DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Ziggy06-01-2016
Podprowadzający Francuzka i Józef

Nadszedł długo oczekiwany maj, pogoda jak marzenie. Sezon na kozły w pełni, ale jak to w życiu bywa nie dla każdego słońce jednakowo świeci. W naszym kole wszystko co ma ,,rogi" przeznaczone jest dla dewizowców, bo inaczej sami będziemy płacić za szkody łowieckie. Ja od podprowadzania tych panów trzymam się z daleka, nie mam zamiaru uganiać się z jakimś huncwotem, który przyjechał strzelić piętnaście rogaczy. Wszyscy o tym wiedzą i mnie nie badrują.

Siedzę sobie w Bogaczowie na mojej gospodarce przy stole z Józefem - moim zarządcą i pijemy coś złocistego bez nazwy, coś co Józef odcedził i porozlewał do butelek dawno temu, mówi że będzie z dziesięć lat jak dojrzewa w butelkach. Nie powiem, ma to swoją moc, a smak można by rzec młodej kobiety, no to wiadomo jak nam to smakowało.

Kiedy zadzwonił telefon, Józef właśnie kładł na stół następną butelkę, a zza pazuchy wyciągnął pęto suchej kiełbasy, pewnie tak samo starej jak jego nalewka, ale pytać nie wypadało.

Józef - poznaliśmy się w wojsku w 1973 roku w Żaganiu i już tak zostało do dziś. Średniego wzrostu o bardzo szczupłej budowie i lekko pochylonej sylwetce do przodu, o niesamowitej kondycji. Jego twarz sucha, zorana bruzdami jak deska na ścianie ambony, która przez lata bita strugami deszczu, broniła myśliwych przed wiatrem i słotą. Praca w leśnictwie i na jego cztero- hektarowym deputacie, ciągle na powietrzu - to było jego życie, które kochał a nie wyobrażał sobie innego. Wszystko co uprawiał na swym deputacie podporządkowane było dzikom. Sadził ziemniaki, ale tylko tą odmianę co w zeszłym roku, bo za nią właśnie dziki przepadały. Owies siał na tym kawałku pod samym lasem, by dziczyska daleko chodzić nie musiały. Zdarzało się że dziki wykopały ziemniaki zaraz na drugi dzień po ich wsadzeniu, no i sadzić trzeba było od nowa, lecz on nie miał im tego za złe, a żonie tłumaczył, że dziki też muszą jeść, tak jak wszyscy.
Na deputacie nie polował, no chyba że miarka się przebrała i po trzecim dosadzeniu ziemniaków brał swój dryling by świńtucha pazerności oduczyć.

Józef odebrał telefon. Prezes dzwoni – powiedział, podając mi telefon. - Ziggy, mam problem i potrzebna jest twoja pomoc - usłyszałem w słuchawce. - Prezes, ja dziś żyję bezproblemowo i chciałbym, żeby tak zostało. - Przestań się wygłupiać, mam dewizowca który, a właściwie która ma do odstrzału cztery rogacze i prosiła żeby ją podprowadzał ktoś z ,, językiem" jeśli jest taka możliwość. Dziś jest zmęczona po podróży, polowanie chciałaby zacząć jutro. Bądź w naszym domku około drugiej, ja z nią będę tam czekał na ciebie. No i cóż było robić, zgodziłem się.

Do naszego domku przyjechałem dokładnie o drugiej. Samochód prezesa stał już pod domkiem, na zewnątrz nie było nikogo. Wszedłem do środka, oboje siedzieli przy stole pijąc kawę. Po przywitaniu i wymianie kilku grzecznościowych zdań, dałem jej do zrozumienia że już czas na wyjazd do łowiska. Prezes łypną na mnie spode łba i pogroził mi swoim tłustym paluchem.

Francuzka - kobieta przeciętnej urody, lekko po czterdziestce, bardzo zgrabna, co podkreślała swoim ubiorem. Miała na sobie rozpinany sweterek z długim rękawem koloru brązowego i takiego samego koloru skórzaną kamizelkę. Skórzane spodnie do kolan a na nogach zielone, gumowe buty z zamkiem z boku. Przyznać się muszę, że wygląd tej pani bardzo mi się podobał. Oczywiście niczego po sobie nie dałem poznać, można by rzec, twardym jak dąb.

Wsiadła do mego Jeepa z gracją, nóżki razem w moją stronę, pierś wypięta, przeprosiła mnie, że chciałaby spiąć włosy, o czym zapomniała zrobić wcześniej. Ot szelma, myślę sobie, robi to specjalnie. Udaję, że nie zwracam uwagi na nią i na to co robi, ale kątem oka obserwuję ją. Jednym słowem kobieta klasa.

Niosąc jej sztucer, na ambonę wszedłem pierwszy, choć plan był inny. Usiedliśmy na ławce. Po odsapaniu wspinaczki po drabinie kazałem jej załadować broń. Powiedziałem też gdzie i o której godzinie wyjdzie kozioł. Znałem tego starego capa, od lat wychodzi w tym samym miejscu
i o tej samej godzinie, jak gdyby miał zegarek. Do jego wyjścia mieliśmy jeszcze sporo czasu.

Zacząłem rozmowę, o tak skąd jest, co robi, czy po raz pierwszy w Polsce. Ona pyta skąd znam język. Zaskoczeniem było kiedy jej powiedziałem, że jestem też obywatelem Kanady i że mieszkam w Montrealu. Rozmowa toczyła się w najlepsze: rozmawialiśmy o Montrealu, o polowaniach w Kanadzie, Francji i Polsce. Było dużo pytań z jej strony. Okazała się kobietą bardzo ciekawą, która na co dzień razem ze swoim ex mężem prowadzi klinikę dentystyczną. Podczas naszej rozmowy stwierdziła, że jej skórzana kamizelka grzeje ją jak piecyk i że musi ją zdjąć, co też uczyniła.

Rozsunęła zamek w prawym bucie, robiąc to samo w lewym i oparła się o mnie. Teraz widziałem jej jędrne piersi, które do połowy zakrywał czarny koronkowy stanik. Przyłapała mnie na tym i uśmiechając się powiedziała, że jest jej teraz dużo lepiej. Przez chwilę obserwowaliśmy teren przed nami, ale nic się nie działo.

Sięgając po swój plecak, znów oparła się o mnie choć wcale nie musiała. Wyciągnęła z niego sporej wielkości piersiówkę, pociągnęła z niej spory łyk, podała do mnie, no to i ja pociągnąłem zdrowo, bo ja zdrowy jestem. Już wiem do czego to idzie. Patrzymy teraz znowu, czy coś się wychyliło. Nie ma nic i dobrze.

Francuzka odstawia broń do kąta, pociąga znowu z piersiówki, no i znowu moja kolej. No i cóż ty zrobisz, stało się. Na ambonie zeszło nam do północy i dwa dni w hotelu. Kiedy prezes nas odszukał, byliśmy w szampańskim nastroju i żadne kozły nie były nam w głowach.

Ty jazda do domu, a jej powiedz, że polować teraz będzie ze mną.

Do domu dotarłem wieczorem. Józef siedział przy stole, łypnął na mnie spod łba i tak jakby od niechcenia, jakby mu szkoda było usta otworzyć, wydusił z siebie: - Prezes cię szukał.
- No co Ty - i usiadłem po przeciwnej stronie stołu.
- Słyszałem od prezesa, że kozłów nie było - i skrzywił gębę co miało znaczyć że się zaśmiał.
- Co Cię dziś tak na gadanie wzięło - skarciłem przyjaciela.
Józef roześmiał się, lecz tym razem szczerze, wstał od stołu i wyszedł, by po chwili wrócić z butelką nalewki i pętem suchej kiełbasy. Nalał do kieliszków. Wypiliśmy, on powąchał rękaw swojej starej marynarki i głośno wypuścił powietrze, ja zagryzłem kawałkiem kiełbasy.

Józef nie zadawał więcej pytań, rzucił tylko tak, jak by od niechcenia: - Duży dzik chodzi do dębiny, trzeba iść po niego wieczorem.
- Nalej – powiedziałem.
Wypiliśmy.

Wieczorem po dzika nie poszliśmy, jakoś trudno było się nam rozstać.
Dzika strzeliłem następnego wieczoru.

Darz Bór




10-01-2017 10:22policemanK9powiem tak czytałem jednym tchem, może dlatego, że też "zdrowy" jestem i do gender mi daleko :) mam też podobne historie, ale jakoś przelać na papier vel ekran ich nie mogę bo wtedy no wiecie "strażnik patrzy" :)
09-01-2017 11:13postmaByła rybka i było branie. Tylko kto był rybką?
08-01-2017 01:52ZiggyDziękuję Koledzy za dobre słowa.
Jest tu dużo opowiadań, są takie które czyta się jednym tchem, ale są też i takie które przestajemy czytać nie dochodząc do połowy, lecz prawie wszystkie dotyczą dzików, jeleni i innych zwierząt.
Moje opowiadanie bez wątpienia różni się od innych. Jest ono adresowane do myśliwych, bo to szczególna grupa ludzi lubiąca żart, kpiny no i opowiadania mrożące krew w żyłach.
Opowiadam o tym co spotkało mnie w życiu i nie wstydzę się tego. Cieszmy się życiem, polowaniem, biesiadą przy ognisku, żoną, przyjaciółką bo czas ucieka.
Pisząc to opowiadanie chciałem by myśliwy czytając miał uśmiech na twarzy i jestem pewien że mi się udało.
Jeszcze tylko przytoczę powiedzenie które miał w swym zwyczaju mawiać tatuś Tomka P. ,,Polowanie to najpiękniejsza rzecz na świecie, zaraz po dupceniu"
Jeszcze raz dziękuję DARZ BÓR
Zygmunt Królicki
22-05-2016 09:34skobonChwalidupa. Powinien dostać po pysku od opisanej "damy"!
01-04-2016 12:39xMateuszAni jedno - ani drugie! To zwykłe .......
01-04-2016 01:06nielesniczyNie wiem czy to szczescie czy nieszczescie spotkac taka kobiete.
25-03-2016 13:57xMateuszrobcio2! Zamiast do łowiska zapylaj po przygody do agencji towarzyskiej.
20-02-2016 13:23robcio2Świetne opowiadanie. Język zgrabny jak ta Francuzka. Bardzo ciekawa osnowa - wszak na polowaniu nie zawsze zwierza się strzela. Tu zdarzyło się, rzekłbym, upolowaC łanię :-) rogacza. Dla mnie rewelacyjna przygoda. Darzbór.
20-01-2016 09:10xMateuszVantar! Jeśli skończyłeś pisać pracę i głupoty ci łażą po głowie to kup sobie świerszczyk. Wrażeń będziesz miał więcej niż z tej pseudopornograficzneo "dzieła" Ziggy-ego.
17-01-2016 20:14Vantarmiłe zaskoczenie co do historii, że czytałem 3 razy :) nie przejmuj się tymi prawiczkami bo ich żal ściska, że ich to nie spotkało, oby więcej takich opowiadań!
Darz Bór
10-01-2016 16:46hunter26Darz Bor Kol. Ziggy.
10-01-2016 09:17sumadaBardzo fajne opowiadane i zgrabnie napisane.
09-01-2016 04:06ZiggyTy który wstydzisz podpisać się swoim nazwiskiem.

Panie X, strasznie zbulwersowany jesteś, siedziałeś w zamknięciu i
dopiero teraz Cię wypuszczono, czy Ty w swym marnym żywocie
przeczytałeś coś więcej oprócz mojego opowiadania, bo wygląda na to że nie.
Ty nie odzywasz się jak człowiek, Ty szczekasz jak wiejski
kundys, który chce ugryźć, ale się boi, a swoim szczekaniem z daleka próbuje robić z siebie bohatera.
Najpierw ja tobie nie pasowałem, teraz czepiasz się bohaterki mojego opowiadania.
Kobiet nie lubisz to widać, może chłopaki Ci w głowie.
08-01-2016 17:54Nemrod_74Hej "mądrale"... czekam na Wasze opowiadania.

Mi się podoba. Za autentyczność.

Pozdrawiam, DB !
08-01-2016 10:22xMateuszWpis usunięty administracyjnie. Przyczyna: post o negatywnym wydźwięku personalnym wobec innego uczestnika forum.
07-01-2016 23:59ZiggyTomasz.3006
A Ty co kanonik jesteś, do żony na spowiedź mnie wysyłasz.
Powiem Ci coś, żałuję bardzo to co zrobiłem, mogłem z tą panią
zostać dłużej.
07-01-2016 22:19Tomasz.3006Ziggy nie napisałeś w sumie nic o żonie była zadowolona z tej twojej wycieczki ....?
07-01-2016 21:05labradorPokazałeś jej swoje Sako ?

A najważniejsze pytanie . Miała lunete Delty na broni ? Myślę że nie bo ostro byś ją zrugał.....

AD Szelest
Casanova to pikuś przy naszym Zygusiu....
07-01-2016 20:46Szelestto Ci Casanova z Canady
07-01-2016 18:08xMateuszDni zawsze mam dobre. Poprawiają mi się jeszcze bardziej jak czytam wypociny przechwalających się, których poza samych siebie nikt nie chce podziwiać.
07-01-2016 16:35ZiggyXMateusz.
Jak Ty to odebrałeś to doprawdy mnie to nie interesuje, i to co Ty masz, a wygląda na to że masz niewiele, sądżąc po Twoim komentarzu. Ja nie muszę niczego wyolbrzymiać,
moi koledzy czytają ten portal, i wiedżą kim jestem, ja nie jestem anonimowy jak TY, ja w odróżnieniu od Ciebie podpisuję się swoim nazwiskiem. Życzę Ci lepszego dnia.
07-01-2016 16:04ULMUSPrzygoda :))) myślę że to opowiadanie bardziej zachęci młodzież do łowiectwa niż kolejne zdjęcia brzuchatych wąsaczy pod sztandarem, z lubością publikowane w prasie łowieckiej :)))
07-01-2016 12:05MARSChwałę za to łowiectwu przyniósł niebywałą wywiad z kłusownikiem sarny :)
07-01-2016 10:08PaStaxMateusz, są i tacy, co to już nic nie mogą, więc i krytykować będą.
07-01-2016 05:40xMateuszTekst typowy dla faceta co to już coraz mniej może. Dobry na popijawę pod kioskiem. Łowiectwu chwały nie przynosi. Tu chodziło raczej o popis "kim to ja nie jestem i co to ja nie mam" a nie o "poetykę" łowiecką. Casanova od siedmiu boleści.
06-01-2016 12:23Lisiarz_JanuszFajnie napisane i fajnie się czytało , gratulacje .Po 25 latach pilotowania mogę powiedzieć że znam podobne sytuacje a jedną bardziej dramatyczną....:)

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.