DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY22-07-2009
'Głuchy" dzień

Dzień dogasa. Słońce znikło już za murem buków. Szarzeje przestrzeń sporej śródleśnej polany. Wracam z wieczornego podchodu i korzystając z faktu, że na polanie widać jeszcze całkiem dobrze w lunecie, postanawiam skorzystać z wygodnej czatowni aby przysiąść na chwilę.

Jest to ‘dobra’ dla mnie wysiadka. Widziałem z niej sporo zwierza i różnych zdarzeń w leśnym świecie. Patron był łaskawy i trochę zwierzyny przyjęło kulę, szczęśliwie nie musiałem szukać żadnej.

Mroczy się już zupełnie. Wolno się podnoszę z ławeczki, sięgam po kurtkę wiszącą na zardzewiałym gwoździu, wkładam jedną rękę popatrując jeszcze na jaśniejący prostokąt polany. Szukam drugiego rękawa i zastygam... Prawą krawędź polanki obramowują zwisające z młodnika gałęzie jakiejś brzozy i tworzą coś w rodzaju tunelu z otwartą lewą stroną. Do tej pory tunel prześwitywał jasną plamą, teraz jest czarny i ruszający... Wyplątuję rękę i zrzucam kurtkę na podłogę. Z kąta wyrywam strzelbę i składam się w lukę jaką mam w obramowaniu rogu łączki a którą znaczą wysokie, obfite łęty jakiegoś zielska. W okularze widzę wyraźnie ziemię i resztki niziutkiej trawy. Patrzę w kierunku tunelu i widzę cień bardzo dużego dzika. Pytanie czy jest sam, czy to coś ma jeszcze z sobą coś więcej. Dzik idzie wolno na sztych dochodząc do rogu, dalej w tle ciemnego pasa zieleniny i gałęzi i skręca w lewo dając pełny profil. Jest sam, a charakterystyczna karpiowata sylwetka nie pozostawia specjalnych wątpliwości. Ogromny pojedynek, dygot wszystkich kłębków ciała, dawno takiego nie widziałem. Dzik idzie truchtem w kierunku gdzie mam zamiar strzelać, bowiem cały czas widzę go przez ażur łętów i trawska, obramowujący polankę. Czysta luka w jakiej mam zamiar strzelać ma ok. pół metra szerokości, niewiele. Złożony w nią postanawiam czekać aż ją przesłoni i strzelać na łeb, jest już ciemno i nie będę za nim łaził po lesie, musi zostać na fleku. Luka ciemnieje, widzę radar ucha, ciut niżej szpic grota i ściągam spust.

Oślepia mnie błysk i słyszę echo od stojącej za polaną ściany lasu. Błyskawicznie repetuję i przywieram do okularu, w przerwie nic nie ma... gorączkowo lustruję polankę, pusto. Zbiegam po szczeblach i wolno rozchylając zarośla złożony lustruję miejsca których z czatowni dojrzeć nie sposób. Nic, zupełna cisza. Idę w miejsce gdzie strzelałem jeszcze raz, świecę latarką i widzę olbrzymi trop w miejscu strzału mocno wyryty w ziemi, rozrzuconej i rozsypanej. Świecę latarką na przedłużeniu linii strzału biegnącej od wysiadki do luki i nagle coś ciemnego przykuwa wzrok. Spora dziura w rozerwanej świeżo ziemi. Wygląda to jak kraterek w miniaturze. Nigdzie śladu farby czy ścinki. Analizując kąt i miejsce gdzie uderzył pocisk dochodzę do wniosku, że strzeliłem mu nad uchem... Rzeczywiście nie będę miał kłopotów z szukaniem...

Zbieram swoje zabawki, z ambony zdejmuję kurtkę i lornetkę i zrezygnowany idę w kierunku zaparkowanego koło innej półki samochodu. To ledwie kilkaset kroków. Tam ma czekać mój kompan zacny – Stanisław. Że czeka, widzę po jarzącym się słupku papierosa. Wstaje z szczebla drabiny i nawet swego zwyczajowego – no i jak, nie słyszę. Składamy do bagażnika broń, szukam ‘klucza do lasu’, takiej wajchy służącej do odśrubowania rogatki z spawanych rur, skutecznie uniemożliwiających wjazd do lasu. Wszystkie do tej pory wolne od tego dróżki zostały przez nadleśnictwo w nie ustrojone. Z jednej strony, dobrze, nikt niepowołany się nie kręci, z drugiej, trzeba pamiętać aby z sobą nosić pół kg zbędnego żelastwa. Obecnie chyba wszyscy maja klucze do tego wynalazku bowiem samochodów pełne ścieżki i nie znam ich, chyba nie należą do mojego koła...

Wolno wyjeżdżamy na szosę biegnącą obok naszego domku myśliwskiego. Podjeżdżamy pod drzwi i po otworzeniu wnosimy klamoty, zamierzamy bowiem przenocować i rano dalej popolować. Chcę zresztą przy dziennym świetle jeszcze raz obejrzeć dokładnie miejsce gdzie niezbyt się popisałem...

Stanisław rozkłada kolację i krojąc jakieś zapasy bierze się do jedzenia. Ja postanawiam przetrzeć lufę broni, nie lubię spać z świadomością, że jakiś robaczek skrobie ją od środka... Widząc, że rozkładam wycior i psikam sprayem do lufy, Przyjaciel zdziwiony rzuca – po co to robisz, przecież nie strzelałeś (sam bardzo luf czyścić nie lubi, wierząc w zapewnienia producentów, że są odporne…), jak to nie strzelałem mówię, miałem dzika jak stodoła i spaprałem sprawę. Chyba żartujesz, przecież nie było strzału, z łukiem chyba nie polujesz, blisko siebie byliśmy i ja nic nie słyszałem.

Wydaje się to niemożliwe a jednak strzał z 7 mm był zupełnie nie słyszany w odległości kilkuset kroków. Nie wiem czy czas taki, ciśnienie powietrza lub konfiguracja terenu sprawiła, że był to ‘głuchy’ strzał. Rano się okazało, że nie tylko dla mego Kolegi, dla odyńca również...


Jaworze 1994




04-08-2009 13:21mariandzikI pudło się zdarza. Ja jestem jeszcze w dołku po wczorajszym jak to spudłowałem wymarzonego kozła. Spaprałem sprawę, a boli to niezmiernie. Pozdrawiam i Darzbór.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.