DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: CYJANEK13-08-2005
Szarża

Był to niedzielny, zimowy, wilgotny poranek. Spotkaliśmy się po wczorajszej „zbiorówce,” aby sprawdzić niecelne strzały. Mokry śnieg zalegający w lesie od dłuższego czasu ułatwiał nam zadanie. Szliśmy za postrzelonym dzikiem, który pozostawił na linii ścinkę długiej szczeciny. Nie było kropli farby, jednak długo wraz z psem sprawdzaliśmy jego trop. Po kilometrze upewniliśmy się, że była to obcierka, gdyż w międzyczasie dwukrotnie buchtował w poszukiwaniu żołędzi. Wygramoliliśmy się z leśnego oddziału i ze względu na dość wczesną porę ucinaliśmy sobie pogawędkę pod rozłożystym dębem. Z daleka zauważyliśmy zbliżającego się do nas „malucha”. Wysiadł z niego Jurek zwany „Szaroburym” (od czasu, gdy w książce wyjść wpisał odstrzał kota szaroburego). Był bardzo podekscytowany. Jego ulubionym polowaniem był podchód. Potrafił przejść przez las wiele kilometrów.

Tak też było i dzisiaj: „Poszedłem o świcie do lasu” opowiadał.... „przechodząc w pobliżu kilku dorodnych dębów zauważyłem buchtujące dwa dorodne dziki. Złożyłem się do strzału wykorzystując pobliską sosnę na podpórkę. Strzeliłem i od razu zorientowałem się, że spóźniłem. Dziki ruszyły w gęstą olszynę. Po chwili poszedłem ich tropem. Postrzelony dzik zaległ po dwustu metrach, gdy jednak się zbliżałem - uchodził przede mną. Tak było dwa razy i postanowiłem pojechać po pomoc.” Jurek był szczególnym majsterkowiczem. Zasłynął szczególnie z tego, gdy na przystrzelanie broni przywiózł swój sztucer z nowo zamontowaną lunetą. Montaż okazał się bardzo trwały bo luneta była...... przyspawana do broni!. Później unikał spotkań z nami na strzelnicy. Po kilku latach zrezygnował z łowiectwa ze względu na stan zdrowia.

Zapakowaliśmy się do samochodów. Jurek ruszył przodem. Jechałem tuż za nim terenowym Mitsubishi i podziwiałem możliwości terenowe „malucha”, który wprost przeskakiwał potężne dziury wypełnione błotnistą mazią. Dojechaliśmy na „Groblę”, leśne uroczysko, które jest wymarzonym miejscem dla dzików. Jurek wskazał nam trop strzelanego dzika. Prowadził w podmokły oddział zarośnięty olszyną i kępkami gęstych świerków. Po krótkiej naradzie postanowiliśmy, że ja wraz z Jurkiem i z psem na otoku pójdę tropem dzika a pozostałe „Towarzystwo” obstawi wspomniany kawałek lasu.
Odczekaliśmy około piętnastu minut, aby wszyscy spokojnie zajęli swoje stanowiska. Wtedy nie było jeszcze telefonów komórkowych, więc wszystko odbywało się na zegarek i wyczucie. Zapiąłem Wigora (jamniola szorstkiego) i ruszyłem w oddział. Jednak zaraz na początku zaplątałem się w krzakach z psem i otokiem w jeden wielki węzeł gordyjski. Po rozplątaniu puściłem psiaka luzem, a ten pomknął jak strzała. Po paru sekundach usłyszałem jego gruby głos oznajmiający bezpośredni kontakt z dzikiem. Szybko obiegłem gęstwinę i stanąłem na nieco odkrytym terenie. Zobaczyłem jak dzik wydrapuje się na drugą stronę szerokiego rowu wypełnionego wodą. Z jego boku zwisał kłębek jelit, które wyrwała kula. Złożyłem się z mojej wysłużonej kniejówki, jednak nie było okazji do oddania celnego i pewnego strzału. Dzik zniknął w kępie świerczyny. Wigor zgrabnie przesadził rów i ruszył za nim.

Ja również skoczyłem odważnie ......... w sam środek lodowatego bagienka. Poczułem jak błotko czule otacza moje ciało do poziomu pasa. Ale adrenalina robiła swoje. Wyskoczyłem jak żbik z „borowiny” i ruszyłem za dzikiem. W tym momencie znów usłyszałem ujadanie Wigora. Zbliżyłem się do świerków, które w tym miejscu zrobiły się nieco rzadsze. Ujadanie zamieniło się w skowyt i mój psiak wyleciał w powietrze jak z katapulty! Po Wigorku! przemknęło mi przez myśl i podbiegłem do psa. Schyliłem się i zacząłem go oglądać. Nie zauważyłem żadnych obrażeń, bolała go jedynie przednia łapka. Szósty zmysł nakazał mi podnieść głowę. Piętnaście metrów przed sobą ujrzałem naszego „przeciwnika”. Emanowała z niego niewyobrażalna wściekłość! Pierwszy raz zobaczyłem taką ekspresję u dzika. Żeby tylko nie uciekł, pomyślałem, podrywając się na równe nogi. Dzik z pewnością pomyślał o tym samym, bo błyskawicznie zaszarżował w moim kierunku. Strzeliłem z przyrzutu pod nogi. Odyniec zwalił się dotykając gwizdem moich butów i zaczął pisać testament. Wigor doskoczył szarpiąc zwierza. Powoli zaczęło do mnie docierać, jak dużo łaskawości okazał mi w tym dniu Św. Hubert. Potraktował to chyba jako poważną przestrogę przy lekkomyślnym postępowaniu.

Po chwili z gąszczu wylazł Jurek. „Wszystko widziałem” wyszeptał, „...ale sytuacja była pod kontrolą. Cały czas cię ubezpieczałem” Podziękowałem mu serdecznie. Doszli pozostali koledzy. Maciek ułamał świerkowe gałązki. Przyłożył odyńcowi pieczęć, a mi podał na kapeluszu złom. Dłuższą chwilę staliśmy w milczeniu. No cóż, trzeba się brać do roboty stwierdził ponownie Maciej i wyjmując nóż pochylił swoją wielką postać nad odyńcem.
Nastąpiło ogólne rozluźnienie i w tym momencie poczułem chłód mokrego ubrania.
Działajcie ostro a ja jadę się przebrać, powiedziałem.

Dobra, dobra zaśmiał się Maciek, lepiej się od razu się przyznaj, że masz pełne gacie!
Odyniaszek ważył w punkcie skupu dziewięćdziesiąt dwa kilogramy, niby nie zbyt dużo, ale takie są ..............najgorsze!
Darz Bór




20-01-2007 12:17MAX-508Przeżyłem dwie takie szarż e raz 71kg dzik a raz 40kg niesamowite jest to że ledwie żywy dzik z mocnym postrzałem potrafi w jednej chwili zebrać w sobie tyle siły i wystartować z prędkością sportowego wozu w kierunku myśliwego nie zwracając uwagi na psy
16-05-2006 12:35ZubelNigdy nie przeżyłem szarży, ale często myślę o tym że może to nastąpić. Ciekawe też na ile wystarczy mi odwagi. Chciałbym zachować się tak jak pan... Z myśliwskim pozdrowieniem, Darz Bór.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.