Piątek
04.01.2008
nr 004 (0887 )
ISSN 1734-6827

Dyskusje problemowe



Temat: prowadzacy polowanie

Autor: Jeger  godzina: 00:08
W żadnym wypadku. Jesli w miocie jest naganka, żaden idący z nią myśliwy nie może strzelać, a broń powinien mieć rozładowaną. Widać Wasz prowadzący ma ułańską fantazję...:) DB Jeger

Autor: ósmak  godzina: 09:21
Jeśli w miot wchodzi tylko podkładacz - myśliwy, można dopuścić prawo strzału. Jednak w opisanej sytuacji, jaką kol. KOLIBER opisuje nie ma takiej możliwości. Przepraszam, że nie podaję wykładni prawnej, ale nie mogę sobie przypomnieć, "gdzie ja to wyczytałem" (w "regulaminie" tego nie widzę w tej chwili). Jednak jestem pewien, że tak to właśnie wygląda. Po prostu istnieje ryzyko w związku z przebywaniem w miocie kilu osób, które mogą się wzajemnie wystrzelać. DB

Autor: RaDZIK  godzina: 09:27
ROZPORZĄDZENIE MINISTRA ŚRODOWISKA z dnia 23 marca 2005 r. w sprawie szczegółowych zasad i warunków wykonywania polowania oraz obowiązku znakowania. [Dz.U.2005.61.548 z dnia 15 kwietnia 2005 r.] § 34.1. Na polowaniu zbiorowym na zwierzynę grubą prowadzący polowanie może obsadzić myśliwymi stałe miejsca przechodzenia zwierzyny, w tym także z boków i z tyłu pędzenia. 2. Jeżeli myśliwy lub myśliwi spełniają w danym pędzeniu rolę naganki, obowiązuje ich bezwzględny zakaz strzelania z uwzględnieniem ust. 3, a broń muszą mieć rozładowaną. 3. Jeżeli nagankę stanowią wyłącznie jeden lub dwóch myśliwych korzystający z psów, prowadzący polowanie może zezwolić jednemu lub obu na strzelanie podczas pędzenia wyłącznie do dzików. I wszystko jasne

Pozdrawiam serdecznie całe Forum www.lowiecki.pl _____ NIECH WAM KNIEJA SZCZODRZE DARZY !!! _____



Autor: Juras  godzina: 11:06
koliber .. jest tez napisane , że '' Prowadzący polowanie może nie brać udziału w losowaniu stanowisk; w takim przypadku, po rozprowadzeniu ma obowiązek zająć stanowisko za ostatnim z rozprowadzonych myśliwych.'' bo to chyba Cie najbardziej interesuje z tego co czytam. DB juras

Autor: koliber  godzina: 11:36
Dziekuje za wykladnie prawne. Przyznam sie ze kilkakrotnie zwracalem uwage prowadzacemu ze moim skromnym zdaniem nie ma prawa do oddania strzalu w miocie,jak dotad pozostaje to bez echa.Oby nie doszlo do najgorszego. Dziekuje i pozzdrawia D.B. Koliber.

Autor: szyper  godzina: 19:02
Kolego koliber Trochę nie bardzo wierzę w Twoją wersję o udziale prowadzącego polowanie w wyrywkowym włączaniu się do nagonki w przypadku atrakcyjnych miotów. A już całkiem niewiarygodnie brzmi, iż wówczas strzela "do czego dusza zapragnie". Nie wiem jaki masz staż łowiecki, ale uważam, że raczej niezbyt długi. Kolego koliber - są takie trudne mioty w których przy braku słońca czy wiatru, przy mglistej pogodzie, przy braku jakichkolwiek charakterystycznych punktów w miocie, tylko ten prowadzący polowanie (jako najlepiej znający łowisko) może skutecznie go przepędzić. A dla myśliwego stojącego na linii, kiedy naganiacz (prowadzący) ,sprawnie po kilkudziesięciu minutach wychodzi na linie myśliwych, tam gdzie powinien, przeczesawszy uprzednio pędzony miot, wydaje się to całkiem oczywiste, że tak powinno być. A przy takim myśleniu już tylko krok o posądzenie go o niecne zamiary. I mógłbym przytoczyć wiele przykładów kiedy naganka była odszukiwana przez godziny, nawet obecnie w dobie telefonów kom. Sam byłem tego przykładem na polowaniu noworocznym, jak trzeci raz trafiłem na swoje ślady. A poszedłem w miot z przekonaniem, że znam go dobrze. I w/g mnie chwała takiemu prowadzącemu, który dla dobra innych uczestników polowania zgadza się pełnić rolę naganki. A co się tyczy strzelania przez prowadzącego "do czego dusza zapragnie" to inna bajka. Ponieważ jak piszesz ,jest to w Twojej ocenie proceder nagminny, to czy dla uwiarygodnienia tego faktu, mógłbyś przytoczyć przykłady strzelonej w takich przypadkach, przez niego zwierzyny. Pozdrawiam DB szyper

Autor: WIARUS  godzina: 19:19
szyper W żadnym przypadku cyt: - "chwała takiemu prowadzącemu, który dla dobra innych uczestników polowania zgadza się pełnić rolę naganki. "' , gdyż jego miejsce w sytuacji gdy nie losuje kartki stanowiskowej ustala rozporządzenie MŚ , które cytował Juras. Postępując tak nawet dlatego jak to starasz się wytłumaczyć łamie przepisy zamiast ich przestrzegania być przykładem i wymagać przestrzegania od innych, zgodnie z uprawnieniami prowadzącego polowanie!!! Pozdrawiam. Darz Bór

Autor: ósmak  godzina: 19:50
Dzięki kol. RaDZIK za szybką reakcję :) Nie miałem w ciągu dnia czasu, żeby poszukiwać konkretnego artykułu i ustawy (lub rozporządzenia), ale wyjaśniłeś wszystko. Przepis prosty w interpretacji, więc jakikolwiek komentarz uważam za zbędny. Jeśli prawdą jest to, co pisze kol. KOLIBER jest prawdą, to cała sprawa podlega pod postępowanie dyscyplinarne. Jeśli strzelanie do wszystkiego, "czego dusza zapragie" będziemy rozumieli w sposób potoczny to mamy również do czynienia z nielegalnym pozyskaniem zwierzyny, co podlega pod odrębny paragraf. Nie może być równych i równiejszych wobec prawa, nawet jeśli prowadzący to członek zarządu, lub jakiś miejscowy prominent. Dla politycznie wyczulonych - nie popieram PiS'u :-) Ad. SZYPER - w moim kole czasem się zdarza, że w niektóre mioty wchodzi prowadzący, ale nie było sytuacji, żeby strzelał (wyjątek stanowią te polowania, które prowadzi kolega, który jednocześnie jest podkładaczem). Sytuacja, którą opisał KOLIBER jest sama w sobie nieprawidłowością (naganiacze + myśliwy z prawem strzału w miocie). Co do reszt można polemizować DB ósmak

Autor: Jeger  godzina: 20:52
ad. szyper Nie bardzo rozumiem Kolego, o czym piszesz. Prowadzący polowanie ma za zadanie poprowadzić polowanie skutecznie, bezpiecznie i zgodnie z prawem. I wszystko to ma być zrobione z głową, ze spokojem, z wcześniej opracowanym planem. Planem, który powinien być omówiony z drugim prowadzącym (jeśli taki ma być), z kierownikiem naganki (ewentualnie kierownikami), a także z innymi naganiaczami (jesli to możliwe). I tyle. Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby prowadzący polowanie wchodził w miot i naganiał, nawet jeśli nie ma broni. A niech się przydaży wypadek, niech ktoś kogoś postrzeli itp... I co...? Kto odpowiada za akcję ratowniczą...? Prowadzący polowanie, który w tym czasie idzie na czworakach pod świerami w nagance w OP1 i nic nie słyszy...? Głupota, głupota, głupota...:( Prowadzący polowanie na polowaniu zbiorowym powinien być generałem i powinien wszystkimi drygować jak w wojsku. Naganka powinna być taka, że wie jak iść. Prowadzący nie powinien sie mieszać w pracę naganki własnym uczestnictwem - co najwyżej może ją op.... Jest pewna sztampa, której na polowaniu zbiorowym nie powinno się łamać... A jak prowadzący ma przerost pasji łowieckiej, ewentualnie ambicji, i chciałby na polowaniu zbiorowym być jednocześnie prowadzącym, myśliwym, naganką, a czasami i psem, to zarząd koła powinien się poważnie zastanowić, czy takiemu koledze powierzyć prowadzenie polowania zbiorowego... DB Jeger

Autor: szyper  godzina: 21:44
Masz ( jak zawsze ) całkowitą rację WIARUS Prowadzący i nie losujący stanowiska powinien zająć je na końcu linii. I w każdej sytuacji, kiedy prowadzący zamiast zająć to miejsce, idzie w nagonkę, jest naganne. Tak jest w oczywistych sytuacjach. Ale jakie powinien zająć stanowisko prowadzący, kiedy w świetle : § 34.1. Na polowaniu zbiorowym na zwierzynę grubą prowadzący polowanie może obsadzić myśliwymi stałe miejsca przechodzenia zwierzyny. Obsadzić. Określić, wskazać to miejsce.? I nie jest to retoryczna wątpliwość. Poluje na Mazurach Garbatych, gdzie mioty często pędzone są między jeziorami.(mamy ich 22 w obwodach) i określenie klasycznego pojęcia linii myśliwych jak i kierunku pędzenia, bywa czasami, co najmniej problematyczne. Jeśli do tego dodać trudne warunki terenowe i pogodowe, to zdarza się, że tylko bardzo doświadczony prowadzący może taki miot przepędzić Może to i naganne, ale widzę z linku ósmaka, że nie jestem w takich ocenach odosobniony. Pozdrawiam DB