DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Hubert C07-10-2009
Przejazdem...

Chciałem sprzedać swój pierwszy samochód – siedemnastoletnią wówczas skodę. Będąc na weekend w mojej miejscowości dałem ogłoszenie do lokalnej gazety i wróciłem do Poznania do pracy.

Pewnego popołudnia wybrałem się z moją dziewczyną na strzelnicę do Antoninka. Strzelaliśmy sobie z mojego nowego nabytku – żółtego szaleństwa – chińskiego sztucera jw 105 w kalibrze 223 rem – cieszyłem się jak małe dziecko z zabawki, bo wreszcie miałem małokalibrówkę – fakt, że tandetną, ale na droższą po prostu nie było mnie stać. Wolałem więc mieć taką, niż żadnej.
W pewnym momencie zadzwonił telefon…
- Dzień dobry, czy ogłoszenie na skodę aktualne – odezwał się głos w słuchawce.
- Aktualne – odpowiedziałem – po czym umówiłem się z jegomościem następnego dnia w mojej rodzinnej miejscowości.
Odstawiłem moje Bejbe lekko podirytowane na przystanek autobusu podmiejskiego z Antoninka do Poznania, tłumacząc, że musiałem dać ogłoszenie u mnie w mieście – z prostej przyczyny – w dużym mieście tak stary samochód o wiele trudniej by było sprzedać, a tak może kupi je jakiś rolnik do wożenia wiader, łopat, grabi itd. – przynajmniej tak mi się wydawało. Poza tym, był to zawsze powód do wyjazdu na polowanie…
Tym bardziej, że jadąc do domu miałem możliwość jechać przez drugi z obwodów mojego koła położony na Pałukach – nie miałem oczywiście zamiaru marnować takiej okazji do strzelenia dobrego polnego kozła…
Jak pomyślałem tak zrobiłem i postępując wybitnie nie po gentelmańsku zostawiłem kobietę na przystanku autobusowym, żeby zdążyć przed wieczorem do łowiska.

Już w drodze do łowiska zadzwoniłem do pracy i poprosiłem o urlop na jutro. Po około godzinie jazdy byłem pod domem kolegi z koła, u którego jest książka ewidencji wyjść myśliwych.
- Witam! – wrzasnąłem zza płotu.
- Oooo, cześć, dawno cie tu nie było.
- Dawno, na indywidualnym to prawie rok, przyjechałem na kozła.
- To jedź i poluj…
- A mógłbyś podpowiedzieć gdzie… nie chcę jechać w ciemno.
- Słuchaj. Było już kilku kolegów i nikt nic nie strzelił. Nie wiem gdzie jest jakiś ciekawy rogacz, pewnie na każdym rejonie coś będzie, tylko weź je podejdź… Popatrz w książkę i sam zdecyduj.
Chwilę jeszcze rozmawialiśmy, po czym wpisałem się do książki i pojechałem w łowisko.
Czułem się jak dewizowiec, tylko, że bez podprowadzającego. Obwód prawie całkowicie mi nie znany. Byłem na kilku zbiorówkach i dwa razy indywidualnie. Dwa lata wcześniej udało mi się strzelić ciekawego rogacza, ale praktycznie miejscowy kolega zaprowadził mnie wtedy do niego za rączkę. Teraz miałem radzić sobie sam. Objechawszy kilka łąk i pól postanowiłem zasiąść na ambonie. Usiadłem na ambonie położonej pomiędzy szachownicą pól, zacząłem się rozglądać i wypatrywać rogacza, a także miejsc, w które mógłby przyjść. Przez drogę przy ambonie przekicał zając, w powietrzu latały jaskółki i jerzyki, poza tym jak okiem sięgnąć – pola. Czerwona tarcza słońca powoli zbliżała się do linii horyzontu. Po godzinie obserwowania totalnej łowieckiej pustyni wsiadłem do samochodu i kontynuowałem objazd łowiska. Zrobiłem kilka kilometrów przejeżdżając polnymi drogami nieznane mi tereny. Może byłem tu na zbiorówce? Pewnie tak, ale zimą wygląda to zupełnie inaczej. Jedna droga przechodziła w następną, jeden łan zboża w inny, gdzieś pojawiła się jakaś łąka, potem znów pole i następne i tak na przemian. W pewnym momencie z odległości ponad pół kilometra zauważyłem kozła, nie widziałem co ma na głowie, więc postanowiłem go podejść, żeby zobaczyć. Gdy tylko zatrzymałem samochód kozioł podniósł głowę i spojrzał w moją stroną – nieźle są tu wyszkolone – pomyślałem i czym prędzej odjechałem schować się za łan rzepaku.

Wiaterek, który wiał, był na tyle silny, że powodował szum rzepaku. Wykorzystałem go do podchodu. Podchodziłem za łanem rzepaku, a gdy byłem blisko kozła, robiłem kroki dopiero wtedy, gdy wiatr powodował szum zboża.

Przeszedłszy za całym półkilometrowym łanem rzepaku znalazłem się przy rowie melioracyjnym. Podchodziłem dalej wzdłuż rowu melioracyjnego po krótszym boku rzepaku, który mierzył około stu metrów. Wyszedłem na skraj rzepaku i zobaczyłem mojego kozła jak pasie się około 150m ode mnie. Złożyłem się do strzału z pozycji klęczącej opierając łokieć o kolano. Jednak odległość wydawała mi się zbyt duża na precyzyjne ulokowania niewybaczającej błędów, małokalibrowej kuli. Musiałem podejść kozła jeszcze bliżej, czołgając się nadal wzdłuż rowu. Podczołgałem się na około 70m i położyłem na plecach żeby trochę odpocząć. Poleżałem chwilę – wydawało mi się, że długo – choć była to pewnie nie więcej niż minuta. Gdy ręce przestały mi drżeć złożyłem się do strzału, wycelowałem w komorę rogacza i nacisnąłem spust. Słyszałem wyraźne uderzenie kuli i zobaczyłem kozła pędzącego w stronę rowu. W myślach już widziałem jak się przewraca, jednak nie przewrócił się, biegł i wbiegł w krzewy wyrastające z rowu i… nie wybiegł z drugiej strony. Zarepetowałem sztucer i poszedłem w miejsce gdzie wbiegł do zarośli. Niestety nie mogłem nigdzie dojrzeć leżącego rogacza. Przeszedłem na drugą stronę rowu i sprawdzałem czy może wydawało mi się, że nie wybiegł z rowu w zboże… Jednak śladu po wybiegnięciu rogacza nie było. Zacząłem się trochę denerwować bo robiło się coraz ciemniej, rozejrzałem się po polach, gdzieś jakiś dom, gdzieś szczekał jakiś pies, poza tym byłem sam, na totalnym odludziu. Nawet nie miałem za bardzo kogo poprosić o pomoc, bo kolega, u którego byłem zapewne już spał. Przeszedłem krzaki jeszcze dwa razy i nic. Sytuacja zaczęła robić się trochę dramatyczna, tym bardziej, że wiedziałem, że na pewno rogacza trafiłem i na pewno nie wybiegł on z krzaków, do których wbiegł. Przepadł jak kamfora. Postanowiłem pójść rowkiem, w znacznej części był on wyschnięty, gdzieniegdzie widniały tylko pojedyncze kałuże. Wszedłem rowkiem w krzaki, pokrzywy porastające brzegi były wyższe ode mnie. Było już zupełnie ciemno. Szedłem malutkimi krokami, zupełnie nie widząc podłoża i w końcu pojawiła się przede mną jasna suknia strzelonego kozła. Nie potrafię opisać ulgi, którą w tym momencie poczułem. Jeśli jednak Drogi Czytelniku zdarzyło Ci się żmudne poszukiwanie strzelonego zwierza zakończone sukcesem to zapewne znasz to uczucie. Leżał przede mną piękny, stary, jak się później okazało dziewięcioletni Szydlarz. Wyciągnąłem go z rowu, wypatroszyłem i zacząłem ciągnąć w stronę samochodu. Do auta miałem około pół kilometra, po jakichś stu metrach nie miałem już siły więc zaniechałem dalszego ciągnięcia tuszu i poszedłem po samochód. Wzdłuż rzepaku dało się jechać, ryzykując inwektywy z rolnikiem, przejechałem skrajem pola po tuszę i czym prędzej stamtąd odjechałem. Rogacz dostał idealnie na komorę, tusza dzień później ważyła w skupie 21kg. Po odstawieniu tuszy do skupu zadzwoniłem do kolegi, u którego wpisywałem się do książki i opowiedziałem całą historię i jakie mam trofeum. Okazało się, że nikt wcześniej tego rogacza nie widział.

Takie to było przypadkowe spotkanie przejazdem przez praktycznie nie znany mi obwód. Samochodu nie sprzedałem. Potencjalny klient, z którym się umawiałem nie przyjechał na spotkanie, ale gdyby nie on, nie miałbym tak oryginalnego kozła.




25-10-2009 14:51Manek67Ad. Hubert C.
Przeprosiny zamieściłem w wątku z "Brązowym Dzikiem"..., z pewną klauzulą, dlaczego z klauzulą? tam jest czarno na białym.

Chciałbym Kolegę prosić o uściślenie pewnej kwestii, otóż zamieścił Kolega kilka fraz, które mnie jednak niepokoją, otóż napisał Kolega:
"Każdy ma swoją wizję polowania,... inni dla mięsa..." oraz: "...ale ktoś inny może to postrzegać jak mięsko i czuć już zapach pieczeni - i też dobrze." DOBRZE? Naprawdę dobrze? Naprawdę dobrze się Kolega czuje z kimś kto poluje dla mięsa? W takim razie "dobrze" jest strzelić "najtłuściejszą" loszkę w watasze?, "dobrze" jest strzelić największego cielaka z chmary? bo na pewno najzdrowszy i będzie dobre mięsko, "dobrze" jest wywalić z dwóch luf w środek stada kuropatw - najlepiej cieknących? - będzie duuuuuużżżżooo mięska.
Oczywiście, że przerysowuje, ale przecież wiesz o co mi chodzi. Wstrzymam się od własnego komentarza, zapytam Cię klasykiem:
"Mięsiarz - pogardliwe określenie myśliwego polującego wyłącznie dla zdobycia dziczyzny. Z bólem trzeba przyznać, że nie brak u nas mięsiarzy i ścierwiarzy, nie różniących się wiele pod względem upodobań od kłusowników." Stanisław Hoppe, "Słownik języka łowieckiego" Rok wydania 1981.
Jeżeli jeszcze raz powiesz, że to takie samo polowanie jak Andego czy moje, to ... cofam przeprosiny :-D

"Poza tym, Kolego, 223rem to nie kaliber do strzelania lisów tylko ludzi!!! Z sarną tymbardziej sobie poradzi. A czy każdego rogacza trzeba rozstrzelać z 30-06, albo 7x65R?(mam oba)"
Wiem. Ty też wiesz czym się różni "ludzki/wojskowy" pocisk 5,56mm od myśliwskiego Rem223. Nie mam Rem'a, tylko Win308 i 8x57 w drylingu, ale podprowadzając wielokrotnie myśliwych dewizowych, którzy często z tym kalibrem przyjeżdżają na rogacza miałem kilka złych doświadczeń.
Polegały one mniej więcej na tym, co stało się u Ciebie. Tzn problemem z odnalezieniem prawidłowo /komorowo/ strzelonego rogacza. W najgorszym przypadku skończyło się to nawet odnalezieniem zaparzonej już tuszy dopiero następnego dnia /deszcz i około 200-stu metrowa odległość od miejsca przyjęcia kuli do miejsca upadku/. Co mam do tego kalibru: najkrócej, to to, że nie powoduje śmierci wystarczająco szybko i zwierzyna uchodzi (cierpi o wiele dłużej, niż po "standardowej" siódemce). Z czego to wynika? Myślę, że wiesz: zbyt mały TKO i to chyba jedyna, ale bardzo poważna wada. Pocisk przeszywa tuszę i jeżeli nie jest naprawdę bardzo precyzyjnie umieszczony to
zwierz ujdzie daleko. Inną kwestią, ale nie mniej istotną, jest bardzo
ograniczone farbowanie i brak śladów zestrzału. Myślę, że mając Rem'a (o tak płaskiej trajektornii lotu pocisku) strzelałbym w kark. Wtedy albo czyste pudło, albo pada w ogniu - chociaż gdy pomyślę o strzale w tchawicę, to sam nie wiem jakby to wyglądało.
NIe potraktuj tego proszę jak "naigrywanie" się, lecz jako dyskusja "na teamt"
Darz Bór










































































































24-10-2009 12:40Hubert CKoledzy Dziekuję za komentarze i przepraszam za zwłokę w odpisywaniu, nie miałem dostępu do neta. Także odpiszę teraz wszystkim po kolei :) ad Jersey:

Bejbe wróciło całe i zdrowe i jeszcze poszło na piwo z koleżankami.





ad Manek67:

Każdy ma swoją wizję polowania, jedni polują dla trofeum, inni dla mięsa, jeszcze inni dla samego polowania, a jeszcze inni są myśliwymi po to, żeby napić się wódki z kolegami, albo jeździć do kochanki pod pretekstem wyjazdu na polowanie. Gdyby wszyscy mieli takie samo podejście byłoby nudno. Kolego, chyba trochę za bardzo się przejmujesz innymi ludźmi, z taką żółcią to najprędzej nabawisz się nerwicy natręctw, albo padniesz na zawał. Poza tym pisanie, że kalam czyjeś inicjały totalnie mnie nie znając jest dla mnie obraźliwe i żądam przeprosin. Napisałem przecież, że strzeliłem starego szydlarza - na stronie łowieckiej to chyba zrozumiałe, że wcześniej go rozpoznałem, ślepy by przecież rozpoznał. Poza tym, Kolego, 223rem to nie kaliber do strzelania lisów tylko ludzi!!! Z sarną tymbardziej sobie poradzi. A czy każdego rogacza trzeba rozstrzelać z 30-06, albo 7x65R?(mam oba). Dalej piszesz, że spotykasz coraz więcej myśliwych, którzy najpierw strzelają, a potem patrzą co zwierz ma na głowie, to źle, ale w moich stronach jest dokładnie odwrotnie. Tacy myśliwi co najpierw strzelali, a potem patrzyli czy to w ogóle rogacz, a dopiero później co zwierz ma na głowie, to najczęściej emerytowani półkownicy, nadleśniczowie i byli dyrektorzy PGRu, którzy teraz mają po 80 lat. I kto im wtedy podskoczył? Na szczęście teraz jest inaczej. Ale wracając do głównego powodu Twojego oburzenia - piszesz, że polując na płową najwięcej czasu poświęcasz podziwianiu piękna tego zwierza - i dobrze, cieszę się Twoim szczęściem, ale ktoś inny może to postrzegać jak mięsko i czuć już zapach pieczeni - i też dobrze, i oby mu smakowało :)






ad łyska:

Jeździłem tylko tam gdzie byłem zapisany, wszak rejony duże.






ad ULMUS:

Pewnie, że się nie gniewam ;) no.. z wyjątkiem tego "kalania inicjałów".






ad podróżnik:

nie ma co się przejmować takim Mankiem. Facet myśli, ze wszyscy powinni robić tak jak on uważa za słuszne.


pozdrawiam wszystkich,

DARZBÓR!!!
16-10-2009 23:46Manek67Kolego Podrróznik.
Masz jednak rację. Przynajmniej w jednym. Żyjemy i polujemy w różnych światach. Co dla ciebie "nieistotny szczegół", to dla mnie ISTOTA polowania. Bo nie tkwi ona w strzale i pozyskaniu.
Zaczynasz rozmowę od określenia mojego komentarza jako
"brednie", wyzłośliwiając się ile wlezie. Następnie stajesz się "bezstronnym" Mentorem i Katonem, czym udowadniasz ponownie, że masz rację: "rozmowa" z Tobą jest niemożliwa, bo dokładnie to, co zarzucasz mi stosujesz w swoim jedynie słusznym rozumowaniu. Ani przez chwilę nie podniosłeś polemiki do poziomu dyskusji i wskazania argumentów przemawiąjących na korzyść swojej tezy, Ty wiesz lepiej. Oczywiście, że byłem złośliwy w swoim komentarzu, ale skoro Hubert C. zdecydował się na "publikację" swojej twórczości, to poddał się również krytyce współczytaczy. NIE pisząc ani słowa o trofeum wpisał się model myśliwego, dla którego trofeum to "nieistotny nudny szczegół" To jest postawa którą popierasz ?!? Już nie chcę podnosić wątku, że mój komentarz był świadomą prowokacją i próbą wywołania do tablicy tematu.
Nic nie wiem o Tobie i Twojej postawie jako myślwiego - fakt. Natomiast postawa jaką przyjąłeś, czyniąca z adwersarza niespełna rozumu stalinowskiego śledczego dała mi prawo do wyrażenia wątpliwości co do Ciebie i Twojej wizji polowania. Niczego już tu nie zmienimy. Twoje zacietrzewienie nie pozwala na sprowadzenie tej "rozmowy' do poziomu rzeczowej wymiany argumentów. Przykro mi.
Przeczytaj mój komentarz do wypowiedzi ULMUSA - i proszę przeczytaj ze ZROZUMIENIEM, o ile choć na chwilę spadnie ci z oczu "czerwona mgła zaślepienia" Pozdrawiam i życzę otrzeźwienia.
16-10-2009 21:58podróżnikPanie Manek 67 trudno polemizować z kimś kto stosuje argumentacje dewotki,która zna tylko jedną prawdę -swoją własną.Fakt nie używa pan wulgaryzmów,za to pisze ,,kolega'',kala imie itp. a to co niby jest,jak nie forma obrażania drugiej osoby.Jakim prawem ocenia pan mnie czy kolegę Huberta czy jesteśmy etycznymi myśliwymi czy nie.Widzę że masz pan duszę dochodzeniowca i śledczego jednocześnie.Takiego nagromadzenia bredni jakie pan nawypisywał mn.pod moim adresem dawno nie czytałem.Już mnie pan rozszyfrował,już pan wie co ze mnie za osobnik.Pewnie tak jak to pan sugerował w stosunku do opowiadania kol.Huberta ja też poluję z samochodu.Tu muszę dodać że nawet nie otwieram okien przed strzałem.Więcej polemiki z mojej strony nie będzie-szkoda czasu na odpisywanie komuś kto pomylił zdrowy rozsądek z paranoją.
16-10-2009 14:35ULMUS:)) spoko Hubert sie pewnie nie pogniewa
16-10-2009 11:33Manek67Ulmus, chyba masz rację, trochę mnie "poniosło", ale to pewnie dlatego, że niestety postrzegam wśród nas coraz więcej takich, którzy najpierw ciągną za spust, potem patrzą, co "na głowie". Nie jestem do końca pewien do której kategorii należy Hubert C, w końcu nie napisał ani słowem o trofeum, a to trochę dziwi.

Kwitesencją POLOWANIA to jest to o czym pisze na przykład Andy. Wiem że go czytujesz więc nie muszę tu niczego objaśniać,ale SERDECZNIE polecam teksty Andego moim adwersarzom, szczególnie "SZYDLARZ", może zrozumieją wtedy różnicę między "pozyskaniem", jakiego dokonał Hubert, a misterium, którym powinno być każde polowanie - szczególnie to na zwierzynę trofealna.

Odważę się sam poddać krytyce i zamieszczę tu coś, co spłodziłem :-)
A co niech się i na mnie powyżywają :-D
Pozdrowienia i Darz Bór
16-10-2009 10:55ULMUSprzecież napisał : " nie widziałem co ma na głowie więc postanowiłem go podejść żeby zobaczyć " Dalej z opowiadania wynika że podszedł Kolega kozła na ok 70 metrów ... wystarczy chyba żeby zlornetować . Nie dopisał co ma kozioł na głowie .. taki styl literacki ... w czym tu problem . Opowiadanie nie jest opowiadaniem sportowca strzelacza czy mięsiarza ... dla mnie ok. Facet cieszy się że miał farta mimo że miało go na polowaniu nie być , o co chodzi . Nie każdy jest Sienkiewiczem. Pisał to go pióro niosło , jakby to sto razy przeredagował , może byłoby lepiej ale nie dramatyzujmy , to jest ok.
15-10-2009 16:49dob3Kol Manek67 Przejazdem to jest opowadanie a nie sprawozdanie dla Sejmowej Komisji Śledczej.
15-10-2009 15:40łyskaHubert
czy tak krążąc po tych pałuckich łanach nie zapędzileś sie w oddział gdzie nie byłeś zapisany?
15-10-2009 09:31Manek67Kol.Podróżnik!
Gratuluję Koledze świetnego samopoczucia i świadomości czym jest POLOWANIE. Jednak wstrząsające jest podejście Kolegi do jego istoty, szczególnie w kontekście słów: "często pozbawiona nudnych szczegółów", nooooo... jeżeli dla Kolegi ocena trofeum i jego wartość, to "nudne szczegóły", to życzę dalszej realizacji tego co Kolega czyni, ale czy to można nazwać POLOWANIEM. Jeżeli w polowaniu na samce płowej jest coś istotniejszego niż piękno chwili i jakość trofeum, to proszę mi to wskazać. Jeżeli Kolega poluje dla samego umieszczenie krzyża w tuszy i pociągnięcia za spust, to jedźże Kolego na strzelnicę, nie kalaj polowania.

Co do "nudnych szczegółów" to proszę zwrócić uwagę że Kolega Hubert zdążył nam opisać, jak odpoczywa na plecach, bo nie mógł od razu oddać strzału, ale nie znajduje czasu na jedno zdanie o formie poroża.
Uznaje za zasadne podać wagę tuszy, ale dalej nic o parostkach. W tym kontekście zupełnie nie rozumiem, po co są zasady selekcji i dlaczego "nudnymi" szczegółami zajmują się komisje wyceny ?!?

O tempora, o mores. Jak widać dochowaliśmy się pokolenia, które poluje według zasady: "najpierw strzelę, potem się zobaczy".

Czy Kolega się czuję obrażony? Czy obraziłem Kolegę Huberta? Proszę mi wskazać wulgaryzmy czy inwektywy w moim komentarzu. Daleki jestem i byłem od tego. Wskazałem na elementy tego "opowiadania" których opisanie w tej formie wygląda na naruszenie podstawowych zasad i istoty POLOWANIA w moim rozumieniu, pozostawienie ich bez komentarza, to zgoda na to. Z czym, jak Kolega już zauważył zdecydowanie się NIE ZGADZAM! Odbiera mi Kolego prawo do wyrażenia własnego zdania? A jakimże prawem?

STRZELAJ Kolego do woli, masz do tego prawo, jeżeli nie zrozumiałeś co mnie oburzyło, to nie moja wina, mam tylko nadzieję, że takich, jak Ty i Kol.Hubert C. jest niewielu.

Życzę dalszych sukcesów w zabijaniu zwierząt łownych :-D
14-10-2009 17:15podróżnikCzytając ,,recenzję'' kolegi Manka 67 dochodzę do wniosku że być może pomylił opowiadanie którego chyba nawet nie czytał do końca z jakimś dochodzeniem prokutatorskim.Brednie które wypisuje na temat sposobu polowania autora tekstu to tzw.ględzenie dla samego ględzenia.Fakt że autor nie opisuje zdobytego trofeum,nie pisze jak przykłada lornetkę do oczu,aby w blasku zachodzącego słońca ocenić zgodnie z ...obiekt łowów.Ale co z tego,czy brak tych opisów upoważnia do dyskredytacji myśliwego,do obrażania go.Pytam tylko za co.Hubert C. napisał OPOWIADANIE ,a to forma z zasady lekka i często pozbawiona nudnych szczegółów.Autor ma prawo do swojej interpretacji przygody którą przeżył,czytelnik co podkreślam - prawo do oceny .Pozostaje jednak pytanie o prostą i podstawową tzw. kulturę osobistą w ocenianiu innych. Koledzy więcej życzliwości.Ps. Kolego Hubercie zachęcam do dalszego pisania,tylko w następnym tekście opisz szczegółowo -z ilu metrów strzelałeś,jaka była temperatura powietrza i wody w rowie,podaj siłę wiatru,a przed strzałem czy sprawdziłeś dokładnie czy to kozioł,krowa a może koń.Pozdrawiam.
14-10-2009 13:29Manek67Nie wierzę, po prostu nie wierzę, że można tak polować... Zastanawiam się, czy nikt tego nie czytał, czy tak się w Naszym Modelu Łowiectwa poluje na rogacze?
Co mnie tak bulwersuje? Jeżeli jest ktoś taki, kto tego nie rozumie, to nic tylko siąść i płakać. Chociaż tytuł tego opowiadania oddaje całą treść, szkoda, że Kolega nie oddał strzału z "przejeżdżającego" samochodu ;-(.
Koledzy !
Wskażcie mi, w którym momencie Hubert C (wrrrrr.. kala inicjały mego Bratanka), dokonał rozpoznania i oceny rogacza pod względem zasadności odstrzału i selekcji. W którym momencie spojrzał choć raz na parostki by sprawdzić do czego oddaje strzał ?!?! Polując na samce płowej (a i samice też) najwięcej czasu poświęcam pięknu tego zwierza, potem ocenie tego czy strzał spełnia wymogi tego wszystkiego czym są "zasady selekcji", a jeżeli nie ma na to czasu to po prostu strzału nie oddaję.
To co opisał nam "Kolega" Hubert C., to jakieś chore wynaturzenie (nawet zakładając, że miał odstrzał na wszystkie klasy wieku).
Jak do tego podszedł? - jak do ZABICIA zwierzęcia, a nie do jego upolowania.
Jak zaczął, tak i skończył; czy "szanowny Kol" podzielił się z nami informacją o tym jakież to trofeum mu sprezentował Św.Hubert, skoro tusza ważyła 21 kg? Ot wrzucił "ścierwo" do bagażnika i pojechał dalej "polować"
Niestety, to tacy Koledzy robią nam renomę w społeczeństwie. Równie bardzo dziwi mnie brak jakiegokolwiek komentarza ze strony innych forumowiczów.
PS. I oto najlepszy przyczynek do "regulaminowego" zezwolenia na strzelanie z takich "lisich" kalibrów do grubego zwierza.

Darz Bór "Koledze" i życzę trochę więcej zrozumienia, że polowanie to nie tylko "oddanie strzału" a coś zupełnie innego.
12-10-2009 13:35Jerseya Twoje Bejbe, po dżentelmeńsku zostawione na przystanku ? ;-) napisałeś co ze skodziną, a zapomniałeś o Bejbe.
pzdr & gratulacje

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.