DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: dawids8213-01-2007
Polowanie na marihuanie

Po zebraniu się na cywilną odwagę zaniosłem podanie do Prezesa Koła o przyjęcie na staż. Przyjął mnie starszy człowiek, tak na oko po 60-ce. Popatrzył na mnie i powiedział:
-"Dobra! Zobaczymy, czy co z Ciebie będzie, przyjdź na 8.00 w niedzielę!!??".
Na odchodne jeszcze się zapytał:
-"A dziewczynę, żonę masz?
- Mam dziewczynę.
- To się nie żeń, bo będzie z Ciebie g..., nie myśliwy - baba wszystko zniszczy (dodał, śmiejąc się)!
O tym, że na moim terenie jest koło łowieckie nie miałem wcześniej zielonego pojęcia - powiedział mi o nim kolega z pracy, a zarazem kandydat Radek. Podał adres prezesa i to wszystko co mi przekazał!!!

Przyszła niedziela, dzień pochmurny, wilgotno, lekki deszczyk. Ósma rano stawiłem się na wyznaczone miejsce, gdzie już czekali myśliwi. Poza nimi znałem tylko Radka i Prezesa - o ile te kilka minut przy składaniu podania można nazwać znajomością!!! Wszyscy zmierzyli mnie wzrokiem, a potem jednym głosem stwierdzili, że chyba się wybieram na spacer, a nie na polowanie. Kurtka sportowa, sztruksy, buty jedynie co się nadawały, bez czapki, rękawiczek, drugiego śniadania i termosu - też nie miałem - a dodam tylko, że był koniec października i pogoda nie przypominała tej z wakacji. Odradzano mi, przyjdziesz za tydzień itp. Odpowiedziałem, że dam sobie radę!!! Prezes popatrzył na mnie i powiedział:
- Jak chce to niech idzie!!! Bab nie przyjmujemy, ma chłopak rację!!!

Podczas pierwszego pędzenia wytłumaczono mi o co chodzi w pełnieniu roli naganiacza i już po kilku chwilach zacząłem wydawać z siebie dziwne dźwięki jak stary, doświadczony naganiacz. Po kilku pędzeniach byłem mokry do wysokości kolan, trochę się podśmiewano ze mnie, ale to nie było ważne. Każdy, kto chodził w nagance wie, jak szybko robi się ciepło w zaroślach. W przerwie na śniadanie podzielono się ze mną kanapkami i ciepła herbatą.

Po posiłku padło hasło bierzemy trzcinę nad rzeką!!! Jak mus to mus. Rozstawienie, sygnał i "ogary poszły w las". Szło nas troje: Ja, Radek i podkładacz Przemek. Ja w środku, oni po bokach. Przeszliśmy jakieś sto metrów, nagle usłyszałem Radka: K...a m..ć!!! Nie zdążyłem się zapytać, co się stało, jak sam poczułem, że tracę równowagę i przewracam się, zaraz za mną poleciał Przemek. Trzcina się skończyła, a raczej ktoś ją usunął. Z pozycji horyzontalnej ujrzałem po obu stronach kolegów naganiaczy - wszyscy na glebie. Czułem tylko, że coś oplata moje nogi. Był to drut, podobnie jak u kolegów obok. Ku naszemu zdziwieniu ukazała się bujna zieleń w środku trzcinowiska. 5 m przede mną siedział na wędkarskim stołeczku jakiś facet z butelką piwa w łapie, dalej pałętał się następny. Popatrzył na nas i drżącym głosem wymamrotał:
- Panowie tutaj nie ma żadnych zwierząt, my tu ryby łapiemy... Tylko gdzie kije?? A do wody było ładne kilka metrów...

Uwaga Radka skierowała się w kierunku już wcześniej wymienionej bujnej zieleni, która zaczęła wyglądać powoli jak regularnie zadbana uprawa. Radek podnosił się, a potem dodał tylko jedno słowo:
- MARYCHA!!! Obcy panowie nie czekając na nas wyrwali z miejsc jak poparzeni i puścili się w długą, przez zarośla. Ich pech sprawił, że wpadli wprost na rozstawionych myśliwych. Po chwili jeden leżał na ziemi, a drugiemu udało się ujść!!!

Poletko było o wymiarach ok. 15 x 4 m szerokie i długie. Znajdowało się na nim kilkadziesiąt drzewek zielska. Wszystko pięknie uprawione, wyplewione, ogrodzone drutem. Dalej standardowa procedura - wezwano Policję. Po godzinie przyjechało borewiczem dwóch tajniaków i zakuli schwytanego. Oznajmili nam, że teraz pojedziemy na komisariat, w celu złożenia zeznań, na co Prezes odpowiedział:
- W dupie mam wasze zeznania, teraz to ja jestem na polowaniu i tak straciłem przez was dużo czasu! Jak chcecie to wy możecie jeździć za nami, a nie na odwrót i tak już dużo zrobiliśmy za was. Jedziemy na wiklinę!!!

Było około godz. 15 jak ruszyła naganka na wiklinie. Ziemia zryta, wszyscy powtarzają, że dziki są blisko, mi te charakterystyczne ślady niewiele jeszcze mówiły. Idziemy wzdłuż zarośniętego trzciną rowu, po jednej stronie Ja, po drugiej Radek. Za mną snuje się cień myśliwego - Pana Wacka (mój późniejszy opiekun). W pewnej chwili widzę po drugiej stronie rowu kilka dzików. Przytuliły się do siebie, jakby było im zimno. Wołam Pana Wacka, pokazuję palcem, strzały i dalej szybko się wszystko toczy. Pierwsze w życiu dziki, jakie widziałem w naturze. W ogniu zostały trzy, reszta uciekła. Czesaliśmy jeszcze teren chyba z 5 razy - miałem już dość. Pokot, zbiórka. Podszedł do mnie Prezes i powiedział:
- Może coś z Ciebie będzie, tylko uparty jesteś, a to niedobrze! Słuchaj starszych i przyjdź za tydzień. Tylko przygotowany!!! Pojawił się uśmiech dziecka na mojej twarzy.

Tydzień później okazało się, że marihuana, wg wyceny Policji, była warta 650 tyś. zł

To było w październiku 2004, w niedzielę idę na polowanie pierwszy raz jako myśliwy, na ramieniu ze swoją kniejówką Brno 584. Czekam na to polowanie, jak na to pierwsze w nagance i za to właśnie kocham łowiectwo!




18-01-2007 12:46el GwiazdorMrycha w pazdzierniku w trzcinowisku uprawiana???
13-01-2007 16:27Jozef StarskiDawid - gratuluję przede wszystkim dołączenia do naszego grona - MYŚLIWYCH. A jeśli chodzi o Prezesa, to jest on w błędzie, mówiąc, że ..."Może coś z Ciebie będzie, tylko uparty jesteś, a to niedobrze"...Uważam, że to dobrze, że jesteś uparty, stanowczy...Tylko uparci, konsekwentnie dążący do celu - osiągają zakładany cel. Już jeden osiągnąłeś i teraz niech Ci bór darzy, nie tylko polski!

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.