Poniedziałek
02.02.2009
nr 033 (1282 )
ISSN 1734-6827

Hyde Park Corner



Temat: NA LISA PRZY NORZE

Autor: Kocisko  godzina: 08:55
ad jurek123 Z ciekawością czytam ten temat od początku i z uwagą przeczytałem Twoje rady. Wczoraj zasiadłem przy znanych mi norach na polu. Wiał tęgi wiatr i pomyślałem ze jak wysiedzę do 18-tej to będzie wszystko i taką godzinę sobie wyznaczyłem jako finisz. 18.00 sięgam po pasek od flinty a tu...wychodzi Mr Fox:) Normalnie w duchu się uśmiałem jaki punktualny:) Niestety, po dwóch strzałach śrutowych z ok.40m śrut nr 2, które go obalały skrył się w norze:(. Pierwszy raz od kilkunastu lat zdarzyło mi się coś takiego. Szkoda..... Wg mnie to nory cieczkowe. JAk myślisz, czy jest sens, w związku z powyższym, zasiadać tam dalej?

Autor: jurek123  godzina: 09:07
Kolego Kocisko ,sens jest ale po przynajmiej 4 dniowej przerwie.Dla wszystkiego sprawdził bym dziś wszystkie wyloty nory bo jak twierdzą naukowcy lis zazwyczaj w norze nie zdycha lesz wyczołguje się na skraj tak że mozna go ręką sięgnąć.Jeśli odległość była od nory tak jak piszesz 40m to założył bym śrut zero.Często na norach tak robiłem by jak to mówią strzał był z 200% skutkiem choć normalnie dwójka wystarcza.No i jeszcze jedna uwaga kiedyś siedząc przy norze w czasie cieczki strzeliłem kolejno 3 lisy z tej samej nory.Warunek nie ruszałem się po strzale a lisy wychodziły tak około 5 minut jeden za drugim. Pozbierałem i byłem ciekaw w jakiej kolejności wychodziły. Najpierw wyszedł pies potem liszka i na końcu znowu pies. Pozdrawiam

Autor: Kocisko  godzina: 09:26
Dzięki Kolego! Z pewnością jeszcze tam uderzę a i dziś brata podeślę coby poszukał przy norach. Myślałem o tym już wczoraj ale sądzę że , jak mówią Francuzi, "marneszanse". Lis zestrzelany komorowo-pewnikiem wszedł kawałek i padł. Oczywiście pochwalę się co i jak z poszukiwaniami. JAkby moja jagdtereierka była sprawna to pewnie bym go miał-potrafiła wyciągać z nor takie postrzałki. Co do 2 to myślę że nie nr srutu zawinił lecz kiepska widoczność i brak optyki. Miałem pod ręka sztucer ale uparłem się jak łysy na grzebień że strzelę śrutem. No i ot:( Sprawdzałem pokrycie na tropie-było super. Wydaje mi się że go dołowałem. Wczorajsze warunki pogodowe raczej nie sprzyjały długiej zasiadce-raczej po 1szt zrezygnowałbym:) Dzięki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: Kocisko  godzina: 10:01
Dzięki Kolego! Z pewnością jeszcze tam uderzę a i dziś brata podeślę coby poszukał przy norach. Myślałem o tym już wczoraj ale sądzę że , jak mówią Francuzi, "marneszanse". Lis zestrzelany komorowo-pewnikiem wszedł kawałek i padł. Oczywiście pochwalę się co i jak z poszukiwaniami. JAkby moja jagdtereierka była sprawna to pewnie bym go miał-potrafiła wyciągać z nor takie postrzałki. Co do 2 to myślę że nie nr srutu zawinił lecz kiepska widoczność i brak optyki. Miałem pod ręka sztucer ale uparłem się jak łysy na grzebień że strzelę śrutem. No i ot:( Sprawdzałem pokrycie na tropie-było super. Wydaje mi się że go dołowałem. Wczorajsze warunki pogodowe raczej nie sprzyjały długiej zasiadce-raczej po 1szt zrezygnowałbym:) Dzięki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: jurek123  godzina: 10:10
Dlatego na zasiadkę kapitalny jest kolimator ,strzela się precyzyjnie jak ze sztucera,no i człowiek najeżdża kropką na cel bez zastanawiania sie .Mam zamontowany na boku Iż 27 i ręczę za jego skuteczność .Wystarczy że lewym okiem widać sylwetkę lisa nawet bardzo słabo. Pozdrawiam

Autor: Kocisko  godzina: 11:03
Z pewnością kolimator pomógłby. "Przymierzam" się do trójlufki więc sprawa takich zasidek bedzie rozwiazana z technicznej strony. Bieda tylko ze zapowiadają odwilż od jutra:( Jakby śnieżek poleżał troszku to jakiś rudy trafiłby do kuśnierza. A propo's kuśnierza: wczoraj czatowałem ubrany w lisią papachę. Wszystko mi w końcu przewiało oprócz głowy. idąc do auta musiałem zdjąć czapę bo już się przegrzałem. Natura umie stworzyć dobrą osłonę dla organizmu.

Autor: jurek123  godzina: 11:32
Tych lisich czap mam dwie z czego od kilku lat żadnej nie noszę bo zamieniłem na dwie inne a mianowicie baranie. Poprawiałem sobie przed kilku lat kożuszek u kuśnierza na taki bardziej nowoczesny w kroju i zauważyłem że szyje piękne czapki z daszkiem.Zamówiłem czapkę którą mi uszył razem z kożuchem ,wszystko z moich skór .Jak przymierzyłem czapkę powiedziałem kuśnierzowi że przyjadę na drugi dzień by uszył mi podobna trochę masywniejszą i z takimi olbrzymimi nauszkikami do wiązania pod brodę. Kuśnierz się przeraził że ta pierwsza mi się nie podoba ale wyjaśniłem w czym rzecz. No i mi uszył. Nie sp[odziewałem sie że po zawiązaniu tego pod brodą i zakryciu prawie połowy policzków trudno będzie wytrzymać bo tak gorąco.Od tego czsu moja baranica z daszkiem jest gwarantem że nigdy jeszcze nie zmarzłem. Pozdrawiam

Autor: Kocisko  godzina: 12:04
Zgadza się baranica jest super. Zresztą wystarczy popatrzeć na "myśliwych na starej fotografii"-na zimowych łowach prawie każdy w baranim kożuchu, czasem do kostek. I w takiejż czapie. Podobno równie ciepłe są wilczury. Dwóch moich kolegów dużo polujących zimą kilka ładnych lat opierało się moim namowom na futrzaną czapę. W tym roku jeden sobie sprawił z jenotów a drugi czym prędzej szyje z lisa. Jednak "narciarki" się nie sprawdziły:) A jeszcze inny kolega lubiący ciepełko uszył sobie z ustrzelonych w ciągu minionych 2 sezonów piżmaków kamizelę pod kurtkę. Jeszcze przemysliwuje o lisim anoraku na zasiadki.