Piątek
12.08.2022
nr 224 (6221 )
ISSN 1734-6827

Dyskusje problemowe



Temat: Kabaretu ciąg dalszy

Autor: Piotr Gawlicki  godzina: 00:20
A gdzie szukać jakichkolwiek uchwał Zarządu Głównego? Tu ich nie znajdziemy (dziennik.lowiecki.plhttps://www.pzlow.pl/uchwaly/uchwaly-zarzadu-glownego/). Jest, czy nie ma podstawy prawnej, nie miało nigdy znaczenia w PZŁ.

Autor: Artur Jesionowicz  godzina: 16:29
Podzielam autorstwa Piotra Gawlickiego krytyczną ocenę przekazu, z jakim Krzysztof S. Grochalski wystąpił w czerwcu br. do czytelników Łowca Polskiego. Nic dodać, nic ująć. Co do rzeczonego tekstu Arbitraż w szkodach łowieckich (dziennik.lowiecki.plhttps://www.pzlow.pl/wp-content/uploads/2022/06/12-13.pdf), refleksji nasuwa mi się więcej. Tekst zasługuje na uwagę, bowiem jego autorem jest osoba, którą samozwańczy reprezentant Polskiego Związku Łowieckiego (wolno mi tak pisać, bowiem Zarząd Główny nie przedstawił dotąd masie składkowej swojej uchwały, kwestii powołania Sądu Arbitrażowego dotyczącej) namaścił na prezesa tegoż sądu. Pisze ten prezes / nie prezes m.in. tak: „Skoro nie ma realnej możliwości zmiany modelu odszkodowań łowieckich w celu wyeliminowania wad systemu aktualnie funkcjonującego, pozostaje wypracowanie takich rozwiązań, które będą ograniczać konflikty pomiędzy rolnikami a myśliwymi i jednocześnie ograniczą odpowiedzialność odszkodowawczą Zrzeszenia [...]” , wyjawiając tym samym rzeczywisty cel całego przedsięwzięcia. Inaczej mówiąc, nie chodzi w tym wszystkim o to, aby zrobić dobrze kołom łowieckim czy rolnikom, a... Polskiemu Związkowi Łowieckiemu. Dokładniej rzecz określając, jego wierchuszce. „Przepisy Kodeksu postępowania cywilnego dopuszczają możliwość arbitrażu w każdym sporze o prawa majątkowe, z wyjątkiem spraw o alimenty. Oznacza to, że sprawy o zapłatę odszkodowań łowieckich mogą stanowić przedmiot arbitrażu” . Nie do końca. Właściwy na tę okoliczność zapis Kodeksu postępowania cywilnego posiada brzmienie następujące: „Art. 1157. Jeżeli przepis szczególny nie stanowi inaczej, strony mogą poddać pod rozstrzygnięcie sądu polubownego: 1) spory o prawa majątkowe, z wyjątkiem spraw o alimenty; 2) spory o prawa niemajątkowe, jeżeli mogą one być przedmiotem ugody sądowej”. „Istotą sądownictwa polubownego (arbitrażowego) jest jego maksymalne odformalizowanie, a jednocześnie maksymalna profesjonalizacja orzekania. W efekcie zainteresowane strony mogą poddać zaistniały spór – co do zasadności odszkodowania i jego wysokości – nie zawodowemu sędziemu, który i tak zmuszony jest zasięgnąć opinii biegłego z zakresu szkód łowieckich, ale od razu biegłemu, który wystąpi w sprawie w połączonej roli biegłego, mediatora i sędziego, czyli arbitra. Skróci to w sposób oczywisty drogę dochodzenia do ustalenia, czy w danym stanie faktycznym odszkodowanie jest należne, a jeśli tak, to w jakiej wysokości. Wyrok sądu polubownego nie podlega zaskarżeniu do drugiej instancji. Tym samym zostaje wyłączona procedura odwoławcza i związany z tym czas rozpatrzenia apelacji. Pan Krzysztof S. Grochalski niby pisze tu prawdę, ale pomija niezwykle istotny element całego procesu. Zaglądamy do Kpc, a tam co? Jajko niespodzianka: „TYTUŁ VII Skarga o uchylenie wyroku sądu polubownego Art. 1205. § 1. Wyrok sądu polubownego wydany w Rzeczypospolitej Polskiej może zostać uchylony przez sąd wyłącznie w postępowaniu wszczętym na skutek wniesienia skargi o jego uchylenie, zgodnie z poniższymi przepisami”. Zapisy art. 1206 – 1215 są niemniej interesujące. Polecam lekturze. Wynika z nich m.in., że skargę o uchylenie wyroku sądu polubownego wnosi się do sądu apelacyjnego „w terminie dwóch miesięcy od [...]”. Potem przysługuje jeszcze skarga kasacyjna: „Art. 1208 § 3. Od wyroku wydanego w postępowaniu ze skargi o uchylenie wyroku sądu polubownego przysługuje skarga kasacyjna. Można także żądać wznowienia postępowania zakończonego prawomocnym wyrokiem w przedmiocie uchylenia wyroku sądu polubownego oraz stwierdzenia niezgodności z prawem prawomocnego wyroku wydanego w tym przedmiocie”. „Z drugiej strony wyrok sądu polubownego jest tytułem egzekucyjnym” . No, znowu nie do końca. Co prawda pan Grochalski potem się poprawił i rzecz uzupełnił, ale nie każdy zapewne doczytał: „Poprzez maksymalne odformalizowanie procedury dowodowej, przy jednoczesnej gwarancji praw stron postępowania, dojście do wyroku będzie relatywnie szybkie w stosunku do wielomiesięcznego sporu sądowego”. Ani takie szybkie, ani takie tanie, ani w ogóle takie proste, jak pan Grochalski to sugeruje. „Wyrok arbitrów będzie podlegał wykonaniu w trybie egzekucji komorniczej po nadaniu mu przez sąd klauzuli wykonalności, co jest procedurą szybką, tanią i stosunkowo nieskomplikowaną” . O „uznaniu i stwierdzeniu wykonalności wyroku sądu polubownego lub ugody przed nim zawartej”, mowa jest w zapisach art. 1212 – 1217. I w takim przypadku sprawa trafia do sądu apelacyjnego. Co równie ważne, „stosuje się odpowiednio przepisy o apelacji”. Jak dowiadujemy się z analizy tej części Kpa, sąd apelacyjny może... odmówić uznania albo stwierdzenia wykonalności wyroku w wyszczególnionych przypadkach. Jakie by nie było „postanowienie sądu apelacyjnego w przedmiocie uznania albo stwierdzenia wykonalności wyroku sądu polubownego wydanego w Rzeczypospolitej Polskiej lub ugody przed nim zawartej”, przysługuje zażalenie do innego składu tego sądu. Reasumując, powtórzę: „Dojście do wyroku” drogą arbitrażu nie jest ani takie szybkie, ani takie tanie, ani w ogóle proste, jak pan Grochalski to masie składkowej sugeruje. Uwaga: Pogrubienie czcionek w cytatach jest mojego autorstwa.

Autor: Artur Jesionowicz  godzina: 16:50
A tak poza tym, kto – będąc całkowicie (a nawet tylko w miarę) zadowolonym z decyzji nadleśniczego, wydanej w trybie odwoławczym, o którym mowa w art. 46d i 46e ustawy Prawo łowieckie – wyrazi zgodę na ponowne rozpatrzenie sporu, tym razem przed obliczem lisiakowo-szmulewiczowego Sądu Arbitrażowego? No, kto?

Autor: Piotr Gawlicki  godzina: 18:42
Prezes Krzysztof Grochalski swoim tekstem w ŁP namawia zarządy kół, żeby w przypadku niekorzystnej decyzji nadleśniczego wydanej w trybie odwoławczym, skorzystały z sądu arbitrażowego, a nie sądu powszechnego. Rolników nie namawia w mediach i na stronach rolniczych, z tego samego powodu, z jakiego namawia myśliwych. A powód jest prosty i wskazał go w tekście artykułu Kolega Artur, cytując Krzysztofa Grochalskiego, który zapędził się chyba trochę za daleko, zachwalając w swoim artykule rozwiązania wprowadzone przez Sąd Arbitrażowy, które ... ograniczą odpowiedzialność odszkodowawczą Zrzeszenia, czyli de facto wszystkich należących do niego myśliwych.... Tłumacząc z polskiego na nasze, jak sprawa trafi do Sądu Arbitrażowego pod prezesurą Krzysztofa Grochalskiego, to kołom zmniejszane będą szkody i więcej oszczędzą, a tym samym rolnicy więcej stracą. Ciekawe, czy Wiktor Szmulewicz wchodząc z Pawłem Lisiakiem w temat Sądu Arbitrażowego w Sprawach Szkód Łowieckich był świadomy, że PZŁ chodzi o wyrolowanie rolników, a zrobienie dobrze myśliwym. Mając na uwadze promowanie w Łowcu Polskim Sądu Arbitrażowego, jego prezes Krzysztof Grochalski przemilczał jeden szczegół, który w sposób oczywisty będzie zniechęcał zarządy kół, a przede wszystkim rolników, to skorzystania z sądu polubownego. Chodzi o miejsce postępowania Sądu Arbitrażowego, którego Regulamin (www.lowiecki.pl/nowosci_pzl_dodawanie.php?act=redir&id=467) wskazuje to miejsce jako Warszawę. Wprawdzie regulamin pozwala zespołowi arbitrom wybrać inne miejsce rozpraw, ale jak miejsce wskazane przez jedną stronie nie będzie odpowiadać drugiej stronie, to zespół arbitrów sam wybierze miejsce jakie uzna za stosowne, co stronom może przysporzyć kosztów. Innymi słowy, składając pozew w Sądzie Arbitrażowym, powód nie zna miejsca przeprowadzania rozpraw, może domniemać, że będzie to Warszawa, albo inne miejsce gdzieś w Polsce. To wielka niedogodność Sądu Arbitrażowego w stosunku do sądu powszechnego, w którym rozprawy odbywają się w miejscu najbliższym pozwanego i powód miejsce to zna w momencie składania pozwu.

Autor: Artur Jesionowicz  godzina: 23:07
„Krzysztof Grochalski przemilczał jeden szczegół, który w sposób oczywisty będzie zniechęcał zarządy kół, a przede wszystkim rolników, do skorzystania z sądu polubownego”. Krzysztof S. Grochalski przemilczał wiele szczegółów, który w sposób oczywisty będą zniechęcały zarządy kół, a przede wszystkim rolników, do skorzystania z sądu polubownego. Kilka z nich już wskazaliśmy, pozostałe wskażemy :-)