DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: benoit04-10-2012
Abra

Białe ściany, a na nich plansze anatomiczne zwierząt. Układ kostny kota, z lewej strony czaszka konia, dalej dokładny opis układu krwionośnego psa. Ostry zapach środków odkażających wbija się w śluzówkę nosa. Zegarek w ciszy wystukuje minuty. Duże białe drzwi otwierają się powoli i widzę w nich postawną sylwetkę Michała, dawnego kolegi ze studiów. Trzyma w ręku szarą kopertę. Abra niespokojnie wierci się koło nogi, jakby wiedziała, że w tej kopercie jest cała prawda o jej przyszłości. Michał podchodzi do psa, czule głaszcze za uszami.
- I jak? – nieśmiało wyskakują mi słowa, tak jakby bały się wypowiadania. Michał wstaje i tężeje na twarzy.
- Zajęta wątroba, śledziona, przerzuty do płuc. Kilka tygodni – nie daje nadziei.
Suka jakby zrozumiała wyrok. Spuszcza głowę. Po chwili kładzie się na ziemi.
Michał siada obok mnie w poczekalni.
- Może to brutalnie zabrzmi, ale powinieneś ją uśpić teraz, gdy jeszcze nie cierpi. Z medycznego punktu widzenia zrobiliśmy wszystko.
- Zbyt wiele przeżyliśmy razem, żebym ją tak, teraz... - próbuję się bronić przed nieoczekiwaną decyzją.
- Przecież jesteś myśliwym – kolega spojrzał wymownie, jakby to określenie załatwiało cały problem.
– Jesteś przyzwyczajony do śmierci, a ona za parę tygodni będzie bardzo cierpiała.
Walczę z myślami.
- Zrobię to bezboleśnie. Uwierz mi, to najlepsze wyjście.

Wchodzę do gabinetu. Abra człapie za mną powoli. Smycz ciągnie się po ziemi. Pies zatrzymuje się przed wysokim metalowym stołem.
- Podsadź i przytrzymaj.
Biorę psa na ramiona. Potulnie siada na stole. Patrzę na tę mordę, z którą przeżyłem tyle lat. Jak klatki filmu przelatują mi przed oczami nasze polowania, wspólne wyprawy i powroty. Radosne machanie ogonem, poranne budzenie szczekaniem. Przytulam psa do siebie. Ufne ślepia patrzą w kierunku weterynarza. Ten zbliża się z trzema strzykawkami.
- Michał nie mogę. Nie teraz, nie tutaj, nie w taki sposób – wyrzucam emocje.
- Twoja decyzja, rozumiem.
Wychodzimy z gabinetu.
- Poczekaj – Michał goni mnie przez korytarz kliniki.
- To recepta na środki przeciwbólowe, przydadzą się - mówi wręczając kartkę papieru.
- Gdybyś potrzebował pomocy, dzwoń...

Prorocze słowa Michała ziszczają się po miesiącu. Abra śpi niespokojnie, popiskuje. Zaczynam aplikować środki przeciwbólowe. Bardzo mało je, chudnie w oczach. Na spacery znoszę ją na rękach. Biję się z myślami. Może to już czas? ale ilekroć chcę dzwonić po Michała, siada przy nodze, liże po rękach, wtula łeb między kolana, patrzy w oczy jakby prosiła o jeszcze jeden dzień.

Nadchodzi piękny sierpniowy weekend. Kolega dzwoni z pytaniem czy jadę na pierwsze z polowań na kaczki. Wczesnym rankiem pakuję wszystkie klamoty do samochodu. Gdy sięgam po dubeltówkę Abra z trudem podnosi się na łapach. Patrzy wymownie.
- Co piesku? Jedziemy na kaczuchy?
Z gardła wydobywa się cichy, ledwo słyszalny, zmieniony chorobą szczek. Ogon zakreśla w powietrzu niewyraźne kółka. Rozkładam koc na tylnim siedzeniu. Do łowiska odcieramy gdy wody jeziora spowijają jeszcze mgły. Koledzy już gotowi, czekają tylko na mnie. Wynoszę psa na rękach.
- Polujcie sami, my zostajemy – rzucam w ich kierunku. Widzę zmartwione miny. Każdy chce przywitać się z Abrą, pyta o zdrowie. Sunia poznaje wszystkich. Prawie z każdym polowała. Ogon delikatnie kreśli kółka w powietrzu, bo choroba nie pozwala na większe ruchy. Psy innych kolegów wyrywają się na łowy.

Odchodzimy w ciche miejsce, niedaleko trzcinowiska. Wielokrotnie tutaj polowaliśmy. Siadam na powalonym pniu brzozy. Rozkładam koc. Abra kładzie się pod nogami i grzeje się w słońcu. Nad głową śpiewa radośnie zięba. W pewnej chwili pies wstaje i kładzie łapę na mojej nodze. To znak, że chce wejść na kolana. Dziwne. Zdarzało się jej tak robić, ale tylko wieczorami i tylko w domu. Nigdy na polowaniu. Podnoszę ją na rękach i sadzam na kolana. Kiedyś potężne kilogramy, teraz prawie nie czuje wagi. Wtula się w kurtkę. Słyszę jej ciężki, powolny, chrapliwy oddech. Delikatnie głaszczę za uszami. Nagle sunia wzdycha głęboko. Kładzie łeb na ramieniu i pręży ciało. Po chwili głowa bezwładnie opada na bok. Patrzę we mgłę i czuje, że coś we mnie pęka. Nie wiem ile tak siedzimy. Pół godziny, godzinę, może dwie. Wracają koledzy.
Piotrek pierwszy orientuje się, że coś jest nie tak.
- Abra? Co z nią - pyta podbiegając.
Po chwili ze zrozumieniem kiwa głową. Niebawem otacza mnie już wianuszek kolegów. Panuje dziwna cisza. Koledzy zdejmują czapki z głów.
- Panowie, przecież to tylko pies, bez przesady – rzuca ktoś z tyłu.
- Może dla ciebie, dla większości ten pies to więcej niż pies – odpowiada Marek i pierwszy ładuje dubeltówkę.
- Panowie, pożegnajmy ją po myśliwsku – podnosi w górę strzelbę.
Chwilę później ciszę jeziora rozrywa salwa kilku dubeltówek. Czuję, że mam mokre policzki...




02-04-2015 18:51ChoorajPodobnie było z moją starą suczką. Czekała na mnie. Byłem na studiach. Zdążyłem przyjechać, czekała. Odeszła z łbem na moich kolanach. Wiem, że kiedyś będzie radośnie biegnąc przy boku mojego rumaka, na niebiańskim stepie w czasie wielkich łowów.
26-12-2012 17:17kargulekNie wiem co ci napisać. Czy czy współczuć utraty przyjaciela, czy gratulowac opowiadania. Darz Bór.
P.S. Mnie również zakręciła się łezka.
23-10-2012 08:53Falconetti007Cholernie wzruszające, zapłakałem klawiaturę! Gratuluję wspaniałego psa, niech Abra będzie wiecznie żywa w Twej pamięci!
05-10-2012 10:37Ross 31Opowiadanie napisałeś z wielkim uczuciem i pomyśleć, że są tacy,którzy myślą że my myśliwi takich pięknych cech jak; wrażliwość,czułość jesteśmy wyzbyci.Totalna bzdura,tym bardziej że jestem w trakcie pisania opowiadania o podobnej treści.Sądzę, że jak się ukaże to również je przeczytasz,DB.
05-10-2012 09:25azazel3Przepięknie napisane, aż mi się łza w oku zakręciła. A jak sobie przypomnę jak swojego wiernego "Asika" trzeba było uśpić to ... ahh szkoda pisać, darz bór
05-10-2012 08:09kongiKolego , poryczeliśmy się z moją "jaszczurką" jak bobry i pobiegliśmy wyściskać swoją sukę, Darz Bór i wierzę że kiedyś jeszcze z "nimi" wszystkimi zapolujemy
04-10-2012 22:36Pan SułekMIała szczęśliwe życie z takim przyjacielem jak ty kolego i to jest ważne!
04-10-2012 21:34przemus401Wróciły bolesne wspomnienia...Moja Figa też umierała na moich kolanach, ale nie w tak malowniczej scenerii. Byłem zmuszony ją uśpić. Do końca życia nie pisnęła ani razu, ale wiem co przeżywała. Kolega powiedział, że twarda była jak komandos i tak też napisałem na jej grobie w lesie pod dębem. Do dziś nie mam innego psa - jakoś nie mogę...

Piękne opowiadanie. I niech szlag trafi tych wszystkich, którzy ględzą, że myśliwi to niezrównoważone emocjonalnie typy.
04-10-2012 17:24werantŚwietne opowiadanie, które przywołuje podobne wspomnienia o byłych towarzyszach (- kach) łowów. Śmierć psa myśliwskiego ma różne oblicza - oby było naturalne (bezbolesne), dla psa i jego pana.
"DB"
04-10-2012 16:15KrzakAleż to napisałeś. Pobeczałem się. Z przerażeniem myślę, że ten moment podjęcia decyzji nadejdzie
04-10-2012 12:48stanislawPięknie Kolego napisane. Z przykrością stwierdzam, że moja suczka równiez zbliża się do tego trudne czasu. Ma już swoje 15 lat z małym kawałkiem i wiem że się zbliżam do tego momentu. Życzyłbym sobie aby w taki sposób mogła odejść. Pies jest prawdziwym towarzyszem naszej pasji i bez niego polowanie to już nie to. Moja Jenny wiele zwierza wytropiła i wiele zwierza wystawiła. Przyjazne nastawienie do Kolegów myśliwych zjednało jej wiele sympatii. Chociaż już nie uczestniczy w polowaniach ale bardzo przeżywa każde moje wyjście do knieji bez jej udziału. Dziękuję jej za chwile wspólnie spędzone na polowaniach.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.