DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: kniejarz07-11-2006
Dublecik

Sobota, oglądam prognozę pogody na niedzielę. Jest jutro zbiorówka, chętnie by się wybrało, ale pogodę dobrze znać. Masochistą nie jestem i moknąć nie lubię. Nie jest źle. Ma przyjść jakiś front z opadami, ale na Mazury powinien dotrzeć dopiero po południu. Można jechać.
Wieczorem dylemat, nastawiam budzik w telefonie i zaczynam się zastanawiać. Zmiana czasu, a jak mi się te bydlę samo przestawi, to o której będzie dzwonić? A niech tam dzwoni, mam jeszcze busolę na ręku to się sprawdzi.

Poranek zgodnie z prognozą, pochmurnie, ale jak na razie sucho. Jest fajnie i dosyć ciepło nawet. Aż chce się jechać. Na miejscu zbiórki jestem 10 minut przed czasem, są już pierwsi koledzy. Do godziny odjazdu jeszcze kilku przyjechało. W sumie niewielu nas jak na nasze koło. Tylko 17 strzelb. Jak na warunki łowiska gdzie ma się odbyć polowanie to może być ciężko. Mioty tam są spore do obstawienia i 30 myśliwych ma gdzie stanąć. Nic to, jakoś będzie, ważne, że humory dopisują.

Początek marny, do śniadania tylko lisek na rozkładzie. Wszyscy troszkę zawiedzeni, bo śladów dzików jest sporo, ale następny miot ma nam to wynagrodzić. Pewniak nasz etatowy, miot zwany Bagnem. Całkiem zasłużenie zresztą. Ulubione legowisko dzików z całej okolicy. Teren ciężko dostępny, niezłażony przez ludzi. Zwierzyna ma tam spokój. Tylko do obstawienia długa linia, a nas niewielu.

Zaczynamy się rozstawiać. Przypada mi stanowisko na końcu linii. Do sąsiada na flance mam 100 m, do następnego na linii dobre 200 m za dwoma pagórkami. Teren moreny czołowej, to górek i dołków nie brakuje. Jedno dobre, że choćbym chciał to sąsiada nie trafię. Stoję prawie w dołku i kulochwyty mam z cudowne.

Zaczyna się miot a razem z naganką rusza deszczyk z nieba. Najpierw nieśmiało, by po chwili razem z wiatrem do pary pogodę zmienić w horror. Do tego już trzeci raz w kieszeni zaczyna mi brzęczeć wibrator. To niecierpliwy kolega uparł się, że koniecznie teraz porozmawia ze mną. Słyszę w oddali, że naganka po przejściu łatwiejszego odcinka utknęła na bagnie. Chwilę potrwa zanim się koledzy przeprawią na drugą stronę bagna. Zaczynam się zastanawiać, kto ma gorzej. Ja stojąc i marznąc, czy oni taplając się w bagnie?
Nagle daleko po prawej rozlegają się strzały, najpierw kilka pojedynczych, potem prawie seria. No myślę... dziczki nie zawiodły. Były tam, gdzie miały być. A u mnie cisza. Spokój zapanował również na linii, bo więcej strzałów już nie słychać. Za to wiatr z deszczem do pary postanowili pokazać, co potrafią. To chyba już po polowaniu, myślę. Będziemy chyba mądrzejsi od pogody i rozjedziemy się grzecznie do domciu.

Zrezygnowany rozładowałem kniejóweczkę i spod rozłożystego świerka zadzwoniłem do niecierpliwego kumpla, w kilku początkowych słowach wykładając, co się robi w niedzielę.

Zdążyłem schować telefon do kieszeni, gdy usłyszałem pędzące dziki. Może nie wprost na mnie, ale będę je miał na strzał. Nagle uświadomiłem, że stoję rozładowany, a dziki miną moje stanowisko jakieś 40-50 kroków. I że będę je widział tylko jak będą przekraczać wąską dróżkę, po której obu stronach dość gęsto rośnie leszczyna. Amunicja błyskawicznie znalazła się w lufach. Złożony czekałem na ukazanie się dzików. No fakt, ukazały się... Pierwszy chyba chciał pobić rekord szybkości. Następne dwa też mi tylko mignęły. W głowie przelatują myśli. A wydawało się, że na strzelnicy jest mało czasu na strzał do dzika... hehehe. Dobra, myślę następnemu nie daruję. Jak tylko wystawił czubek tabakiery ja już naprowadzałem muszkę na cel. Szybki, nie poprawka, bardzo szybki strzał i dzik znika po drugiej stronie wizurki. Sam nie wiem, czy trafiłem. Kolejny dzik pokazuję się na dróżce. Teraz gładka lufa, większe wyprzedzenie i słyszę głośny kwik. No tego trafiłem, ale skoro kwiczy to chyba kręgosłup. Przeładowuję w biegu. Tymczasem watacha po strzałach i słysząc kwik pobratymca zgłupiała doszczętnie i zawróciła. Dobiegłem do dziczka, widzę że już pisze testament. Zaczynam się składać do kolejnego, który wystawił się na strzał, gdy kątem oka widzę cel mojego pierwszego strzału leżący kilka metrów od drogi. Dublecik :) Odkładam broń. Dość. Dzięki Hubercie za twą szczodrobliwość, ale nie będę już więcej strzelał.

Dziczki oba okazały się przelatkami, ale raczej wątłej postury, po około 30 kg.




17-11-2006 15:21el GwiazdorFajne opowiadanie:) Ja jednak caly rok czekam na zbiorowki i zadna pogoda mnie nie zmusi do pozostania w domu. Tak na marginesie odnoszac sie do Twojej postawy na polowaniu to jednak z trwoga stwierdzam ze nie wyobrazam sobie aby w trakcie pedzenia podbiegac do dzika ze stanowiska i ogolnie myslec o dalszym strzelaniu. Zastanow sie nastepnym razem. Pal licho ze sam mozesz ucierpiec na zdrowiu, ale nie daj Boze ktos by pozniej mial nieziemskie problemy za Twoja nonszalancje. Darz Bór

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.