dwa przypadki ataku dzika .Jeden opisywałem na tym forum .Wracałem z polowania na kaczki ,zrobiło się ciemno,moja suka zaatakowała w małym lasku dzika który był jakieś 30 m od nas .Dzik z takim impetem zaatakował psa że ten nie miał wyjścia tylko uciekał do mnie.Broń miałem na ramieniu,zdążyłem ją chwycić i odruchowo się zasłonić .Dzik huknął tabakierą w lufy mało mi ich z rąk nie wytrącił ,następnie gwałtownie skręcił i uciekł.Nie wiem kto bardziej się przestraszył ja czy dzik ale chyba ja.Drogie spotkanie miałem po strzale z pod psa na jakieś 25m w dość gęstym lesie.Dzik po strzale wykręcił w moją stronęi zaatakował przebiegł prawie ocierając się o mnie.Ja po raz drugi strzeliłem breneką i oczywiście spudłowałem.Dzik miał twardy żywot bo dochodziliśmy go w rrzech myśliwych i proszę mi wierzyć przyjął w sumie 6 brenek.Kolega go dostrzelił za ucho pomyłkowo śrutem bo mu się naboje pomyliły z wrażenia.Po wypatroszeniu ważył 138 kg i był to najcięższy dzik jakiego strzeliłem w swoim życiu.Koledzy uznali że to mój dzik ale premia podzieliliśmy się po równo.Oręż mimo pokażnych rozmiarów nie załapał się nawet na brąz.To wszystko działo się w latach 60tych i od tamtej pory nie miałem żadnych zdarzeń z dzikami chyba jakoś bardziej płochliwe śą ,albo ja nie stwarzam takich sytuacji.

Autor: korab  godzina: 10:54
W zeszłym sezonie łowieckim, na polowaniu zbiorowym z "dewizowcami" jako naganiacz poisałem się brakiem rozwagi, osaczona ranna locha ok. 50 kg wyrwawszy się osaczającym ją psom przeprowadziła szrżę na mnie, uskok za drzewo i psy, które ponownie ją osaczyły. Wróciłem z "dalekiej podróży". Jest to przestroga.

Autor: deer.hunter  godzina: 11:33
2 lata temu Kolege poproszono o pomoc w znalezieniu postrzelonego warchlaka. Kopov podjął trop i dopadł zaraz dziczka. Kolega kombinował jak "potwora" bezpiecznie dostrzelić i w tym momencie nastąpiła szarża. Myśliwy bronił się skutecznie za pomocą gumofilców, pies też ruszył na pomoc i jakoś go domęczyli. Inny w tamtym roku też jechał na oklep na takim 60-70 kg dziczku. Nadal mówi basem to pewnie klejnoty całe... DB dh

Autor: woj.tek  godzina: 11:48
Na mnie szarżował dzik ważący 45 kg wcześniej strzelony na kręgosłup.Chcąc go dostrzelić podszedłem go na ok. 20 m po przyłożeniu broni do ramienia nie przetarłem lunety -widoczność zerowa ,w tym momencie dzik ruszył na mnie ,intuicyjnie przyłożyłem broń i wypaliłem ,dzik runoł 1 m przd moimi nogami trafiony między oczy ale itak miałem dużo szczęścia . DB

Autor: wsteczniak  godzina: 12:04
Kulwap - a nie był to ajwa na czarno - za dzika przebrany ? Pokombinuj - łosiom sie wywiniesz , bo forumowicze na mur uwierzą. Papuga - wsteczniak

Autor: Redakcja portalu  godzina: 12:25
Było już trochę o szarżach dzików (www.lowiecki.pl/forum/read.php?f=11&i=101996&t=101996) na forum.

Autor: hanys  godzina: 12:34
A te wszystkie przygody to nic w porównaniu z regularną bitwą jaką stoczyłem z trzema ,a może czterema nawet dzikami...każdy powyżej 150 kg!!! Otoczyły mnie w lesie...dobrze ,że wojsku nauczono mnie jak szybko okopać się...bo by było krucho..a tak mogłem się ostrzeliwywać przez dobre 30-40 minut,aż nadjechali koledzy z pomocą..dziki otaczały mnie coraz ciaśniej,prawie skończyła mi się amunicja....Ale wszystko skonczyło się dobrze,dzięki zdecydowanej przewadze ognia i mężnej postawie własnej i kolegów potyczka z odziałem dzików została wygrana!!!Na drugi dzien rano w wyniku przeprowadzonego kontrnatarcia,porzedzonego rozpoznaniem lotniczym dziki zostały otoczone i wzięte do niewoli...

Autor: FranekS  godzina: 12:44
ad hanys Chłopie jesteś thebeściak , takiego odjazdu to nawet po dziurawcu nie miałem.Może jednak nie mieszaj dragów i gorzały. troskliwy FranekS

Autor: ala  godzina: 13:00
Wrzesień , wieczorne wyjście...idę na małą polanę przez którą ciągnie zwierzyna. Mija parę minut i na łąkę wysypuje się wataha dzików z potężną lochą. Próbuję złapać w lunetę któregoś z rozbrykanego towarzystwa. Mam już w krzyżu, ale kątem oka widzę , że coś czarnego powiększa mi się w lunecie. Maciora musiała złapać wiatr i przepuściła szarżę w moim kierunku: Co robić ? - strzelać .... a jak spudlę - uciekać......ale gdzie Milion myśli na sekundę......odruch bezwarunkowy wybiera drugą opcję W tempie rekordu świata dopadam najbliższego drzewa, maciora za mną wściekła i rozjuszona. Po chwili spokój ,,,,, powoli zjeżdżam z drzewa, które okazuje się prawie słupem telefonicznym z najbliższymi gałęziami 3 m nad ziemią. Wracam do samochodu i z ulgą wypalam paczkę papierosów. Czuję respekt przed dzikami co nie znaczy , że zaniechałam polowania na nie. Dzik to godny przeciwnik i nie chciałam bym trafić na rannego. DB Ala Byk też nas pogonił, gdy mąż spróbował go wabić w rykowisko. Drzewa uchroniły nas od staranowania.

Autor: wsteczniak  godzina: 13:05
Nie doświadczyłem takiego wydarzenia. Niemalże z autopsji znam taki oto przypadek: W leśniczówce nad Odrą stojącej, gdzie droga publiczna w łódkę się zamienia, by na drugim brzegu znów być drogą, żyje już na emeryturze przezacny leśnik Jakub. Gdy po telefonie Jego Żony - jeszcze zacniejszej Krystyny - pognałem do szpitala, zobaczyłem Go w stroju pół niebiańskim. Od dołu do pasa w szmatkach koloru anielskiego był. Wieczorem -opowiadał- zadzwonili do mnie, że ranili dużego dzika, a że zimowy zmierzch zapadał, zaniechali dochodzenia. Nie pierwszy to już raz, jak na zbiorówkach. Rano, z szorstkim jamnikiem i drylem poszedłem we wskazane miejsce. Z asfaltowej drogi po przejściu ok 80 m zboczyłem w duktę. Kolejne, nie więcej jak 80 m, zobaczyłem jak mój jamnik frunie przez duktę niczym słonka. Spod świerka, zanim zdołałem gębę rozdziawić wypadła na mnię lokomotywa. Stałem jak wmurowany, po czym zobaczyłem duktę z lotu słonki i dotknąłem matki ziemi plecami. Niczego nie czułem. Kątem oka widziałem jak lokomotywa robi nawrót. Wjechała we mnie od strony nóg, chcąc widocznie dokończyć sciągania mi spodni przez głowę. Widziałem parowóz od spodu.Ostatkiem odruchu przyciągnąłem broń do ramienia, i gdy naswracająca lokomotywa lekko bok ukazała strzeliłem z pozycji leżąc na 6 - 8 m. Ataku zaniechała i widziałem jak też przyjęła pozycję leżącą po jakiś 15 m. Leżeliśmy i krwawiliśmy razem. Wtedy zobaczyłem, że jamnik przyczołgał się do mnie z rozciętą i krwawiącą piersią i szyją. Ostro nakazałem - idz do pani. Sam zobaczyłem, jak z ran nóg pomiedzy kolanami sika krew. Zdawałem sobie sprawę, że żywota we mnie ostało na parę minut. Z resztek nogawek zrobiłem troki i kolejno zaciskałem nogi ponad kolanami. Po czym krwawym jamnika traktem czołgałem się w stonę asfaltu. Od czasu do czasu nagarniałem śnieg na rany. Gdy do asfaltu miałem tyle, co od pasa p. poż zobaczyłem biegnącą Krystynę. Reszta wiadoma. W póżniejszych opowiadaniach - przy "leśnym "lekarstwie, dużo mówił o lekarzach, szyciach i Krystynie. O jamniku - mało. Gdy zaczynał, oczy mu jakoś tak błyszczeć zaczynały, milkł, i "lekarstwem" kazał szkło napełniać. Gdyby Jakub tak jak drylem zechciał posłużyć się kompem, "Jego polowanie" przeszłoby do kanonów naszej gazety. Tak przynajmniej myślę, ja - wsteczniak

Autor: deer.hunter  godzina: 14:12
Ad wsteczniak Brrr........ ciarki po plecach chodzą..... Grunt, że się wszystko dobrze dla niego skończyło..... A Kolega Jakub nadal poluje? DB dh

Autor: fotogamrat  godzina: 15:47
kiedys podchodziłem watachę huczkową z aparatem, była w gęstym młodniku.Nie wiem dlaczego, ale gamrat pognał prosto na mnie- pewnie wziął mnie za innego dzika. W kazdym razie przekonałem sie wtedy ,ze rosyjskie Zenity to wytrzymałe aparaty- odyniec przywalił prosto w obiektyw i nic sie nie stało.Ja zamarłem ze strachu a on ze zdziwienia.Natomiast kiedys podczas szacowania w życie kolega łowczy wyjechał z niego na ogromnej losze, szcześliwie skończyło sie na niewielkich potłuczeniach.

Autor: wsteczniak  godzina: 15:54
derr........ - wstyd mi się przyznać, ale ze trzy sezony jakoś nie było mi po drodze. Wczesniej - wpadłem jak po ogień i przy okazji oglądnąłem bazaltową płytę leżącą nad jamnikiem. Jakub mozolnie, własnoręcznie, wykuł tam trzy litery - BĄK . A swoją drogą, znasz leśnika, który flintę na kołku zawiesza ? Darz Bór - wsteczniak

Autor: Ciacho  godzina: 16:12
WItam 6 stycznia 2002 - polowanie zbiorowe - ostatni miot - stażysta Wojciech R. idzie w nagankę :] Podniosły sie dziki, zaraz kilka strzałów. Idę. Słysze, że coś przede mna zapierdziela jak mały samochód. Myślę sobie - jelenie się wracają na nagankę ?! Patrze naprzeciwko mnie stoi dzik. Nie ruszam sie. Stoimy i patrzymy sie na siebie. Oczywisice mądry Wojtuś zamiast stać to chciał dzika przepłoszyć a dzik posłuszeństwa odmówił :] I rura na mnie. Oprzytomniałem jak leżałem na ziemi i deptał po mnie dzikusek :] moze z 25 kilo :P oprócz drobnej ranki szarpanej powłok brzusznych ( rapetą oczywisice :]), paru siniaków po upadku nic mi nie było :] miałem po tym zrezygnować z polowań - nie dało rady. Pozdrawiam DB Wojtek

Autor: deer.hunter  godzina: 16:43
Ad wsteczniak nie znam Ad Ciacho-Wojtek Nie obroniłeś sie bo gumofilców nie miałeś...;-)) DB dh

Autor: tadys ( BT )  godzina: 18:53
wspomnienia przychodzą same na takie diktum,.. będąc takim może 12-13 latkiem zostałem popędzony przez lochę z warchlakami na terenie sadu owocowego w biały dzień w okoliczch Pruszkowa, gdzie przebywałem na wakacjach,, tak szybko jak wskoczyłem na jabłonkę to wiedzą tylko te warchlaki.........., do dzisiaj bardzo lubię polować na terenie starych sadów, na zasiadkę,................... dziki też lubią tam bywać, polecam, tadys(BT)

Autor: Maciek Młody  godzina: 19:58
Mój śp. wujek został "podeptany" przez jak to ujął jego przyjaciej-myśliwy który był z nim wtedy na polowoniu przez największego dzika jakiego w życiu widzał. Nigdy nie wnikałem w to polowanie ale wujek miał połamane 7 zeber i pęknięty kręgosłup niestety zmarł w szpitalu....... I od czasu pogrzebu postanowiłem zostać kolejnym 3 już myśliwym w rodzinie.

Autor: tadys ( BT )  godzina: 20:02
ad.Maciek Młody witaj wśród ciut starszych, trzymaj się dzielnie, i niech Ci Św.Hubert darzy................... pozdrawiam tadys(BT)

Autor: Szort  godzina: 22:13
a mi dziki jak kuropatwy z pod nog wyskakiwały to było rok temu nie cały na zbiorówce akurat byłem w nagance skakały z jerzyn , ot widok fajny ale i strachu sie najadłem bo jakbym któremus nadepnoł na "odcisk " to kipko by było DB. a łacznie ich było 11 ale przezyłem i nadal lubie łazic po najgorszych krzaczorach dla samej adrenaliny :)

Autor: Indiana1  godzina: 22:31
W zeszłym roku na zbiorówce naganiałem dziki. W zagajniku było ich tam około 30. W pewnym momencie patrzę, a z krzaków zapiernicza pociąg: locha a za nią stadko warchlaków (7 sztuk). Dobrze że szybko ich zauważyłem, bo miałem czas lekko się odsunąć. A one wcale mną się nie przejęły i waliły dalej prosto. Przeleciały z 1-1,5 m ode mnie. Czułem się jak na korridzie, ale podobało mi się to. Z drugiej strony - 50m ode mnie padł 145 kg (po wypatroszeniu) odyniec. Takiego to lepiej nie spotkać. Choć z drugiej strony to mamy mądre dziki. Wiedzą, że naganka to im może... naklekotać. W następnym zagajniczku (70m*70m) znaleźliśmy dwa dziki (50-60kg). I goniliśmy je w kółko, jak prosiaki po chlewiku. Za nic nie chciały zbliżyć się do ściany lasku, bo chyba czuły, co tam je czeka. I po pół godzinie daliśmy im spokój. Nie wyszły.