DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Urtica29-10-2008
Dotyk wilczej sierści.

Zbyszkowi S. dedykuję

Wilki fascynowały mnie od zawsze. Ich umiejętność współpracy w grupie mogłaby stanowić przykład dla wielu zarządów mniejszych lub większych przedsiębiorstw. Podziwiałam ich urodę, inteligencję i sposób porozumiewania się. Przeczytałam chyba wszystko od Curwooda począwszy i skończywszy na Kossakowej, po drodze połykając mniej i bardziej naukowe opracowania zagraniczne i krajowe. Każdy wilczy trop, jaki spotkałam podczas swoich wędrówek po leśnych ostępach napawał mnie nadzieją, że kiedyś ten piękny drapieżnik na stałe zagości w polskich borach i właśnie on, a nie „grzmiący kij”, będzie Wielkim Selekcjonerem.

Gdzieś w Tatrach, na górskim szlaku, zawiodła mnie dróżka do góralskiego szałasu, na tzw. posiady góralskie, na których mój ukochany, podhalański folklor niestety nie wytrzymywał konkurencji z muzyką disco i strojami narciarskimi. Surowe płazy odgradzały ciepłe wnętrze od hulającej na zewnętrz zawieruchy, gazda w gustownej kurtce Adidas, pogwizdując cicho przebój Jenifer Lopez, układał na rusztach zawieszonych nad ogniskiem, kawałki mięsiwa i oscypki. O tej porze roku, skomercjalizowane bacówki nie produkują tych góralskich serków z owczego mleka, bo owce jak świat światem na śniegu się nie pasą, ale gazda mówił „co mają foremecki lezeć bezuzytecnie”, więc gospodyni skwapliwie wyciskała oscypki z „krówskiego mleka" soląc je obficie dla zmylenia ceprów. Zapach pieczonego mięsa i kiełbasy mieszał się z dymem, który złośliwie nie uchodził przez dziurę pod okapem, tylko kręcił po izbie wyciskając łzy. „Będę jutro śmierdzieć jak wędzona szynka – pomyślałam - wszystkie psy w okolicy będą za mną biegały”. Ale cóż było robić, chciałam góralszczyzny, to ją miałam, a że w wydaniu new age, to już inna rzecz.

Ogień płonął, goście zaczynali się schodzić, każdy coś tam za pazuchą targał, na sękatych ławach szczękało szkło, ten i ów wychylił zdrowie gospodarzy, zagryzając pajdą chleba ze smalcem. Z ustawionego w kącie odtwarzacza CD rozległa się góralska muzyka; jakiś damski głos, przy akompaniamencie syntezatora, usiłował zniechęcić mnie do chodzenia po górach. Na trzeźwo się tego słuchać nie da, a po pijaku, ciężko będzie jutro na szlak wyjść. Siedziałam więc jak cielę, rozglądając się po kątach i usiłując odszukać gdzieś atmosferę znaną mi z „Opowieści spod Giewontu” i XX-lecia międzywojennego, które jako pierwsze, w osobie doktora Chałubińskiego, na większą skalę, odkryło uroki Zakopanego i okolic. Na malutkim stryszku, tuż pod daszkiem szałasu, gospodarz zrobił sobie lamus i poupychał na nim stare sprzęty: owędzona na ciemny orzech szafka, „warcula”, czyli kołowrotek, który pewnie runo niejednej owcy przerobił na motki, stare portki z parzenicą i mnóstwo innych przedmiotów, których przeznaczenia nie znałam. Pod stryszkiem ścianę zdobiła gustowna makatka z napisem „Soli i chleba w domu potrzeba” i drewniane talerze z lat 70-tych. Mój wzrok przyciągnęły jednak nie stare sprzęty, mimo, że zawsze mnie fascynowały, ale włochaty błam wiszący nad jedną z ław. Podeszłam jak zahipnotyzowana i wyciągnęłam rękę; pod palcami poczułam miękkie futro, z gęstym przysierstkiem. Wilk! Nie mogłam się mylić! Tyle razy widziałam wilka w zimowej szacie, że byłam pewna swoich odczuć.
Kiedy za moimi plecami impreza toczyła się w najlepsze, ja oczami wyobraźni widziałam pięknego basiora przemykającego się między drzewami: migdałowate oczy patrzyły uważnie na mnie, jakby chciały powiedzieć: „byłem panem tych lasów, a teraz wiszę tu jak szmata, a ty jesteś pierwszą osobą, która mnie zauważyła od czasu kiedy tu zawisłem przed laty”. Z zamyślenia wyrwał mnie gazda, podtykając pod nos kieliszek z okowitą; śmierdziało toto i ani chybi było własnej produkcji, więc wzdrygnęłam się tylko i przecząco pokręciłam głową. „Ładna skóra - zagadnęłam - piękne zwierzę musiało być”. „A pikne było, paniusiu - beknął głośno Góral - rogi miało, że hoho! Ale wujka kiedysik pogonił jak z karcmy wracał po pijoku, to kazali zaślachtować. Mięso niezdatne było, śmród jak to z capa, to chocia ta skóra się zdała, bo płazy w tym miejscu jakosik się rozlezli”. Czar prysł; baśniowa, wilcza sierść okazała się starą, wyleniałą, skórą z agresywnego kozła. Wzięłam od gazdy wzgardzony wcześniej kieliszek i wypiłam jednym haustem. Ohyda, ale pomogło. Chyba powinnam się jeszcze dużo nauczyć o wilkach.




22-12-2009 20:11mikeszPrzeczytać Złote sidła, Kasiu...
22-12-2009 19:55mikesz" Wilki fascynowały mnie od zawsze"....
Nie tylko Ciebie Kasiu. Jesteśmy podobnej daty więc i podobne mamy przyrodnicze tematy.
Corwood, Karpowicz i Korda to moje ukochane tematy.
Wadera, Bałabuszka Złoty Lis, Żelazny Wilk, Tytan - byk nad byki, Włóczęgi Północy i wiele wiele innych.
Ech, długo by wymieniać.
Grzmiąca gałąź, to tekst niczym z powieści Ostatni Mohikanin. Z pięknego pięcioksięgu Coopera.
Darzenie miłością zwierząt. Odczucia jakie mogą towarzyszyć pięknej florze i faunie.
Czuć życie kniei. Słyszeć jej głos, zrozumieć mowę... możliwe, że ktoś zapyta - a jak to zrobić???
to proste.
Należy ruszyć samotnie w teren. Znaleźć miejsce samotnego noclegu. Wśród lasu czy łąk, wśród bagien czy rozlewisk. Mieć tylko przy sobie nóż, towarzysza wypraw. Do spania naciąć jedliny i wtulić głowę w śpiwór. Spróbować zasnąć. Odbierać wszelkie sygnały kniei. spróbować je zrozumieć czy też odczytać.
Strach, naturalny "wróg" samotnego wędrowca. Kiedy zaczyna ci przeszkadzać ( czyt. straszyć ) rozpal małe ognisko lub włącz na chwilę latarkę. Odejdzie bo nie lubi światła.
Zawsze możesz przenocować na ambonie. To swoisty fantastyczny hotel. Kiedy nadejdzie świt wszystkie mary odejdą.
Bo wiesz, strach oczyszcza ducha i ciało, wzmacnia strachliwych i niewiarków. Pomaga tym, którzy szukają spokoju i wyciszenia...
30-10-2008 18:07TrapperDear Urtica
Zlapac wilka nalezy potem go trzeba wykastrowac aby sie rozmnazac juz nie mogl. Bacowie panocku nie labio jak wilkow jest "za duzo" i jak okrutne skody wsrod lowiec i zwierza wszlkiego robia.
Nie wiem czy to nowoczesne myslenie czy tez myslenie z okresu Czerwonego Kapturka.
Ja tym czasem bede polowal na nie bez wzgledu na to czy jest to czyn staroswiedzki czy nowoczesny.
Mimo ze madre jak nie wiem co udalo mi sie ich upolowac 25 jak narazie. Spudlowalem 6. Do wielu nie strzelalem bo za daleko, albo sliny byl wiatr. Wiem gdzie zyja, wiem co robia, znam ich mowe.
Czy mysle ze je trzeba wszystkie wysrzelac? Nie.
Opowiadanie romantyczno/piekne.
29-10-2008 17:32sumadaJakoś nie czytałem do tej pory opowiadań na tym portalu. Widzę że to był błąd. Dzięki
29-10-2008 13:03dziuniaKasiu, obiecuję namówić Becasa by pokazał nam wilki....
29-10-2008 12:22Jump76Czytając Twoje opowiadanie przez chwilę byłem w tej bacówce ,opis pobudził zmysły dotyku,zapachu,wzroku.Wyrazy uznania Urtica dla Twojej zdolności twórczych .Rozkwitaj dalej w twórczości na Niwie Łowieckiej i chłoń wiedzę o wilkach i przekazuj dalej ...

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.