DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Chooraj01-11-2017
Łania

Polowanie zbiorowe w zaprzyjaźnionym kole Darz Bór. Piękna zima, mocny mróz, krajobrazy niczym z obrazów Kossaka czy też Fałata. Atmosfera dopisuje. To już czwarte, przedostanie pędzenie. Koledzy po obu stronach mojego stanowiska strzelają, a ja jak na razie tylko stoję i patrzę. W trzecim pędzeniu wypadła prawie na mnie chmara jeleni, dwie łańki i cztery byki, w tym trzy szpicery i jeden szóstak. Jednak nie zdecydowałem się na strzał, bo biegły zbitą chmarą. Nie sztuka jest strzelić, a ocenić ryzyko i odpuścić. Nie liczyłem w tym pędzeniu na sukcesy łowieckie. Wiatr z pola w las idący zanosił odwiatr myśliwych głęboko w miot. A śnieg pędzony silnymi podmuchami wiatru boleśnie zacinał w twarz, kiedy patrzyło się w stronę pola.

Moje stanowisko było można powiedzieć dość niefortunne, bo ostatnie. Nie liczyłem, aby cokolwiek zdołało do mnie dojść. Tak więc, stojąc pod dużym starym świerkiem zwrócony w miot, założyłem głęboko na głowę kaptur i w ramionach schroniłem swoją wysłużoną choć niezawodną kniejówkę ZH308, nieodłączną towarzyszkę moich polowań. Wiele można o niej powiedzieć dobrego i zawsze czule o niej opowiadam.

Padł sygnał - rozpoczęcie pędzenia. Wsłuchałem się w szum wiatru w koronach drzew i odległe odgłosy naganki. Oddałem się rozmyślaniu o przyrodzie i pogodzie, klnąc w duchu wiatr wiejący zdałoby się bardzo niekorzystnie. Z tego odrętwienia wyrwał mnie pojedynczy strzał od prawej strony. Zaraz za nim następny i kolejny, aż ten grzechot przerodził się w nieustającą palbę zmierzającą w moją stronę. Odwróciłem wzrok w stronę hałasu i moim oczom ukazał się widok niczym ze wspomnień czytanych na łamach Łowca Polskiego. Wzdłuż linii myśliwych, w moją stronę galopowała łania z dumnie uniesioną głową, wcale niespiesznie wysoko unosząc badyle. W pierwszym momencie zdziwienie - tylko jedna?

Zwierz przemieszczał się w moją stronę. Stałem bez ruchu na tle ciemnozielonego świerku, sam odziany w długą zieloną kurtkę, zlałem się ze ścianą boru. Łania widać nie zauważyła mnie, mijając mojego sąsiada lekko skierowała się w stronę lasu, szukając w nim schronienia. W tym momencie zrzuciłem z głowy kaptur, ten ruch spowodował osadzenie łańki w miejscu. Wryła się głęboko badylami w śnieg. W tym czasie ja odbezpieczyłem broń i podrzuciłem do ramienia. Łania gwałtownie rzuciła się w stronę otwartego pola. Szybka analiza sytuacji. Odległość, kierunek, naturalny kulochwyt. Wszystko jest dobre. Położyłem krzyż lunety na ciele łani i wziąłem lekkie wyprzedzenie. Pociągnąłem za spust, padł strzał. Widziałem jak łania zaznacza przyjęcie kuli. Lekko się potknęła, jednak biegła dalej. Szybko przeładowałem broń i położyłem krzyż na oddalającej się łani. W głowie myśl - dam jej jeszcze 10 m i strzelę. W tej chwili łania wykonała piękną świecę i zwaliła się na ziemię pisząc testament i znacząc nieskazitelną biel pola purpurą posoki. Bezwiednie przyklęknąłem, przeżegnałem się i podziękowałem św. Eustachemu tak jak uczył mnie mój pradziad Ostoja – Hełczyński.

Po zakończeniu pędzenia tradycyjnie położyłem pieczęć i podałem ostatni kęs. Przyjąłem gratulacje i złom od kolegów. Widać ta łania była mi pisana.




03-11-2017 00:27ULMUSNoooo Kolego, pięknie się czytało, ale perełka była na końcu. U mnie masz szacun za ten fragment : "Bezwiednie przyklęknąłem, przeżegnałem się i podziękowałem św. Eustachemu tak jak uczył mnie mój pradziad Ostoja – Hełczyński. "
Darz Bór ! :))))

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.