DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Hubert229-10-2013
Kozioł od Łowczego

Dzień jak dzień, piątek 23.08.2013 roku. Siedzę w pracy, ciągle ktoś dzwoni: a to się Krzysiowi syn ma się urodzić (gratulacje), a to Skarbnik Tomasz bez imadła drugiego dzika strzelił w ciągu tygodnia co jest cudem, a to Mariusz jedzie do Szwecji a chce jeszcze zapolować na kaczki tylko jeszcze psa musi sobie kupić na ptactwo. Następny telefon - dzwoni Jarek i już krzyczy, że wrócił z Norwegii i chce odstrzał na kozła. Dobra koleś, przyjedź, dostaniesz, jesteś pracowitym myśliwym w Kole to Ci się należy. I tak do szesnastej godziny trzeba pracować przy tych ciągłych telefonach i najściach kolegów myśliwych na kawę. Na szczęście szefa w pracy mam cierpliwego. Łowczy w kole musi być jak ksiądz - wysłuchać i poradzić oraz musi być mocno cierpliwy i elastyczny. W międzyczasie puszczam żonie smsa, że jadę na ryby po pracy na swój staw połapać, powrotny sms brzmi stanowczo "nie", ja puszczam następny, że jadę i w końcu cisza.

W ryby do stawu zaopatruje mnie mój serdeczny i kochany kolega Czesław, wytrawny psiarz, zakochany w Jagterierach. Za to, że jestem jego dobrym kolegą od psów i że umiejętnie zachwalam uroki jego ślicznej i dobrze gotującej żony dostaję od niego ryby na ten mój pojemny staw i doucza mnie jak z rybkami mam postępować.

Już dobrze po piętnastej a tu znów telefon dzwoni - Jarek, że przyjedzie pod koniec mojej pracy po odstrzał. Mówię mu, że jak mnie w pracy nie będzie, szukaj mnie na rybach. W końcu siedzę i dumam sobie na pomoście o tym naszym głośnym i ciekawym i opisywanym Kole, przy okazji oglądam trzy łabędzie na stawie co mi nagminnie wyjadają karmę dla ryb a tu wpada Jarek i już chce odstrzał. Mówię mu czekaj chłopie, połapię sobie te smakowite tłuste karpie od Czesława co mi je darował z dobrego serca i z wielką ochotą ze swojej hodowli. Podjeżdża następny samochód, wychodzi Bodzio, wytrawny myśliwy dzikarz i opowieści lecą jak z rękawa i nie dają połapać. Ryby się denerwują, że je tak zaniedbuję i nie zauważam ich brań na wędkę i przestają w ogóle interesować się moją przynętą. W końcu Bogdan się zabiera na te nocne podchody na dziki, co go przez cały rok robią w konia a Jarek prosi, chodź Krzysiek pojedziemy razem na kozła, znasz teren to szybciej coś ciekawego strzelę. Trudno, trzeba wędki zwijać i jechać w sandałach na tego wymęczonego po rui kozła. Pa pa moje złote rybki, dziś nie będzie koncertu życzeń.

Odstawiamy mój samochód do miasta i jedziemy wpisać się do książki wyjść. Chwila myślenia, gdzie by to było dobre miejsce na zdobycie tego upragnionego mocnego kozła dla Jarka. Przypomina mi się stary kozioł za Gajowym co uciekł mi jak byłem z dewizowcem w maju. Był stary, morda siwa i na głowie też dosyć mocny, ciemno umaszczony ale uwsteczniający się pewnie też mocno głuchawy, dobry dla Jarka. Więc decyzja, wpis do książki i jedziemy. Będziemy oczekiwać kozła na ścianie lasu z możliwością podchodu. Gdzieś po dobrej godzinie na ściernisku widzę dwie jasne kozy i kozła ale mój kompan coś nie dowidzał i ciągle się pytał, gdzie te sarny są. Chłop kilkanaście lat młodszy ale jakoś taki nie spostrzegawczy. Mówię, przetrzyj oczy, może nie wyspany jesteś bo przezroczystość powietrza jest dobra. Pokazuję mu wyraźnie, że są trzy sztuki, w tym mocny kozioł gruby u dołu i w ciemniejszej sukni od sarn. Decyzja i podchodzimy. Jarek patrzy przez lunetę, co mu żona kupiła w prezencie na urodziny, a ja przez jego starą ruską lornetkę (nową Zeiss sknera trzyma w domu). Kozioł nas zauważył i rusza do lasu. Wreszcie się zatrzymał przed lasem i jest na pewno ze 150 metrów od nas. Widzę, że to uwsteczniony stary kozioł i mówię - Jarek strzelaj, śliczny kozioł. Zerkam na Jarka, postawa prawidłowa, ręce się nie trzęsą, broń na pastorale, napina przyspiesznik, więc ja moment i patrzę przez te stare porysowane ruskie szkła na reakcję kozła, który zaraz pewnie przyjmie kulę. Strzał, kozioł rusza ale po małym kółku kładzie się w kępie chwastów na polu a kozy ekspresowo już są w lesie. Myślę trafił, bo chyba by tak kozła nie wyłożyło ze śmiechu. Gratulacje i podchodzimy do kozła. Kozioł pisze testament, jest śliczny ciemno ubarwiony, na jednym parostku w sumie grube szydło z krótkimi odnogami drugi parostek ładny gruby szóstak. Waga na jedno oko powinno być gdzieś ponad 500 gram a na drugie oko wiek z siedem lat. Całuję go w łyse białe czoło przez które pewnie kozła spłoszył bo chłop szczęśliwy i radosny, że takiego Capa odstrzelił i to jednym strzałem i bez ściągania brata z posokowcem.

No i trzeba było od razu zadzwonić do naszego przyjaciela Olka, naszego miłego kompana aby mu gula skoczyła w gardle, że Jarek nie jest o wiele gorszy od niego i że też będzie się mógł pochwalić pewnie kozłem medalowym. Oluś gratulował serdecznie, tylko mu jakoś struny głosowe cienko w gardle grały. Cieszy się Jarek, że to jego najlepszy kozioł i w dodatku selekt których ma na ścianie pewnie ze 100 sztuk, pięknie pooprawiane na rzeźbionych deskach. Wart był u mnie chłopina takiego kozła gdyż jest myśliwym z krwi i kości. Dba bardzo o zdobyte trofea, oprawia je bardzo starannie i eksponuje w swoim domu gdzie gości tylko myśliwych właśnie w tym salonie w otoczce myśliwskich mebli. Przez szerokie okno w salonie można zaobserwować kojce z psami myśliwskimi. Posiada kilka psów Kareli, z którymi poluje po całej Polsce na różnych polowaniach zbiorowych. Doceniają myśliwi z Polski i zagranicy walory jego użytecznych psów więc ma wielu klientów na szczeniaki z jego hodowli. Spod tych psów zdobył kilka ładnych odyńców których oręże pięknie się eksponują na ręcznie rzeźbionych deskach w jego salonie. Również i ja kilka razy miałem możliwość zobaczyć jego psy w akcji z dzikami gdzie faktycznie mój jagterier Blesk to uczeń przy tych profesorach choć czasami podszczypywał je po wytartych piętach. Wspomnę jeszcze o jego cierpliwej żonie Marlenie, na którą spadają obowiązki karmienia i sprzątania po tej ilości psów myśliwskich gdy Jarka nie ma przez dłuższy okres czasu w domu. Zwróciłem uwagę jak czysto mają te psy i jak bardzo są zadbane i wykarmione.

Marlena nawet przyjmuje zwierzynę strzeloną na skup, który posiadają u siebie w domu gdzie fachowo ocenia klasę odstrzelonej zwierzyny. Wspaniała gospodyni i tak jakby nie miała nerwów w stosunku do kolegów myśliwych męża, którzy go bardzo często nachodzą w domu a później wyciągają do lasu. Zawsze uśmiechnięta, serdeczna i wyrozumiała dla pasji swojego męża. Wspomaga ją mała Julka, córka oczko w głowie tatusia, która już teraz mówi, że zostanie Dianą i będzie polowała z tatą, a na imprezach w naszym Kole zawsze jako pierwsza uczestniczy przy rozdawaniu posiłków dla zmęczonych polowaniem myśliwych.

I na zakończenie Jarek ma jeszcze jeden odstrzał na drugi obwód więc ma szansę na zdobycie następnego ładnego selekcyjnego kozła. Podpowiadałem mu aby zaczął nosić czapkę to nie będą się tak płoszyć kozły rażone odblaskiem jego czoła. Nie widziałem u niego na ścianie ani jednego normalnego szóstaka spośród wielu jego zdobytych parostków a co sam stwierdził, że najlepszym kozłem na ścianę jest myłkus i selekcyjny kozioł więc Jarku powodzenia w zdobywaniu tych Twoich kochanych myłkusów i selektów. Darz Bór.




30-10-2013 17:20Hubert2 Stanisławowi P VEl Haluk nic nie odpowiada umie tylko obrażać wszystkich wokoło. Poczekamy czy zostanie utrzymane w mocy te 3 tyś i pogadamy wtedy kapralu. Kalemu wolno obrażać ale Kalego to już zgroza.
30-10-2013 08:00HalukGłówny ""bochater" "psełdo" opowiadania to Jarosław K. z Jarosławia pod Zamościem myśliwy zawieszony za kłusowanie z psami. Nikt kłusola nie chciał przyjąć do koła ale takich Krzysztof K. (Hubert2) lubi, bowiem pompując nimi koło zyskuje głosy. Wyzywanie Pawluka od kaprali i zarzucanie mu w ten sposób przeszłości PRL-owskiej bardzo zabawnie brzmi w kontekście wylansowania przez Krzysztofa K. na prezesa kadrowego pracownika SB Edmunda Majdera szczycącego się tym, że w tamtym środowisku miał aż 16 tajnych wywiadowców. Prezes, który nie przeszedł weryfikacji z powodu swej służalczości dla reżimu potrzebuje społecznej akceptacji, którą Krzysztof K. zapewnia mu towarzystwem rekrutowanym z łowieckich spadów takich jak "bochater" tego "psełdo" opowiadania. Ps. Cytaty żywcem przepisane z innych tekstów Huberta2 - Krzysztofa K. Ps.2 W kodeksie nie ma kary 3 tysięcy za "wywołanie alarmu". Najwyższa kara za wywołanie zbędnej interwencji pod warunkiem, że dokonano tego z próżności lub dla żartu wynosi 1500 złotych.
30-10-2013 07:27Hubert2Za tydzień nastepne opowiadanie będzie sie miał jak udzielać S P VEL Haluk
30-10-2013 07:26Hubert2Że ten S P. ma tyle nicków. Szkoda że kapusi ubywa mu w tym Kole tak jak jego wywalili. Nawet nie umie uszanować tego co jest opowiadaniem. Wstyd kapralu.Do dziś w Misi Zarząd Koła wali głową w mur że takiego PRLowca przyjeli do Koła.
29-10-2013 23:07MAUZESWstydu oszczędź..! Polecam wszystkim "Ponowa" Hrubieszów show: http://www.lowiecki.pl/tv_watch.php?id=230

Niech będzie troszkę obiektywizmu! Ogólnie żenada jak się wybiela! Proponuje zachowywać się poprawnie, a nie opowiadaniami z księżyca!
29-10-2013 21:51Hubert2Prosty ale ciekawy Stanisław P VEL Haluk . Juz nie długo opisze o swoich sprawach Jednej w Zamościu gdzie staje na ławie oskarżony właśnie z pomówień a druga skazany za nasłanie Policji dla Koła Łowieckiego fałszywym alarmem i skazany 3.000 zł przez Sąd w Hrubieszowie. Nawet nie umie uszanować tego co jest świętością dla młodych myśliwych a co nazywa się łowiectwo.Ale coż stare nawyki kapusi zostają cóż nie prawda panie kapralu z PRLu
29-10-2013 21:24HalukO czym właściwie jest to opowiadanie? O wielkiej władzy despotycznego łowczego? Czy o jego możliwościach dawania lub nie pozwolenia na polowanie. Ten język nie daje możliwości zrozumienia istoty sprawy. Lumperski jakiś. A nazwy? Jakieś dalekie od języka łowieckiego. Myślę, ze ciekawsze opowiadanie napisł by Hubert2 o dzisiejszej rozprawie przed Sądem Rejonowym w Hrubieszowie gdzie był sadzony za fałszowanie faktury na szkode Koła Łowieckiego nr 45 "Ponowa". Czy sędzina ponownie uniewinni jak w przypadku oskarżenia za przestępstwa w poprzedniej pracy (przekręty materialne) czy dowali tym razem nie bacząc na osobiste sympatie? Napiszesz o tym? Ciekaw jestem wyroku.
29-10-2013 14:37cypis111Ładnie Hubert
A aaaa... łowczy?
No tak ciągle pod telefonem i ze nerwy Ci jeszcze nie puściły/
DB!

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.