DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Trapper26-07-2013
Pretensje

Szczęśliwi ci, którzy maja jakiś siódmy zmysł, zawsze są we właściwym czasie na właściwym miejscu. To im przydarzają się same ciekawe przygody, to oni wygrywają w Totolotka, to oni maja szczęście do pięknych i ciekawych kobiet. Wszyscy inni to zwykli przeciętniacy którzy niekoniecznie maja pecha ale przez to, że los się do nich rzadko uśmiecha prowadzą zwykle, prozaiczne życie.

Takim właśnie zwykłym prozaicznym człowiekiem, który nie miał szczęścia był Józek. Z jednej strony Józek miał szczęście ponieważ miał ładną, gorąco-krwistą żonę pochodzącą z Ameryki Południowej. Z drugiej strony nie miał szczęścia ponieważ jego żona była ciągle niezadowolona. Cały czas miała do Józka jakieś pretensje. Józek miał w swym umyśle szczęście swojej żony i ciągle myślał jak tą sytuację poprawić.

Józek dużo czytał, a szczególnie interesowały go książki o kulturach wschodnich. W książkach o kulturach wschodnich Józek wyczytał - „Co jesz, tym się stajesz”. Aby poprawić stosunki z żoną Józek pewnego dnia zakupił 12 kogutów myśląc, że jeśli zje 12 kogutów sam stanie się kogutem. Zjadł 12 kogutów ale nic się nie zmieniło.

Pewnego dnia nadarzyła się inna okazje. Heniek, kolega Józka wylosował licencję na bizona i od razu przyszło do głowy Józkowi, że jeśli zje klejnoty amerykańskiego bizona otrzyma siły witalne byka. Józek utrzymywał swoje plany w tajemnicy przed wszystkimi ponieważ jak się można domyślić była to dla niego nieco wstydliwa sprawa. Tylko on jeden wiedział o swoich planach.

Heniek, który wylosował bizona miał jeden problem, mianowicie dwa tygodnie temu ułamał sobie lewą nogę i musiał nosić gips przez dwa miesiące. Heniek zawsze wszystko robił porządnie i tym razem też nie złamał ale ułamał sobie nogę tak, że na skórze tylko wisiała. Bardzo go ta noga bolała, tak że lekarz musiał mu przepisać silne tabletki na ból, z których ja również skorzystałem ponieważ Heniek (dobre serduszko) dał mi ich dwie butelki. Trzymałem te dwie butelki w szafie jako jedyny lek w domu na wypadek gdybym i ja sobie coś ułamał. Heniek nieszczęśnik ze swa ułamaną noga musiał poruszać się o szczudłach a szczególnie trudne było dla niego przekraczanie jakichkolwiek przeszkód. Mimo wszystkich przeciwności cenny Heniek musiał pojechać na to polowanie ponieważ to on miał właśnie licencję na bizona.

Wyprawa na bizona miała się odbyć pod koniec listopada a do tego wymagane było stado koni jako środek transportowy. Józek miał kolegę o imieniu Steve, który miał 20 koni oraz wiele lat doświadczenia jeśli chodzi o polowanie z końmi. Tak wiec pomiędzy nimi trzema: Heńkiem, który miał licencje na bizona, Józkiem, który znal Steva oraz Stevem, który miał konie miało dojść do skutku polowanie na bizona.

Cała trójka Józek, Heniek i Steve przystąpiła żwawo do przygotowań do wielkiej wyprawy na bizona w trudnych zimowych warunkach. Steve, najbardziej doświadczony wybrał 9 najłagodniejszych, najbardziej niezawodnych koni, ciągle mając na uwadze, że na jednym z tych koni musi jechać Heniek ze swoją sztywną nogą. Aby umożliwić Heńkowi wejście na konia Steve wymyślił specjalna drabinkę sznurową, która sięgała do samej ziemi. Drabinka została przetestowana przed wyjazdem. Aby wejść na konia Heniek musiał metodycznie najpierw postawić swą złamaną nogę na pierwszym szczeblu drabinki, dbając przy tym o balansie, podnieść prawą nogę na następny szczebel i podnieść całe, nielekkie zresztą ciało na prawej nodze i tak powtarzać całą operację aż jego biodra znajdą się powyżej siodła. Wtedy wystarczyło przełożyć prawą nogę ponad siodłem i już Heniek siedzi na koniu. Cała operacja trwała dobre pięć minut ponieważ Heniek oprócz złamanej nogi miał również spory brzuch od dużej ilości wypitego przez lata piwa, który dodatkowo przeszkadzał mu we wchodzeniu na konia. Cały czas przy tej operacji asystował mu Józek i Steve dając mu instrukcję i zachęcając go do dodatkowego wysiłku. Po kilku próbach Heniek kompletnie opanował sztukę wchodzenia na konia ciesząc się za każdym razem kiedy był już na wierzchołku konia. Tylko inne konie patrzyły ze zdziwieniem dlaczego ten jeździec ma tak dziwnie wyprostowana nogę. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie widziały.

Heniek zapewniał, że jest gotów aby jechać na polowanie i że nie będzie z nim żadnego problemu. Józek trochę mu nie dowierzał i podświadomie martwił się o niego nie przypuszczając nawet przez chwile, że to z nim mogą być problemy.

Tak jak to było zaplanowane pod koniec listopada pełna entuzjazmu trójka wyruszyła na łowy. Po 3 godzinach jazdy dotarli na miejsce. Grzani emocjami czekającej ich przygody przespali się w metalowej przyczepie gdzie wcześniej podróżowały konie. Mimo, że było minus 20 stopni Celcjusza nikt nie narzekał na zimno.

Miejsce, gdzie spodziewali się ujrzeć pierwsze bizony i gdzie mieli założyć obóz, oddalone było o 20 km. W warunkach zimowych, kiedy jest ślisko to około 3-4 godziny jazdy na koniach. Po 3 godzinach, szybciej niż myśleli, byli na miejscu i szybko zabrali się do urządzania obozu. Po następnych 3 godzinach wszystkie 9 koni były rozsiodłane, stał płócienny namiot a w kociołku gotowała się zupa. Na północy w listopadzie dni są krótkie i było za późno aby wyruszać na polowanie. Jutro rano skoro świt wyruszymy, ustalili między sobą.

Było jeszcze ciemno kiedy Steve wygrzebał się ze swego śpiwora, zajrzał do koni i rozpoczął przygotowywanie śniadania. W międzyczasie Józek i Heniek wstali. Po śniadaniu zebrali konieczny ekwipunek i osiodłali konie. Potem nastąpił cały rytuał wsadzania Heńka na konia i byli gotowi. Wyruszyli w drogę. Po ujechaniu zaledwie 500 m potrzeba było przekroczyć rzekę i tu zaczęła się rzecz, której zawsze należy się spodziewać po koniach. Koń, na którym jechał Józek zaczął kręcić grzbietem niespokojnie tak, jakby go coś uszczypnęło albo ukłuło. Po czym zakwiczał coś w swym końskim języku, stanął dęba i zaczął intensywnie machać przednimi nogami próbując zrzucić jeźdźca ze swego grzbietu myśląc pewnie, że to on jest przyczyną jego dyskomfortu. Wyglądało to jak klasyczna postawa czarnego ogiera z filmu „Zorro” ale to była ostatnia myśl jaka by przyszła Józkowi w tym momencie do głowy. W ogóle nie czuł się jak Zorro. Pierwsze brykniecie spowodowało, że Józek nieoczekiwanie podskoczył dobre półtora metra do góry ładując narządami rozrodczymi prosto na element siodła zwany „rogiem”. Róg to element siodła wielkości małej pięści wyrzeźbiony z drewna, który to element jest używany do wiązania cugli oraz do trzymania się. Józek nie dość, że nie czuł się jak Zorro, to na dodatek nie pobił żadnego rekordu rodeo ponieważ był w stanie utrzymać się na koniu tylko przez kilka sekund wylatując w powietrze dwa razy. Za drugim razem na szczęście już nie wylądował na rogu ale pod koniem widząc zamiast nieba koński brzuch i końskie kopyta. Spadając na ziemię koń wylądował na ziemi nie dotykając Józka i wtedy Józek przez chwile uświadomił sobie, że ma jednak szczęście.

Pozostała reszta koni patrzyła w tym czasie na to co się dzieje zastanawiając się co robić: czy też wierzgać czy stać. Steve dokładnie zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji ponieważ tak się właśnie dzieje, że jeśli jeden koń bryka, w każdej chwili jeden z pozostałych ośmiu koni może zacząć brykać. Nie wiadomo było tylko który? Heniek zszokowany obserwował całe to zjawisko oczyma większymi niż monety dwudolarowe (około 28 mm) i po raz pierwszy od wielu lat najszybciej jak tylko mógł odmawiał pacierze: aby tylko mój koń nie zaczął skakać Panie Boże. Pan Bóg widocznie wysłuchał Heńka ponieważ po dwóch skokach i kilku wierzgnięciach rozszalały koń uspokoił się i wszystko wróciło do normy w miarę jak zimne krople potu zaczęły stopniowo zamarzać na brzegu jego czapki.

Józek wyraźnie poszkodowany, po ustaleniu gdzie jest niebo a gdzie ziemia koncentrował się teraz na najważniejszym. Czy aby klejnoty nie ucierpiały nadmiernie. Steve głęboko wierzący człowiek nigdy nie mając żony a nawet narzeczonej widząc tę reakcję uspakajał Józka mówiąc, że przecież już ma troje dzieci a wiec tak na dobrą sprawę te narządy nie są mu już koniecznie potrzebne. Steve nie zdawał sobie sprawy z tego, że żona Józka mogłaby mieć pretensje do Józka i do niego również.
Tak jak to uczyli Józka w szkole karate, Józek wykonał kilka podskoków aby wszystko opadło, tak jak ma być i mimo ewidentnego bólu wdrapał się na konia i wyprawa ruszyła dalej. Przez resztę dnia ani później Józek nie skarżył się ani słowem tylko szeroko i wolno chodził.

Następnego ranka grupa myśliwych strzeliła bizona ale nie tak jak to było zaplanowane przez Józka. Józek zostawił genitalia bizona w lesie.

Ostatecznie wszelkie plany na zwiększoną potencję prysły a nawet sprawy poszły zupełnie w przeciwnym kierunku do tego stopnia, że po kilku miesiącach dowiedziałem się, że współżycie Józka i jego gorącokrwistej żony znacznie się pogorszyło. Na mięso z bizona nie chciała patrzeć.
Kiedy Józek albo Steve próbował jej coś wytłumaczyć, krzyczała coś po hiszpańsku, czego nie mogła wyrazić po angielsku ponieważ brakowało jej słów, machając przy tym rękami i pokazując ewidentnie, że ma do Józka i do Steva a nawet do bizona wielkie pretensje.




07-10-2013 19:05Jozef StarskiTrapper, fajną przygodę miałeś okazję przeżyć i opisać... A ten Józek to nie wie, że w British Columbia jak i w okolicy, można legalnie nabywać...nie, nie jądra bizona, a Viagrę lub Cialis?.. I nie ma jak piszesz, pań ładnych i ciekawych równocześnie. Są albo takie, albo takie lub coś najcześciej pośrodku...No to się naraziłem... tym paniom po piedziesiątce...
Z poważaniem - Joe
03-08-2013 10:08zmoraPanie się śmieją z opowiadania , zwłaszcza te po 50tce...
02-08-2013 01:16TrapperPanowie po 50-tce milcza.
26-07-2013 13:46cypis111;-
Przecież to normalne iż południowa Amerykanka jest rozdarta od ucha do ucha i wcale nie ma u nich bizonów pomimo że istniała najstarsza indiańska kultura.
Kto w ogóle wymyslił by brać sobie metyskę za połowicę i do kulturalnego narodu wprowadzać dając jej z powazaniem sytuacji cywilizowanego faceta na patelni z jadrami bizona
Świat nie widział....

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.