DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Urtica10-11-2009
Fatamorgana


Fatamorgana.

„Wiesz co widziałam kilka dni temu?” krzyknęła na mój widok koleżanka, kiedy spotkałyśmy się na jednej z naszych babskich posiadówek przy myśliwskiej nalewce: „Widziałam żurawie!”. Informacja niby zwyczajna, ale zważywszy na fakt, że grudzień się kończył się i wielkimi krokami nadciągał Sylwester, brzmiała jednak nieco dziwnie. „Żurawie odleciały dawno temu, a zawitają do nas koło marca” chciałam ściągnąć Jolkę na ziemię, bo wydawało mi się, że jako żona myśliwego i miłośniczka przyrody powinna takie rzeczy wiedzieć. „Też tak myślałam – powiedziała – ale uwierz mi, widziałam żurawie! Ty wiesz jak one szybko biegają?!” Nie wiedziałam, bo jak tylko udawało mi się je podejść na tyle, żeby złapać w obiektyw aparatu fotograficznego, natychmiast wzbijały się do lotu. Ale żeby uciekały na piechotę? Nie, tego nigdy nie widziałam. Lubiłam Jolkę i nie miałam nic przeciwko faktowi, że w grudniu widziała biegające po polu żurawie. Może skrzydła im zdrętwiały z zimna i nie mogły się wznieść? Może nie odleciały? A może już przyleciały? Ostatnimi czasy przyroda płata nam różne figle. Zostawiłyśmy sprawę żurawi, oddając się naszym babskim sprawom i wydawało się, że sprawa przyschła, żeby nie pewien fakt. Kilka dni później przyjechał znajomy i przywiózł mi w prezencie parę złotych bażantów. Wiem, że były ozdobą jego hodowli i nie mogłam się nadziwić, że teraz tak łatwo się ich pozbywa. „Przerzucam się na strusie, tak jak sołtys. Wiesz, że kilo mięsa strusia kosztuje ponad 80 zł??” Nie wiedziałam. I wcale mnie to nie interesowało. Nie miałam zamiaru ani kupować, ani tym bardziej jeść strusiny, - zastanowiło mnie coś innego. „Ile masz tych strusi?”- zapytałam. „Na razie cztery, ale będzie więcej” odparł znajmy zacierając ręce. „A sołtys?” – drążyłam temat udając zaciekawienie. „Aaaaa, on to nie wiem, bo kupił sześć, a cztery mu uciekły. Dwa złapał, ale reszta gdzieś się włóczy po polach.” Fakty skojarzyły się same: Bolkowie mieszkają niedaleko sołtysa, strusie udając żurawie biegały po jolczynym polu, więc koleżanka miała rację. Wzięłam do ręki słuchawkę, ale szybko zrezygnowałam z powiadomienia Jolki o swoim odkryciu. Przecież ona gotowa obrazić się na mnie, że jej nie uwierzyłam! Uśmiechnęłam się tylko w duchu; jutro polowanie, a wszędzie dookoła wsi obwody łowieckie koła z S., a to się ktoś zdziwi...

Brak wiary w biegające po polu grudniową porą żurawie, zemścił się na mnie kilka dni później, kiedy zmuszona byłam opuścić moje sielskie-anielskie zadupie i udać się do stolicy. Zamieszkałam u przyjaciół, którzy byli właścicielami gustownego apartamentu na Kabatach. Okna owego mieszkanka wychodziły na ulicę „Przy Bażantarni”, której chodnik oddzielony był od jezdni pasem zieleni i sporymi kasztanowcami. Kiedy rano odsunęłam rolety okna, zobaczyłam, że środkiem owego pasa, od drzewa do drzewa, charakterystycznymi skokami, przemieszcza się wiewiórka. Czarna wiewiórka. Poszperałam w pamięci, obudziłam zaspany umysł i uświadomiłam sobie, że mimo bliskości zarówno Lasu Kabackiego, jak i rezerwatu Natolin, czarnej wiewiórki nie powinno tu być. Jej miejsce jest w górach! Kiedy reszta towarzystwa wstała i leniwie przeciągając się zleźli się wszyscy do kuchni, oświadczyłam im, że widziałam czarną wiewiórkę. „A nie białą?” nieśmiało spytała koleżanka. Po wczorajszym wieczorze mogła mieć takie podejrzenia. „Nie – upierałam się przy swoim – widziałam czarną wiewiórkę!”. „Nie dość, że w środku dużego miasta, to na dokładkę jeszcze miasta nizinnego, tak?” - kpiła niemiłosiernie. Jej mąż ze stoickim spokojem podrapał się w kosmatą pierś i powiedział: „Aśka, a pamiętasz to ogłoszenie, które wisiało w na drzwiach wejściowych? Że komuś tchórzofretka zginęła...”

Jaki morał z tych historii? Trzeba uważnie przyglądać się przyrodzie, wszystkie z pozoru niezwykłe zjawiska przyrodnicze, mają swoje wytłumaczenie. Ale temu niemieckiemu myśliwemu, któremu wyszedł gepard pod ambonę podczas polowania w południowych Niemczech, to współczuję....

Opowiadanie ukazało się swego czasu na łamach Zachodniego Poradnika Łowieckiego, ku przestrodze łowców strusi, pum, a ostatnio i pancerników...




13-11-2009 15:08mariandzikHe. Ciekawa przygoda. A co do żurawia uciekającego na nogach / ciekach to widziałem takiego. Była wiosna i siedziałem za rogaczem. Na brzegu bagna, paprociami na brzegu lasu wyszedł mi pod ambonę żuraw! Nie miał jak się wznieść, bo z lasu się nie da więc zwiał "na piechotę". Pierwszy i jedyny raz widziałem takie zjawisko, ale byłem pod wrażeniem. Nie to, że szybko brodził, ale biegł i był bardzo szybki.
A strusinę polecam. Bardzo ciekawe mięso w smaku.
10-11-2009 16:38ULMUShi hi hi :) dobre dobre
10-11-2009 16:18ARGO-3006

...."Pokrzywko" podoba mi się Twoje opowiadanie ,a puenta w szczególności...Pozdrowienia ,DB.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.