DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: mikesz16-02-2011
Biernat.

Peter grabił podwórko z liści. Późna jesień zmuszała gospodarza do systematycznego sprzątania obejścia. Robił to powoli lecz energicznie. Siwe włosy i ogorzała twarz dziwnie z sobą kontrastowały. Jednak szare roziskrzone oczy mówiły nam, że mężczyzna choć dobiegający już sześćdziesiątki to zdrowy i energiczny jeszcze człowiek. Zaciśnięta w zębach fajka i stary kapelusz myśliwski zdradzały zainteresowania jakimi malował swój świat.

Odpoczywał właśnie opierając się na grabiach kiedy gdzieś z oddali usłyszał warkot silnika. Znał ten charakterystyczny dźwięk. Zmarszczył brwi i pociągnął z fajeczki. Kiedy podjechał UAZ mężczyzna pomyślał tylko - coś w łowisku nie tak kiedy przy sobocie do mnie jadą. Z piskiem starych okładzin hamulcowych "radziecka myśl techniczna" zaparkowała w poprzek drogi. Z samochodu wyskoczył siwy gruby jegomość nad wyraz ruchliwy jak na swoją posturę. Drugi w mundurze milicjanta został w kabinie z dziwnie spuszczoną głową - czytał czy jak?

Witaj Peter, zagadnął przyjezdny.
Witaj Bronku, co Cię sprowadza w moje skromne progi?
Kłopoty Peter, kłopoty.
To wiem - odpowiedział gospodarz - przecież inaczej bym cię tu nie zobaczył - szeroki uśmiech rozjaśnił twarz Petera.
Ech Peter, nie mam czasu na żarty. Krótko Ci powiem. Zostajesz oddelegowany z Nadleśnictwa do milicji do "Akcji Ślad".
Ktoś w naszym obwodzie kłusuje a jego tropy są dziwne bo wyjątkowe wielkie. Zaprzyjaźnieni grzybiarze mówią, że to Biernat... i tu potoczyły się szczegóły akcji.

Po kilku minutach kończąc Bronisław powiedział - odprawa w poniedziałek o siódmej, będziesz "Ich" przewodnikiem. Obejdź jutro to uroczysko i sprawdź czy są tam jakieś zmiany, nic więcej nie rób. Uważaj na siebie jak tam pójdziesz Piotrze.
Darz Bór.
Darz Bór Bronku - odpowiedział gospodarz - marszcząc brwi, kiedy Bronek zwracał się do niego po imieniu to znak, że sprawa pilna i nieco ryzykowna.
Oparł łokcie o furtkę i obserwował zmagania kierowcy z UAZ-em. Po chwili udało się kierowcy zawrócić na wąskiej drodze i w tumanach kurzu odjechał w powrotnym kierunku.

Mężczyzna zamyślił się...Biernat. Partyzant który przeżył wojnę dzięki okolicznym lasom. To on obmyślał ataki i przeprowadzał brawurowe akcje. To znów był ścigany. Zawsze wyprowadzał chłopaków z opresji a straty w jego oddziale były zawsze najniższe. Był szanowany jako dowódca, bo był najlepszy. Po wojnie wstąpił do milicji i do partii. Potem mając pewne możliwości (teść wysoki rangą urzędnik w UBP a potem SB) pomógł młodzieńcowi ukończyć studia i wejść w szeregi oficerów. Myślistwo którym się zajął było jak gdyby po drodze. W 1984 roku postrzelił śmiertelnie kolegę z tego samego Koła. Dziwnie, bo z obu rur dubeltówki i prawie jednocześnie. Biernat na sprawie sądowej błagał o litość. Polował "na pióro z podchodu" a zapadający zmierzch zmylił go kiedy zobaczył postać przy drzewie. Myślał, że to dzik, a to kolega odpoczywał w pozycji siedzącej. Nie udowodniono Biernatowi umyślnego zabójstwa choć ówczesne władze i rodzina zabitego odnosiły się do tego inaczej. Biernat już wcześniej był obserwowany przez kolegów w Kole w którym polował bo mówiono, że kłusuje. Biernat po sprawie został zwolniony ale z wyrokiem w zawieszeniu. Stracił pracę, uprawnienia na broń i co gorsze został rozwodnikiem bo teść tak chciał. Na domiar złego przypłacił to dwoma pobytami w zakładach psychiatrycznych i wylądował na rencie. Teraz po latach był niczym pustelnik, łaził po lasach budował ziemianki, zachowywał się niczym partyzant. I tu koło się zamknęło, albo ktoś patroszy zwierza wykorzystując jego ziemianki lub on sam jest taki głupi. Biernat może być nieobliczalny a w kniei niezwykle niebezpieczny...

Peter otrząsnął się ze swoich myśli. Noo, czas poinformować o wszystkim połowicę a w niedzielę pod pretekstem obejścia łowiska zajrzeć na uroczysko. Cholera - pomyślał w duchu - tyle tam bunkrów, jeśli to Biernat to długo będziemy go szukać. Kto to był ten w mundurze?...

Peter raptem się obudził, nie podniósł głowy, nie poruszył się, jeno otworzył oczy i spojrzał na fosforyzujące wskazówki ruskiego budzika MIR. Ten wskazywał 5:30. Myśli popłynęły w kierunku Biernata i swoich również partyzanckich przygód. Sam złapał się na tym, że choć już tyle minęło czasu to i on ma swoje wojenne przyzwyczajenia. Ustawił budzik tak, aby go widzieć a nie podnosić czy obracać głowy, aby w razie niebezpieczeństwa nie pokazać po sobie, że żyje. Cholera - pomyślał - jeśli Biernatowi odbiło zupełnie i stwierdzi, że jest obserwowany to odezwać się mogą partyzanckie przeżycia i zacznie walczyć, a jeśli posiada jakąś broń to co?

Peter odgonił od siebie złe myśli. Wyłączył budzik aby ten nie zadzwonił. Zsunął się z łóżka i po cichu opuścił sypialnię. Nie chciał budzić żony. Wczorajsza rozmowa była ciężka. Poszedł do kuchni i nastawił wodę w czajniku. Ruszył powoli do łazienki. Po chwili stary Junkers oznajmił, że gospodarz uraczył się ciepłą wodą. Po chwili wrócił do kuchni i kiedy czajnik zaczął gwizdać zalał sobie kawę. Spałaszował śniadanie i popił mocną kawą. Przypalił fajkę i myślał. Po krótkich myślowych za i przeciw ruszył na strych z nożyczkami. Znalazł stary koc i wyciął z niego dwa wielkie bo prawie metrowe kwadraty. Zszedł do kuchni i znalazł konopne mocne dwa długie sznurki, zapakował to wszystko do torby myśliwskiej. Wszedł do stołowego pokoju i z szafy wyjął dwururkę i kilka Brenek. Wrócił do kuchni i odruchowo sięgnął po fajkę. Tym razem jednak jej nie zabrał. Przewiesił torbę i broń przez ramię i ruszył do komórki. Wystawił rower (westchnienie kolegów bo wiedzieli, że to Bałtyk) i energicznie wyszedł na drogę. Jedno pchnięcie z nogą na pedale i już siedział na siodełku. Wczesny ranek był mglisty i zimny jednak zapowiadał się piękny dzień. Skręcił w ulicę biegnącą w kierunku kniei. Za zakrętem ale z widokiem na jego podwórko stał brązowy duży Fiat. Przejechał obok ale kierowca i pasażer zawzięcie nad czymś dyskutowali i nie zwracali na niego uwagi. Zaś pasażerów z tyłu nawet nie zauważył a jeden z nich tym razem nie udawał, że czyta jeno bacznie zlustrował rowerzystę. Ki czort - pomyślał Peter - takie ekstra auto pod domem sąsiada? Mam ubeka za miedzą? Obserwują moją chałupę? A może to ja jestem podejrzany? Uśmiechnął się do swoich myśli i palnął z cicha - a kto mnie znajdzie na uroczysku...

Zjechał z drogi w las. Tu taka limuzyna nie wjedzie, a więc trącał ich pies. Po kilkunastu minutach leśnymi ścieżkami dotarł do bruku. Tu skupił swoją uwagę na drodze aby nie zjeżdżać z kostki i nie zostawić śladów. Przykrył dłonią dzwonek bo ten zaczął hałasować. Kolejne kilka minut i dotarł do zagłębienia w terenie gdzie droga była prawie zarośnięta paprociami. Tu się zatrzymał. Zsiadł z roweru i odczekał chwilę aby wyregulować tętno i wczytać się ciszę. Upewniwszy się, że jest tu sam, położył na bruku torbę i oparł o pobliskie drzewo broń. Podniósł rower na bark i wszedł z nim w paprocie. Wystarczyło kilka kroków aby rower stał się niewidoczny. Cofając się do bruku podnosił paprocie aby wróciły do poprzedniej pozycji. Zarzucił torbę przez ramię i wyjął dwie breneki. Załadował fuzję i tak uzbrojony ruszył przed siebie. Nie przeszedł daleko. Teraz należało zejść z bruku i skręcić na wschód bo tam jest uroczysko i jedna z ziemianek. Znów wykorzystał drzewo aby oprzeć broń. Wyjął z torby dwa wycięte płótna i owinął nimi stopy. Konopny sznurek dopełnił całości a tym samym nie pozwolił aby te dziwne owijki zsunęły się z nóg. Tak ubrany ruszył powoli przed siebie. Poczuł tętno w skroniach i suchość w ustach. Muszę być niewidzialny i niesłyszalny - pomyślał - z tym drugim nie było problemu dzięki owijkom, z tym pierwszym, oooo, to już gorzej. Po kilkunastu krokach dotarł do krzaków za którymi była ziemianka. W oddali zarejestrował warkot silnika. Zlekceważył owy dźwięk bo wiedział, że ludzie robią sobie skrót przez Puszczę. Wychylił się lekko zza krzaka i "studiował" tę dziwną budowlę. Z jednej strony oparta o stary bunkier a z drugiej biegnąca ukośnie do tej ściany tworzyła sporą budowlę. Prowizoryczna ale funkcjonalna. Taką mógł zbudować tylko partyzant, tylko Biernat. Obserwował i słuchał kilka minut. Nic, cisza. Zatem można obejść ziemiankę. Wyszedł na maleńką polankę. Zdeptana ściółka świadczyła o sporym ruchu w tym miejscu. Odruchowo spojrzał pod nogi. Obok jego obutych stóp widniał potężny ślad ni to stopy. Nerwowo przełknął ślinę, cholera - pomyślał - trop taki jak ja teraz zostawiam. Biernat, draniu!!! Kłusujesz!!! Zostawiasz dziwny trop w tych owijkach albo nie zostawiasz wcale. Kiedy patroszysz to spokojnie możesz deptać posokę bo przecież zdejmiesz szmaty a but czysty będzie i nikt nigdy nie zobaczy protektora!!! Zreflektował się szybko i skupił się na wejściu do ziemianki. Odsunął wiązkę gałęzi i zajrzał do środka. Ku jego zdziwieniu oparta o krzywą półkę stała skrócona dubeltówka. Obrzyn cholera. Teraz myśli przetoczyły się przez głowę Petera niczym stado koni. On tu jest!!! Szelest za plecami, unik z półobrotem w prawo pozwolił zmylić przeciwnika. Napastnik zamachnął się i wraz z siekierą wpadł na ścianę z gałęzi, upadając jednocześnie.

Peter był już spokojny, zareagował jak za dawnych lat, szybkim acz płynnym ruchem odciągnął kurek broni patrząc leżącemu w oczy. Biernat nie próbował się podnieść, wiedział, że Peter naciśnie spust jeśli spróbuje wstać. Znał przecież Petera, jednego z jego lepszych "chłopaków". Spojrzał i on na dziwne buty Piotra i skierował wzrok na swoje. Puszczę ogarnął szatański śmiech. Biernat chichotał co raz głośniej i głośniej a po chwili wskazał palcem gdzieś w bok. Peter jednak nie zareagował od razu bo obawiał się, że Biernat celowo wskazuje jakiś cel. Jednak coś go korciło aby spojrzeć za siebie. Odsunął się jednak o kilka kroków i bokiem stanął do przeciwnika. Teraz skierował wzrok w prawo. Ku jego zdziwieniu zobaczył mundurowego milicjanta w stopniu kapitana trzymającego w dłoni pistolet. Tego samego co z UAZ-a. Obok niego stał Bronek i dwóch cywilów z brązowej limuzyny również z bronią. Wszyscy jak jeden mąż mieli owijki takie same.
Chichot Biernata przeszedł w szloch...

Upadek komuny pozwolił Bronkowi naświetlić postać Biernata. Pół roku przed zatrzymaniem w owym uroczysku Biernat udusił myśliwego przy ambonie a dla zmylenia tropu sfingował samobójstwo przez powieszenie. Zginęła wówczas dubeltówka która pojawiła się miesiąc później w łowisku jako broń kłusownicza.

Dlaczego Peter brał w tym udział? Nawet Bronek nie wie. Najgorsze było to, że Biernat został w uroczysku na całą noc zaskakując tym samym "wielkie głowy". Peter jadąc rowerem w uroczysko wyprzedził milicyjną obławę ryzykując życiem. Odwrotu już nie było, tylko cichy podchód trzech milicjantów i Bronka mógł uratować życie Peterowi.

Przez wiele lat Bronek pluł sobie w brodę, że naraził przyjaciela na śmierć, podziwiał zimną krew Petera, bo dzięki niej przeżył...

Od autora;
Imion bohaterów już nie pamiętam...




20-02-2011 17:59Ross 31Fabuła tego opowiadania zawiera w treści wątki dokumentu.Gratuluję pomysłu.
16-02-2011 22:40cezetka527TAK TO NAPISANE ŻE ODCZUCIE JAK BYM TO JA GO PODCHODZIŁ. ŚWIETNE.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.