|
|
Czwartek
10.05.2007nr 130 (0648 ) ISSN 1734-6827 Hyde Park Corner Temat: O mysliwych w pismie wiatrowkowym Autor: P_iter godzina: 00:17 Ad. Miki-Błonie "Postawa i poglądy autora felietonu nie są jakimś ewenementem - to dość popularne poglądy." A gdzie jest napisane, ze to Pan Kraśko prezentuje swoje poglądy?No gdzie? Pan Kraśko pisze co dzieje sie z sarna gdy zostaje trafiona pociskiem w te lub inna cześć swojego ciała. Dla czego zamiast sarny nie użyto człowieka do opisu agonii? Byłoby bardziej.....makabrycznie... Wstrząsająco... Na świecie co dziennie ginie kilka osób rozrywanych minami, granatami, przeszywanych pociskami czy szlachtowanych jak świnie w komórce. To nie wzbudza negatywnych odczuć u Pana Kraśko? Wzbudza? To dla czego o tym nie napisze a Bies nie wydrukuje? Już w samym wstępie felietonu JK pisze jak to łatwo zostać myśliwym. Nawet będąc osobą, z delikatnie mówiąc, zwichrowaną psychiką. Używanie określeń: bardzo krwawi, dostaje silnych drgawek, ból, męka, potworny lęk, agonia, rzęźi, charczy, śmierć itp., itd. jest graniem na uczuciach czytelnika i dążeniem do wywołania określonego efektu. Niby wprost nie jest napisane, że to myśliwy jest sprawcą tych okropnych rzeczy, jakie przytrafiły się sarence. Tylko ktoś musi ją szybko dochodzić z psem i dobić aby "upolowana sarna przestała istnieć". A później już tylko usmażyć filet z sarny.....i dać przeraźliwy koncert na trąbach myśliwskich, skacząc z wyciem przez ognisko. Koniecznie w tyrolskim kapeluszu. Piórko w d.... sobie już darujemy. Bo można się przeziębić. To są MOJE poglądy które wyrażam w sposób jawny i prosty. Taki już prostak jestem i co w sercu, to na widelcu. Pytam jeszcze raz. Co autor i redakcja chcieli uzyskać, pisząc i drukując ten felieton? Tylko proszę prosto i na temat. Bez dyrdymał i niedomówień. Jak do prostego chłopa. Pozdrawiam P_iter Autor: Kebas84 godzina: 00:55 To ze autor opisał swoje spostrzeżenia do targów jest normalne, ale myślę że powinien darować sobie m. in. takie określenia: " ... to był koncert trąbienia myśliwskiego i wabienia. Koszmarne przeżycie...". (Jak już coś to "sygnałów myśliwskich"). Takie komentarze napewno nie prowadzą do pozytywnego patrzenia myśliwych na wiatrówkowców (w końcu artykuł w takim piśmie). Wystarczyło tylko zmienić jedno słowo no i oczywiście odpuścić sobie komentarz "Koszmarne przeżycie". Może było ono tylko takie dla autora, a innym się podobało. A jeśli chodzi o ostatni artykuł to mamy tu sytuacje odwrotną: taką w której wiatrówkowicze będą krzywo patrzeć na myśliwych, tych którzy zrobili taką krzywdę sarence. No i krąg się zamyka!!! Osobiście nie mam nic do wiatrówkowiczów, bo sam zaczynałem od strzelania z takiego sprzetu do tarcz itp. ale takie artykuły pozostawiają tylko niesmak. Pozdrawiam i Darz Bór Autor: Miki-Błonie godzina: 01:26 Prosto i łopatologicznie wedle życzenia - klient nasz per pan :) Autor ma stałą rubrykę w czasopiśmie. Jest felietonistą - a to oznacza, że nie pisze traktatów naukowych. Jego umowa z redakcją polega na tym, że ma dostarczyć tekst o określonej długości raz w miesiącu. Tematyka związana z linią periodyku, ale bez ścisłych wytycznych. Jest przeciwnikiem strzelania do zwierząt - więc o tym napisał. Długa i burzliwa dyskusja na dwóch przynajmniej forach dowodzi, że dotknął tematu dla wielu istotnego. Felieton ma za zadanie wzbudzić emocje, nakłonić do polemiki. Dlatego Michalkiewicz pisze o Judajczykach, a Jan Kraśko o cierpieniach niedokładnie strzelonej sarny. Światek myśliwski nad nimi przechodzi do porządku dziennego, traktując jako drobną wpadkę przy pracy. Obserwując bieg historii pytanie czy uda się "zielonym" doprowadzić do całkowitego zakazu polowania na żywe zwierzęta powinno raczej brzmieć "kiedy". To nie jest moje pragnienie - nie poluję, bo nie mam do tego pociągu, zwierząt nazabijałem się w młodości, prowadząc ubój gospodarczy. Co by nie mówił, i jak się nie starał każda egzekucja na zwierzęciu jest zadaniem mu śmierci. Nie ma dla mnie żadnej różnicy pomiędzy uśmierceniem ukochanego pieska i wstrętnego szczura. Oba te stworzenia pragną żyć tak długo, jak się da. Zabiję pieska, jeżeli uznam, że pozostawienie go przy życiu będzie dla niego męką, podobnie jak zabiję szczura, gdy mi będzie szkodził. Ale najrozmaitsi zieloni rosną w siłę i toczą walkę o zakaz polowania. Dwieście lat temu taka walka toczyła się o zakaz niewolnictwa. Raczej nie jest to perspektywa bliska - jeszcze się zdążycie napolować. Ale bardzo możliwe, że za jakieś 30 - 50 lat jedyne zwierzęta, do których będzie można strzelać w lesie będą z blachy. Dziś się śmiejecie z wiatrówkarzy, którym zakazano używać tego sprzętu do polowania, a to tylko plewy, wskazujące kierunek wiatru historii. Maryna pisze o wiekach tradycji - i tradycje umierają. Nie zjesz już pasztetu strassburskiego z gęsich wątróbek, i wielu podobnych specjałów, uzyskiwanych przez niehumanitarne metody tuczenia zwierząt etc. 30 lat temu myśliwy strzelał do bezpańskich i pańskich psów nie zastanawiając się - to było jego wilcze prawo. Moja młodsza siostra, zresztą wielka miłośniczka zwierząt, biegała sobie ze swoim colie po polach, wróciła i zamknęła psa w garażu. Za chwilę wpadł podpity myśliwiec z flintą w łapie i darł mordę, żeby mu wskazać gdzie jest ten pies, on musi go zastrzelić, bo płoszył zające. Akurat miałem w łapie toporek i tylko zapytałem, czy zdąży tą flintę zdjąć i strzelić, zanim dostanie w łeb. Poszedł jak niepyszny, ale w tydzień potem zastrzelił psa sąsiadów przed moimi oknami - ok 10 metrów od domu. Gdyby to zrobił mojemu psu, to do końca życia nie miałby własnego psa dłużej niż kilka dni, ale to już zupełnie inna bajka. Nie odważył się, bo mnie znał i wiedział, że słow na wiatr nie rzucam. Dziś jest nie do pomyślenia, żeby strzelać do psa na czyimś podwórku i nie stracić za to uprawnień. A to tylko trzydzieści lat... Autor: Miki-Błonie godzina: 01:46 Cóż - są ludzie i ludziska. Dla ciebie to jest dowcip: "Albo ta Pani miała za dużo niechcianych adoratorów i przychodzili w nocy więc mąż postanowił coś z tym zrobić :D:D:D" ale ciekaw jestem, czy to byś mi powiedział w oczy w tym sklepie. Bo że byś z niego na własnych nogach po tym nie wyszedł to pewne :) Zawsze warto dwa razy pomyśleć, zanim coś się chlapnie. Nie bronię tu autorów i wydawców Biesa - poszli po bandzie. Ale to ogólnie rogate towarzystwo, a i Wam też nic nie braknie. ;) Istotne jest, żeby sobie takie kwestie wyjaśnić na biegu, i nie robić z tego nowej wojny trzydziestoletniej. Bo może się okazać, że jak się żarliśmy o duperele, to w tym czasie uchwalono zakaz posiadania broni, strzelania i polowań, i będziemy odgórnie pogodzeni, acz nie do końca szczęśliwi. Autor: mmajstruk godzina: 02:56 P_iter, mylisz pojęcia. I osoby. Na początek, oprócz tego że piszę, to jestem sekretarzem redakcji. Taka funkcja przynieś, podaj, pozamiataj, długo nie siedź. Mój wpływ na to co idzie a co nie w "Biesie" jest marginalny. Bo od tego jest Naczelny. Może, jak Naczelnemu uda się przebrnąć przez rejestrację na tym forum, to się odezwie osobiście. Jak ja się rejestrowałem parę lat temu to było prościej... ;) Po co publikujemy "Pogwarki"? Jan Kraśko jest dobrym pisarzem (i tłumaczem, jakby ktoś nie wiedział), zgodził się prowadzić swój własny kącik z FELIETONAMI w "Biesie" - i prowadzi. Co miesiąc. Pisząc o różnych tematach, w różny sposób. Jego sprawa, i nie ma w tym "intencji" czy "przewodniej roli" redakcji/pisma*. Wyobraź sobie że ty miałbyś prowadzić u nas niezależny dział myśliwski/łowiecki*. Zgodziłbyś się, by ktoś z redakcji co chwila wtrącał ci się w twoje kompetencje, dyktując ci co masz publikować? Jaką "linię polityczną" trzymać? Gdzie jest napisane że Jan Kraśko prezentuje tylko swoje poglądy? Nigdzie. Nie musi być. Podpisuje się pod nimi imieniem i nazwiskiem. I z całym szacunkiem, akurat w tym wypadku jest ono więcej warte niż niejednego z nas. No i sprawa podstawowa. To jest felieton. A zakończmy ten temat uściśleniem pojęcia FELIETON (pl.wikipedia.org/wiki/Felieton). Pytasz się co redakcja chciała osiągnąć tym felietonem? Nic. Absolutnie nic. Co autor chciał osiągnąć? Zapytaj się jego. Nie jest tak, że po tym jak się odezwałem mamy teraz chodzić za rączkę. Że się wszyscy kochają i jest cudownie. Zbyteczne szyderstwo. "Bies" jest miesięcznikiem tworzonym hobbystycznie. Przez ludzi którzy mają taki pomysł, robią to dobrowolnie, poświęcają swój czas i nie biorą za to wynagrodzenia. Piszemy o naszych sprawach, z naszego, wiatrówkowo-pochodnego środowiska... bo jak my tego nie zrobimy to nie zrobi tego nikt za nas. Widać to choćby po tym numerze, gdzie obok "Hubertusa" jest także bardzo ważny dla nas temat, na stronie 4. Ot, taka mała, lokalna, nikogo poza nami nie interesująca, korupcja w MSWiA. Jak już wspominałem poprzednio, nie piszemy dla myśliwych. Ale to nie oznacza że nie możemy pisać o myśliwych. Dlatego proponowałem dobrych parę miesięcy temu napisanie takiego artykułu. Nic z tego nie wyszło... trudno. Numer poszedł bez niego. Ale temat jak widać jest drażliwy, temat jak widać jest aktualny. Ludzie będący w redakcji takiego artykułu nie napiszą, bo się nie znają. Stąd propozycja by ktoś stąd, spośród osób (jak widać) bezpośrednio zainteresowanych coś napisał. Nie po to by myśliwi go przeczytali - tylko po to by uświadomić laikom jak łowiectwo naprawdę wygląda. I to możemy (i chcemy) opublikować. Jeśli nikt tego nie napisze, dramatu nie będzie. Jak u Kononowicza - nic nie będzie. Na koniec chciałbym odnieść się do reportażu z "Hubertusa". Proszę zauważyć, że nie tylko organizatorom czy myśliwym wbijamy szpilki. Dostała Incorsa za śrut wylatujący ze strzelnicy, Delta Optical za schowany na zapleczu nowy celownik, Sharg za pokazanie Spyderco i gruszki na wierzbie, Kaliber za całokształt, a Kolter za filmy przedstawiające rzeźnię w wykonaniu Cold Steela. Każdy z nich może się poczuć urażony. Tutaj widzę że największe oburzenie wywołało określenie "koszmarne przeżycie" i "wycie". Przykro mi, dla kogoś kto przyszedł nie na targi myśliwskie, ale na targi strzelectwa i rekreacji, niekoniecznie odgłosy te będą przyjemne. Jak widziałem przez trzy dni targów, to raczej dla większości nie-myśliwych były one wysoce niemiłe. Czemu i wystawcy dawali niejednokrotnie wyraz. Większość, a nie mniejszość, ze spotkanych osób była z tego powodu nieszczęśliwa. Nie wiem jak to prosto wytłumaczyć... Jeśli ktoś nie trawi disco-polo, to raczej dostanie furii będąc zmuszonym do słuchania go na koncercie folkowym. A to TEORETYCZNIE nie były targi TYLKO myśliwskie. Pretensje do organizatorów w tym temacie wyraziliśmy jednoznacznie. I tak zbyt delikatnie, ale nie wszystkie informacje uzyskaliśmy oficjalnie, by napisać o niektórych niuansach organizacyjno-finansowych. Proszę zrozumieć, że to co dla myśliwych ważne i ciekawe, dla innych... niekoniecznie. Przybywając jako strzelcy rekreacyjni na targi m.in. strzelectwa i rekreacji, nie czuliśmy się zobowiązani do wyrozumiałości, choć poza "wyciem" odpuściliśmy wiele... hmm... dziwnych rzeczy zauważonych na targach. Ale to specyfika myśliwych/łowiectwa*, uznaliśmy że nie nam to komentować. Jeśli ktoś jednak czuje się urażony to przepraszam. Zgadzam się, to było niesprawiedliwe dla ludzi którzy występowali na scenie... a nam chodziło o organizatorów. Nasz błąd, widać że za mało wyraźnie to podkreśliliśmy. * - niepotrzebne skreślić Autor: mmajstruk godzina: 03:00 Nie przyjmuje mi niestety, krzycząc o wulgaryzmy, jeszcze jednego akapitu który chciałbym dołączyć. A jest to ciekawe, bo słowo d ebil nie jest wylgaryzmem... Pozwolę sobie tutaj zacytować wypowiedź Jana Kraśko z forum bron.iweb.pl: "Tak jak napisali Miłek i Tomek, i tak jak pisałem już wcześniej, moim jedynym celem była próba sprowokowania czytelników do chociaż chwili zadumy. Jest wiele tematów kontrowersyjnych, nad którymi można dyskutować w nieskończoność – jednym z nich jest temat zabijania zwierząt. Celowo piszę: „zabijania”, a nie polowania, bo chodziło mi właśnie o zabijanie. Wbrew licznym zarzutom, stawianym przez myśliwych i tutaj, i na forum łowieckim, dostrzegam różnicę między jednym i drugim, i chociaż nie poluję, zdaję sobie sprawę, że polowanie, a raczej selekcjonowanie zwierzyny jest konieczne, tak jak konieczna jest opieka nad nią, którą myśliwi zapewniają. Dlatego nie, „bezinteresowne przywalenie myśliwym” nie było moim zamiarem. Zresztą nie oszukujmy się: jak – i czy w ogóle – mógłbym im „przywalić”? Poza garstką tych, którzy przeczytali najnowszy numer Biesa, ten krótki artykuł do nikogo więcej nie dotarł, nie dotrze i niczego nie zmieni. Dałem w nim jedynie wyraz temu, co czuję, kiedy myślę, że można wziąć na muszkę piękne, zdrowe zwierzę i pociągnąć za spust. Że można to robić dla czystej przyjemności. Że może to zrobić nie tylko myśliwy, ale i każdy d..bil, który kupi na targu wiatrówkę, żeby postrzelać do kotów sąsiada. Argumenty „z rzeźni” nie są dla mnie argumentami, bo jeśli zabija się tam zwierzęta w sposób niehumanitarny – a wiem, że w wielu przypadkach tak niestety jest – czym prędzej powinien zająć się tym jakiś inspektor czy prokurator i taką rzeźnię natychmiast zamknąć. Jemy mięso i będziemy je jedli, ale na miłość Boską, nie porównujcie humanitarnego zabijania z przymusu do zabijania dla samej radości zabijania. Taka radość jest dla mnie objawem choroby, dewiacji, której nie zakamufluje najwspanialszy nawet ceremoniał czy tradycje. Pojawiły się tu zarzuty, że artykuł jest drastyczny. Moim zdaniem nie jest. Jest to beznamiętny opis tego, co dzieje się w organizmie trafionego pociskiem zwierzęcia i jak ten organizm umiera: to garść suchych faktów anatomicznych, nic więcej. Nie starałem się tej sarny uczłowieczyć – proszę zauważyć, że tylko raz, w jednym miejscu wspominam, że odczuwa ona potworny lęk, co mogło wzbudzić w czytelniku współczucie i litość. Nie licząc tego jedynego zdania, starałem się pisać chłodno, rzeczowo i bez emocji. A że tekst ująłem w tę swoistą klamrę, cytat z iwebu i przepis na filet? Cóż, takie moje prawo." Autor: Jenot godzina: 08:00 Polecałbym ten artykuł wszystkim myśliwym uczącym się strzelać w lesie na polowaniu. Wszyskim raptusom i takim, którzy na widok ciemnej plamy strzelają byle w nią trafić, nie przejmując się specjalnie gdzie gwizd a gdzie chwost. Pudło może zdarzyć się każdemu z nas, obowiązkiem naszym jest doskonalenie swoich umiejętności strzeleckich na strzelnicy a nie w lesie. Posiadanie tropowców lub posokowców nie zwalnia nas z tego obowiązku. Ja osobiście dziękuję autorowi felietonu za ten drastyczny opis umierania sarny. Przypomniał mi znowu jak wielki obowiązek spoczął na mnie z chwilą kiedy wziąłem broń myśliwską do ręki. Pozdrawiam DB Autor: zajączek godzina: 09:38 Ja poleciłbym numer 3 Biesa. Całkiem fajny felieton/opowiadanie ... Pana Jana pt "Cybersex". A że trochę erotyczne o rozbieranym pokerze? Ale z wiatrówką w tle ;-) I jakie zdjęcie na koniec ... wow, chylę czoła przed modelką i fotografem (wiatrówka tez niezła choć AA EV2 z numeru 2 fajniejsza ;-) ). Czytam Biesa od pierwszego numeru. To e-zin, poświęcony strzelectwu pneumatycznemu, niestety musiały w pewnym momencie pojawić się w nim reklamy. Musiały bo koszty prowadzenia nawet wirtualnego pisma istnieją. A szkoda, komercja wszystko niszczy. A jak reklamy to i pieniądze, nikt nie jest altruistą i umieszczał je za darmo. Mała poczytność pisma, (ktoś wspominał 3tyś czytelników) = niskie wpływy z owych reklam. Jak podnieść poczytność pisma? Ano potrzebne jest coś kontrowersyjnego, znaczy kontrowersyjny tekst. A cóż nie wyciska łez lepiej od śmierci niewinnej sarenki? W następnym felietonie Pana Jana (skoro erotyka nie chwyciła) może coś z "łódzkiego pogotowia"? (podobno jeden pacjent "odchodził" w zakładzie pogrzebowym, taka ekipa była niecierpliwa na kasę) No bo taki Fakt czy Super Expres okraszone krwią nieźle się sprzedają. Szkoda ze nie ma w Biesie felietonów Pana Jana poświęconych zamykanym lokalnym strzelnicom. To jest prawdziwa tragedia, fakt, tylko dla strzelców. I chyba taka bardzo "niemedialna". Jednak teraz z niecierpliwością bedę wypatrywał numer 5 Biesa. Zapewne nie tylko ja ... ;-) Autor: P_iter godzina: 09:38 Milek, dzieki za wyjasnienie okreslenia "felieton". Chcialbym sie jednak upewnic, czy chodzi Ci o "utrzymany w osobistym tonie", czy tez "lekki w formie"? "Felieton" Pana JK nie byl utrzymany w osobistym tonie, ani nie byl lekki w formie. Masz moze inne zdanie? I nie jest nigdzie napisane, ze Jan Krasko prezentuje jakiekolwiek poglady. Nie tylko swoje. Kolejna sprawa. To, ze nie napisalem artykulu, absolutnie technicznego, z zakresu techniki strzeleckiej do Biesa nie stanowilo mam nadzieje trgedii dla Redakcji, oraz nie zagrozilo Bies-owi upadkiem. Mam nadzieje. Wysylanie wszystkich, czytajacych ten temat, na stone 4 Bies-a jest rozmydlaniem glownego watku. Sprawe Hubertusa uwazam juz dawno za wyjasniona i nie ma sie jej co czepiac. Intencje swoje wyjasniles. Co do wypowiedzi Jana Krasko z iweb.pl. To jakies totalne pomylenie podstawowych pojec. Nikt nie (mam nadzieje) czerpie przyjemnosci z zabijania zwierzat. My czerpiemy przyjemnosc z polowania. Polowanie, jest to pojecie bardzo glebokie i splycajmy go do zabijanie. To cala ceremonnia przygotowania do wyjazdu, pobytu w lowisku, sluchania lasu. Jego mowy. Radosci poznawania nowych slow. Przestrach gdy sowa wleci do ambony albo dzieciol przywali w jej dach. To radosc, gdy idziesz nocna po skrzypiacym sniegu a z sosen zwisaja czapy sniegu. Napiecie, gdy widzisz wychodzace zwierze. Gdy przyjdzie pora na skuteczny strzal, odczujesz dume. Podziekujesz wtedy strzelonej sarnie czy dzikowi wkladajac jej galazke swierku w zeby i poglaszczesz po szyi. To jest polowanie. W ta sobote mialem w lunecie dzika zycia. Stal bokiem na 130 metrow. 5 rano. Nie strzelilem. Truchtem odszedl w las. Puscilem go z pelna swiadomoscia i cieszylem sie jak dzieciak, ze go widziale. I wiesz co? To bylo wlasnie polowanie. To moze jednak zrozumiec tylko mysliwy. Taki co moze ale nie musi. Nie jestem tutaj wyjatkiem. Takich mysliwych sa tysiace. Poswiecajacych czas i pieniadze na ratowanie zwierzyny, lasu i przyrody. Pozdrawiam P_iter Autor: Kebas84 godzina: 10:47 P_iter super napisane :) Poza tym może załogodzmy już ten temat bo będzie się on ciągnął w nieskończoność, a kłótniom i udowadnianiu swoich racji nie będzie końca. Jesteśmy ludzmi którzy oddani są swoim pasjom i jeśli komuś nasuwają się kolejne komentarze to zachowajmy je już tylko dla siebie. Szkoda się kłócić :) Zgodzicie się ze mną koledzy ?? Ad. Miki-Błonie Nie bój się nigdy bym tak nie powiedział, bo mam wielki szacunek dla kobiet i nie musisz mi grozić. A poza tym uśmiechnij się bo to był tylko Żart, no chyba że nie podobał ci się ze względu na to że dotyczył wiatrówki ;) Pozdrawiam serdecznie Kebas84 Autor: P_iter godzina: 11:03 Ja sie nie kloce. Ja nie potrafie zrozumiec........... P_iter Autor: P_iter godzina: 11:50 Na forum wiatrowkowym ukazala sie odpowiedz na moj, jak Kebas napisal "super napisany" post. Poniewaz PAn Krasko nie moze z przyczyn obiektywnych zarejestrowac sie na lowiecki.pl, to pozwole sobie przedrukowac jego odpowiedz. "Na forum łowieckim pojawił się również inny post, który dla mnie, podkreślam DLA MNIE jest szczytem zakłamania, obłudy i wszystkiego, co w człowieku najwstrętniejsze. /.../ Tu byl zacytowany moj post /.../ Podziękuję strzelonej sarnie? Pogłaszczę ją po szyij? To jest polowanie? Co tej sarnie przyjdzie z twoich podziękowań, do ...rwy nędzy? Co jej przyjdzie z twojego głaskania? Na tym ma polegać sens polowania? Że po dreszczyku emocji ukatrupisz piękne, wolne zwierzę i żeby się wewnętrznie rozgrzeszyć, pogłaszczesz ją po szyi? Podziękujesz jej, że dla twojej pieprzonej przyjemności dała się zabić? I jeszcze jesteś z tego dumny? Chore. Dla mnie to jest po prostu CHORE. Bardzo dobrze się stało, że wyjaśniłeś mi, na czym polega polowanie. Teraz już rozumiem, lepiej wytłumaczyć tego nie mogłeś." Wiec o czym mam rozmawiac z Panem JK??? Cisna mi sie na usta rozne slowa, ale jakos nie chce mi sie juz nic gadac. Autor: Miki-Błonie godzina: 11:55 Toć wróć do posta, w którym to napisałem, jak byk jest tam na końcu :) Autor: Miki-Błonie godzina: 12:24 P_iter - normalne, że o polowaniu z Jankiem nie pogadasz, co najwyżej możecie ustalić protokół rozbieżności, bo żaden żadnego nie przekona do swoich racji. Jestem zwolennikiem prawa do aborcji, podkreślam - prawa, a nie samej aborcji. I też często o tym dyskutuję z nawiedzonymi antyaborjonistami. To ten sam typ rozumowania i dyskusji. Dla Ciebie rytuały są święte, dla Janka to pogańskie krwawe obrzędy. I nie pogodzicie tych postaw za chińskiego boga. Tyle, że to Jankowi udało się osiągnąć swój cel, a Ty się dajesz w to wpuszczać jak dziecko. Gdybyś tu nie zrobił dymu felieton przeczytałoby parę tysięcy wiatrówkowiczów i kilkudziesięciu mysliwych, którzy tamto forum odwiedzają. Forum łowieckie czyta z pewnością o wiele szersze grono, bardziej zainteresowane tematyką. Janek w Biesie wetknął kij w mrowisko, Tyś do niego wrzucił granat :) Reprezentujecie tradycję, Janek - nieunikniony, choć wcale nie lepszy, postęp. Mnie osobiście dużo mniej żal strzelanej zwierzyny, niz np mordowanych w Afryce hurtowo tubylców. Mordują ich najczęściej inni tubylcy, brutalnie i bestialsko. A jednak nie pojadę do Afryki bronić jednych przed drugimi. To ich prywatne sprawy. Podobnie jest ze zwierzyną w lesie - człowiek jest panem tego świata, i jedynie on sam sobie ustanawia granice. Osobiście sam stawiam sobie słupki granic, których nie przekraczam, i uznaję prawo innych do samostanowienia w tej materii. Mierżą mnie natomiast wszelkie próby narzucania własnych ograniczeń innym. Janek tego nie robi - wypowiadanie zdania na jakiś temat nie oznacza próby zmuszenia was do przyjęcia jego rozumowania i podporządkowania się mu. Uchwała waszego naczalstwa o lobbowaniu za ograniczeniem dostępu do wiatrówek i broni czarnoprochowej jest już taką ingerencją w prawa innych, ingerencją paskudną, bo ograniczającą wolność. Prawo nie dopuszcza tamtych sprzętów do polowania. Jeżeli ktoś ich do tego używa - łamie prawo i należy go ścigać. Ale jego winami nie można obciążać rzeszy amatorów strzelania, którzy nie kłusują. Czy PFTA ma w zamian uchwalić i dążyć do realizacji zakazu strzelania do czegokolwiek żywego? Z czegokolwiek? Autor: predator godzina: 13:04 Szczerze żałuję, że Pan K. z takich czy innych przyczyn nie odezwał się osobiście na naszym forum a jest „tłumaczony” przez kolegów. Bardzo trudno jest dyskutować z cytatami, które są wypowiedziami w innej dyskusji o dyskusji tu prowadzonej. Co do „dziwnych zachowań” myśliwych mają zgodnie z tradycją nadać polowaniu charakter mistyczny. Być kontrapunktem związku hodowca - inwentarz. Uszlachetnić ich spotkanie w kniei. Dopełnić przyjemność z obcowania z naturą. Osoba tego nie odczuwająca opisuje akt polowania jako prostą czynność. Czynność zabijania. Przypisując myśliwemu czerpanie przyjemności z tej czynności tłumaczy jego zachowanie jako chorą podnietę. Klasyczna mistyfikacja. Autor: Miki-Błonie godzina: 13:29 Z felietonistą polemizuje się własnym felietonem :) Redakcja Biesa zamieści. Autor: P_iter godzina: 13:38 Racje ma Miki-Błonie - dalsza dyskusja nikogo nie przekona, ani nie zrobi nic dobrego. Moze byc, ze daje podpuscic sie jak dziecko, nie mam racji i sie czepiam. Zapraszam do pisania podobnych felietonow, ktore na pewno pozwola nam wszystkim, na kultywowanie naszych pasji. Lowieckich i strzeleckich. Pozdrawiam wszystkich obecnych i przyszlych felietonistow. P_iter Autor: porze godzina: 14:52 miki błonie kiedys jedynymi zwierzetami do jakich sie będzie strzelać w lesie bedą metalowe sylwetki na olimpiadzie zabraknie boksu, zapasów i kilku innych "brutalnych i niehumanitarnych" dyscyplin nikt nie bedzie powodował wypadków samochodowych i nie bedzie kobiet lekkich obyczajów - bo prostytucja to wynalazek patriarchatu człowiek zaś będzie cherlawą istotką zdolną do naciskania klawiszy sterowniczych i niezdolną do przetrwania w jakimkolwiek środowisku naturalnym rozumiem, ze wymaga umysłu filozofa pojęcie znaczenia roli jaką w rozwoju gatunku homo sapiens odgrywają mutacje genetyczne oraz atawizmy, ale jak ktoś sie birze za felieton, czyli publicystykę to sie musi choć odrobinę wyznawać na rozmaitej filoozofii - od filozofii starozytnych, po nowoczesną filozofię prawa czy nauk biologicznych tak sie składa, ze znam kilku polujących zootechników i biologów, ktorzy sens łowiectwa ogarniają w spośób maksymialnie racjonalny i empiryczny - i być moze on i mogliby coś sensownego napisać bo publicystyka to nie jest puste bawienie się słowami i kreowanie oderwanych od realiów emocji - jak to mogą sobie czynić bawiący się dźwiękami kompozytorzy - t6ylko kształtowanie poglądów społecznych i to prawdziwy drmat jak sie za kształtowanie poglądów biorą ludzie nie mający pojecia o tym co opisują ps. i oby w g, sie obróciłóy słowa o strzelaniu do metalu zamiast zwierząt, bo to sie spełnić moze jedynie jeśli "cywilizowani" ludzie mieniący się "ekologami" zamiast prawdzidziwie dbać o przyrodę będa sie "kreować" i "realizować" w szukaniu wrogów i anarchistycznym jatrzeniu - a zwierzyna w lesie najzwyczajniej i bez niczyjego zainteresowania po angielssku sobie zaniknie tak jak mysliwy lobbujący za ograniczeniem dostepu do wiatrówek i czarnoprochoców w imię "profilaktyki antykłusowniczej" wypowiada się w tematach, które go przerastają tak strzelec sportowy czy rekreacyjny wypowiadajcy się o "cierpieniu zwierząt" ranionych w czasie polowania też nie wie o czym sie właściwie wypowiada czy Janek swój cel osiągnął? to zalezy jai cel przed sobą postawił? chciał zajątrzyć i zaitnieć> to zaistniał - jak juz auwazyłeś jak Herostrates, co spalił bibliotekę aleksandryjską - niech mówią źle, byle nazwiska nie przekręcali takich dzienninkarzynów faktycznie mamy obfitość - co to aborcję międlą przez wszystkie przypadki i wytwarzają towry w rodzaju owych judajczyków czy nalezyn udawać, ze nic sie nie stało, żeby minimalizować zasięg razęnia takich "twórców" "literatów"? w sumie można - ale może jak dotrze do nich opinia ludzi, którzy czytają i "wyjść z podziwu nie mogą" tosie taki "dziennikarz niszopwy" ocknie im rpzestanie masturbować słowami a zacznie mysleć Autor: porze godzina: 15:20 "Podziękuję strzelonej sarnie? Pogłaszczę ją po szyij? To jest polowanie? Co tej sarnie przyjdzie z twoich podziękowań, do ...rwy nędzy? Co jej przyjdzie z twojego głaskania? Na tym ma polegać sens polowania? Że po dreszczyku emocji ukatrupisz piękne, wolne zwierzę i żeby się wewnętrznie rozgrzeszyć, pogłaszczesz ją po szyi? Podziękujesz jej, że dla twojej pieprzonej przyjemności dała się zabić? I jeszcze jesteś z tego dumny? Chore. Dla mnie to jest po prostu CHORE." facet jakbyś sie nazapierdalał po uszy w pocie i błocie, na mrozie i w spiekocie, żeby całe rudle saren skakały po polach i lasach - to może byś zrozumiał moje moralne prawo do strzelenia jednej czy trzech na rok - z tych, które są słabe albo których sie zrobił akurat nadmiar ze szkodą dla lasu i ludzkich upraw i radość mnie ogarnia, kiedy widze sarny, zające i dziki, które są piękne i wolne bez twojego najmniejszego wkłądu (chyba, że negatywnego - bo pewnie produkujesz jakieś śmiecie i niszczysz środowiski - bo robi to każdy cywilizowany człowiek) a z moim wkładem pracy i pieniędzy, który zwalcza twoje cywilizacyjne szkody zadawane przyrodzie i zamiast o głaskaniu sarny to otwarcie napisze o tym, zę ja tę sarne bejcuje starannie i zjadam ze smakiem wraz z bliskimi i przyjaciółmi i to jest mój atawistyczny wyraz szacunku dla tego zwierzęcia Autor: porze godzina: 16:15 ps. Jan Kraśko dopuścił sie gwałtu na literaturze nazywanego epatowaniem brzydotą - i nie jest to artystyczny turpizm, czyli nurt dostrzegający w brzydocie swoiste piekno - tylko coś w rodzaju pornografii sado-maso poza tym, skąd on wie, że "sarna cierpi niewymownie" - czyżby miał okazję porozmawiać z którąś z zabitych saren? zapraszam w takim razie pana redaktora na świniobicie, tam to dopiero mzzna pokazać "kunszt słowa" opisując "koszmarne męczarnie zwierząt tłoczących się w smrodliwej poczekalni fabryki śmierci" "albo "do ostatka walczących z krępującymi je więzami plątanymi przez prymitywnego wieśniaka i wijących się w śmiertelnych konwulsjach wywołanych przeszywającym bólem zimnej stali przenikającej między żebrami i kaleczącej serce" oczywiście nie każdy ma odwagę i kasę żeby pojechać do Mozambiku żebyi opisać prawdziwe tragedie i traumy ludzkości (o walce w obronie tych mordowanych nie wspomionając - choc są i tacy, co jadą tam życie narażać w misjach wojskowcyh i policyjnych) więc tym "twórcom mniejszego formatu i talentu" muszą wystarczyć rozmaite erzatze na poznawczym poziomie telenoweli, za to przesycone prawdziwą (albo i zwyczajnie obłudną) " wrażliwością człowieka brzydzącego się zabijaniem" gdyby ten pan miał w sobie odrobine przyzwoitości opisałby też cierpienia zwierząt konających w kłusowniczych wnykach albo rozszarpywanych przez watachy wałesających się wiejskiich burków w sumie to ogromnie przykre, ze ludzie fascynujący się bronią (czy to palną czy pneumatyczną) w eramach hipersublimacji swoich zainteresowań twierdzą, ze głównym celem stworzenia broni strzeleckiej było jest i będzie dziurawienie papieru a w porywach przewracanie metalowych sylwetek - najlepiej w niczym nie przypominającyh człowieka albo znany człowiekowi gatunek zwierzęcia czemu to służy? przekonaniu społeczeństwa, ze "my wiatrówkowcy, oraz my czarnoiprochowcy, a i strzelający konkurencje olimpijsie i praktyczne - jesteśmy ludźmi o gołebich sercach, którzy nawet nad skrzywdzoną muchą zapłaczą" czytam te pseudoreudycyjne a ocierające się o bełkot felietony w prasie strzeleckiej i nie rozumiem, po co ta poezja i ten artyzm, tam gdzie prawdziwe piękno tkwi w sprawności urządzeń miotających, czy celowniczych - o prezyzji ich działania, wdzięcznie lekiego czy topornie utylitarnego "designu" nie mam nic przeciwko żadnej formie rekreacji czy rywalizacji strzeleckiej - nie widzę w niej ekstraordynaryjnego zagrożenia dla zwierząt pieknych i wolnych czy postronnego obywatela nieodpowiedzialne incydenty były są i będą - a najlepszym na nie spowobem jest edukacja, czyli podnoszenie świadomości i poczucia opowiedzialności strzelców, a nie blokowanie dostepu do broni więc nie pojmuje czemu ma służyć uprawiana przez felietonistów strzeleckich metoda krzewienia uprzedzeń wobec ludzi, którzy też wykorzystują broń, ale do innych (par excellence) celów - oczywiście nie tak szlachetnych jak rywalizowanie w dziurawieniu papieru i przewracaniu metalowych sylwetek w prasie zachodzniej raczej niespotykane |