DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY12-07-2012
Dryling

Powstał w 1936 roku w pracowni Josefa Fegersa z Rheydt. Kupiłem go przypadkowo po tym jak mój wzrok zatrzymał się na stojącym w linii jednostek broni egzemplarzu. Poprosiłem o podanie. Pierwsze wrażenie – bardzo lekki (nie ma 3 kg). Standardowe Merkle DDR – które nazywałem ‘kombajnami’ – były stosunkowo ciężkie i zupełnie ich unikałem. Po pierwszym złożeniu – już wiedziałem. Musisz być mój. Magiczna moc i piękno zaklęte w metalu i drewnie mocno zniszczonym zauroczyły mnie zupełnie.

Udało mi się odbyć spotkanie z nim na strzelnicy. Miałem 6 naboi śrutowych kalibru 16 oraz paczkę amunicji kulowej 8x57IR – tego tak przeze mnie 'pogardzanego' – wehrmachtowskiego kalibru. Ustawiłem tarczę i odmierzyłem 50 kroków. Z wolnej ręki, przez otwarte puściłem pierwszą kulę. Przyjaźnie pchnął mnie w ramię choć mocno, po męsku. Piasek za tarczą wybuchł obłoczkiem. Strzeliłem jeszcze 5 razy nie sprawdzając.Wolno powędrowałem do tarczy i zdumiałem się. Wszystkie pociski mieściły się w kółku standardowej tarczy. Pogłaskałem podniszczoną kolbę broni i objąłem palcami ciepłe lufy. Powróciłem ponownie na stanowisko i z ok. 35 kroków strzeliłem śrutem nr. 2 do dużego kartonu. Jeszcze nie wiedziałem, że ma w obu lufach pełne czoki. Rzut oka na karton i widzę piękne skupienie i regularne pokrycie. Strzeliłem z drugiej lufy i znów obrazek prawie bliźniaczy. Szybko aby sprawdzić spusty strzeliłem pozostałe naboje i przytuliłem twarz do bronki. To było to. Wiele lat temu ktoś wiedzący o broni wszystko stworzył cacko. Co prawda przez te lata ktoś obchodził się z nim niezbyt pieszczotliwie. Ale nabój wchodził do wylotu samym czubkiem, gwint był ostro zarysowany a po wyczyszczeniu lufy świeciły jak lustro. Nie czekałem dłużej. Nie miałem wolnego miejsca w pozwoleniu. W komis poszedł wspaniały Weatherby i wreszcie był mój...

Na kolbie miał założoną gumową ładownicę zakrywającą prawie połowę drewna. Zerwałem ją pośpiesznie bowiem takie coś jest niedopuszczalne i tworzy dysonans zupełny. Pod nim jednak pobielałe, przebarwione drewno miało dziwny deseń i ściemnienia. Osłonę spustów i zakończenie uchwytu (śliczna rozetka) wykonano z bawolego rogu. Był podrapany i matowy. Na początku wcierałem codziennie po przyjściu z pracy – olej lniany – taki zakupiony w pracowni dla artystów malarzy. Odbyłem rozmowę z prawdziwym Rusznikarzem i przez parę tygodni sączyłem codzienne olej na drewno. Pił zachłannie z początku, później coraz mniej. Drewno ożyło i zaczęło pokazywać swe piękno. Po jakimś czasie gdy już prawie nie spijał oleju użyłem bardzo drobnego papieru ściernego nasączonego olejem. Kolejne kilka tygodni bardzo delikatnie ale z naciskiem polerowałem drewno. Żona dyskretnie skrywała uśmiech jak po powrocie do domu pierwsze kroki kierowałem do szafy z Nim. Trwało to długo i nie czułem paluchów ale efekt był wspaniały. Drewno ożyło i wystawiło do światła niesamowite żyłki i ściemnienia tworzące rysunek fantastycznej plątaniny. Ten kawałek drewna przywodził na myśl jakiś egzotyczny świat i niesamowity krajobraz. Za radą przyjaciela z muzeum nabyłem pumeks i stłukłem go na pył. Miałem w domu kawałki szelaku indyjskiego z czasu gdy namiętnie kręciłem muchy do połowu pstrągów. Teraz kilka bryłek trafiło do najczystszego spirytusu i długo się rozpuszczało uzyskując cudowny kolor opalizującego ciemnego bursztynu. Papką z szelakiem i pumeksem uzupełniłem wszystkie skazy i zacząłem nakładać żywicę z indyjskiego drzewa rozpuszczoną w alkoholu. To bardzo trudne i pracochłonne. Później koszmar polerowania z braku wprawy i techniki. Jednak cierpliwie dochodziłem do wprawy a On odpłacił się niesamowitym rysunkiem i przepięknym opalizującym blaskiem ożywionego drewna. Róg bawoli też został ożywiony i zaczął promieniować hebanowym matem. Znikły rysy i przebarwienia. Wracał i cieszył oczy. Założyłem oryginalną, kauczukową zregenerowaną piętkę broni z amerykańską sygnaturą firmy. Nie potrafiłem jej wyrzucić, byłoby to świętokradztwo.

Lekkie otarcia luf zostały potraktowane specjalną pastą cyjankową do czernienia. Mechanizmy oczyszczone i nasmarowane. Był gotów.

Po raz pierwszy wziąłem go na ambonę w polach aby po prostu posiedzieć i pocieszyć się Nim i wprowadzić w mój zielony świat. Takiej ilości zwierzyny jaką wtedy ujrzałem nie widziałem od lat. Coś jest w ‘starej’ broni, że ciągnie zwierza jak magnes i obiecuje to co w łowiectwie najpiękniejsze. Niespodziewane i oczekiwane...

Darz Bór




13-07-2012 00:31R.D.a urwana szarpnelem głowa podporucznika potoczyła się pod okopy nieprzyjaciela wykrzykując: niech żyje cesarz!!!
12-07-2012 15:25Pan SułekPiękny tekst.Przez chwilę miałem wrażenie ,że jest o kobiecie. Mam jednego dryla z 55 roku i zawsze coś na niego wychodzi.Drugi dryl z 1905 czeka na debiut w polu do zbiorówek zobaczymy jak on przyciąga zwierzyne.
12-07-2012 15:01Manek67Witam Andy :-)
Dawno się nie odzywałeś... Brakowało mi Ciebie Kolego.
Mam prawie podobną historię. Dostałem w prezencie Dryling Kruppa z lat 20-tych ubiegłego wieku. Już nie będę pisał jak wiele wspólnych emeocjonalnych przeżyć mi dostarczyłeś swoim opowiadaniem, ale dziękuję Ci za czysty katalog porad jak do niego podejść... Chylę czoła.
Mam wrażenie, że polujemy bardzo blisko siebie.... Dasz się zaprosić do Przemyśla (nie mam nic wspólnego z Wojtczakiem czy Rząsą, nasze Koło żyje poza ich "opiekuńczością") Wszelkie moje dane masz na moim linku.
Z ogromną porzyjemnością zagościłbym Cię u siebie na zbiorówce
Pozdrawiam
Darz Bór
12-07-2012 12:52nimbusDziekuje Ci Andy za ten przepiekny tekst.Jest tak uroczy jak Twój dryling.gratuluje Nimbus,Darz Bór.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.