DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Krzysiek19-12-2008
ORYX

Safari w Namibii - "ORYX"

Lista zwierząt, na które zamierzałem polować była dość długa. Obejmowała między innymi kudu, elanda, oryksa, guźca, karakala, steinboka, springboka, blesboka, hartebeesta, impale, gnu, szakala, pawiana oraz ptactwo.

Od świtu rozpoczęliśmy objazd łowiska. Gdy dostrzegamy zwierzynę schodzimy z samochodu, bierzemy pastorał i próbujemy podejść. Umówiłem się z Michałem, że będziemy to robić na przemian. Tak minęły nam godziny przedpołudniowe.

Już po około godzinie Michał podchodzi oryksy. Widzę to dobrze w lornetce. Wraz z podprowadzającym idą skrajem buszu około trzystu metrów. Co jakiś czas wychodzą na drogę aby upewnić się gdzie są oryksy. Po około pół godzinie widzę jak coś płoszy oryksy. Po kolei przeskakują drogę. Jeden jak się potem okazało ładny byk zatrzymał się. Niestety nie słyszę strzału a on po chwili uchodzi w busz.

Z niecierpliwieniem czekam aż Michał wróci i opowie co się stało. Idąc przez gęsty busz nie dostrzegli, że oryksy przemieściły się około trzydziestu metrów bliżej. Wychodząc z buszu dokładnie weszli na nie. Podprowadzający wprawdzie gwizdnął i byk zatrzymał się, jednak Michał nie zdążył oddać strzału.

Tego przedpołudnia próbowałem podchodu hartebestów. Zauważyliśmy je około czterystu metrów od nas. Rozpoczęliśmy podchód niestety spłoszyliśmy szakala, który pobiegł w ich stronę niwecząc nasze wysiłki.

Na pierwszy sukces musiałem jednak poczekać do późnego popołudnia. Polując wraz z Diego - tropicielem obchodziliśmy od ponad 3 godzin łowisko. Byłem już zmęczony. Słońce chyliło się ku zachodowi. Napotkaliśmy kilkanaście krów oryksa, widzieliśmy impale. Żadnej jednak zwierzyny nie udało się podejść na strzał. Innym razem zwierzyna okazywała się zbyt młoda.

Wracając już w stronę samochodu napotkaliśmy oryksy. Jak się okazało były to dwa byki i krowa. Spojrzenie Diego przez lornetkę i energiczne przywołanie mnie podniosło mi adrenalinę. Pastorał był gotowy, położyłem na nim broń i czekałem na potwierdzenie, że jest byk, a na dodatek warty strzału. W drodze powrotnej nie mięliśmy jednak dobrego wiatru i byki zwietrzyły nas. Ustawiły się do nas frontem i oczyły.

Diego, krótko poinstruował – ten z prawej – sam już widziałem w lunecie że jest zdecydowanie największy. W lunecie widziałem go bardzo dobrze. Powiększenie miałem nastawione na maksymalne czyli 10 razy. Spokojnie ustawiłem krzyż na komorze, patrząc od przodu zaraz pod pyskiem. Wolno zacząłem ściągać spust. Pad strzał, zobaczyłem ogień, w ułamku sekundy później usłyszałem uderzenie kuli. Byk padł w miejscu gdzie stał. Przeładowałem sztucer i uchwyciłem go ponownie w lunecie. Czekałem na ewentualny ruch oryksa. Po paru chwilach, wymianie zdań co do miejsca przyjęcia przez byka kuli ostrożnie rozpoczęliśmy podejście do oryksa.

W duszy bardzo się cieszyłem. Pierwszy strzał do zwierzyny. Potrafiłem się opanować. Kula trafiła idealnie. Idąc uśmiechnąłem się do Diego. Przyspieszyliśmy kroku.
Parę miesięcy wcześniej czytałem jak ranny oryks przebił rogami myśliwego, który na skutek tego zmarł. Pamiętając o tym parę metrów od leżącego byka zatrzymałem się i powiedziałem do Diego abyśmy byli ostrożni i sprawdzili czy na pewno jest martwy.

Rzuciłem gałęzią. Pomału i ostrożnie ze sztucerem gotowym do strzału podszedłem do leżącego byka. Był martwy. Piękny byk leżał u moich stóp. Jak się później okaże będzie to srebrny medal z 200 punktami według NAPHA . Diego urwał gałązkę akacji na ostatni kęs i złom. Drugą część umoczył farbie i wręczył z gratulacjami. Potem umazał mi twarz farbą.

Strzelałem z pastorału, na pewno były duże emocje jednak udało mi się je opanować i dokładnie wymierzyć. Odległość do byka wynosiła około 120 metrów. Włączyłem podświetlany punkt, okazał się w tych warunkach minimalnie ale zawsze pomocny ponieważ słońce już zachodziło za horyzontem. Jak sprawdziłem byk przyjął kule idealnie na serce.

Kiedy wróciliśmy z pomocą aby załadować oryksa było już zupełnie ciemno. Do dzisiaj nie wiem jak oni – tropiciele – potrafią odnaleźć w zupełnej ciemności ten krzak, pod którym leży strzelona zwierzyna. Oni chyba ją w jakiś sposób czują.

Darz Bór
Krzysiek

Opowiadanie to stanowi fragment mojej książki pt. "Safari w Namibii"





Brak komentarzy do tego opowiadania

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.