Środa
15.07.2015
nr 196 (3636 )
ISSN 1734-6827

Dyskusje problemowe



Temat: Farsa "przszczelaniowa"

Autor: knieja80  godzina: 09:25
a.kry to co napisalem dotyczylo wlasnie takich madrali jak ty lalkami baw sie sam jak ci to frajde sprawia

Autor: a.kry  godzina: 12:55
Bo uwazasz, ze jusz dorosles ?

Autor: Lesław1  godzina: 13:05
a.kry. A tak na prawdę i pokrótce to o co ci chodzi ?

Autor: a.kry  godzina: 15:18
O to, ze jak ten papier zacznie obowiazywac - bedzie granda. I jak po wrzuceniu goooona do wentylatora niektorzy beda musieli czyscic mundurki. Kto ma odrobinie wyobrazni - wie dlaczego. Reszte po prostu pokaze samo zycie...... take it easy......:)))))

Autor: nacomito  godzina: 22:38
Pewnie nie powinienem się odzywać, bo co ja mogę wiedzieć?! Ani nie posiadam takiej wiedzy i inteligencji jak tu piszący, ani lekkości pióra, ani też nie strzelam przed sezonem zbiorówek po kilkaset strzałów nie tylko z wielko-, ale nawet z mało - kalibrówki i o zgrozo z wiatrówki też nie! Mimo to spróbuję. Podzielam pogląd tych Kolegów, którzy uważają, że proponowane regulacje nie mają sensu. Żaden papier potwierdzający sprawność i celność broni nie spowoduje, że użytkujący tę bron myśliwy nie będzie pudłował i "produkował" postrzałki! Zdany na strzelnicy "do papieru" egzamin również nie gwarantuje tego, że świetny "strzelnicowy" strzelec, nigdy nie spudłuje do zwierza ( lub go rani). Czy zatem nie powinniśmy trenować na strzelnicy?! Owszem powinniśmy i to jak najwięcej! Ale nie powinniśmy z tego robić warunku dopuszczenia do polowania. Jeżeli mają polować tylko wybitni "strzelnicowi" strzelcy, to zaostrzmy kryteria zdawania egzaminu strzeleckiego dla kandydatów na myśliwych. Ale wprowadźmy także jakieś sposoby szkolenia strzeleckiego tychże kandydatów. To co jest teraz, to farsa. To jak, mawiał mój kolega z wojska, nie jest nawet pozoracją szkolenia - "to pozoracja, pozoracji!". A co z nami, którzy już są do strzelania dopuszczeni, bo egzaminy dawno pozdawali? ( nota bene ja i moi starsi koledzy takiego, strzeleckiego, nie zdawali!). Mamy tracić to prawo, bo po kilkudziesięciu latach polowaczki, okaże się, że nie potrafimy trafić w pomarańczowy krążek, lub kawałek papieru na sznurku?! Może tak powinno być, ale mnie to jakoś nie przekonuje. Strzelam na strzelnicy zawsze, jak tylko mam okazję. Kozioł i lis mnie nie rajcują, żaden problem zaliczyć. Śrut - inna bajka. Na kręgu czy osi, po kilku strzałach, rzutki się rozpadają (nie za często, ale jednak), za to na przelotach.... nigdy, NIGDY! nie trafiam!!! W czasach,gdy polowałem jeszcze na koguty, nie zdarzyło mi się wrócić z pustymi trokami. Albo czysto trafiałem, albo postrzałka aportowała psina. Gdyby moje polowanie na koguty zależało od trafień na strzelnicy, nigdy nie doznałbym piękna takiego polowania ( o smaku rosołku i pieczonego koguta nie wspominając). To jak to jest ? Może to ktoś wytłumaczyć...