|
|
Środa
04.05.2016nr 125 (3930 ) ISSN 1734-6827 Hyde Park Corner Temat: DOBRY POMYSŁ. Autor: Jarek Dudek godzina: 00:16 Czy Leszek Kowalski mógłby napisać mi i moim kolegom pilnujacym zasiewów dlaczego ma nas za "DURNI"? Darz Bór! Autor: lux godzina: 00:55 Fajny pomysł Leszku ;) Ja mam taki dylemat. Spotkała mnie kiedyś taka sytuacja na polowaniu, co prawda uwieńczona trofeum, ale po dziś dzień przywołuje ona wątpliwości czy do końca zachowałem etyczna postawę w trakcie tzw. regulaminowego 'pozyskania'. Zasadziłem się na drapieżnika, bardziej na lisa niż jenota. To był sierpień. Usiadłem ok. 20.00 na wzgórzu nieczynnego żwirowiska porośniętego gęstym chaszczem i samosiejką akcji, tak na skraju, jakieś 5m od narożnika tej remizki. Przede mną roztaczał się wspaniały widok "z górki" na rżysko po rzepaku, a po lewej, po pszenicy. Właśnie na tych przejrzystych polach oczekiwałem lisów, które jak zawsze pojawiały się znikąd ;) Gdzieś w dali dochodziły odgłosy pracujących kombajnów. Dzień powoli się uciszał, tak, że ptasi śpiew zdominował fonię pięknie zapowiadającego się wieczoru. Słońce gasło na zachodzie w kolorze czerwieni. Błękit nieba tracił blask dnia i ubierał się powoli w granat letniej nocy. W dali horyzontu swe atrakcyjne kształty wyraźnie wypinało Przedgórze Kaczawskie. Widoczność była bardzo dobra. Każdą niemalże wioskę w panoramie odznaczała strzelista wieża miejscowego kościoła. Z tego wzgórka na oku miałem obrys prawie 2 powiatów przylegających do owego pasma. Prawie zapomniałem, że przyszedłem na polowanie, bo takie wzruszenie tym pejzażem mnie naszło, że rozsiadłem się wygodnie w turystycznym krzesełku z oparciem, a dubeltówkę położyłem sobie w poprzek na nogach, i zamroczony tym widokiem, gapiłem się w dal jak w seansie u Kaszpirowskiego. Nagle, zza pleców usłyszałem szelest, idealnie dopasowany do hałasu jaki robi wokół siebie lisek. Zdążyłem tylko odwrócić głowę w lewą stronę, by natychmiast w odległości 5m obok mnie, spostrzec na miedzy liska, który w bezwietrzny wieczór zdawał się być całkowicie wyluzowany i spokojny, bo nawet nie spojrzał w moją stronę. Kamiennym spojrzeniem lustrował ten sam pejzaż co ja chwilę temu. Ja w żołnierskim "w lewo patrz" z bronią na kolanach, wygodnie rozłożony w krześle, a lis obok mnie, jak w szeregu w pozycji "na przód patrz". Klatka stop. Ani ja, ani on bez żadnego głupiego ruchu. Ja na lisa, lis na Pogórze Kaczawskie. Myślę. Może szybko się na siedząco złożę i oddam strzał w lewą stronę? Ale jak? Musiałbym swój krzyż mocno nadwyrężyć, by jako taką postawę strzelecką przyjąć. Nim to przeanalizowałem, moja dłoń ściskała już kolbę, a palec dotykał spustu. Kciuk ślizgał się po przekładni zabezpieczenia. Nic. Cholera. Nie ma szans na strzał. Pomyślałem, że popatrzę na zwierza z bliska, po podziwiam jego futro i jakoś potem w popłochu się rozstaniemy... Wtem lisek nie odrywając spojrzenia z głębi wspaniałej dali, przyjął wygarbioną pozycję, zadarł kitę i ścisnął żebra, by wspomóc perystaltykę jelit, z których musiał wypróżnić to czym nażarł się wcześniej. Może teraz szybki skład - pomyślałem, ale coś mnie tknęło - może niech skończy? broń nadal na kolanach, lufy skierowane w stronę lisa, palec na spuście... Zdążę? Cholera. Chyba nie. Może dam mu szansę, skończy, to odejdzie ciut dalej, a ja się poskładam. A on nagle, nie zmieniając swej pozycji odwraca spojrzenie w moją stronę. Nie, no teraz nie ma co kombinować. Na pewno nie zdążę się złożyć - upewniłem się w przemyśleniach. Jedyne co w tym ułamku sekundy jeszcze przez głowę mi przeleciało, to to, czy jak oddam strzał trzymając dubeltówkę na kolanach, to poradzę sobie z odrzutem. Lis, nadal w bezruchu, jakby go zatwardzenie całkowicie sparaliżowało, ale to, że zaraz skoczy w ucieczkę było już pewne. Mija 45 setna sekundy - nie ma czasu na analizę. Ściskam bocka na kolanach, intuicyjnie kierując lufy w stronę rudzielca, strzał... i... w końcu się wydefekował. Konkretnie. Kał lisa znalazłem jakieś 1,5m od niego. No właśnie. Czy powinienem mu dać skończyć? Czy może zwrócić uwagę, żeby na załatwienie tej potrzeby znalazł sobie ustronniejsze miejsce? Czy może powinienem czuć się usprawiedliwiony, że ten lisek był już 8 z kolei strzelonym drapieżnikiem na tym samym żwirowisku, gdzie niegdyś bytowały dzikie króliki... Sam nie wiem. Autor: PeBe godzina: 01:42 lux, Tak prawdę powiedziawszy to oddawanie kału jest dość ważnym elementem egzystencjonalnym. Pomogłeś mu się rozluźnić, to dobrze, pytanie tylko: czy nie za bardzo? Summa summarum rozwiązało to jego problemy życiowe w tej i innych kwestiach. PS. Tak by postawić kropkę nad "i" - A dałeś mu papierek do podtarcia? Autor: cypis111 godzina: 07:19 dokładnie podobną sytuację Lux przeżył mój znajomy który siedział na drabince przy norach Zlazł bo musiał i przycupnięty , zajęty swoją robotą oddał strzał do lisa zmierzającego prosto na nory czyli na niego... Finał bowiem po strzale był zaskakujący , bu musiał kupę liści nagrabić żeby podetrzeć tyłek , gdyż wylądował w swojej kupie. Często opowiadał to zdarzenie. Żona jednak mu wybaczyła brudne kalesony gdyż w latach 70-tych za skórkę z lisa kupiła mu wiele nowych Autor: I G O R godzina: 08:12 ad.Jarek Dudek Bardzo jestem ciekawy odpowiedzi jaką otrzymasz . ps. Oczom nie wierzyłem jak czytałem to co napisał Kowalski Leszek !!! cyt...a umnie leje jak z cebra, zimno jak jak na syberii wychylić nosa za drzwi się nie chce a durna młódź myśliwska pilnuje zasiewów. Autor: 28rafal godzina: 08:36 Jarek Dudek ,,ponieważ w tym czasie mogliście, wydoić krowy,,posprzątać gospodarstwo, wyrzucić gnój. Wszystko pod dachem. Gospodarz kielicha by nalał, a gospodyni na odchodnym, pajdę chleba i butelkę mleka, dla dzieci, w kieszeń by wcisnęła. Autor: Kowalski Leszek godzina: 10:09 Lux dla mnie bomba i rozgrzeszenie u mnie dostajesz wszak drapiżniki u mnie również posiadają bezwzględne "pierwszeństwo" IGOR i Jarek Dudek, gdybym napisał że mądra młódź to odzewu by nie było, a tak proszę bardzo. O mnie też tak mówiono kiedy byłem młody, dziś ze stoickim spokojem i szklaneczką dobrej nalewki mogę sobie pozwolić na takie teksty, wszak oni wiedzą że lepszego kolegi nawet ze świecą nie znajdą:-):-)) Ps. Lux, pomysł tego tematu to nadał kolega Jooopsa, ale zaczyna mi się bardzo podobać. Autor: ricardo godzina: 10:32 cypis 111, nie było jeszcze wtedy papieru toaletowego, czy był reglamentowany? Autor: Kris knieja godzina: 10:44 Db! Kol.Jarosław Dudek nie wiem czy wiesz jest coś takiego jak bezsilność /bezradność.Tonący brzytwy sie chwyta 😊 moim zdaniem wczorajsza pogoda to bajka jeśli chodzi o zasiadkę na dziczka😊wystarczyła mi koszula i polar nie zmarzłem zaś piekny,delikatny wiosenny deszczyk dodał wspaniałej otoczki i kwintesencji polowaniu.Ta durna młódź myśliwska udowadnia ,ze mozna pilnować zasiewów z bdb.efektem ( dwa dziki w dwie godzinki) i co najważniejsze nie spać po wnękach a po zakończonym polowaniu rozwieszać sznury przechadzając sie z pieskiem i rzucając przy tym petardy.Nie wiem czy pamiętasz kol.Jarosławie w tamtym roku pilnowano naszej Korei bardzo skrupulatnie.Wyjeżdżono myślę,ze ponad 100l ON a w efekcie tylko za dwa kawałki zapłaciliśmy ponad 20.000zł. Nie wspomnę o reszcie ktora została nam odpuszczona .Tak na dzien dobry spokojnie 50.000zł bez dyskusji😊😊😊.Nie przejmuj sie Jarosław bajko- pisarzami bo bracia Andersen przy nich to małe płotki.Darz bór Autor: Kris knieja godzina: 11:15 P.s.bracia Grimm😊 Christian Andersen pisał chyba sam.Darz bór! Autor: cypis111 godzina: 14:07 ricardo Papier toalentowany nigdy nie był reglamentowany Przynajmniej za mego zycia. Ale nikt normalny nie zabiera rolki papieru do łowiska mając na uwadze posiedzenie we własnej kupie -;) Autor: ricardo godzina: 14:21 Nie było czegoś takiego, makulatura za papier? Autor: mam nick jak nikt godzina: 14:24 @ricardo Było, ale na odwrót :) Autor: ricardo godzina: 14:44 mam nick jak nikt, hehe też. Tak było, worki z cementu wykorzystane , nawet stare portki. Autor: Milosnik OHZ godzina: 16:41 O jaaa... |