Czwartek
15.03.2007
nr 074 (0592 )
ISSN 1734-6827

Dyskusje problemowe



Temat: Polowanie dewizowe

Autor: nonqsol  godzina: 17:04
Jedynym wytłumaczeniem dewizówek może być kasa. Ta dla koła. I nic więcej. Jestem jednak sceptykiem, jeśli idzie o przejęcie takiej imprezy przez koło. Oczywiście, jest parę kół, które zrobią to fachowo, bez improwizacji, bez lewej kasy dla kilku osób z koła czy ZO lub leśników. Mają też odpowiednią bazę (po co hotel, przecież uciekają pieniądze dla hotelarza), mają własnych pilotów z biegłą znajomością hiszpańskiego czy flamandzkiego (obecmu znowu trzeba zapłacić a po co się dzielić). Już przerabialiśmy zachwyty na wyrugowaniem wszelkich pośredników w handlu, usługach, kulturze a nawet wolontariacie. Skutek jest taki, że firmy pośredniczące mają się coraz lepiej ponieważ - drobiazg - mają lepsze rozeznanie rynku i potrafią z marszu zaproponować profesjonalne rozwiązania. Skoro już musimy ratować budżet polowaniami dewizowymi, to nie dziadujmy. Pozwólmy zająć się tym profesjonalistom. My możemy jeść małą łyżką. Jedząc dużą łychą, możemy się szybko zadławić:-( A drugiej strony, czy są jakieś przeszkody , aby koło założyło biuro polowań w formie spółki zoo ? Wszyscy członkowie koła mogą być udziałowcami. Byłby wilk syty i owca cała.:-) Pozdrawiam! PS A propos wilka i owcy... H.Jagodziński Wilk syty i owca cała, bo koza zjedzona została.

Autor: Jenot  godzina: 18:13
Ad nonqsol Interesuje mnie jedna sprawa. Czy tłumaczem na polowaniu dewizowym, może być każdy, kto ma dany język obcy, opanowany w pewnym stopniu ? Czy też wymagany jest tłumacz z odpowiednim potwierdzeniem jego kwalifikacji ? Chodzi mi o rzeczowe, dokładne tłumaczenie, wszelkich ustaleń przed rozpoczęciem polowania i w trakcie jego trwania. Tak by nie było jakiś nieporozumień i związanych z nimi pomyłek. Pozdrawiam DB

Autor: nonqsol  godzina: 18:43
Ad Jenot. Futrzaku przemiły, nie mam zielonego pojęcia :-). W przypadku niemieckiego znalezienie tłumacza z dyplomem lub bez problemu nie stanowi. Gorzej z hiszpańskim, flamandzkim czy nawet francuskim. Podejrzewam, że przepisu na to nie ma. Obowiązuje pewnie zdrowy rozsądek. Byłem świadkiem (nie na polowaniu lecz na kursie) gdzie panienka z dyplomem próbowała robić za tłumacza. Tragedia. Uratował kurs kolega na rok przed emeryturą, który dyplomu z niemieckiego nie miał, ale miał biegłą znajomośc języka łącznie z fachowym nazewnictwem co było najważniejsze. Pozdrawiam!

Autor: Pyza  godzina: 20:49
Jenot, musi miec licencję pilota wycieczek. Czasem biuro, po znajomości zatrudnia ludzi, po prostu ze znajomością języka ale wtedy się modli, żeby nic się niespodziewanego na takiej imprezie nie wydarzyło. Nie jest wymagane, aby tłumacz był biegły w terminologii myśliwskiej, chociaż jeśli który ambitny, to po pierwszym, drugim polowaniu będzie miał większość słówek w małym paluszku. Ja przyznaję sie bez bicia, że mi trochę nadal kuleje słownictwo dotyczące broni (gwintowane, gładkie, etc) ale i tak sobie radzimy bez problemu. Pozdrawiam, DB Pyza ps. A żeby mieć licencję pilota wycieczek, trzeba po kursie zdać egzaminy - w tym również właśnie z języka obcego (na poziomie TELC B2).

Autor: LeonUA  godzina: 21:10
W paraktyce wyglada to tak ze zatrudnia kogos kto ma papiery pilota wycieczek lub papiery jezykowe. Czasami biura robia sobie przeszkolenia wewnetrzne na ktorych sprawdzaja kompetencje pilotow- tłumaczy i wtedy wystawiaja im jakis papierek ktory jest"podkładka" jakby co. Generealnie posiadajac paiery pilota wycieczek ( jakichkoleiek) lub paiery tłuacza danego jezka powinno przejsc bez problemu. To co Pyza pisze czasem w niektorych biurach jest rutyna . Np zatrudnia sie corke Nadlesniczego OHZ gdzie organizujeie polowanie i to jest ten przypadek gdzie wilk syty i drugi wilk tez syty. heheheh