DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY21-04-2011
Bywało i tak....

Na terenie naszego obwodu jest przekaźnik, którego budowla strzela w niebo ogromną misą anteny na kilkanaście metrów wzwyż. Za czasów bytności Armii Radzieckiej było to bardzo ważne miejsce na mapie i odpowiednio był chroniony przez ich jednostki. Po 1981 roku w niedalekiej odległości od tej budowli w ziemię wkopało się ok. 20 mołojców z młodziutkim lejtnantem. Po początkowo sztywnym i na dystans pobycie nudzący się żołnierze zaczęli wtapiać się w otoczenie i nawiązali bliższe znajomości z okolicznymi gospodarstwami a zwłaszcza z jednym, gdzie jak wieść gminna niosła, samogon był zawsze do kupienia. O tym, że napitek jest w tym domu wiedziała również Milicja Obywatelska, która bywała tutaj bardzo częstym "gościem" skutecznie likwidując materiały i aparaturę. Oczywistym jest, że najbardziej z faktu braku napojów niezadowoleni byli żołnierze, nudzący się jak mopsy bo co można robić przez lata całe w lesie i w ziemiankach.

Jakoś tak się stało, że żołnierze szybko stali się znakomitymi rolnikami i "obrabiali" ziemię należącą do gospodarstwa i zajmowali się chudobą a gospodarze mając więcej czasu podnieśli wydajność... MO pomimo zapędów szybko zniechęciła postawiona blisko domu dwójka wartowników z bronią. Niby, że teren wojskowy... Trwało to trochę i wszyscy byli zadowoleni z przyjaźni obu narodów. Choć czuli się bardzo pewnie żołnierze na naszym terenie i na czujności im nie zbywało, nawet bardzo daleko od przekaźnika.

Ok. 6 km od przekaźnika na skraju lasu stoi pomnik i niewielkie obramowanie osłania mogiłę żołnierzy radzieckich poległych w czasie ofensywy i walk w 1944 roku. Pewnego dnia a właściwie nocy wyszedłem ok. 2 nad ranem z naszego domku aby zejść właśnie w okolice tego pomnika i siąść na usytuowanej w niewielkiej od niego odległości ambonie. Wyszedłem pierwszy – kolega się jeszcze gmerał i wolno idąc asfaltem w dół zmierzałem popod pomnik. W końcu doszedłem i stanąłem słuchając czy wreszcie nie idzie. Nic nie słychać więc idę pod pomnik i siadam na barierce kładąc broń na kolanach. Zapalam papierosa i czekam na spóźnialskiego. Ciszę przerywa dźwięk pracującego na wysokich obrotach silnika. Coś ciężkiego jedzie z dołu i mocno się męczy aby pokonać wzniesienie. Wokół ciemno jak w studni, jedynie zapach pól i ziół intensywniejący sugeruje, że świt coraz bliżej. Wściekły siedzę i dopalam papierosa do końca aż mnie parzy – niestety, były wtedy na kartki i żal było wyrzucić niedopałka.

Samochód ciężko wyjeżdża za wzniesienia i widzę wąskie szparki osłoniętych reflektorów. To wojsko. Oślepia mnie ostre światło szperacza i słyszę gromkie: stój, ciskaj orużie... Jak mogę stać jak siedzę i w końcu czemu moja wymuskana Frankonia z lunetą ma być ciskana w trawę. Wściekły warczę, zgaś ten kaganek bo mnie oczy bolą i słyszę... repetowanie broni. W jasnym świetle na wysokości nosa lufy patrzą mi w oczy. Nie ruszam się już i nic nie mówię – czort wie co im do łba strzeli. Słyszę jakieś szepty i nagle po polsku – daj dokumenty i co tu robisz. Poluję – chyba widać – odpowiadam. Broń dalej trzymam na kolanach. Sięgam do kieszeni i wyjmuję plik pozwoleń. Studiują długo i uważnie i po chwili dostaję je z powrotem. Sięgam do kieszeni po kolejnego kartkowego zastanawiając się ile mi ich jeszcze zostało gdy pod nos wyjeżdża otwarta paczka Biełomorów – zachęcające, no zapal. Ty stąd. No stąd, tutaj poluję. No para. But zdarowyj...

Trzask rozładowywanej broni, klaskają drzwi i odjeżdżają. A mnie zaczyna kłapać szczęka i chwilę to trwa nim ją unieruchomię obiema rękami...

Pomnik – Braciejowa 1982




22-04-2011 00:00Piotr 30.06Ja tak miałem, jak wracałem z morza czerwonego przez Rosję w latach 80",
parking na totalnym zad.piu, stajemy renówką 18 z niewiadówką na haku, jemy kolację a tu z krzaków wyskakuje 5 młodzików z ak, dokumenty etc. a na odchodne żebrają o mydło...

p.s.
mydło z dobrej woli dostali :D

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.