DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: cezetka52720-06-2011
MYŁKUS

Wczesnym rankiem wybrałem się w teren by się rozejrzeć, co gdzie w trawie piszczy. Kiedy tak sobie jechałem samochodem, rozmyślałem o różnych dziwnych miejscach, w których już dawno nie byłem. Jest jedno takie miejsce, w które rzadko kto zagląda, bo teren nie dość, że podmokły i trudno dostępny to jeszcze w dodatku usiany podziemnymi jamami bobrów, które się zarywają i można nieźle wpaść lub złamać nogę. Nie wiem co, ale coś mnie tam ciągnęło. Pomyślałem sprawdzę sobie nęciska i jadę.

Jechałem tak rozmyślając o różnych miejscach i nawet nie wiem, kiedy się tam znalazłem, kiedy skręciłem z krętej asfaltowej drogi jechałem polną kamienistą drogą pomiędzy wałem a rzeczką. Jadę powoli i wypatruję ukrytych w trawach niespodzianek – bobrów. Wtem po drugiej stronie widzę kozła. Podnoszę powoli lornetkę i widzę młodą sylwetę kozła, który patrzy na mnie z zaciekawieniem. Widzę u niego tylko część tego, co kozioł nosi na łbie i to w dodatku nie całą, druga strona zasłonięta była wysokimi trawami. Widłak pomyślałem na pierwszy rzut oka i wrzuciłem jedynkę by ruszyć. Wtem kozioł ruszył się i zrobił kilka kroków, co on do licha, powiedziałem, co on ma na głowie? Orzesz ty. Kozioł stał jak wryty, więc mogłem go sobie spokojnie obejrzeć. Na prawym możdżeniu widzę szóstaka z 2-3 cm grotami ładnie uperlonego ze sporą różą, lewa strona to widłak z małym kilkucentymetrowym szpicem od róży ku górze i coś w kształcie widłaka skierowane w dół. Myłkus, ale jaja, cichaczem i spokojnie jakby nic ruszyłem przed siebie.

Ledwie zajechałem za zakręt, wcisnąłem gaz do dechy i wio do domu po sztucer. Gnałem ile wlazło. Wpadłem do domu jak piorun i równie szybko z niego wyleciałem. Żona nawet nie zdążyła ust otworzyć by spytać, co się stało. Jeden, dwa, trzy, cztery biegi wrzucałem niczym kierowca rajdowy podczas wyścigu. Prułem prosto do książki i to ile fabryka dała. Wpis jak się później okazało wyglądał niczym pismo lekarskie na recepcie, ale to nie ważne. Znów jeden, dwa, trzy, cztery i pełen gaz, myślę sobie, „jeśli kozioł tam stoi to jest mój”, jeśli nie to? to jest gdzieś w pobliżu - poczekam choćby cały dzień.

Wyłaniając się spokojnie zza zakrętu widzę, że kozioł stoi spokojnie na tle sąsiedniego wału i patrzy w moją stronę. Co teraz? Jak stanę pewnie ucieknie, holender, co robić? Stanąć teraz czy minąć go i wtedy stanąć? Dylemat jak diabli. Zdecydowałem się zgasić silnik i stanąć nie mijając go. Kiedy wyłączyłem silnik a auto toczyło się powoli, kozioł podniósł wyżej łeb i patrzył. Nie ma mocnych, zwieje, taki głupi to on raczej nie jest, pomyślałem. Otwieram cicho drzwi a kozioł patrzy na mnie. Od razu po wyjściu z samochodu kucam w trawie i niczym kaczuszka dreptając po kucaku odchodzę kilka metrów od samochodu żeby kozioł się nie zorientował gdzie jestem. Podnoszę się powoli cały dygocząc z podniecenia i widzę tylko łeb kozła, który patrzy na mój samochód jak na 8 cud świata. Podnoszę się coraz bardziej do góry i składam się do strzału. Wtem kozioł mnie zauważył i niczym sprinter po huku wystrzału ruszył ostro przed siebie, co teraz? Gwizdnij pomyślałem, gwizdnij. Gwizdnąłem. Kozioł zwolnił i przystaje. Mierzę w sylwetkę kozła, który nadal jest w ruchu. Gwizdnąłem raz jeszcze, kozioł stanął i wtedy padł strzał. Kozioł zwalił się w trawę pisząc testament.


To niemożliwe pomyślałem, to czysty fart. W trawie leżał kozioł, który spisawszy testament odszedł do wiecznej krainy. Dygotałem jakbym miał palpitacje serca a adrenalina uchodziła ze mnie z każdym oddechem. Wsiadłem w samochód i udałem się przez najbliższy mostek po kozła. Gdy dotarłem na miejsce mym oczom ukazał się piękny myłkus. Dziękuję Ci św. Hubercie za piękne i ciekawe trofeum oraz za wspaniałą łowiecka przygodę.


Waga tuszy 17 kg, waga parostków po preparacji 406g

Darz Bór.




08-07-2011 07:41mikeszPewnie kozioł był Niemcem i myślał - o rzesz te polaki, jeżdżą takimi zabytkami.
Podoba mi się, proste i czytelne.
20-06-2011 20:18janiOd razu widać, że pisze zawodowiec! Gdzie tam nam, amatorom, równać się z takim piórem! Fabuła oryginalna, w stylu: "pojechałem, zobaczyłem, strzeliłem, ważył 17 kg!". Do tego mistrzowski styl! Cytuję: "Jechałem tak rozmyślając o różnych miejscach i nawet nie wiem, kiedy się tam znalazłem, kiedy skręciłem z krętej asfaltowej drogi jechałem polną kamienistą drogą pomiędzy wałem a rzeczką". Nieźle się Autorowi jechało, skoro tak szybko znalazł się w różnych miejscach! Czyżby naraz? Taki stan się jakoś nazywa, bilokacja czy coś? Ale ja się na tym nie znam. Wiem tylko, że między wałem a rzeczką! Dobre!!!
20-06-2011 14:59Tomasz.3006Opowiadznie nawet ładne proste w swojej formie ale lubie takie . Ciekawe co to za samochod ze koziol sie tak nie mógł napatrzec ....a swoja droga jak widac ciekawosc to pierwszy stopien do ..krainy wiecznych lowów przynajmniej jesli chodzi o rzeczonego wyzej i opisanego kozla mógł spadac zamiast sie patrzeć wyszło by mu na zdowie ....

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.