DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY10-07-2008
Wabik

Śliczny, elektroniczny na pięć fajerek – pardon – pięć różnych odgłosów wydawanych m/in. przez konającego zająca i królika. Mały i zgrabny zasilany przez baterię, wyglądał obiecująco i wg opinii tych co go wcześniej używali, rewelacja, zwłaszcza na kuny. Fakt, nie mając własnego wabika z pożyczonego nagrałem króliki na maga – w celach dydaktycznych oczywista... i po wabieniu w zimie, w lutym na ambonę, wartko wpadło dwie kuny. Następne wabienie i jest kolejna – była to jednak tylko próba – nie strzelałem, jakoś głupio psiakrew... Do lisów dalej nie miałem szczęścia pomimo zapewnień ‘bywalców,’ że jest ich do cholery i trochę. W zasadzie to potknąć się o lisa można w każdym kawałku obwodu... Cóż, nawet w pełni koziołkowego czasu widać ich ponoć jeszcze więcej...

Siedziałem sobie na kozła przy śródleśnej polance, wieczór dogasał, ciepło i bajkowo. Wtem kniazienie kota, okropnie przeraźliwe i głośne. Cisza. Lisów sam nie widziałem już od dawna, przynajmniej w tej części obwodu. Zająca tym bardziej, czyżby się odrodziły? Minęło parę minut mej zadumy i znów bucha w niebo ten okropnie smutny krzyk. Aż mnie zatrzęsło, drugi zając?, co jest grane? Po paru minutach znów. Coś mi zaczęło świtać, ale, póki co zbieram sztucer i w zupełnej ciemności idę do samochodu, ‘podebrać’ żonę, która pewno się już bardzo niepokoi. Na sąsiedniej półce był kolega, żegnamy się i wyjeżdżamy. Po drodze żona mówi: powiedz mi, co to tak okropnie się rozdzierało, myślałam w pierwszej chwili, że płacze małe dziecko, brrr, okropne to było. Wiesz, mówię, ja myślę, że to co się rozdzierało to zwykły kawałek plastiku i elektroniki... Widziałaś i słyszałaś, że ten wabik który mam wydaje takie same dźwięki... To, to samo...

Piękny koniec października. Jadę na łąki popod Puszczę Radłowską aby zobaczyć co tam wychodzi. Biorę z sobą ten plastikowy instrument – choć wiem, że nie wolno, ale ciekawość zwycięża rozsądek i przepisy. Wygodnie rozsiadam się na półce. Zawieszam lornetkę i repetuję sztucer. Po mej prawej ręce długa nitka fosy, pełna połyskliwej zimnej, bagiennej, rdzawej wody. Ciągnie się to na dystansie kilkuset metrów. Ten łagodny czas ma jednak złe strony. Z bagna podnosi się leciutki opar i nadzieja, że to przejdzie jest coraz bardziej nikła. Mgła się podnosi coraz wyżej, póki co w formie enklaw o powierzchni kilkudziesięciu metrów. Jeszcze przerwy między nimi są spore, ale zlewają się coraz bardziej. Biorę szkła i popatruję w te ciemniejsze jeszcze miejsca i na ich tle widzę białawe trzy kropki. To sarny, dokładnie mama i dwa koźlaki. Ponieważ plan jak zwykle goni, korzystam jeszcze z resztek światła i szybko składam się aby wybrać jakieś koźle z tej dwójki, oczywiście słabsze... Niestety, sarny są po przeciwnej stronie rowu i w dużej odległości, co nie stanowi przeszkody dla 20 krotnej lunety i kalibru, ale stanowi przeszkodę dla mnie. Po strzale nie przejdę rowu, za szeroki i głęboki, będę musiał go objechać. Do tego czasu mgła wszystko obejmie i... Może poczekać, aż przeskoczą rów i udadzą się w łąki. Zabezpieczam, przyspiesznik spada i odkładam broń. Ta chwila wystarcza aby opar szczelnie zasnuł sarny. Dobrze, że się nie pospieszyłem.

Po mej lewej ręce są olbrzymie połacie łąk jeszcze nie zasnute mgłą. Postanawiam chwilę posiedzieć i obejrzeć tę część, może tutaj coś się pojawi. Niestety, wszędzie pojawia się tężejąca mgiełka, chyba nici z dzisiejszej przygody. Z przyzwyczajenia, aby przedłużyć chwile pobytu w łowisku lornetuję miejsca gdzie jeszcze coś widać, tym bardziej, że ta srebrzysta porwana zasłona zaczyna być podświetlana ogromnym wstającym księżycem, jeszcze różowym a nie srebrnym, co przyziemnej, płytkiej mgle dodaje fantastycznego opalizującego, perłowego koloru. I nagle w sporej odległości, między dwoma kępami wikliny, coś idzie. Patrzę uważnie, lis. Błyskawiczne skojarzenie, przecież mam z sobą wabik i po raz pierwszy widzę od bardzo dawna to zwierzę, trzeba sprawdzić jak zareaguje, czy to ustrojstwo jest skuteczne. Zdejmuję torbę z drąga i wydobywam wabik. Włączam, zapala się czerwona kropka kontrolki. Ustawiam głośność jak na kuny i wciskam klawisz – kniazienie zająca. Rozlega się przeraźliwy głos szaraka. Biorę szkła i lokalizuję lisa – wabik się drze. Rudzielec oczy w kierunku skąd dochodzi dźwięk i na chwilę staje nieruchomo. Opuszczam szkła i biorę sztucer składając się w jego kierunku aby obserwować co zrobi i jak się dobrze ustawi, strzelę. W tle szczytowa faza kniazienia z przerywanym zdławieniem. Lis stoi z wietrznikiem w moją stronę co doskonale widać w dużym powiększeniu i nagle wykręca błyskawicznie w przeciwną stronę i niknie. Chwila zaskoczenia, dlaczego tak. To proste, wielomiesięczne ‘ćwiczenia’ słuchu każdego z tutejszych, rudych kamratów spowodowały taką reakcję.
Zostaje po dawnemu Bilik, lub trawka... no chyba, że zapomną...

Składam klamoty trochę zaniepokojony tym, że nie widzę w oddali samochodu i w ogóle niczego w dole, jestem zawieszony w powietrzu ponad mgłą. Niedobrze, psiakrew. Schodzę z półki i na wyczucie kieruję się w stronę samochodu. Nie jest mi do śmiechu, ale po długiej chwili dochodzę po omacku do kolejnego rowu z wodą. Teraz tylko się go trzymać i po sprawie. Po chwili omal nie wchodzę w bagażnik. Na drogę z tej matni wyprowadzą mnie jasne ślady wygniecione w trawie ścieżki przez opony...

Po powrocie do domu, chwilę ważę w dłoni ten plastikowy instrument i odkładam na półkę.
Spokojnie sobie leży już drugi rok. Chyba wyjmę baterie...



Lądowisko "Motyl"- akcji Most II ( maj) i III (sierpień) 1944 *)

Wał Ruda - 2005

*) - z tego terenu wywieziono samolotem do Angli części rakiet
V-1 i V-2





20-07-2008 19:48ANDYStanisławie . Garnek ? , no nie wiem . Jakis hitlerowski , sowiecki hełm bardziej .Tego towaru nie brakowało w łowisku . Pomyslę, w moich wspomnieniach wiele dziwnych 'eksponatów'.
Pozdrawiam
19-07-2008 12:19KulwapANDY! Bez urazy...
Ale czy na podstawie starego zardzewiałego garka też potrafisz napisac tak piękne opowiadanie???
10-07-2008 18:10Szelest:]

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.