|
|
Środa
02.09.2026nr 245 (7703 ) ISSN 1734-6827 Dyskusje problemowe Temat: Pelplin 2026 Autor: pięta godzina: 08:56 Gdyby po moim wpisie jakiego dokonałem w dniu 1.09 pojawił się jedynie wpis niejakiego pana Renegata lub pana Palca to byłoby to pół biedy byłoby to logiczne i zrozumiałe dla tych co to się zbytnio nie orientują o zawiłości "dyskusji" na tymże portalu ale ,że pojawił się wpis niejakiego forumowicza posługującego się nickiem Jeśionowicz dla niewtajemniczonych- Artur Jeśionowicz to po prostu jest strzał w ową przysłowiową dychę- najzwyczajniej mistrzostwo świata więcej przedobrzyć albo odkryć się już nie da.Owo pukanie się palcem w czoło o którym napomniał jeden z "panów " interlokutorów/ oczywiście jesli nie jest to jedna i ta sama persona / trzeba robić cały czas nie tylko w Pelplinie /o ile tam będziecie / by nie wypaść z wprawy, i to najlepiej zaraz z rana przed lustrem w domu. o ile takowe gdzieś tam jest.Ps tylko róża jakoś nie pasuje do kożucha mały aster na mundurze galowym w tłoku ujdzie i nikt tym się nie zgorszy zapewne, na uroczystościach dożynkowych też nosi się malutkie wiązanki z kilku kłosów zbóż na mundurach ,garniturach i jakoś nikomu to nie wadzi i nikt się temu nie dziwi. Tak i na Hubertusie Ogólnopolskim by to nie podpadało. Autor: Artur Jesionowicz godzina: 12:15 „mały aster na mundurze galowym w tłoku ujdzie” Pięta, Ty nadal zdajesz się nie kumać w czym rzecz. Prawie w każdym swoim wpisie wykładasz się jak na talerzu i prowokujesz do ironicznych wpisów, a potem dziwisz się, że interlokutorzy są dla Ciebie niemili. Przyjmij w końcu do wiadomości, że „mundur galowy” przywoływany przez Ciebie jest „mundurem galowym” wyłącznie w Twojej głowie i w głowach innych fanów zrodzonego dekretem Bieruta i Cyrankiewicza Polskiego Związku Łowieckiego. Strój organizacyjny PZŁ, a tym jest on w istocie rzeczy, tylko udaje mundur, żeby dodać niepoważnej organizacji powagi i pozorów władzy, ale prawnie pozostaje tylko strojem, w odróżnieniu od mundurów formacji rzeczywiście mundurowych. Takim samym jest tylko strojem jak strój przykładowo kominiarza czy sędziego oceniającego psy na wystawach. Skoro kominiarz, sędzia kynologiczny czy przewodnik PTTK potrafią nosić swój strój organizacyjny bez dorabiania do tego pagonów, gwiazdek, sznurów paradnych i udawania armii, to dlaczego PZŁ dalej trzyma się tego prl-owskiego wzorca? Potrafisz, pięta, na takie pytanie odpowiedzieć? Przyjmij też do wiadomości, pięta, że ten Twój „mundur galowy” – ze swoimi gałązkami i szyszkami na kołnierzu – to nie jest nawet żadna staropolska tradycja, tylko czysty produkt leśnej inżynierii społecznej z czasów głębokiej komuny. Przed wojną myśliwy to był gość. Zakładał elegancką, cywilną marynarkę, kapelusz i szedł do lasu. Nikomu nie przychodziło do głowy, żeby przyszywać sobie do kołnierza plastikowe igliwie, brać sznur od firanki i udawać związek z garnizonem wojskowym. Dopiero autorzy dekretów Bieruta i Cyrankiewicza wpadli na ten genialny pomysł. Komuniści panicznie bali się ludzi z bronią w ręku, więc postanowili zamienić myśliwych w karykaturalną atrapę karnego, zmilitaryzowanego wojska. A ponieważ w prawdziwej armii brakowało już gwiazdek i belek, w latach 70. stworzono dla myśliwych ich własny, „botaniczny” system stopni. I tak oto powstał ten genialny paradoks. Chcesz wiedzieć, z kim gadasz? Patrzysz na kołnierz. Jak ma skromną, zieloną gałązkę, to zwykły „szeregowy” myśliwy z koła, co to najwyżej może ambonę naprawić lub w inny sposób być na zawołanie lub na pstryknięcie palcami łowczego koła. Ale jak gałązka zaczyna błyszczeć srebrem, a potem złotem, i nagle wyrastają z niej nawet szyszki – o, to już nie są żarty! To znak, że masz przed sobą łowieckiego generała z okręgu albo nawet z samej Warszawy. Całość podwiązana zielonym sznurem z frędzlami, żeby na hucznym bankiecie nikt nie pomylił działacza z kelnerem. I dzisiaj, w wolnej Polsce, tacy jak Ty, pięta, nadal bawią się w tego botanicznego snoba. Zasłaniacie się frazesami o „kulturze”, a tak naprawdę podtrzymujecie system, w którym dorośli faceci oglądają sobie nawzajem szyszki na patkach, żeby sprawdzić, kto ma ważniejszy stołek pod tyłkiem. Czas spojrzeć prawdzie w oczy: prawdziwa kultura łowiecka to szacunek dla przyrody, etyka i umiejętności strzeleckie, a nie noszenie gierkowskiej podróbki munduru generalicji. Jeśli chcecie być – Wy, fani komuszego PeZeteŁa – nowoczesną organizacją, a nie skansenem PRL-u, czas te haftowane szyszki schować do muzeum obok legitymacji PZPR. Ja spokojnie zaczekam, kiedy do lamusa zostaną odłożone także legitymacje PZŁ Autor: pięta godzina: 13:33 Nietrudno się domyślić panie Arturze 123 albo Arturze Jesionowicz kto akurat mógłby to się kryć pod owym wymienionym nickiem.Wpisy pana pojawiają się na tymże portalu zbyt często aby akurat pan nie był kimś kto decyduje o formie i stylu owego jak to niektórzy tylko nazywają "tematycznego" portalu niby o tematyce łowieckiej kiedy myślę,że ów portal nie został stworzony po to aby łowiectwo pod kierunkiem PZŁ w Polsce deprecjonować by ono nie miało się dobrze tylko po to by podobnie jak owe wszystkie nawiedzone eko-fikołki zwalczać struktury, które stworzył PZŁ .Przeszkadzają panu oznaczenia dystynkcji na mundurach a przecież to tylko pewna forma odróżniająca ową grupę od tych ,którzy tym nazwijmy to hobby łowieckim się nie zajmują.Pan albo za mało czyta albo za mało jeździ po kraju, bo wtedy byś pan wiedział ,że w swoich mundurach galowych chodzą od 0chotniczych Straży Pożarnych oraz członkowie bractw strzeleckich tudzież i jeszcze kilku innych, i nikomu to jakoś nie przeszkadza czy owe mundury pochodzą z epoki Gierka,Bolesława Śmiałego czy towarzystwa Jezusowego tak prężnie obecnie się rozrastającego ganiającego się całymi dniami w swych zwiewnych strojach na błoniach Jasnej Góry Ale to trzeba wiedzieć a nie negować tego co jest bo akurat panu się to nie podoba, ma pan jakieś osobiste animozje .Nie wszyscy ,którzy polują mieli owe legitymacje PZPR lub byli komendantami policji,sekretarzami partii tudzież kościelnymi i pan dobrze o tym wiesz panie Jesionowicz ale pisze się aby pisać największe kłamstwo i nieprawda przy entym kolportowaniu tego staje się wkrótce prawdą objawioną i dołącza do obiegu informacji łykanej na sposób owego pelikana .Dlatego nawet jak zatknę sobie na tejże Ogólnokrajowej imprezie ów mały kwiatek astra ,który właśnie teraz jest charakterystycznym kwiatem jesieni nic złego i nieobyczajnego się nie stanie. A to czy moje wpisy w swej treści się komuś tu podobają lub nie ja o to nie dbam ,niech się śmieją ze mnie nie dbam to ten się śmieje najlepiej kto się śmieje ostatni.Najważniejsze jest to ,że w swoich wpisach nikogo z premedytacją nie obrażam i nie prowadzę wobec kogokolwiek z tego portalu stalkingu tak jak to czyni jeden z obecnych w tej wymianie zdań interlokutorów bo to już podlega pod stosowny paragraf KK i ta osoba doskonale o tym wie , a że w internecie nic nie ginie proszę o tym pamiętać..Dużo pan napisał w tym swym ostatnim poście ale pozwoli pan ,że do wszystkich owych załączników nie będę się odnosił tak zwyczajnie brak mi na to czasu w porze obiadowej liczę też na to ,że kolejnego swego wpisu nie zakończy pan owym charakterystycznym określeniem cyt; Pięta pacholę Ty moje...bo to kolejny raz nie byłoby ani śmieszne ani super inteligentne w pańskim wykonaniu. Autor: August godzina: 18:02 Jako wstępniak do poniższego tekstu przyznaję: przez ponad trzy dekady nosiłem, po równo (pół na pół), mundur żołnierza – dla jednych LWP, a potem, w wolnej Polsce, WP. Ten noszony za komuny, jak i ten niekomunistyczny nigdy mnie nie uwierał. Jakoś nigdy nie zakupiłem stroju organizacyjnego PZŁ, uważając, że to wolny, wolnościowy wybór, iż ubiorem ktoś chce się identyfikować z dowolną grupą pracowników czy hobbystów. Tekst Artura, piszącego pod pseudonimem Jesionowicz, od samego początku uderza bezpośrednio w rozmówcę. To klasyczny zabieg mający na celu zdeprecjonowanie i ośmieszenie drugiej strony zamiast prowadzenia merytorycznej dyskusji. Trudno uznać za normę sytuację, w której autor – niczym rozwścieczony portalowy szympans – celowo używa przerysowanych określeń. Sformułowania takie jak „karykaturalna atrapa”, „sznur od firanki”, „plastikowe igliwie” czy „botaniczny system stopni” mają na celu wyłącznie zdezawuowanie szacunku, jakim wielu ludzi darzy ten strój. Zamiast emocjonalnych wycieczek osobistych i prymitywnych złośliwości o „sznurach od firanek”, proponuję brutalne zderzenie z faktami historycznymi i prawnymi. To na nich – a nie na infantylnych urojeniach krytyków – opiera się tradycja polskiego łowiectwa. Po pierwsze, bezczelnym kłamstwem lub skrajną ignorancją jest twierdzenie, że jednolity strój myśliwski to wymysł komunistów z lat 50. Próby kodyfikacji ubioru i wprowadzenia dystynkcji podjęto w Polsce znacznie wcześniej, gdy o Bierucie nikt jeszcze nie słyszał. Już w 1933 roku Wydział Łowiecki Naczelnej Rady Łowieckiej zatwierdził oficjalny wzór zielonego garnizonowego garnituru myśliwskiego wraz z kapeluszem i systemem oznak. Łowiectwo w Polsce (podobnie jak w Niemczech czy Austrii) od wieków było kulturowo i personalnie powiązane z leśnictwem, które od zawsze miało charakter formacji mundurowej. Szukanie tu na siłę korzeni wyłącznie w PRL jest przejawem zwykłej, ordynarnej niewiedzy lub celową, złą wolą i manipulacją. Po drugie, nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, że strój myśliwski jest mundurem w sensie ścisłym (takim jak ubiór Wojska Polskiego). Ustawa Prawo łowieckie oraz Statut PZŁ jasno definiują go jako „strój organizacyjny”. Używanie słowa „mundur” w języku potocznym jest jednak powszechnie akceptowanym skrótem myślowym i elementem tradycji wpisanej na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Porównywanie go do stroju sędziego kynologicznego czy przewodnika PTTK to publicystyczna aberracja i kompletny absurd. Łowiectwo posiada wielowiekową, unikalną obrzędowość, ceremoniał i kulturę (w tym etykę, sygnały myśliwskie czy specyficzny język), których elementem reprezentacyjnym jest właśnie ten ubiór. Tego dziedzictwa nie da się zredukować do poziomu fartucha sędziego na wystawie psów, choćby Jesionowicz dwoił się i troił w swoich złośliwościach. Po trzecie, system dystynkcji (gałązki i szyszki) nie służy żadnemu „udawaniu armii”, jak próbuje wmawiać autor w swoim infantylnym wywodzie. Jego celem jest precyzyjne określanie funkcji w strukturach organizacji podczas oficjalnych uroczystości, co stanowi standard w tysiącach szanujących się stowarzyszeń na całym świecie. Zrzucanie całej estetyki polskiego łowiectwa na karb Bieruta i Cyrankiewicza to ordynarny publicystyczny populizm najniższych lotów. Dekrety z lat 50. brutalnie odebrały myśliwym autonomię i narzuciły komunistyczną kontrolę państwa, ale nie stworzyły od zera estetyki i tradycji, które Polacy pielęgnowali przez pokolenia przedwojenne. Czas wreszcie zacząć odróżniać polityczną historię organizacji od jej kulturowego i tradycyjnego dziedzictwa, zamiast mieszać jedno z drugim w ideologicznym amoku. Współczesna fobia wobec tradycyjnych form zielonego stroju obnaża głębokie kompleksy i totalne niezrozumienie istoty kultury organizacyjnej. Kiedy domorośli krytycy pokroju Jesionowicza próbują sprowadzić wielopokoleniowe dziedzictwo do poziomu „tanich przebieranek”, wystawiają świadectwo wyłącznie własnej ciasnocie horyzontów. Każda dojrzała społeczność potrzebuje swoich symboli. Pióro w kapeluszu czy dystynkcja na kołnierzu to nie wyraz pychy ani komunistyczny relikt, lecz element kodu kulturowego, absolutnie nieczytelnego dla ludzi pozbawionych wrażliwości historycznej. Owszem, nikt nikogo do noszenia tego stroju nie zmusza – i to jest właśnie ta wolność wyboru, o której mowa we wstępie. Jednak prostackie odmawianie innym prawa do szacunku wobec własnych barw organizacyjnych jest przejawem zwykłego, knajackiego zacietrzewienia. Próba zrównania bogatej symboliki łowieckiej z toporną estetyką komunistycznych akademii to ordynarny policzek wymierzony w tysiące uczciwych ludzi. Polski myśliwy, wkładając swój zielony garnitur na hubertowską mszę, nie składa hołdu stalinowskim dekretom. Nawiązuje bezpośrednio do etosu przedwojennych dżentelmenów, do tradycji rodowych i do tej substancji polskości, która przetrwała najciemniejsze nacieki naszej historii. Sprowadzanie tej dyskusji do poziomu rynsztokowych inwektyw i kpin z „botanicznych stopni” to ostateczny dowód na całkowity brak merytorycznych argumentów ze strony oponentów. Prawdziwa debata o łowiectwie powinna dotyczyć ochrony przyrody, etyki i rzetelnej gospodarki, a nie frustracji wyładowywanej na kroju cudzej marynarki. Tradycja bez trudu obroni się przed tą tanią nagonką – prawda historyczna zawsze przetrwa jazgot medialnych krzykaczy. Autor: August godzina: 18:02 x2 Autor: Renegat godzina: 18:19 Artur nie przekonasz pszczoły że g..wno jest lepsze od miodu a nasi adwersarze wymieszali miód z g....em i przekonują że to jedyna dostępną na świecie ambrozja a po starszych doświadczonych panach można by spodziewać się więcej rozumu.Pozdrawiam z pięknego Braszowa Autor: August godzina: 18:28 Moja próba cenzurowania wyuzdanego tekstu mija się z celem ‘’ Kto się wróblem urodził kanarkiem nie zdechnie ‘’. Pozdrawiam z pięknego Śląska Opolskiego . Autor: Renegat godzina: 18:32 Ta patrzcie i podziwiajcie pana który zdioł mundur ale mentalność mundurowa została . Autor: pięta godzina: 19:09 Kolego Auguscie bo tak do pana mogę bez żadnych zahamowań pisać DZIĘKUJĘ ZA TEN MERYTORYCZNY WPIS takich jak szanowny kolega zapewne w tym naszym Zrzeszeniu zwanym POLSKIM ZWIĄZKIEM ŁOWIECKIM JEST WIĘCEJ I damy odpór wszelakim odnowicielom naszego życia związkowego.Nie będę się upodabniał do tych ,którzy dla poparcia swych pseudo-racji posługują się cytatami lub myślami innych znanych ludzi napiszę tu swoją maksymę i chyba będzie ona podsumowaniem całej tej wymiany uszczypliwości ,których nijak nie można nazwać dyskusją oto owa myśl Pięty zapisana dla potomnych; "Z szerokim tyłkiem /można też czytać dupą / wejdziesz wszędzie ale z szerokim pyskiem i brakiem ogłady nigdzie" analogiami do tego mojego powiedzenia mogą być /polskie/ Pokorne cielę dwie matki ssie / lub niemieckie Z kapeluszem w ręku przejdziesz przez cały świat. Oddają one tę samą myśl o danym człowieku . I tak jeśli się tylko chce zawsze można coś mądrego i pożytecznego wymyślić a posiłkowanie się wypowiedziami innych nawet tych najbardziej znanych ludzi,którzy przeszli do historii osobiście uważam za pójście na łatwiznę. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję DB Autor: Renegat godzina: 19:13 Merytoryczny wpis z pominięciem istotnych faktów które czyni tę wpisy nie obiektywnymi a przez to bezwartościowymi. Autor: Palec godzina: 20:07 To fakt, zlewów i kompotów (jak ich zwią w marynarce), to w PZŁ zatrzęsienie. Po prostu kiedyś tylko oni nie mieli problemów z otrzymaniem pozwolenia na broń. Więc w "dobrym tonie", należało też polować, nieprawdaż Gucio - Auguście. Autor: Renegat godzina: 20:15 Tak było pozwolenia na broń w PRL po linii partyjnej każdy kto miał inne zdanie nie otrzymał pozwolenia a ci panowie merytoryczni próbują wmówić że było inaczej .Byt określa świadomość to takie ludzkie i stare jak świat. Autor: August godzina: 20:50 Moje kompetencje merytoryczne nie wynikają z wyssanych z palca bzdur czy obsesji rodem z mroków epoki Bieruta i Cyrankiewicza. Wiedzę o tamtych realiach czerpałem bezpośrednio z żywego przekazu – od pradziadka oraz obu dziadków, zarówno po mieczu, jak i po kądzieli. W dwudziestoleciu międzywojennym sprawa była prosta: szanujący się ziemianin – i to najlepiej dobrze urodzony szlachcic, właściciel dóbr, na których raczono organizować łowieckie uciechy – miał niemalże święty obowiązek zaprezentować się w szpeju skrojonym według najlepszych angielskich wzorców. Wyprawy myśliwskie aranżowane przez majętne sfery i arystokrację były bezwstydnie wręcz inspirowane brytyjskim szykiem. Królowały klasyczne tweedy, eleganckie bryczesy i nienagannie skrojone marynarki. Kto do tej elitarnej kasty nie należał, ten – jeśli chciał zachować twarz i otrzeć się o poprawną etykietę – musiał przynajmniej z ubiorem i leśnym drylem upodobnić się do zawodowych leśników.Co ciekawe, współczesny wyjściowo-galowy strój organizacyjny to niemalże kalka z tamtego okresu. To właśnie w burzliwych latach 20. i 30. XX wieku ukształtowało się w Polsce pojęcie zunifikowanego munduru łowieckiego, który miał jakimś cudem łączyć dumę narodową, sztywną hierarchię i głęboki szacunek do zwierzyny. Oficjalny strój, zatwierdzony w 1933 roku, bez żenady czerpał z kroju wojskowego II RP, miksując elegancję z funkcjonalnością. Do zapinania służyły ortodoksyjne guziki z naturalnego poroża jelenia, a sznury naramienne – zwane korelasami – dobitnie pokazywały, kto w tej drabinie ważności ma prawo rozstawiać innych po kątach. W takich reprezentacyjnych, łowieckich kreacjach z lubością fotografował się sam prezydent Ignacy Mościcki. Jako zapalony nemrod, uczynił z polowań w Białowieży czy Spale oficjalne salony dyplomatyczne, nadając myśliwskiemu mundurowi gigantyczny prestiż (w czym dzielnie sekundował mu generał Kazimierz Sosnkowski). Nowe Prawo Łowieckie z 1933 roku zrodziło zresztą palącą potrzebę, by każdy – od szeregowego członka koła po warszawskie władze centralne – miał na sobie jasny komunikat, jakie stanowisko piastuje. W tamtych czasach wyjście na polowanie czy choćby towarzyskie spotkanie w kapeluszu, ale bez krawata lub fularu pod szyją, uchodziło za tak potworny nietakt, że delikwent mógł od razu pakować manatki. Kolejnych renegacko palczastych idiotyzmów - nie komentuję . Autor: Renegat godzina: 21:21 Sympatyczny kolego August to wszystko co piszesz jest tyle warte ile twoja przysięga na braterstwo broni armi radzieckiej wcześniej czerwonej w obecnych czasach sam sobie oceń wartość tej przysięgi tak wiem nie było innego wyjścia takie były czasy wielu musiało składać taką przysięgę tylko większość z nich siedzi cicho i nie naprawia innych bo tak wygląda przyzwoitość. Autor: August godzina: 21:58 Renegacie, jeśli chcesz wyjść z twarzą z tego zaproponowanego przez Ciebie, skądinąd kuriozalnego, dyskursu, to po przyjacielsku radzę: zamilknij. Swoim błazeństwem i kompletną impotencją w sensownym argumentowaniu zaimponujesz bowiem wyłącznie osobom o zbliżonym do Twojego – niezwykle skromnym – potencjale intelektualnym. Komu i co przysięgałem, to sprawa mojego sumienia, zwłaszcza że moja przysięga była całkowicie pozbawiona tego żałosnego passusu o „braterstwie z Armią Radziecką”. Rozumiem, że dla Ciebie, jako rasowego renegata, koncepcja moralności i posiadania własnego zdania może być nieco zbyt abstrakcyjna, ale wyobraź sobie, że całkiem spora część składających wówczas przysięgę – dzięki kręgosłupowi moralnemu wyniesionemu z domu rodzicielskiego – po prostu pomijała ten kompromitujący fragment. No, ale do tego trzeba było mieć i klasę, i świadomość, a to – jak widać na Twoim i Palca przykładzie – towary wybitnie deficytowe. Autor: Renegat godzina: 22:12 To było tak czy nie bo nie jesteś sam z takim piętnem jest was wielu jeśli tak to nie rozliczyliscie się zPRL jak wielu myśliwych i nie tylko wasze głosy nie mają znaczenia sami siebie unicestwiliscie nic wartościowego żadnych wartości nie przekażecie następnym pokoleniom bo ich nie macie żadnego moralnego kręgosłupa dlatego eko fiko tacy skuteczni a wy jak dzieci we mgle. Autor: Palec godzina: 22:13 No, no - od Palca to trzy kroki w bok - ty "komunistyczny zlewie". I nie pal głupa z tymi twoimi "przysięgami" - bo i tak takim pomiotom komunistycznym każdy zdrowo myślący nie uwierzy - paniał.? Autor: August godzina: 22:19 Cieszy mnie że sobie ulżyliście - teraz paciorek siusiu i spać . Autor: Renegat godzina: 22:23 No ulżyło jakiś mądrala na Fejsie plakał że PZŁ dązy do samorozwiązania z tym żeby scheda trafiła we własciwe ręce brawo wy. |