DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Ross 3123-10-2012
"Zagryziak"

Przyszedł na świat w kwietniu 1991 r., jako ślepe szczenię spośród sześciu jakie tego dnia powiła jego matka. Był z doskonałego gniazda. Gdy nadszedł dzień, w którym przyszło wypisywać metryki dla całego, uroczego towarzystwa w jego rubryce wpisano; Smyk z Wyspy Pasieka. Rasa: jamnik szorstkowłosy, umaszczenie; dzicze. To jego imię Smyk, pasowało do niego w całej rozciągłości. Kiedy osiągnął odpowiedni wiek przyjechał do właściciela szczeniaków Tomasz. Długo przyglądał się wszystkim szczeniakom; ich zabawie, zachowaniu i uzębieniu. Nastawił się raczej na kupno pieska i głównie na nie zwracał swoją uwagę. Pierwszy koło nóg Tomasza zjawił się Smyk. Pozostałe podchodziły nieufnie.
- Ten - wskazał na Smyka; ma piękne umaszczenie i jest bardzo odważny.
- Pan jest myśliwym? - zapytał właściciel.
- Tak, już ponad 15 lat i potrzebny jest mi mały pomocnik. Mamy w obu obwodach łowieckich trochę lisów, stąd wybór tej a nie innej rasy. Poprzednio teść miał foksteriera szorstkowłosego, ale w zeszłym roku poszedł do nory borsuczej i borsuki go zasypały. Gdy się do niego dokopaliśmy było już za późno.
- Tak, zdarza się takie zachowanie borsuków. Którego Pan wybiera?
- Tego! - Tomasz wskazał na Smyka. On ma charakter i myślę, że będę z niego zadowolony. Po załatwieniu wszystkich formalności zapakował szczeniaka do torby wyścielanej kocem i poszli do samochodu. Trasę z Opola do Brzegu pokonali w pół godziny. Gdy podjechali pod blok był już wieczór. Mieszkał na pierwszym piętrze. Pozostali domownicy nie mogli się doczekać na przyjazd nowego lokatora. Położył torbę na środku pokoju. Nie czekali długo. Z torby wytoczyła się niemrawo owłosiona, z długimi zwisającymi uszami kulka. Rozejrzał się dookoła, powąchał tu i tam, następnie stanął szeroko i... zrobił siku. Tomasz przedstawił gościa i powiedział - to jest Smyk!No to teraz będziemy mieli urwanie głowy - oznajmiła jego żona.
- Ale zauważyłem, że ci się spodobał. No powiedz prawdę, nalegał Tomasz.
- Nie powiem, jest ładny. Ma taki czupurny, zawadiacki wygląd. Pewnie wyrośnie z niego niezły urwis. Tomasz wiedział, że żona jeśli chodzi o psy myśliwskie zawsze stawiała na pierwszym miejscu jamniki. Wybór rasy był więc nieprzypadkowy. Smyk rósł w oczach, ale jak się miało taki wilczy apetyt, to było to całkowicie normalne. Uganiał się po całym mieszkaniu. Chował się na przykład za wersalką, czaił i nagle wypadał do przodu. Nabierał sił i doświadczenia. Powoli przyzwyczaił się do obroży i do smyczy. Widok smyczy w ręku pana był sygnałem, że oto wychodzi na spacer. Cieszył się wtedy bardzo i biegał jak oszalały. Wokół bloku biegały różne psy. Gdy do niego podbiegały nieruchomiał na chwilę a potem atakował bez ostrzeżenia. Było tak za każdym razem. Tomasz nauczony przykrym doświadczeniem i tą dziwną reakcją Smyka trzymał go na smyczy. Puszczał go wolno tylko wtedy gdy byli w parku lub na polowaniu w Prędocinie.

Gdy skończył dziesięć miesięcy zaczął być intensywnie szkolony i przygotowywany do "swojego zawodu". Były to więc najpierw zabawy w postaci odnajdowania swojego pana, który nagle się gdzieś schował, a potem szukanie po włóczce zguby którą była stara skóra z lisa. Komendy takie jak: siad!, leżeć!, zostań!, - wychodziły mu ciężko i były często powtarzane. Natomiast gdy padała jego ulubiona komenda; Smyk – szukaj!, wtedy jego ślepia nabierały blasku i podejmował ją natychmiast. Najbardziej lubił przeszukiwać stare lisie nory. Gdy do komendy szukaj! dochodziły słowa: bierz go, dawaj go tu!, trząsł się cały z wrażenia, szczekał i wpadał do nory jak burza. Po pewnym czasie nabrał doświadczenia łowieckiego i gdy stwierdził, że w norze nie ma lisa krótko obwąchiwał i dawał znać panu tymi mądrymi ślepiami, że nie mają co tu dalej szukać.

Jego przygody z inną zwierzyną i z nimi bliskie spotkania kończyły się różnie. Pierwsze spotkanie ze świeżym tropem zająca było najbardziej zabawne. Podjął trop zająca i gdy nagle zając wyskoczył mu z przed kufy, cofnął się trochę ale zaraz oprzytomniał i dosłownie zachłystując się od szczekania pognał za nim na ukos przez pola. Na nic zdały się okrzyki; Smyk wracaj!,Smyk do nogi! Ale jakże tu od razu wracać? Przecież ucierpiałaby jego duma. Tak przestraszyć pogromcę lisów i to jeszcze kto: zwykły szarak?! Musiał go przecież pogonić – prawda? Tomasz czekał cierpliwie na niego na skraju zagajnika ponad pół godziny zanim dostrzegł jego sylwetkę. Zataczał się wprost ze zmęczenia. Gdy doszedł do nóg Tomasza wyciągnął się jak długi i ciężko oddychał bokami. Różowy jęzor był wtedy bardzo długi. Tylko te ślepia, płonęły cudownym żarem ze szczęścia i z zadowolenia. Plama na jego honorze została zmazana! Był w siódmym niebie. Tomasz nachylił się nad nim i powiedział: - Ale Ty jesteś uparty! myślałeś, że dojdziesz tego starego gacha? na tych swoich krótkich łapkach? Masz trochę za niskie podwozie. On tylko sprawdził Twoją kondycję, wręcz zabawił się z Tobą. Zagrał ci na Twoim czarnym wietrzniku - śmiał się. Wziął go potem na ręce i zaniósł do domu. Po kąpieli nabrał ponownie wigoru by po pewnym czasie położyć się na swoje miejsce i zasnąć. Spał w bardzo komiczny sposób. Kładł się na grzbiecie i trzymał łapy w górze. Przyjęło się określenie, że śpi do góry kołami.

Po dwóch latach stał się bardziej charakterny jak każdy jamnik. Któregoś dnia po spacerze koło bloku otrzymał drugie imię: Zagryziak! Na chodniku spotkał się z dogiem sąsiada, który stanął nad nim. Był charakterystyczny bezruch i później atak. Capnął go od spodu, powiedzmy w czułe miejsce i dog skowycząc z bólu uciekł przed małym prześladowcą. Od tamtej pory gdy nieoczekiwanie spotykali się razem na schodach dog zawsze ustępował mu miejsca. Przyzwyczaił się do drugiego imienia i na oba reagował tak samo.

Gdy minął mu szósty rok przyjechał do Tomasza myśliwy z Lipek. Okazało się później, że Smyk otrzymał propozycję nie do odrzucenia. Miał spędzić wieczór i całą noc z dobrze zapowiadającą się jamniczką. Całe spotkanie zaczęło się trochę niefortunnie ponieważ na samym tylko początku nieźle ją wystraszył. Później oprzytomniał i się uspokoił. Został na noc. Następnego dnia gdy go Tomasz odbierał trochę dziwnie wyglądał i był jakiś rozkojarzony. Hm, ale po takiej nocy... Później stało się coś dziwnego i strasznego. Po kilku dniach od wizyty w Lipkach nieoczekiwanie dla wszystkich Smyk zaczął powłóczyć tył tułowia. Jego tylne łapy nie mogły utrzymać całej sylwetki i od razu się uginały. W jego ślepiach można było odczytać przerażenie i zaskoczenie zaistniałą sytuacją. Nie rozumiał i nie wiedział dlaczego nie czuje całego tyłu?!! Przecież nie tak dawno szalał po całym pokoju a teraz nie może stanąć na tylnych łapach. Lizał je zawzięcie, pragnąc by ten cały koszmar prysnął jak sen. Jednak to nie był sen!!! Nikt nie wiedział co mogło być powodem, że Smyk utracił całe czucie w tylnej części ciała. Po pierwszej wizycie u lekarza od zaistniałej sytuacji Tomasz dowiedział się, że prawdopodobnie został uszkodzony jeden z dysków w kręgosłupie w tylnej części ciała. Dostał zastrzyk i inne lekarstwa. U jamników stwierdził lekarz nieraz tak bywa, że zostaje nadwyrężony kręgosłup. Zaczęło się żmudne, kosztowne i długotrwałe leczenie, lecz stan jego zdrowia nie ulegał poprawie. Tomasz od znajomego dowiedział się, że w Opolu są prowadzone operacje po których zakłada się na tylną część tułowia coś w postaci wózka, który podtrzymuje cały tył. Ciężko mu jednak było uwierzyć by jego najdroższy przyjaciel takie rozwiązanie zaakceptował. Przeprowadzono operację, lecz tak jak przypuszczał Tomasz wózek dla Smyka był tylko utrapieniem. Rozerwał go na strzępy .Przestał jeść, tylko pił wodę i to niedużo. Gasł w oczach. Zastrzyki i lekarstwa nie pomagały. W domu zapanował smutek, żal i bezsilność. Przykro było patrzeć jak ten ulubieniec wszystkich domowników się tak męczy. Trzeba było nieuchronnie podjąć decyzję - co dalej robić? Czy dalej patrzeć na męki biednego przyjaciela, czy też je przerwać. Na myśl tego co nieuchronne łzy same napływały do oczu. Serce targał ból i jak ostrze sztyletu przeszywał całe ciało. Tomasz oznajmił żonie, że nie da Smyka uśpić jak zwykłego kundla. Był przez całe swoje krótkie życie psem myśliwskim i zasługuje na szacunek.

Następnego dnia postanowił go zabrać jeszcze raz w jego ulubione tereny myśliwskie. Był piękny słoneczny dzień. Soczysta zieleń muskana promieniami słońca mieniła się cudownym blaskiem. Wziął go na ręce owiniętego w koc i poszli w kierunku lasu. Popatrz Zagryziaku jaki piękny słoneczny dzień... słowa się urwały i zaczął płakać. Przytulił mocno go do siebie i szlochał całą drogę. Miejsca wybierał nieprzypadkowo. Doszli na małe wzniesienie, gdzie rosły wspaniałe, wysokie sosny. Tu zaczynał i wzbogacał swoje doświadczenie łowieckie. Usiedli wśród sosen. Tomasz płacząc długo mówił do swojego przyjaciela i tulił go do siebie. Zauważył, że jego cudowne ślepia gasną powoli. Próbował go posadzić lecz jego kufa nagle opadła i dotknęła ziemi. Głośny, rwany szloch targnął całym jego ciałem...
- Nieeee!!!!!, żałosny okrzyk pochwyciły drzewa i poniosły koronami hen daleko, daleko.

Tego samego dnia pośród wysokich sosen można było zauważyć mały, biały obelisk na którym wyryto dwa słowa; Smyk – Zagryziak. Tomasz żegnając się ze swoim przyjacielem powiedział; Święty Hubercie, patronie myśliwych, przyjmij do swojego grona czworonożnych przyjaciół tego oto wspaniałego psa. Niech knieja szumi nad Twoją duszą. Darz Bór Zagryziaku.




14-03-2015 07:44ChoorajMiałem bardzo podobną przygodę z moją wierną suką. Kiedy byłem na studiach moja żona powiadomiła mnie, że moja przyjaciółka i towarzyszka gaśnie. Żona musiała włożyć ją do budy. Stara suka czekała na mnie i odeszła dopiero kiedy się ze mną pożegnała.
31-10-2012 14:20Ross 31Zastanawiam się nad tym,czy może gdyby nie te spacery po schodach przez sześć lat tam i z powrotem;-może by się to nie stało ?.Nie wiem ???...

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.