DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Partner03-09-2005
Zgoda buduje

Opowiem Wam historię sprzed lat. Byłem członkiem koła raptem od roku. Bardzo lubiłem zbiorówki w tym gronie ze względu na dobrą atmosferę i niezły stan zwierzyny. Polowaliśmy na zwierzynę grubą. Pewnego dnia przy 3 pędzeniu stanąłem w rzadkim górskim lesie mieszanym prawie na skraju linii . Po mojej lewej ręce polował bardzo dobry szanowany w kole myśliwy . Długo polował i znał knieję jak własną kieszeń. Jeszcze bardziej na lewo stanął prowadzący – wice łowczy. Dał znak trąbką, aby rozpocząć pędzenie.

Pogoda była wspaniała , lekki mróz, niebo bezchmurne brak wiaterku. Z daleka, daleka słychać było nagankę. Nagle widzę między drzewami - dzik. Wychylił się bezszelestnie , podniósł tabakierę w górę. Stoi i łapie wiatr . Stał na kulawy sztych lewym bokiem. Byłem dla niego niewidoczny . Dzik wielki – odyniec . Mam kniejówkę, z lunetą 1,5-4 /20 do polowań pędzonych..Serce wali – taki dzik . Szybko zmieniłem powiększenie na największe 4x. Podparłem jeszcze dłoń o pień drzewa aby strzał był precyzyjny i nacisnąłem na spust.

Dzik ruszył do przodu jak oszalały na kolegę z lewej strony. Ten ocknął się , bo go wcześniej nie widział podniósł sztucer do oka i wypalił. W tym momencie dzik pada w ogniu. Przebiegł ok. 60 m. Nie mogłem się doczekać końca pędzenia. Wreszcie trąbka, idę w stronę kolegi . On już jest przy dziku i zaczyna patroszenie – „To mój pierwszy odyniec w tym sezonie” - mówi do mnie zadowolony. Ja trochę niepewny siebie pytam się go delikatnie – „Gdzie mierzyłeś” . Jego strzał powinien mieć wlot z prawej strony , podczas gdy mój z lewej. „W dzika” – odpowiada krótko. Patrzę na lewą stronę , jest wlot na komorze , wylot na miękkie. Drugiego śladu kuli nie widać. Idę śladem dzika w stronę gdzie winien być zestrzał. Są krople farby.

Dochodzi do nas prowadzący i gratuluje koledze. Mówię, im dwóm – „Patrzcie, jest farba od miejsca gdzie ja strzeliłem”. Prowadzący mówi krótko, że nie ma czasu na dywagacje, jeszcze 4 pędzenia. Nie ważne kto strzelił, ważne że jest dzik. Poza tym widział, że dzik padł w ogniu po strzale kolegi – jest jego. Z żalem patrzyłem na szable i fajki odyńca . Pomagam im ciągnąć go do drogi. Byłem skwaszony przez całe polowanie, podzieliłem się z niektórymi kolegami moimi wątpliwościami. Jeden z nich powiedział krótko – ty go walnąłeś w komorę, a Zenek (imię zmienione) w niebo. Ale w tym kole ze względu na dużą ilość padających dzików nie ma zwyczaju badania, kto, gdzie, kiedy. Nie dyskutowałem, bo moja wtedy praktyczna znajomość tajnik myśliwstwa była stosunkowo mierna, kolega natomiast bardzo długo polował. Może się pomyliłem? Po polowaniu już sam spokojnie zbadałem miejsce zdarzenia. Znalazłem zestrzał i drogę dzika. Po drodze oprócz farby kawałki wątroby. Kula weszła na komorę, a wyszła uszkadzając wątrobę – strzał śmiertelny – jestem więc pewien.

Było po polowaniu, oręż wycięty – odyniec na skupie. Żal mi było ale się nie odzywałem.
Po latach stwierdzam, że warto było. Koledzy darzą mnie szacunkiem, że odpuściłem i nie wszczynałem pyskówki. Wspomniany kolega kilka razy ratował mnie, gdy na przykład strzeliłem później kozła , to pomógł mi w środku nocy go szukać – ma fajnego psa. Ma wprawdzie oręż, ale zdaje sobie sprawę, już na zimno, że jednak nie on strzelił. Natomiast tego wspomnienia i pewności, że strzeliłem fajnego odyńca nic mi nie zabierze.





Brak komentarzy do tego opowiadania

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.