DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: kosinus30-01-2013
Zbiorówka na ponowie - marzenie każdego myśliwca.

Dziś nie mogłem spać w nocy, śniły mi się polowania i watahy dzików przebiegające linie myśliwych, to mój mózg przygotowywał się wcześniej niż ja do polowania zbiorowego. Wstałem przed budzikiem. Jeszcze ciemno na dworze a ja już pędzę na zbiórkę myśląc o tym jedynym czarnym zwierzu na rozkładzie. Święty Hubert podarował nam świeży śnieg tego dnia. Zbiorówka na ponowie - marzenie każdego myśliwca. Droga mija mi wolno, jednak nie przejmuję się tym, w sercu już jestem w lesie. Jadę ostrożnie, śniegu jest bardzo dużo, miejscami są zaspy, przez które ledwo się przebijam. Dojeżdżam do stanicy, większość kolegów już dotarła, stoją w grupkach i żywo dyskutują. Miło znów zobaczyć te uśmiechnięte twarze. Wszyscy są radośni, pełni nadziei na myśliwskie przygody i spełnione łowy. Knieja, pięknie przystrojona białym puchem, już zaprasza.

Następuje odprawa myśliwych, przedstawienie naganki i piesków. Łowczy rozpoczyna polowanie, ruszamy. Pierwszy miot i już widzę dwa przemykające dziki, serce rozedrgane, nadzieja rośnie. Zapominam o zimnie kąsającym policzki tego dnia. Dziki przechodzą w miocie daleko od mojego stanowiska. To nic myślę, już je widziałem i jestem szczęśliwy. Po zakończeniu pędzenia relacjonuję kolegom jak sprytnie przeczekały pod świerkiem awangardę naszych piesków i niemal po ich tropie ruszyły w bezpieczną głuszę. Naganka także rozentuzjazmowana; były dziki, duże - krzyczą, poszły na prawo! Podniosły nastrój nie opuszcza naszej braci.

Ruszamy na kolejny miot. Rozstawiamy się, parę chwil później w dali słychać sygnał rogu, to znak na rozpoczęcie drugiego pędzenia. Nasi dzielni piechurzy ruszają przez gęstwinę. Czekam, nasłuchuję. W oddali słychać pieski okładające teren przed pokrzykującą i pohukującą naganką. Delikatne płatki śniegu przystrajają bielą nasze myśliwskie ubrania. W takich chwilach cały świat, wszystkie problemy i zmartwienia nie mają znaczenia, gubią się gdzieś w leśnych ostępach. Naganka dochodzi do linii myśliwych, miot zakończony, zwierza w nim nie było. Nikt tym się nie martwi, wiemy, że to tak naprawdę loteria i mimo iż każdy z nas trzyma w ręku broń to nie tylko o strzelanie tutaj chodzi. Każdy chłonie atmosferę lasu, cieszy się chwilą, wolnością.

Łowczy obiecuje sukcesy w następnym, jak to zwykł określać, groźnym miocie. I znów zastygamy w bezruchu, rozpoczyna się trzecie pędzenie. Zmysły wyostrzają się, wszyscy skupieni czekają na tę jedyną chwile. Długie minuty później w głębi młodnika rozlega się krzyk naganki i gra psów oznajmiające obecność zwierza. Ściskam mocniej sztucer, czyżby teraz miało się powieść, czy dziki przetną linię przy moim stanowisku? Święty Hubert chce inaczej, kto inny ma swój czas. Na flance padają strzały, pierwszy, drugi, trzeci. Echo niesie je daleko w głuszę. Zostaje po nich tylko niezmącona cisza. Nieco później sygnał rogu kończy miot. Idziemy w stronę flanki. Bór podarzył dwóm kolegom. Na rozkładzie dwa dziki - wycinek i przelatek. Łowczy zarządza zbiórkę, dekoruje zwierzynę złomem, wręcza jego część szczęśliwym myśliwcom i składa gratulacje, łowcy dekorują nim swe okrycia głów. Zdejmujemy czapki oddając cześć zgasłej zwierzynie a sygnalista gra dzik na rozkładzie.
Po tej ceremonii robimy przerwę. W mroźnej zimowej scenerii kiełbaska z ogniska i gorąca, słodka herbata smakuje jak królewski posiłek. W ożywionej atmosferze, słychać trzask ognia i gwar opowieści nemrodów o przygodach w kniei. Wszyscy rozpromienieni uśmiechami i rozgrzani ciepłem ognia snują wesołe anegdoty. Iskierki szybują w białą dal, śnieg skrzypi pod nogami. Gdyby nie stojący nieopodal traktor z przyczepą dałbym głowę, że wszystko dzieje się w zamierzchłych czasach i tylko czekać jak z drągowiny wychynie tur by sprawdzić co to za dziwne hałasy.

Posiłek zakończony, czas ruszać dalej na spotkanie myśliwskiej przygody. Czwarte pędzenie już obstawione, tym razem bierzemy wysoki sosnowy las, rusza naganka. Jestem ustawiony na lewej flance. Długo stoję i czekam. Wrzawa zbliża się, przygotowany do strzału trwam w napięciu. Mijają mnie pomarańczowe kamizelki. Myślę sobie znów nic, nie mam dziś szczęścia. Słucham oddalających się głosów, pada salwa wystrzałów. Czarny zwierz poszedł na czoło miotu. Wszystko pomału cichnie. Rozleniwiony ciepłym posiłkiem tracę czujność, nadzieja na spotkanie zwierzyny pomału gaśnie.

W pewnej chwili patrzę i nie wierzę, piękny duży dzik sunie wprost na mnie. Cichcem wymknął się nagance i pieskom, przebił ich linię i teraz niezauważony stara się dostać do rosnącego za moimi plecami gęstego zagajnika. Biegnie pięknym ciężkim krokiem silnego odyńca, co chwile przystaje i nasłuchuje, znów rusza, głęboki śnieg pryska spod jego rapet. Przypominają mi się słowa mojego wprowadzającego, jakie powiedział na pytanie: jak rozpoznam odyńca? – jak go zobaczysz to będziesz wiedział że to jest odyniec, teraz dokładnie rozumiem, o co mu chodziło.

Dzik jest coraz bliżej, serce bije mi jak młot, czuję je w całym ciele. Wszystko dzieje się jak w zwolnionym tempie. Podrywam sztucer, zwierz jest tuż, tuż jakieś 30 metrów. W tym pędzie i przypływie adrenaliny wydaje mi się jeszcze większy, czuję jego siłę i spryt. Dzik przystaje, ponownie wietrzy i rozgląda się. Pulsujący krzyż na ułamek sekundy zatrzymuje się na komorze na kulawy sztych. Teraz! myślę, tylko nie zerwij... Huk wystrzału rozbrzmiewa po lesie. Zwierz rusza lecz jakby coś go odepchnęło i sunie w nieco innym kierunku, jednak uparcie do obranego sobie wcześniej celu zielonej gęstwiny. Mija linię myśliwych. Trzęsącą się lekko ręką przeładowuję strzelam ponownie jednak, chybiam, kula wyraźnie dołuje. Dzik znika w zagajniku. Dosłownie minutę, może dwie później sygnalista oznajmia zakończenie miotu. Podchodzą do mnie koledzy. Opowiadam pospiesznie całą sytuację, idę na miejsce zestrzału. Na śniegu są wyraźne ślady farby, myślę - jednak strzał był celny. Wracam na linię i jeden z kolegów oferuje swoją pomoc w poszukiwaniu postrzałka. Idziemy tropem ku zagajnikowi. Po dłuższej chwili widzimy go, jest! Ten niesamowity zwierz w swych ostatnich tchnieniach nie odpuścił, dokonał tego co podpowiadał mu jego instynkt i doświadczenie, dotarł do swojego celu, zgasł dopiero "bezpieczny" w zagajniku.

Zbierają się pozostali, pokonany czarny rycerz zostaje udekorowany złomem, koledzy gratulują, inni dwaj myśliwi także strzelili dwa duże dziki. Czuję ze jestem jeszcze trochę oszołomiony, to mój pierwszy odyniec na polowaniu zbiorowym. Otrzymuję złom, umieszczam go na mojej zimowej czapce, zabiorę go do domu jako pamiątka pięknego udanego polowania. Udekoruje nim wiszące na ścianie poroże, moją pamiątkę po pradziadku. Powoli opadają emocje. Śnieg sypie mocniej, kolejny ostatni już miot. Psy głoszą znów zwierza, pada strzał do lisa jednak, jak się później okazało, niecelny. Mykita uchodzi z życiem. Dzień pomału się kończy czas wracać na stanicę. W drodze powrotnej nasz najstarszy kolega snuje ciekawą historię z tak odległych dla mnie czasów, że nie mogę uwierzyć, iż słyszę ją od nadal rzutkiego i sprężystego człowieka, brzmi ona niemal jak opowiadanie Korsaka.

Za chwilę następuje uroczysta zbiórka, kilka słów prowadzącego polowanie, wybór króla polowania, podziękowanie za bezpieczne i udane łowy, piękne sygnały grane na rogu oddające szacunek strzelonej zwierzynie i zakończenie polowania. Wszyscy się żegnają, życzą sobie sukcesów w kniei, niektórzy umawiają się już nazajutrz na polowanie. Ruszamy do domów. Znów nie mogę spać, śnią mi się kolejne przygody w najdalszych zakątkach naszego łowiska... a czarny rycerz, bezpieczny, biegnie zagajnikiem.




11-02-2013 11:41ULMUSMój mentor łowiecki mawia w takich chwilach: " Widzisz ... to już jest na zawsze Twoje ,tego już Ci nikt nie zabierze" .

Gratuluję odyna i ciekawego opowiadania.
31-01-2013 09:31MeseliPiękne.
30-01-2013 21:51kosinusTym skromnym opowiadankiem chciałbym podziękować wszystkim piszącym opowiadania na Forum za upiększanie i uwiecznianie naszej pasji. Darz Bór! Kosinus

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.